Jesteśmy ze sobą ponad 5 lat. Jak mówię o ślubie to mój facet się złosci, rzuca nawet słuchawką telefonu, mówi, że jest zmęczony po pracy a ja ciągle wracam do tego tematu. Co robić?
1 2010-08-11 09:08:22 Ostatnio edytowany przez yvette (2010-08-11 11:22:45)
Podobne tematy
Zostawić temat na jakiś czas. Widocznie on nie jest na to gotowy albo w ogóle go nie chce. Poczekaj jakiś czas aż temat ucichnie i nie będzie wywoływał burz i wtedy na spokojnie zapytaj go dlaczego go nie chce. Uświadom go (bez krzyków i awantur), ze dla Ciebie to jest ważne i chcesz kiedyśsiępobrać.
Pamiętaj - im bardziej będziesz naciskać, tym bardziej on będzie uciekał.
a_normalna daj spokój. Ja straciłam wiarę. On jest starszy ode mnie 10 lat. Ja mam 30 i On dotąd nie ma żadnych planó. Wybacz ale ja nie mam juz siły.
4 2010-08-11 09:48:34 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-08-11 17:55:46)
Rozumiem, że nie masz już siły, ale tak jak napisała a_normalna jeśli będziesz naciskać to na pewno nie osiągniesz tego. Ja również proponuje Ci przez jakiś czas nie poruszać tej kwestii, a kiedyś wybrać się na jakąś wycieczkę i podjąć ten temat. Musisz tylko pamiętać żeby to było spokojna, ciepła rozmowa, bez wyrzutów, pretensji, podniesionego tonu. Jeśli On się zdenerwuje i nie będzie chciał rozmawiać, to ja na Twoim miejscu podjęłabym pewne ryzyko, a mianowicie powiedziałabym, że jest to dla Ciebie zbyt ważna kwestia i jeśli On nie potrafi się zdeklarować to Ty nie jesteś w stanie już dłużej na to czekać
Wiecie co, ja już i w ten sposób próbowała z nim rozmawiać, spokojnie, bez krzyków i to nic nie dało. On mówi, że jeszcze nie teraz
pomimo ze ma 40 lat.
Alfina, w tej kwestii istnieją zawsze 2 zasadnicze pytania.
1. Dlaczego on nie chce ślubu?
2. Dlaczego Tobie tak na tym zależy i dlaczego chcesz, żeby to miało miejsce TERAZ-ZARAZ?
W punkcie pierwszym możemy tylko gdybać. Być może nie dojrzał do małżeństwa. Być może ma negatywny obraz takiej formy związku. Być może ma zbyt duże obawy, żeby Ci się oświadczyć. Być może - a to nawet bardziej niż pewne - wywierasz na nim presję. Być może podświadomie czeka na poznanie kogoś innego i czuje, że to jeszcze nie to. Być może nie chce zostać ojcem, a obawia się, że po ślubie zaczniesz naciskać na dzieci.
Ponieważ jednak nasze gdybanie jest niemożliwe do sprawdzenia, a koncepcji i przyczyn może być mnóstwo, proponuję się skupić na drugim pytaniu.
Czym dla Ciebie jest małżeństwo? Dlaczego chcesz wyjść za mąż?
Bardzo możliwe, że te pytanie wydaje Ci się durnowate, podobnie jak podpowiedź a_normalnej, ale warto je sobie zadać, ponieważ naciskając na ślub oddalasz się od oświadczyn. Doprowadzasz do sytuacji, w której zamiast cieszyć się związkiem i relacją, nie jesteś usatysfakcjonowana, bo uwiera Ci właśnie ten brak obrączki. I czy chcesz czy nie, to Ty jesteś osobą, która ma teraz problem, bo Twojemu facetowi jest dobrze w tym stanie i on w przeciwieństwie do Ciebie tą satysfakcję ma. Dlatego właśnie Ty dążysz do zmian, a on ich nie popiera.
7 2010-08-11 12:14:35 Ostatnio edytowany przez Alfina (2010-08-11 12:19:52)
yvette przecież to jest jasne: czy nie lepiej byc w wolnym związku niż brać za kogoś odpowiedzialność?
Odp jest w tym pytaniu. Co więcej?
Ja niestety mama problemy z pracę. dostałam nowa w innym miescie i nic mi nie pozostało jak musze wyjechać. Kocham tego faceta ale nasz zwiazek sie przez to prawdopodobnie rozpadnie... Nie moge siedziec tu z nim i czekac na decyzje o slubie, bez pracy i bez niczego ![]()
Jestem załamana....
A i jeszcze zalezy mi na ślubie bo nikogo już nie mam oprócz Niego, tylko mame która ma 72 lata...duzo starsza siostra z kolei jest daleko za granica, ma swoja rodzine i nie interesuje sie mną....
Kochanie, chcesz ślubu, pragniesz podjąc tak ważną decyzję jaką jest związanie się z kimś na całe życie, a boisz się, że jak zmienisz miejsce pracy, zamieszkania to związek się rozpadnie? Nie jesteś pewna tego człowieka a chcesz się z nim wiązać na całe życie? Zły pomysł, zapewniam, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. To nie Ty na tym tracisz, a on. Jesteś młoda, masz dużą szansę na poznanie kogoś wartościowego. On ma 40lat i z takim podejściem małe perspektywy na znalezienie kogoś godnego uwagi.
Przemyśl to, szkoda zmarnować sobie życie.
9 2010-08-11 12:38:53 Ostatnio edytowany przez Alfina (2010-08-11 12:47:26)
Tisha dzięki za radę. Uważasz że On ze mną pojedzie do innego miasta? Ja nie wiem. Ale nie wiem jak mam przekreslic 5 lat bycia razem w naprawde fajnym zwiazku
Lzy mi ciekną jak to piszę ![]()
Mam pozwolić na to by stracić jedyną osobe która sie mna przejmuje i której na mnie zależy? Mam odpuścić?
Bo mojej siostrze na mnie nie zalezy, a matka jest stara, a kolezanki to wiesz jak jest - niby mozna pogadac ale to wszystko...nic wiecej...reszta radz sobie sama...
