Forum to chyba najlepsze miejsce zeby opisac jak wyglada to wszystko tak naprawdę i otrzymac bezstronną opinie.
spotykamy się jako para od dopiero pół roku, widzimy się naprawdę często, odbiera mnie z pracy, przyjezdza wieczorami, chociaz zawsze sie spóźnia. W tym roku stała przed nami koniecznosc wyboru gdzie pójdziemy na studia. Aj cudowne były plany o wspólnym studiowaniu w Łodzi, niestety ja sie nie dostałam, wychodząc do Niego wieczorem, godząc się z tym, że dzielić Nas będzie ponad 200km bo dostałam sie na inny uniwersytet zostałam totalnie zaskoczona stwierdzeniem "wycofałam papiery, nie chciałem żeby było Ci smutno", ale nie, nie byłam szczęśliwa, marzył o tym, mówił o Łodzi ponad 3 lata, a tu nagle taka decyzja, ale mówił, że jest pewien tego co robi. A może poprostu nie poszedł tam bo dostał sie na budowe maszyn a nie budownictwo, a powiedział mi tak, bo to lepiej brzmi...Odległość zmniejszyła się do 100km. Wiele razy pyta mnie jak to będzie, czy będę wierna, czy chce z nim byc, czy nie dam sie obejmowac innemu, tak,odczuwam niepokój w jego pytaniach.Czy nie strace zapału, czy wystarczy jeśli będziemy się spotykac 2 weekendy w miesiącu lub 1, albo co jesli ni bedę mogła zostac u niego na noc... Będąc razem z jego kolegami w miescie gdzie rozpoczne studia jeden z nich powiedział czemu nie idziemy do jednego miasta,na to drugi, przeciez nie bierze sie drzewa do lasu, my idziemy na studia a nie się uczyć, a mój M. na to "nie no co Wy, ja juz mam swoje drzewo..i jest najfajniejsze". i było by pieknie gdyby...on nie rezygnuje dla mnie z imprez, dzis kazał mi wybrac czy przyjezdza dziś do mnie a w piątek idzie z kumplami czy dzis wychodzi a w sobote idzie sam na impreze. nie chce mnie tam zabierac, bo po ostatniej wspolnej do,ówce w tym towarzystwie mielismy do siebie za duzo pretensji..był zazdrosny o to, że gadałam z jego kolegą, podczas gdy ja ni łaziłam za nim krok w krok by bawił się swobodnie, gdy zapytał kolegi dzie jestem on w zartach powiedział, że "zabawia sie z P. w pokoju" strasznie nim to ruszyło. Ktoś innynie znając Naszej sytuacji zaczął mu zarzucać, że mnie nie docenia skoro idzie na studia tak aleko ode mnie, że mnie zaniedbuje, że czemu teraz nie stoje przy nim...wtedy powiedział, mysląc, że im sie skarżyłam, żebym szukała sobie innego skoro mu nie odpowiadam. Był pijany. Wracałam sama do domu. Na drugi dzien, po tym jak zobaczył mnie w barze z kolegami, chciał mnie odwiesc do domu i powiedział, że nie chce innej, że nie potrafi mnie zostawić, Podobno wtedy gdy poszłam, po tej imprezie, a łasciwie gdy trwała, siadł z kumplem, wypalił 5fajek i powtarzał, że jest idiotą i miał świeczki w oczach, powiedział mi to Nasz wspólny kolega, który był przy tym..
no tak, niby jestesmy razem, ale nie ma go teraz ze mną, dał mi pieniadze i powiedział, zebym poszła gdzies z kolezankami, ale pech chciał, że dzis każda zajeta i siedze teraz i myślę co robi, czy są tam jakies dziewczyny...nie odzywa się...czy to, że chowa treść wiadomości za każdym razem oznacza, że poprostu ceni sobie prywatność... czy to, że nie chce mnie zabierać na imprezy z tymi ludźmi oznacza tylko, że nie che żeby ktoś wtrącał się w Nasze zycie..
Ostatnio mówił, że jest inaczej ni na poczatku ale nie potrafi okreslic czego mu brakuje..zapytałam wprost czy chce mnie zostawić, bez wahania powiedział, "że nie to powiedziałam"... w skali 1 do stu zalezy mu na 70%, tak to określił po moim pytaniu...jak ożywic nasze relacje...?
wczoraj chociaz wiedział, zę nie chce żeby to robił pociagnał 1 bucha marihuany...nie odmówił, choć wiedział, że będę smutna. On robi co chce, jezdzi gdzie chce, wybiera gdzie pójdziemy a gdzie nie. Nigdy mu niczego nie zabraniałam, przez co jak to wiele osób stwierdza, rozpieściłam go. Dałam za duzo swobody, jedzie gdzies z kumplami a potem spóźnia sie do mnie...
Czy ja w ogóle mam na niego jakiś wpływ...