witam wszystkich. mam prawie 18 lat i dosc nietypowy jak na mój wiek problem. mianowicie boję się własnej 18nastki, dorosłości. mam wrażenie, że będąc coraz starsza coraz więcej rzeczy mi umyka. czasem chcę pójść do kąta i płakać,zeby ktos mnie przytulił itp. a to wydaje mi się za dziecinne jak na ten wiek. to może wydac sie dziwne, ale chce nadal dojrzewac, chce to wszystko przeżywać jeszcze raz. nie wiem czy ktoś mnie rozumie. czasem do starszych osób np. nauczycieli czy opiekunów na obozach czuje taką dziwną więź, chce by zauważyli, że jest mi źle i potrzebuje pomocy. przy rodzicach wstydzę się rozmawiać o swoich uczuciach, a co dopiero płakać. nie stać mnie także na taką szczerość przy koleżankach, boję sie odrzucenia. to raczej nie jest normalne i nie wiem co mam z tym robić...
wszyscy oczekują ode mnie bycia dorosłą, dojrzałą, a to mnie przerasta.
nie chcę isć na studia, bo tam będą nas traktowac jak dorosłych, bez ciepła i serdecznosci a ja tego potrzebuje.
słyszałam o syndromie 'wiecznej dziewczynki' i zaczęłam się zastanawiać, ale raczej chyba mnie to nie dotyczy.... jak wy myślicie?
1 2010-08-20 21:53:51 Ostatnio edytowany przez marrrtha (2010-08-20 21:55:58)
Podobne tematy
marrrtha---Kazdy ma prawo do płaczu i nie nalezy sie wstydzic swoich łez,,one nie oznaczają naszą słabosc ani dziecinnosc..
Kazdy płacze nawet Ci najtwardsi,,,pozatym wiedz ze w kazdym człowieku drzemie cos z małego dziecka mimo upływających lat..
To ze bojisz sie dorosłosci to nie jest powód do wstydu..Ty widocznie nie jestes jeszcze na to gotowa aby wkroczyc w dorosłe zycie..
Ale czasu nie zatrzymasz ,,,to ze sie bardzo szybko przywiązujesz do ludzi to znaczy ze jetses ciepłą osóbką i potrzebujesz czasem jeszcze takiego troche nianczenia w pozytywnym słowa tego znaczeniu..
Jesli masz ochote sie do kogos przytulic..zrób to..
Chcesz płakac..to płacz..
To ze w Twoim zyciorysie sięgniesz pełnoletnosci wcale nie musi oznaczac ze musisz tez sie tak zachowywac...
Nad studiami sie zastanów bo one Ci dają szanse na dalsze zycie,,wiec nie ryzygnuj z nich..
W sumie aby Ci zycie nie umykało to korzystaj z niego..
Nie wychodz za maz,,nie rodz dzieci skoro nie czujesz takiej potrzeby..
Uzupełnij w sobie szalenstwa młodzienczych lat..
Pozdrawiam..
Mysle, ze jestes bardziej dojrzala i dorosla niz Ci sie wydaje. Po pierwsze umiesz zdac sobie sprawe ze swoich uczuc, potrzeb, umiesz je nazwac. Uczucie uciekajacego czasu jest wyrazem tego, ze zauwazasz, ze wszystko sie zmienia, ze czas plynie, ze nadchodzi nowe. Z jednej strony moze Cie to zmotywowac do tego, zeby nie marnowac tego czasu, z drugiej strony nie oznacza to wcale, ze musisz rezygnowac ze swojego dziecinstwa i sie zmieniac na sile. Jestes wrazliwa osoba i potrzebujesz ciepla, moze wiecej niz inni. Studia potraktuj jako kolejny oboz szkoleniowy. Nadadza nowy ksztalt Twojemu zyciu, co wcale nie oznacza, ze nie spotkasz tam ludzi podobnych do Ciebie, a wrecz moze poznasz kogos, kto stanie sie kims szczegolnym dla Ciebie. Chcesz - smiej sie, chcesz - placz, chcesz - przytul sie do kogos.
bardzo dziękuję za odpowiedzi :*
a z panicznym lękiem upływu czasu chodzi między innymi o to, że inni wymagają ode mnie, bym się dopasowywała do ogólnie przyjetych schematów np. ostatnio zalewali betonem chodnik u mojej babci (mieszka w domku) i chciałam odcisnąć dla zabawy rękę tak jak moja 3-letnia kuzynka... i od razu zaczęły się komentarze. a ja chcę być po prostu sobą i się dobrze bawić a każdy wymaga ode mnie bycia 'dojrzałą, odpowiedzialną osobą'...
dlatego mam taki problem z zaakceptowaniem tego, że jednak wszystko się zmienia, nawet ja. ten lęk zaczął sie jakoś przed 15nastymi urodzinami, wtedy zdałam sobie z tego sprawę i tak się ciągnie już 3 lata...