To jest właśnie całe sendo: Jesteś z nim bo nie masz nikogo innego w swoim otoczeniu? Nie masz bliskich osób więc przelewasz na niego całą swoją miłość. Jak dla mnie to tak to wygląda, też tak miałam, zrezygnowałam ze wszystkiego i wszystkich dla swojego faceta i skoncentrowałam się tylko na nim. Jak się okazało był zwykłym śmieciem i straciłam 3 lata na niego..
W normalnym szczęśliwym związku nie musiałabyś się martwić o to czy pojedzie czy nie, bo czułabyś się bezpiecznie i razem byście znaleźli jakieś rozwiązanie, żeby dalej móc być blisko siebie.
Mieszkacie razem?
Nie, nie mieszkamy razem. Masz racje przelałam całą miłość na Niego, bo nie mam nikogo oprócz Niego.
Może jeszcze ze 2 koleżanki, paru znajomych na odległośc. Mieszakm w małym mieście (2O tysiecy) , nie mam tu znajomych ani z kim pogadac bo wiekszosc gdzies wyjechała za praca, albo mają swoje sprawy. Na poznanie kogos nowego (w sensie partnera) tez tu nie liczę, bo poznałam tu wszystkich i z nikim z tych osób nie chciałabym sie zwiazać.
On mnie kocha, dzwoni codziennie od 5 lat (moze było tylko kilka dni gdy nie zadzwonił), nie podrywa innych kobiet, nie interesuje sie nimi. Sęk w tym ze nie mamy zadnych planów i nie mozemy sie dogadac jak rozwiazac te sytuacje - czyli ani decyzji o slubie, ani szansy an to bym znalazla tu pracę...
Uwazasz ze powinnismy rozmawiac by znalezc rozwiazanie?
Tylko ze nie mozemy znalezc ![]()
Obejrzyj sobie film "He's just not that into you" (http://www.filmweb.pl/film/Kobiety+prag … 009-453958). Jest tam piękny wątek pary, która jest dokładnie w takiej sytuacji jak Twoja. Dziewczyna nieustannie naciska na ślub, którego jej facet nie chce aż w końcu go zostawia zdesperowana faktem, że ich związek do nikąd nie prowadzi. Jak to się rozwiązuje dowiesz się po obejrzeniu. A obejrzeć naprawdę warto bo w ogóle film mimo, że jest komedią romantyczną reklamowaną jako kolejna bzdurna produkcja z Hollywood niesie bardzo fajne i mądre przesłanie na temat kobiet, które pragną bardziej i miłości w dzisiejszych czasach.
13 2010-08-11 13:10:35 Ostatnio edytowany przez Alfina (2010-08-11 13:11:27)
pennylane to napisz mi jak sie konczy bo i tak nie obejrze, bo nie mam czasu teraz na sciaganie tego filmu. moze kiedyś....
Ja pragnę miłości i przyjaźni, aślub lub nigdy nie byłby mi potrzebny. Ale sytuacja w jakiej jestem powoduje ze chce slubu. Co w tym złego.
Niektórzy zyja bez slubu bo moga sobie na to pozwolic, inni nie...
Alfino, jeśli ten pan stwierdzi, że nie chce z tobą być, bo wyjeżdżasz do innego miasta, to na moje oko jest niewiele wart. A lepiej być samemu niż z egoistą, który myśli tylko o sobie.
Rozumiem, że jesteś w trudnej sytuacji, ale spróbuj stanąć z boku i ocenić sytuację najbardziej racjonalnie jak się da. Jeśli myślisz, że ślub da ci pewność, że on cię nie zostawi, to jesteś w błędzie. Jeśli macie być razem, to ślub nie będzie do tego potrzebny. Jeśli będzie chciał cię zostawić (lub ty jego) ślub nie będzie przeszkodą.
Wiecie dla mnie to wszystko jest smutne.
Tu nie chodzi nawet o egoizm, chodzi o strach przed odpowiedzialnością za drugą osobę. Bo egoistą nie jest, jest raczej wygodny i dobrze mu z tym co ma, tzn prace, mnie i okay.
Ja natomiast nie mam nic ![]()
Wiesz w dzisiejszych czasach mozna zwatpic w ludzi bo kazdy jest egoistą, czy to kobieta czy facet, zadko sie spotka kogos kto chcialby sie poswiecic dla drugiego...:(
Z tego co mówisz, to wychodzi na to, że problem rozbija się tylko, albo aż o ślub.
Myślę, że tu trzeba postąpić inaczej. Na początek powinnaś podjąć rozmowę o wspólnym zamieszkaniu, bez wspominania o slubie. Powiedz, że chciałabyś zobaczyć jak będzie wtedy wyglądał Wasz związek, że warto spróbować. Pamiętaj tylko, żeby w razie czego mieć gdzie wrócić, więc nie sprzedawaj mieszkania, ewentualnie wynajmij czy coś.
Wszystko musi się dziać etapami, powoli krok po kroczku dojdziesz do celu. Wspólne mieszkanie to absolutna konieczność przed podjęciem jakichkolwiek decyzji o wspólnej przyszłości.
Kolejna sprawa to Twoja samotność, musisz mieć znajomych i spędzać z nimi czas bo w końcu zwarujesz. Ludzi można poznać wszędzie - zobacz nawet na tym forum - juz masz wesołe mordki
Nawiązuj znajomości nawet wirtualne i koniecznie znajdz sobie jakąs odskocznie - conajmniej raz w tygodniu wychodz gdzieś zeby zrobić coś dla siebie - siłownia, basen, kurs tanca - cokolwiek. Musisz wyjść do ludzi i mieć swoje małe miejsce gdzie będziesz mogła się zrelaksować.
Trzymam za Ciebie kciuki, ja jestem z Wawy więc jak będziesz miec ochotę to możemy się spotkać na piwko czy kawę ![]()
Dzięki. Wiesz, ja dostałam propozycje pracy i jednak musze podjac decyzje czy wyjechać czy zostać. Porozmawiam z moim partnerem przed tym co mysli o tym, czy jest skłonny sie przeprowadzić czy nie. Zobacze jak zareaguje.
