Nie wiem czy pisze tutaj ,żeby poszukać u was rady czy wsparcia.... jakoś tak ....a może poprostu chcę to wydusić z siebie , bo może nie potrzebnie o tym myślę.
A więc tak . Mam cudownego partnera, kochamy się i wiem ,że to nie jest związek na chwile.
Mam dziecko z poprzedniego związku ,które obecny partner uznaje jako swoje , ciągle mi przypomina,że mimo,że nie jest jej biologicznym ojcem to uważa je za swoje . Przyjęłam to do wiadomości i bardzo mnie to cieszy .
Dziecko ma kontakt z ojcem , którego nie ograniczamy.
Ostatnio jednak córka zrobiła się jakaś inna,że tak powiem.Obraża się na wszystko , cokolwiek się do niej nie powie , nie słucha co się do niej mówi ,jak ma coś zrobić to odrazu się obrusza.
Powstaje nie potrzebny zgrzyt .
Potem sprawa ze mną, strzelam fochy o byle co a kiedy partner sie pyta " o co chodzi?" ja nie odpowiadam i on się wścieka . Przestaje się do mnie odzywać a mnie trapi ,że znowu zachowałam sie jak gówniara.
Ostatnia sytuacja miała miejsce całkiem nie dawno , strzeliłam focha , bo on siedział przy kompie , ja nie miałam co robić i się krzątałam po domu , przechodziłam koło niego nie raz ,ale jak ktoś czyta to jest tym zaabsorbowany , wiem , bo ja mam tak samo jak mój partner.... no i strzeliłam focha typu" masz mnie w d...."
Oczywiście wyczuł,że coś jest nie tak i zapytał " co się stało?", ja odpowiedziałam ,że nic ,ale to "nic " zabrzmiało jakbym mu powiedziała " spierd..." mimo,że nie chciałam.
Wkurzył się ,poszedł do kuchni ...poszłam za nim , bo doszło do mnie ,że znowu mój foch o nic wziął nade mną górę, moich przeprosin nie chciał słuchać,powiedział ,że ma je w d...,że nie pierwszy raz sie tak zachowuje.
Potem pogadaliśmy od serca....Powiedział,że on chce mieć spokój w domu , ale ja mam fochy o nie wiadomo co , on nie wie o co chodzi i do tego ,że córka cyrki też odstawia i zacytował przysłowie " Jaka matka taka córka"-jakby nie było coś w tym jest.
Zapytałam go " Nie tego szukałeś?"...on spojrzał na mnie i powiedział,że nie do końca ,że myśłał ,że będzie miał spokój w domu ,ogólnie on sam jest spokojny więc wiem o co mu chodziło.
W każdym razie , po chwili namysłu zapytałam , dodam,że skruszona "Czy mam odejść?" , odpowiedział,że nie mam odchodzić ,że on chce mieć tą rodzinę,że mnie kocha...i ,że mam się zmienić .
Po jakimś czasie ja zaczęłam nad tym myśleć i zrozumiałam , ale bardziej chodziły mi po głowie jego słowa ,że nie do końca tego szukał, uczepiłam się ich ....kiedy mu powiedziałam ,że o tym myślę, i że mam do niego prośbę , żeby mi powiedział, jak już będzie między nami ok . On mi na to ,że jest ok . I ,że mam wyluzować , a potem dodał "S(córka) się ogarnie i będzie ok"
I ja już sama teraz nie wiem , czy w tym wszystkim chodzi o mnie , czy tylko o córkę, owszem wiem,że ja też święta nie jestem ,ale niby między nami jest ok ,ale co innego powiedział na początku .....
Mam myśli,żeby odejść,żeby dac mu spokój , bo to problem tkwi we mnie i ja to wiem .Jestem zodiakalnym lwem ,wiadomo,że lew potrzebuje być w centrum uwagi , ale ja chyba przeginam , bo to nie jest tak,że on siedząc przy kompie ma mnie całkowicie gdzieś , ale to też ja wywyższam i przesadzam , ostatnio sama się na tym złapałam , tak samo sie zachowuje.
Jak myślicie , czy to co powiedział,że nie do końca tego szukał to znak ,że jest w naszym związku źle?
Wiem błacha sprawa i nie licze na rady ,ale czasami wygadać się / napisać zawsze jest jakimś zrzuceniem ciężaru z serca. Ja nie wiem co mam robić....czy zostać czy dać mu ten spokój???