Na wszystko przychodzi czas:) kazdy jest inny, ale kazdy dostrzega te swoja doroslosc, nie ma co sie obawiac, trzeba uczyc sie odpowiedzialnosci itd. Doroslosc jest wspaniala, ja mam wiecej lat od Ciebie:) i ciesze sie, bo nie jest tak zle, choc tez czasem mnie to przerazalo. Wazne, zebys podejmowala rozsadne, dojrzale decyzje. Pamietaj - wiek o niczym nie swiadczy, mozna miec 20 l i zachowywac sie jak 17latka. Alewarto byc soba i kierowac sie soba, swoim rozumem, a bedzie dobrze. Pozdrawiam, odwagi!
Staraj się być sobą, rób to w czym czujesz się dobrze i bądź szczęśliwa
Po Twoim opisie sytuacji faktycznie można zauważyć, że musisz być ciepłą i bardzo uczuciową i wrażliwą osóbką.
A ta magiczna 'osiemnastka' to tylko wiek, który w świetle prawa i ogólnie formalnie czyni osobę dorosłą, nic poza tym się nie zmienia!
Całe życie przed nami ![]()
Niestety życie mknie jak oszalałe.. Dlatego trzeba z niego rozsądnie korzystać, żadne chwile nie wrócą niestety.. Jedyny skarb jaki zostaje to WSPOMNIENIA
Znam staruszki, ktore nie moga uwierzyć, że zycie im tak szybko przemknęło.. Mają tyle wspaniałych wspomnien.. A najbardziej tajemnicze jest to, że oni (staruszkowie) są tak młodzi duchem jak my młodzi, jedynie kondycja fizyczna ich nie wspomaga w działaniu.. To jak młodzież uwięziona w "ociężałym, słabym ciele"..
Swoją drogą fajny wątek:) Placzu sie nie bój, w każdym wieku człowiek płacze:) I nie bój sie życia, czerp z niego, tak żeby niczego nie żałować i nikogo przy tym nie ranić ![]()
najgorsze jest to, że wszyscy mi mówią, że wyglądam na 16 lat, a to wcale nie pomaga... i generalnie mam taką dziewczęcą urodę: jasne (niefarbowane) blond włosy, niebieskie oczy, jasną cerę...
no to urodę masz śliczną, słowiańską
nie jedna dziewczyna dużo by za taką dała!
może ocena Twojego wieku się zmieni przez chociażby jakis delikatny makijaz czy cos ;D jakąś odmianę ![]()
ja się maluję. tuszem rzęsy, podkład i czasem błyszczyk. ale to nic nie daje...
11 2010-08-22 09:55:04 Ostatnio edytowany przez a_normalna (2010-08-22 09:55:36)
Marta, człowiek nie staje się automatycznie dorosły, w dniu osiemnastki. Są osoby, które tyle w życiu przeszły, ze w wieku lat 14 już są dorosle, a są osoby, które mają po 40 lat i wciąż są tak naprawdę dziećmi.
Nie liczy się metryka, tylko to, co masz w głowie.
Witaj Marta
Chcę Ciebie namówić żebyś się nie malowala!! Niepotrzebnie się postarzysz, no chyba że na jakieś wielkie wyjście.
Co do Twoich obaw: czy rodzice dają Ci dość ciepła, czy tylko strofują?
Powiem Ci że im człowiek jest starszy tym ma większą ochotę na głupie zabawy, które cieszą go bardziej niż niejednego dzieciaka dla którego ta zabawa jest odpowiednia. Myślisz że bycie dorosłym jest jak połknięcie sztywnego kija. Nic bardziej mylnego.
Najlepiej znalezć constans, złoty środek. Wtedy kiedy to jest konieczne zachowujemy się poważnie a kiedy można sobie pozwolić na uśmiech robimy to.
Mysle,ze nazbyt przejmujesz sie ta dorosloscia.Adolescencja,bo tak fachowo nazywa sie to,co przechodzisz.Zmieniasz sie fizycznie,psychicznie.Niektore zmiany sa wolne,niektore szybkie.Powstaja obawy w Twojej glowie.Po co studia,a jesli juz,to jaki kierunek,czy bedzie latwo itp.