Czy to ze razem zamieszkamy spowoduje ze bede szczesliwsza? Nie wiem tego. Ja siedze w domu całymi dniami, nie mam pracy, jestem kompletnie bezradan i smutna. Co to da ze z Nim zamieszkam? Czy to nas zbliży do ślubu?
Inna jest sprawa małego miasta- samotnosc tutaj jest okrutna. Ja studiowałam w dużym mieście, kiedyś tam pracowałam i bywało mi tam lepiej. Tutaj brak ludzi naprawdę jest przerażający. zastanawiam sie czy nie byłoby mi lepiej jednak wyjechać...
Nie mówię, że wspólne zamieszkanie sprawi, że będziesz szczęśliwsza, tylko, że jest to konieczne przed podjęciem decyzji o ślubie, bo tak na dobra sprawę dopiero wspólne mieszkanie obnaża ludzi, sprawia, że spadają im maski i okazuje się jacy są naprawdę. Może się okazać, że to będzie totalna klapa i będziecie się męczyć ze sobą, ale przecież trzeba takie rzeczy wiedzieć zanim zwiążecie się ślubem na całe życie.
Decyzje oczywiście podjąć musisz, porozmawiaj z nim - może okaże się, że pojedzie za Tobą i to właśnie będzie dobry moment na podjęcie decyzji o wspólnym zamieszkaniu w mieście do którego się wyprowadzicie.
Ślub brzmi fajnie, ale niczego nie naprawi, nie sprawi, ze związek stanie się cudowny, a wrecz przeciwnie, mogą wyjśc pewne sprawy i zachowania które wcześniej były zatajane. Narazie powinniście sobie wszystko poukładać tak jak mówię - Twoja praca, wspólne mieszkanie, a potem przeanalizować to czy warto ten związek formalizować i dalej w niego brnąć.
Co zaś do samorealizacji to powinnaś mieć właśnie jakąś odskocznię, żeby poznać ludzi i realizować coś co sprawia Ci przyjemność, żeby rozluźnić ten Twój kurczowy uścisk, którym otaczasz swojego partnerA.
może nie jest gotowy na to i się tego boi??
porozmawiaj z nim o tym zapytaj się dlaczego nie chce ślubu może boi się odpowiedzialności?
jak długo mozna sie bac odpowiedzialnosci do 40 lat?
wczoraj mu powiedziałam o wyjezdzie do pracy, a on na to że to jest "twoja decyzja"
Tak wiec okazuje sie ze my nie podejmujemy wspolnych decyzji, tylko on swoje i ja swoje ![]()
Zapytaj go jak on dalej widzi wasz zwiazek,jakie wyjscie proponuje?
22 2010-08-12 08:41:48 Ostatnio edytowany przez Alfina (2010-08-12 08:43:27)
maja01 pytałam jak widzi nasz związek. On nic nie mowi, widocznie nie ma kompletnie pomysłu. Pól nocy nie spałam bo myslalam o tym co powiedział, że to jest "twoja decyzja". Nie wiem jak to rozumieć. Chyba tak ze ja mam podjac decyzje i juz. Czyli zrzucił wszystko na mnie, zero pomocy
Załamka. Ale mysle ze teraz wogole nie bedziemy myslec o slubie skoro ja bede 70 km stad. Szkoda o tym mówic, jestem załamana.
Ani nie jest dobrze jak siedze z nim, ani jak wyjadę ![]()
A czas goni, decyzje musze podjac z dnia na dzień. praktycznie do konca tygodnia zawiesc papiery do pracy .....
Ja bylam z chlopakiem 5 lat i mialam podobna sytuacje kiedy pytalam o slub to tez sie zloscil ,zmienial temat badz mowil ze jest nie gotowy .Po 3 latach sie zareczylismy ale to z mojej inicjatywy bardziej kolejne 2 lata nic nie wniosly bo on nadal byl nie gotowy w koncu sie rozstalismy bo mnie to juz meczylo.Wpadlismy w lata a i tak nic dobrego z tego nie wyszlo.Ja rozumiem ze zalezy Ci na slubie , chcesz poczuc stabilizacje to normalne ale jak on nie chce to na sile i tak nic nie zdzialasz.,,bo caly ten abmaras jak dwoje chce naraz,,.Moze byc taka sytaucja ze w tym zwiazku nigdy sie nie doczekasz bo calkiem mozliwe ze taka sytuacjea jest dla niego bardzo wygodna.Zastanow sie czy tego wlasnie chcesz , bo jak on nie zmieni swoje pogladu to bedziesz sie ciagle tym zamartwiac .
maja01 jestem tym zmęczona. Naprawdę faceci po 5 latach bycia w zwiazku nie potrafia podejmować decyzji- tak lub nie.
Współczuje Tobie tej sytuacji, jest podobna. Jak to przetrwałaś? To Ty odeszłaś?
Zaczelismy sie klocic ,co raz mnie czasu spedzalismy razem a jak byl u mnie to gapil sie w komputer i sobie gral ,co raz mniej na mnie zwracal uwagi poprostu sie wypalilismy, ja szukalam stabilizacji a jemu bylo dobrze jak jest ,w koncu po kolejnej klotni z tego powodu zerwanie wyszlo raczej z jego strony ale ja sprowokowalam to.podswiadomie juz chcialam to zakonczyc bo czulam ze to idzie do nikad tylko wpakowalam sie w lata a to bylo takie ,,naciagane,,.Po pol roku on chcial wrocic obiecal ze sie zmieni nie bardzo chcialam wracac ale mama powiedziala ze moze warto dac mu szanse.Wiec dalam przetrwalismy z pol roku ale ja juz czulam ze go nie kocham, i w koncu zerwalismy.Ciesze sie bo i tak sporo przez niego przeszlam a nie dzialalismy na tych samych falach.Owszem kochalam go ale to nie bylo ,,to,,.
maja01 no fakt, skoro to jednak nie był ten to decyzja była dobra. Wiec chyba jednak przed Toba jeszcze znalezienie tego jedynego. pozdrawiam
Obecnie spotykam sie z chlopakiem od paru miesiecy i teraz jest inaczej , jestem dobrej mysli :-).
polecam książkę ''Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy'' - Sherry Argov. Warto przeczytać
majena23 czytałam tę ksiażkę. Tytuł był chyba troche inny: Dlaczego mezczyzni kochaja zołzy. Czy o ta chodzi?
30 2010-08-13 12:36:16 Ostatnio edytowany przez Alfina (2010-08-13 12:37:13)
Wczoraj mój partner powiedział mi, że slub nie rozwiaze wszystkich problemów. poza tym zaszokował mni stwierdezniem ze slub to nie stabilizacja. Wobec tego co to jest stabilizacja?
Jestem zalamna tym wszystkim. Zaproponowałam mu ze wobec tego ze nie moge znalezc pracy na miejscu to wyjedziemy do duzego miasta. powiedzial ze On ma prace tutaj i nie wyjedzie. Poza tym jest za stary (4o lat) by znalezc prace w innym miescie.
Zaproponowalam w takim razie ze bedziemy zyc za to co jest tzn z jego wyplaty i jakos to bedzie. Powiedzial ze mam podejscie do zycia 15 nastolatki.
Ja wiem ze tu pracy nie znajde bo jej nie ma. On nie chce brac slubu, nie chce tez wyjechac.
Jednym slowem zostalam kompletnie na lodzie, bez niczego.
powiedzialam mu w strasznych nerwach ze go zostawiam i ze zycze mu zeby zostal kiedys sam i bez niczego.
To go tak zdenerwowalo ze wszystko zakonczylismy ![]()
Chyba zyje w jakims koszmarze ![]()
Droga Afino moze to najlepsze wyscie , bo on w tym przypadku mysli zeby jemu bylo dobrze, jakis czas temu tez bylam z facetem ktoey byl w podobnym wieku do Twojego -ale nie ten co pisalam o nim ostatnio.On rowniez nie chcial slubu bo tak mu bylo wygodniej,moje potrzeby go nic nie obchodzily , tez chcial zebym sie dostosowalo do niego , my jestesmy jeszcze mlode i niemozemy sie tak podporzadkowac facetom bo musimy myslec o sobie bo potem bedzie za pozno.Mysle ze zrobilas dobrze ,teraz bedzie Ci ciezko ale masz prawo do normalnego zwiazku , jak teraz sie o to nie zatroszczysz to znow bys popadla w lata i do niczego by to nie doprowadzilo.
Tak, ale wczoraj cała noc ciekły mi łzy. Dzisiaj jestem w strasznym stanie. ja wcale nie czuje sie mlodo. Czuje ze jestem stara i zmeczona ![]()
kochana Alfina a po coc ci slub?? co on ma zmienic?? jestescie razem tyle lat to co tu zmieniac??
ja z perspektywy mezatki uwazam z eto nie doskonala instytucja i nie potrzebna-no moze tylko dla skarbowki zeby razem sie rozliczac:P
kochasz go?? jesli tak to badz z nim i bez slubu, choc nie powiem on pewnie czul presje a ty tak bardzo chcialas zeby porosil o lapke twa a tu nic i teraz wszystko sie rozsypalo. wiesz do tanga trzeba dwojga, po porstu on niechce tego co ty
Po co? Bo nie mam za co żyć/ nie mam pracy.
Potrzebujesz ślubu, żeby móc się utrzymać kosztem partnera? ![]()
Tisha przyjedz do małego miasta na prowincje to zobaczycz jak ludzie zyją. Wiekszosc kobiet tu nie ma pracy i sa na utrzymaniu mezow. Wiec o co chodzi?
Przeraża mnie to co piszesz, jakaś abstrakcja ![]()
Od rau pojawiają się pytania:
- Czy instytucja małżeństwa to dla Ciebie "biznes"?
- Gdzie Twoja kobieca godność?
- Co z Twoim rozwojem osobistym?
Przecież masz ofertę pracy w większym mieście, czemu tak dążysz do tego, żeby być na utrzymaniu męża? ![]()
Ja mu się wcale nie dziwię teraz (bez urazy oczywiście), że on tak unika tego tematu. Ja na jego miejscu też nie chciałabym się ładować w ślub mając świadomość, że kobieta dąży do tego, żeby być na moim utrzymaniu. Od razu sprawiasz, że zaczynam Cię postrzegać jako osobę bez ambicji, z bardzo prostym i krótkodystansowym myśleniem (oczywiście nie mówię, że tak jest tylko, że po tym co napisałaś odnoszę takie wrażenie). No szok. Na pewno dla tego faceta nie jest to zachęcająca perspektywa.
Zastanów się nad sobą i nad tym co dla Ciebie dobre oraz jak Ty możesz to osiagnąc. Musisz się rozwijać, nie możesz liczyć, że inna osoba Ci pomoże / będzie Cię utrzymywać bo możesz się przejechać i zostać na lodzie.
Myślę podobnie jak dziewczyny, że dążenie do ślubu, bo "nie ma pracy/nie ma się za co żyć" - to najgorsza motywacja z możliwych. Małżeństwo ani nie zastąpi pracy ani nie będzie gwarancją, że będziesz teraz miała za co żyć. Wcale mnie nie przekonuje tłumaczenie, że to prowincja i kobiety są utrzymywane przez mężów - mogą się na tym bardziej przejechać niż na czymkolwiek innym w życiu.
Mama mojego byłego partnera żyła przez 20 lat utrzymywana przez męża, a kiedy mając 40 lat na karku jej związek okazał się pasmem upokorzeń i poniżania, a mąż przestał łożyć na kogokolwiek poza dziećmi - wtedy dopiero została na lodzie i musiała wszystko rozpoczynać od nowa. Więc ta "większość kobiet", o których mówisz, może w smutnej większości przejść za parę lat to samo.
Zgadzam się z Twoim byłym, że podejście "Utrzymuj mnie wobec tego, jakoś to będzie, ale weźmy ślub" nie jest ani przyszłościowe, ani dojrzałe. Dlatego dobrze się być może stało, że Twój związek się skończył, choć możesz tego nie dostrzegać, to Twoja szansa, żebyś stanęła na własne nogi i zaczęła liczyć na siebie.