Nie martw sie.Doroslosc,to cos, co Cie nie minie.A warunki ekonomiczne,rodzinne,spoleczne w jakich zyjesz, odpowiednio same Cie ukierunkuja do wejscia i przejscia przez nia.Jestes teraz jak kula,ktora wpada w jakis lej,czy otwor i pedzi w doroslosc,a ksztaltuja,wyznaczaja Ci droge emocje, warunki w jakich zyjesz i sytuacje jakie Cie spotkaja.Jesli pojdziesz na studia,to poczatkowo mozesz (nie musisz) sie zagubic (duuuuuzo ludzi tak ma).Jednak obserwacja otoczenia,zawarcie nowych znajomosci i kontaktow pomoze Ci przejsc przez ten tunel doroslosci.Nim sie obejrzysz,bedziesz juz miala trojke dzieci i miala calkiem inny porzadek w glowie, a i system wartosci ulegnie nieco zmianie.
Rozmowy z rodzicami (ktorych sie krepujesz) zastapia rozmowy z sympatia,kolezankami,znajomymi, a w koncu moze i mezem. Ne koniec pozostanie Ci tylko smiac sie z tego problemu.
Zycze Ci powodzenia w doroslosci
Marta - wydaje mi się (jeśli nie, to mnie popraw), że masz jakieś problemy z rodzicami, z przywiązaniem emocjonalnym. Pisałaś, że nie potrafisz rozmawiać z nimi o uczuciach i że krępujesz się prze nich płakać. Masz pewne obawy, których rodzice nie pomagają Ci przezwyciężyć. Może spróbuj z nimi porozmawiać? Spróbuj się przełamać.
A co do dorosłości. Osiemnaste urodziny tak naprawdę nic nie zmieniają. Dostaniesz dowód osobisty i będziesz mogła kupić legalnie piwo
Jeśli nie czujesz się dorosła, to dzień urodzin niczego nie zmieni. Jestem pewna, że nie tylko Ty masz takie obawy.
A jeśli chodzi o studia, to idź. Mogą Ci nawet pomóc. Poza tym studenci to wcale nie tacy dorośli i poważni ludzie
Studia to bardzo fajne doświadczenie, pomijając egzaminy, kolokwia i inne umilacze czasu. Dla mnie studia, to zdecydowanie najprzyjemniejsze szkolne doświadczenie...
Nie bój się dorosłości, ona sama przyjdzie i nawet nie będziesz wiedziała kiedy. I nie jest ona wcale taka straszna ![]()
wiem, że nie dam rady z nimi porozmawiac o uczuciach. to dla mnie wstydliwy temat przy rodzicach. tak samo nie potrafię im powiedziec, że mam chłopaka, wymyślam różne kłamstwa, by się z nim spotykać. dziwne to, bo z koleżankami rozmawiam normalnie.
A jak w ogóle wyglądają Twoje relacje z rodzicami? Może w tym tkwi problem?
ja też uważam, że masz problem w relacjach z rodzicami, a nie z "18" i strachem przed "dorosłością"
wiem, że nie dam rady z nimi porozmawiac o uczuciach. to dla mnie wstydliwy temat przy rodzicach. tak samo nie potrafię im powiedziec, że mam chłopaka, wymyślam różne kłamstwa, by się z nim spotykać. dziwne to, bo z koleżankami rozmawiam normalnie.
Jesli Ty nie dasz rady,to popros chlopaka i razem stawcie temu czola.Rozmawiac z rodzicami powinnas, bo to wazny element na kazdym etapie Twojego rozwoju.Przelamiesz pierwsze lody.Trzymam kciuki za Was/Ciebie
nie pisałam przez kilka miesięcy i dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
mój problem nadal aktualny, tyle, że teraz przybrał na sile. już mam prawie rocznikowo 19 lat, co mnie przeraża. myślałam, że to minie, ale jednak nadal trwa.
wydaje mi się, że to wynika z obawy przed tym, co mnie czeka. potrzebuję mieć kogoś nad sobą, kogoś kto się mną zaopiekuje i mi będzie doradzał, a nie tylko "był", a mam wrażenie, że to minie wraz z końcem liceum, który się zbliża nieuchronnie. do tego wizja matur razem składa się na codzienną, przeżywaną od nowa, depresję.
gdy mam naprawde okropny humor zdarza mi się sięgnąć po żyletkę... jednak jest to rzadkie, gdy już naprawdę nie mogę wytrzymać. inni myślą, że wszystko jest ok, przy ludziach ten problem znika, śmieje się i udaję normalną dziewczynę, taką jak reszta klasy. ale samotność w domu mnie dobija...
co mam robić?