39 2010-08-14 13:12:34 Ostatnio edytowany przez yvette (2010-08-14 14:21:11)
yvette bez watpienia Ty również mieszkasz w duzym miescie i nie masz pojecia o problemach kobiet w malych miejscowosciach.
Wiekszosc tych kobiet ktore sa na utrzymaniu meza albo nie ma wyksztalcenia, albo jest na utrzymaniu mezow dlatego ze nawet nie oplaca sie im pracowac, bo zarobki sa tak male w malych miastach. Pracodawcy nie daja tu nawet umow o prace, tylko np. umowy zlecenia, od ktorych nie sa odprowadzanie skladki emerytalne. Jesliznajdziesz prace to nigdy stalą, na miesiać, dwa lub trzy, tak robią male firmy. Z duzych firm sa tylko 3, ktore wykorzystuja pracownikow na maksa, ale przynajmniej placa wynagrodzenie na czas oraz skladki. Jest tam istny wyscig, a prace dostaje sie wylacznie po znajomosci. parcuja tam cale rodziny. Atmosfera jest zatruta.
Nie mam zadnych szans na prace tam, bo nie mam zadnych znajomosci.
Kobiety, ktore maja mezow sa zadowolone, maja utrzymanie i zycie toczy sie dalej. Co bedzie to nigdy nie wiadomo. Zadna z nich tak nie chciala. ale tak sie ulozylo.
Jestem ambitna osobą, pomimo wielu trudnosci i biedy oraz starych rodzicow ktorych mam ukonczylam studia wyzsze.
Czy szukajac pracy przez bite 2 lata mialybyscie jaks nadziej jeszcze?
Owszem mam prace w duzym miescie za 1400 zl netto, wynajecie pokoju jakies 550 zł. wulgaryzm! perspektywa. Ledwie starczy mi na sucha bulke. Szanse na podwyzki w firmie-zerowe, tak mi powiedziano/ Zostaje bez partnera bo kolega stchorzyl i nie chce wyjechac. Bo wygodniej mu w swoim mieszkanku, ze stala pensja i bez bezrobotnej kobiety na karku. To sie nazywa milosc przez 5 lat. Sorry...
A czy podjęcie tej pracy wiąże się ze zmianą miejsca zamieszkania?
Z tego co kojarze to 70km dalej musiałabyś dojeżdżać do pracy, więc może możesz zostać w obecnym miejscu i pracować w tym mieście? 70km to max 1,5h dojazdu w jedna strone. Ja mieszkam w stolicy i mimo, że tu też studiuję to tyle właśnie (1,5h) zajmuje mi dojazd na uczelnię(w jedną stronę) i normalnie z tym funkjonuję, więc może nie jest to aż taki problem?
Niestety nie dam rady jezdzic 70 km do pracy (plus jazda po miescie) poza tym koszty dojazdu bede rownie wysokie jak wynajecie pokoju. na dodatek nie mam samochodu, jestem uzalezniona od autobusów. Ale dziękuję za radę ...
Mówisz też że tam sama nie będziesz w stanie sie utrzymać..
A z czego żyjesz w obecnym miejscu? Masz swoje własne mieszkanie?
Jeśli tutaj jesteś w stanie sama dać radę to w sumie nie ma nad czym myśleć, jeśli nie to może po wyprowadzce i wynajęciu mieszkania warto byłoby też wynając komus to mieszkanie, w którym aktualnie mieszkasz i wtedy być może miałoby to jakiś sens i przysłowiowe ręce i nogi?:)
Poza tym w sytuacji rozstania taka zmiana miejsca zamieszkania zadziałałaby tylko na Twoją korzyść.
Jestem ambitna osobą, pomimo wielu trudnosci i biedy oraz starych rodzicow ktorych mam ukonczylam studia wyzsze.
Czy szukajac pracy przez bite 2 lata mialybyscie jaks nadziej jeszcze?Owszem mam prace w duzym miescie za 1400 zl netto, wynajecie pokoju jakies 550 zł. wulgaryzm! perspektywa. Ledwie starczy mi na sucha bulke. Szanse na podwyzki w firmie-zerowe, tak mi powiedziano/ Zostaje bez partnera bo kolega stchorzyl i nie chce wyjechac. Bo wygodniej mu w swoim mieszkanku, ze stala pensja i bez bezrobotnej kobiety na karku. To sie nazywa milosc przez 5 lat. Sorry...
1400 zł netto to jest nic? No przepraszam Cię bardzo, zaczynając pracę po 2letniej przerwie zawodowej mało kto może liczyć na więcej. Jeżeli uważasz, że żyjąc za 900 zł po opłaceniu pokoju stać Cię na "suchą bułkę" to aż mnie to dziwi, mimo, że mieszkam tam, gdzie życie drogo kosztuje.
Gdyby Ci się naprawdę palił grunt pod nogami, wzięłabyś te 1400 zł i szukałabyś w międzyczasie innej pracy. Ale nie musiałabyś prosić się o ślub, byle mieć za co żyć.
Nie uważam, żeby Twój facet stchórzył. Szanse na rynku pracy maleją wraz z wiekiem i jeżeli on ma te 10 lat więcej niż Ty to potraktuj to jako 10% trudniejszą sytuację zawodową. Też nie zrezygnowałabym z pracy w imię człowieka, który namawia mnie na ślub, żebym go utrzymywała i otwarcie przyznaje, że bezrobocie na mojej pensji brzmi nieźle.
Zaczynałam od pensji 1200 i też musiałam dawać radę. Ale oszczędzałam, zmieniałam pracę, kiedy trafiała się lepsza i jakoś na swoje wyszłam. Tobie też się uda, o ile przestaniesz patrzeć na innych i zaczniesz działać, zamiast utyskiwać na niego.
yvette ma rację - wystarczy odrobina dobrej woli ![]()
Niestety tak na prawde to Ty chyba nie szkuasz pracy, tylko posadki żony - utrzymanki, takiej kury domowej, zajmującej się rodziną, czy może się mylę? Bo w takiej sytuacji to całkowicie zmienia postać reczy..
45 2010-08-14 15:40:16 Ostatnio edytowany przez Alfina (2010-08-14 15:44:43)
Wiesz, po prostu boli mnie rozstanie po 5 latach z człowiekiem ktorego kochalam i wierzylam ze jednak jest w stanie do poswiecen dla mnie tzn wspolnego wyjazdu, a nie nie jest i to boli najbardziej. Boli mnie ze zawalilam zwiazek, ze zycie sie tak ulozylo ze nie mozemy razem byc, a kocham te osobe, dlatego robilam wszystko zeby tu zostac i tu miec prace...ale nie udalo sie i sie nie uda, bo znam to miejsce.....
Szanse powiadasz maleją z wiekiem. Moze i maleją. Ale czy jest bez szans na znalezienie nowej pracy razem ze mną. Chyba ma szanse tylko nie ma woli zmiany.....
Przeziez ma o wile wieksze doswaidczenie zawodowe niz ja, prawda. Poza tym ma dorywcza prace dodatkowa jako fotograf na weselach, at o chyba jest na czasie i mozna zarobic na tym..
Jemu sie po prostu nie chce...
Nigdy w zyciu nie chcialam byc utrzymanką jak ktos tu sugeruje....
Alfina, to normalne, że takie rozstanie Cię boli. Ale próbuję Ci tylko pokazać, że na tą chwilę zrzucasz całą winę na niego, wymagasz poświęceń, a nie widzisz, że jedyne, co w tej sytuacji brałaś pod uwagę to scedowanie odpowiedzialności za Twoją pracę na niego - to znaczy albo on się przeprowadzi i będziesz szukać pracy albo się z Tobą ożeni i wtedy ma Cię utrzymywać.
Ty nie przyjęłaś jeszcze pracy w żadnym innym mieście, z tego, co zrozumiałam, nie mieszkaliście też razem. Więc jak możesz oczekiwać, że postawi wszystko na jedną kartę w tak niestabilnych czasach, zrezygnuje z pracy i romantycznie za Tobą pojedzie? Dowody miłości również mają swoje granice. Być może inaczej by to wyglądało, gdybyście żyli razem pod jednym dachem, wiedząc, że się dogadujecie, a Ty mimo usilnych starań znalazłabyś pracę tylko w innym mieście i ją przyjęła. Wtedy rozmowa jest inna...
Myślę, że skoro doszło do rozstania, zamiast analizować jaki on był, czego on nie chciał zrobić, powinnaś skupić się na rozwiązaniu poważniejszego problemu, jakim jest brak pracy. Na Twoim miejscu szukałabym nawet pracy za 1400 zł, bo z tego, co się orientuję, to i tak więcej niż zasiłek dla bezrobotnych. Im więcej czasu kręcisz nosem tym mniejsze są szanse, że trafi Ci się posada, że już o wysokiej pensji nie wspomnę.
yvette ja te prace już mam. moge zacząć od 23 sierpnia.
rozstanie mnie boli potwornie. Ja zakonczyłam to w nerwach jak powiedział ze ani nie wyjedzie oraz ani nie wezmiemy slubu.
Weż też pod uwagę moją niestabilną sytuację. Ja naprawde chce pracować, ale nie mam gdzie, musze wyjechać. Gro moich znajomych musialo wyjechac z tego miasta za pracą.
Bardzo tez chciałam z nim być. Kocham go. Ale jak mozemy być razem, czy jest jakiś sposób?
Moim zdaniem (że się wtrącę) możecie, trzeba tylko chcieć.
Trzeba chcieć przyjąć tę pracę i poszukać kąta. Przy okazji uważam, że Twojemu byłemu należą się przeprosiny (myślę, że zrozumie kiedy powiesz mu że rzuciłaś mu w twarz to wszystko pod wpływem emocji), kiedy już załagodzicie sytuację usiądźcie i przeanalizujcie jak możecie być razem - przecież 70km to nie inny kontynent, a praca to nie 7 dni w tygodniu - zawsze pozostają weekendy.
Swoją drogą, od początku studiów po opłaceniu mieszkania, rachunków itp. zostaje mi jakieś 600zł miesięcznie na przeżycie. Mój facet zarabia więcej, ale ma jeszcze samochód do zatankowania. Przy tym Twoje prawie 900zł brzmi całkiem przyjemnie.
Spotkaliśmy się, niby pogodziliśmy, ale i tak nic sie nie zmieniło. Jak wspomniałam o slubie to sie zdenerwował.
Powiedziałam ze mnie nie kocha i nie chce ze mną być. Tez sie zdenerwował.
Ogólnie czuje ze zostałam kompletnie sama, bez faceta
Jeśli facet chce slubu to go po prostu bierze, a on nie chce. Moja kolezanka mowi ze jesli facet chce slubu i wspólnego zycia to o tym mowi, planuje to.
Jestem wypalona jeśli chodzi o związki i wyobrazam sobie zebym mogla sie zaangazowac jeszcze z kims innym. 2 porazki po dlugoletnich zwizkach mnie wypalily kompletnie.
Na dodatek samotność w pokoju w Poznaniu i bez partnera pewnie mnie psychicznie zabije.
Alfina, uważam, że powinnaś skorzystać z porady psychologa. Nie jest niczym zdrowym ani dobrze wróżącym, że nie umiesz być sama. Że z uporem maniaka naciskasz na ślub czy szantażujesz go tymi tekstami o braku uczuć, chociaż wiesz, że to się może skończyć tylko rozstaniem.
Przepraszam, że powiem o tym tak wprost, ale być może ktoś powinien: przestać gadać o tym ślubie jak pokręcona. Gdybym była dopiero co po rozstaniu, pogodzilibyśmy się, a mój facet na nowo zacząłby rozkręcać temat ślubu nie tylko by mnie zdenerwował swoim egoistycznym podejściem, ale nie wiem, czy bym się z nim ponownie nie rozstała - tym razem na "amen".
Twoja koleżanka ma rację, że facet, który chce ślubu, oświadcza się i go bierze - szkoda, że nie umie powiedzieć Ci wprost, że ten facet, o którym mówimy, ma prawo ślubu nie chcieć. Osaczyłaś go z każdej strony i trzymasz się tego jak ostatniej deski ratunku. Pal licho Twojego faceta, bo on pewnie długo nie wytrzyma tej presji, a koniec końców szybko się pozbiera.
Ale co z Tobą? Z takim nastawieniem i tymi problemami, które masz najprawdopodobniej za chwilę zaczniesz szukać innego męża. A masz tylko 30 lat...
Nie jest to samotność, która Cię psychicznie zabije, ale Twoje do niej podejście. I zamiast na to po prostu czekać, skorzystaj z szansy przeprowadzki do dużego miasta i zgłoś się do psychologa po pomoc, bo bez dwóch zdań takiej potrzebujesz.
on niechce szlubu, musisz to zaakceptowac albo si erozstac, przeciez nie zmienisz jego zdania.
a slub dla utrzymania sie-niesamowite i nie mow ze jestes z malego maistaeczka, ja bylam z malym dzieckiem, bez pracy i nie szukalam se faceta do utrzymania, co ty wygadujesz i to nie gownaira tylko dojzala kobieta, szok.
nawet na najbardziej zaszytej wiosce ludzie wiedza ze slub sie bierze z milosci, z potrzeby serca a nie dla kasy.
idz do pracy, chocby na koniec swiata, zobaczysz czy wtedy tez bedziesz potrzebowac tego slubu. czy wciaz bedziesz "kochala"
daj mu spokoj, on niechce slubu i w koncu niech to dojdzie do ciebie. mozna zyc wwolnym zwiazku i wewidentnie on tak chce.
52 2010-08-16 12:00:06 Ostatnio edytowany przez Alfina (2010-08-16 12:08:53)
Nic nie rozumiecie.
Tak, powinnam pojsc do psychologa, to na pewno, ale nie pojde bo bierze jakies 100 zł za wizytę i szczerze mowiac gówno pomaga. Moze lepiej bym poszłą do wróżki?
Co jest złego w tym ze chce ślubu po 5 latach zwiazku? Nie chce brac slubu do kasy tylko z milosci. Przeciez mowilam ze kocham tego faceta i boli mnie jakakolwiek z nim rozłąka. Tylko ze wyjezdzajac przekreslam nasz zwiazek na zawsze bo on ze mna nie wyjedzie gdyz zbyt boi sie zmian. Dlatego mam opory przed wyjazdem. Mysle kategoriami my a nie ja, wiec o co chodzi?
On nie mowi ze nie chce slubu nigdy, nie chce teraz...
Co za bzdury z tym ze nie potrafie byc sama. A kto chce byc tak naprawde sam, chyba tylko jakis odludek, który nie potrzebuje uczucia drugiego człowieka.
syla135 chcesz byc w wolnym zwiazku to badz. Brawo. Ja nie akceptuje wolnych zwiazkow i nigdy nie zaakceptuje. To jest tchorzostwo i unikanie odpowiedzialnosci za druga osobę, wspolne zycie itd.
To jest łątwizna, bo zawsze mozna odejsc gdy ktos sie komus zwyczajnie znudzi...
Wspólczuje Ci tego ze zostalaś z malym dzieckiem sama i wspólczuje też temu facetowi który Cię z nim zostawił. Gdzie miał sumienie.
Tak, powinnam pojsc do psychologa, to na pewno, ale nie pojde bo bierze jakies 100 zł za wizytę i szczerze mowiac gówno pomaga. Moze lepiej bym poszłą do wróżki?
W dużych miastach są poradnie publiczne, bezpłatne. Trzeba tylko poszukać.
Tylko ze wyjezdzajac przekreslam nasz zwiazek na zawsze bo on ze mna nie wyjedzie gdyz zbyt boi sie zmian.
Chyba sama sobie odpowiedziałaś dlaczego on nie chce ślubu...
Ja nie akceptuje wolnych zwiazkow i nigdy nie zaakceptuje. To jest tchorzostwo i unikanie odpowiedzialnosci za druga osobę, wspolne zycie itd.
To jest łątwizna, bo zawsze mozna odejsc gdy ktos sie komus zwyczajnie znudzi...
Myślisz, że będąc poślubionym nie można odejść kiedy się znudzi? Można. Poczytaj różne wątki na tym forum, a przekonasz się, ze obrączka to nie kajdanki ani żadna gwarancja, i że naprawdę często ludzi zrzucają ją ot tak.
A wolny związek, w sytuacji kiedy partnerzy mieszkają ze sobą, prowadzą współne gospodarstwo domowe, wychowują dzieci - nie różni się niczym od małżeństwa. Ah, różni się - brakiem złotka na palcu i zdjęć ślubnych.
Od siebie - gdyby mi facet tak marudził o tym ślubie, to w myśl zasady "ma złość mamie odmrożę sobie uszy" odmawiałabym mu do usr... śmierci. No ale ja złośliwa jestem.
Afina uwazam ze jakbys caly czas z nim byla to by Cie to ciagle meczylo.Jak pisalam wczesniej ja Cie calkowicie popieram bo to samo przerabialam.Ktoras poprzedniczka napisala ze powinnas przeprosic swojego partnera i wrocic do niego , ja uwazam inaczej , Twoje pragnienia i marzenia tez sie licza .Dlaczego mialabys z tego rezygnowac?.Nie kazdy odnajduje sie w wolnych zwiazkach ,mi po 5 latach tez to przeszkadzalo.Milosc miloscia ,ale najwazniejsze w partnerstwie by miec podobny poglad na wspolny zwiazek,gdy tego nie ma pojawiaja sie schody....
Nie zgodzę się - w związku najważniejsza jest chęć dialogu i szukania kompromisów. Niby dlaczego on ma się zgadzać na ślub, skoro tego ewidentnie nie chce?
Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Powtarzaniem non stop "chcę ślubu, chcę ślubu" i tupaniem nóżką zbyt wiele się nie zdziała.
Owszem nie ma nic na sile , bo tego musza chciec dwie osoby i Afina odeszla od partnera.Miala swoje poglady , skoro byli ze soba 5 lat i on sie nie zdeklarowal to ile ma jeszcze czekac? drugie 5? ja po 5 latach tez odeszlam od partnera bo chlopak nie chcial sie zdeklarowac uwazam ze 5 lat to jest wystarczajaco by stwierdzic ,,albo w prawo albo w lewo,,.
Jasne, po 5 latach też oczekiwałabym jakiś poważniejszych deklaracji niż "kiedyś", "może", "za kilka lat".
Ale z drugiej strony - oprócz wieku i tego że nie chce się teraz żenić nic o tym mężczyźnie nie wiemy. Czy był kiedyś już żonaty, jakie miał dzieciństwo, jaki ma charakter... Może w tych kwestiach tkwi odpowiedź na pytanie dlaczego ucieka od ślubu - może ma złe wspomnienia?
Myślę, ze najpierw trzeba byłoby dociec dlaczego on nie chce ślubu - i wtedy opracować "taktykę" działania z tym facetem.
Mysle ze tak mu jest wygodniej mezczyzni w tym wieku raczej juz nie chca sie zenic.Malo jaki facet majac 40 stke bedac a dluzszym zwiazku decyduja sie na taki krok , taki stan mu pasuje.
Nic nie rozumiecie.
Tak, powinnam pojsc do psychologa, to na pewno, ale nie pojde bo bierze jakies 100 zł za wizytę i szczerze mowiac gówno pomaga. Moze lepiej bym poszłą do wróżki?
Są bezpłatne poradnie i bezpłatni psychologowie. Jestem ciekawa, skąd Twoje pojęcie, że g... pomaga? Ponieważ mam w swoim otoczeniu gro osób, którym pomógł. Nawet ten, za którego nie zapłacili ani grosza. Ale oni wybrali trudniejszą drogę pracy nad tym, co komplikowało im życie zamiast użalania się nad sobą i szukania winnych wszędzie, tylko nie w sobie.
W Twoim przypadku wróżka może okazać się lepsza, ponieważ w odróżnieniu od psychologa być może przyklaśnie idei szukania męża i wywróży Ci jakiegoś.
Co jest złego w tym ze chce ślubu po 5 latach zwiazku?
To, że chcesz tego ślubu nawet wtedy, kiedy widzisz, że partner tego nie chce. Że żądasz poświęceń, zmiany jego światopoglądu i osiągnięcia dojrzałości do ślubu nie dla "WAS", ale dla SIEBIE. Po czym to poznać? Jeżeli mówisz, że kierujesz się kategoriami "JA" to zależy Ci na tym, co uszczęśliwi Was oboje. W tym wypadku jest absolutnie odwrotnie, a jednak potrafisz wrócić do niego i na nowo rozpoczynać - pierwsze co - wątek tego przeklętego małżeństwa. Narzucasz mu swój sposób widzenia relacji, to jest z góry skazane na porażkę.
To jest tchorzostwo i unikanie odpowiedzialnosci za druga osobę, wspolne zycie itd. To jest łątwizna, bo zawsze mozna odejsc gdy ktos sie komus zwyczajnie znudzi...
Nie. To jest po prostu Twój światopogląd. Inni mogą postrzegać te związki zupełnie inaczej i mieć z nich satysfakcję, podobnie jak Twój partner.
Być może odbierasz to, co piszemy jako niezrozumienie albo złośliwość. Nic bardziej mylnego. Ten psycholog to nie jest negatywny przekaz czy wyśmianie, tylko rada związana z Twoim zdrowiem. Nie chcesz sobie pomóc? Cóż, wydaje mi się, że gdybyś nie szukała żadnej rady, w ogóle byś tu nie trafiła. I kiedy ją dostajesz, odrzucasz, bo uważasz, że wiesz najlepiej, jak być powinno. A szkoda.
Mysle ze tak mu jest wygodniej mezczyzni w tym wieku raczej juz nie chca sie zenic.Malo jaki facet majac 40 stke bedac a dluzszym zwiazku decyduja sie na taki krok , taki stan mu pasuje.
A to już jest zwykły stereotyp.
Bylam z facetem ktory byl w tym wieku i tez nie myslal o slubie bo jak to powiedzial...on juz swoje przeszedl i wolny zwiazek mu pasowal a ja majac wtedy 29 lat uwzalam ze nie tego oczekuje od tego zwiazku i dlatego rozumiem Afine.
Ja to rozumiem, tylko nie lubię zakładać że skoro jeden, drugi trzeci taki był i to ten konkretny okaże się taki sam.
Poza tym Ty odeszłaś, bo nie widziałaś w takim związku przyszłości. Gratuluje decyzji, na pewno nie była łatwa.
Ale Alfina sama nie wie czego chce - ona po prostu dąży do ślubu za wszelką cenę. Rozstaje się z facetem, potem się godzą i pierwsze z czym wyskakuje - to ślub. Nie potrafi odejść, widzi tylko jedną opcję - małżeństwo z tym mężczyzną. Nic więcej, żadnej alternatywy.
Dziewczyna sie mota ,miedzy pragnieniami a miloscia tylko sek w tym ze jedno z drugim nie chce isc w parze....
Miotanie się mogę zrozumieć. Nie potrafię zrozumieć argumentów za ślubem (oprócz kochania) które się tu przewijają w wypowiedziach Afliny. Ona traktuje go nie jako partnera życiowego, a jako punkt zaczepienia w swojej niepewności.
Rozmawialiśmy wczoraj i wpadłam przy nim w depresje z tego powodu ze ciagle jestem bez pracy, wspomnialam tez o slubie. powiedzial iz w przyszlym roku wezmiemy slub. nie poczulam ulgi, czuje ze jest to wymuszone. nie jest mi lepiej lecz jestem jeszcze bardziej smutna . nadal nie mam pracy w tym malym smutnym miasteczkiu i zyje bez perspektyw. wlasciwie juz stracilam wiare w jakas zmiane. nie mam pracy i bede miala wymuszonego meza. ![]()