Czy macie jakieś swoje sprawdzone rady, bez których w kuchni ani rusz? Takie, które w podstawowych przepisach są raczej pomijane, bo wydają się tak oczywiste, ale bez znajomości których grozi początkującym kulinarna wpadka. Coś takiego, do czego same dochodziłyście metodą prób i błędów, albo coś co Wam się nie udało, ale dziś już wiecie dlaczego.
Podzielmy się tym wszystkim co może sprawić problem początkującym w kuchni paniom domu
.
Podobne tematy
heh ja doszłam do tego, sama się sobie dziwię... Może już ktoś to wymyślił ( z pewnością) ale jak samemu się do tego dojdzie to jest jeszcze większa satysfakcja.
Aby gotujące ziemniaki nie kipiały dodaje się do nich łyżeczkę tłuszczu. W postaci masła bądź margaryny.
Oooo, tego nie znałam, ale chyba wypróbuję, bo do szału doprowadza mnie zalana kuchenka
.
A oto rada ode mnie:
Kiedy piekę biszkopt, zawsze najpierw ubijam same białka (nigdy od razu całych jajek), potem wsypuję cukier, dalej ubijam, aż piana będzie sztywna i dopiero wtedy stopniowo dodaję żółtka plus oczywiście resztę przesianych składników. Biszkopt jest wyrośnięty, pulchny, a przede wszystkim mam pewność, że się uda
.
I co, Olinko, rzeczywiście działa?
Zachęcam Forumowiczki do dzielenia się kolejnymi radami ![]()
Ja dodam, że sałatę należy rwać palcami a nie kroić nożem. Zachowuje dłużej kruchość
Krojona szybko więdnie i brzydko wyglada.
I co, Olinko, rzeczywiście działa?
A nie wiem, bo do tej pory nie sprawdziłam
. Solennie obiecuję jutro to zrobić
.
Dla zaprawionych w boju jest to oczywiste, ale wiem, że wiele początkujących gospodyń ma problem z ubiciem śmietany. Zasada numer jeden - śmietana do ubicia musi być dobrze schłodzona!
Kolejna ważna zasada - jeśli zupę zabielamy śmietaną, to nie należy jej wlewać bezpośrednio do garnka, ale odlać trochę zupy do kubka, wlać do niej śmietanę, dokładnie wymieszać i dopiero wówczas przelać do całości. W ten sposób unikniemy tak zwanego zwarzenia, które co prawda nie wpływa na smak, ale wygląda nieapetycznie.
Ja np robię tak, że:
Używając koncentrat pomidorowy kiedy wiem, że nie zużyję całego słoiczka zawsze do nabierania używam czystej łyżki albo przed nabraniem wkładam łyżkę do wrzącej zupy, a resztę zalewam wrzątkiem prosto z gotującego się czajnika, szybko zakręcai i wstrząsam słoikiem - to powoduję, że słoik się delikatnie znów pasteryzuje i koncentrat może postać o wiele dłużej i nie pojawi się pleśń.
cebulę z suchymi łuskami, które się kruszą podczas obierania trzeba najpierw zalać ciepłą wodą - łuski nasiąkają i bez problemu schodzą z całej cebuli. Czosnek żeby łatwiej obrać najpierw trzeba rozgnieść - wystarczy położyć nóż płaską stroną i nacisnąc az ząbek popęka - bez problemu wychodzi wtedy z łusek.
smietanę z mąką do zagęszczenia zupy albo sosu łatwiej się rozrabia i nie robią się grudki jeżeli do mąki dodamy najpierw odrobinę śmietany i rozrobimy takie "ciasto" i dopiero do tego resztę śmietany, albo najpierw nalezy rozrobić mąkę z odrobiną zimnej wody a potem dodać śmietanę
przy gotowaniu rosołu łatwiej się go odszumowuje i jest klarowniejszy kiedy co jakiś czas dorzucimy kostkę lodu albo dodamy bardzo zimną wodę
zamiast używać suszonych ziół robię mrożonki - w niewielkich pojemniczkach zamrażam posiekaną pietruszkę, kolendrę, koperek, bazylię, mięte, majeranek/oregano, i co tam jeszcze akurat kupię albo mi wyrośnie a potem w miarę potrzeby wyskrobuję odpowiednią ilość do potrawy czy sosu do sałatki - mrożone zioła zachowują całą gamę aromatów i suszona pietruszka czy oregano wychodzą bardzo blado w zestawieniu z mrożonymi.
zamiast się bawić z wyciskaniem soku z cytryny do sałatek itp od czasu do czasu kupuję 2 kg cytryn, wyciskam z nich sok, wyskrobując nawet trochę miąższu, potem go miksuję blenderem zeby pozbyć się farfocli z miązszu a potem wlewam do foremek na kostki lodu i zamrażam - potem jak potrzebuję soku z cytryny nie muszę się bawić w wyciskanie, nie mam poobsychanych połowek i ćwiartek cytryn tylko biorę kostkę i już,
Zanim się dotknę do ryb, cebuli lub innych silnie pachnących produktów najpierw porządnie nacieram sobie dłonie masłem albo olejem - skóra wtedy tak nie wciąga zapachu i nie trzeba potem pozbywać się go przez pół dnia.
zamiast się bawić z wyciskaniem soku z cytryny do sałatek itp od czasu do czasu kupuję 2 kg cytryn, wyciskam z nich sok, wyskrobując nawet trochę miąższu, potem go miksuję blenderem zeby pozbyć się farfocli z miązszu a potem wlewam do foremek na kostki lodu i zamrażam - potem jak potrzebuję soku z cytryny nie muszę się bawić w wyciskanie, nie mam poobsychanych połowek i ćwiartek cytryn tylko biorę kostkę i już,
Ależ świetny patent!
I co, Olinko, rzeczywiście działa?
Jak obiecałam, tak sprawdziłam
. Podczas gotowania ziemniaków na niedzielny obiad, dodałam do nich łyżeczkę masła. Powiem tak - było znacznie lepiej, woda nie burzyła się tak, jak zwykle, ale to też nie jest tak, że zupełnie nie kipiała, bo kiedy nastawiłam trochę ,,większy" gaz, to jednak na kuchence coś tam się pojawiło. Wydaje mi się jednak istotne, że ziemniaki miały lekko maślany posmak, co nie wszyscy lubią - ja tak, ale już mój mąż nie bardzo.
BabaOsiadła napisał/a:I co, Olinko, rzeczywiście działa?
A nie wiem, bo do tej pory nie sprawdziłam
. Solennie obiecuję jutro to zrobić
.
Dla zaprawionych w boju jest to oczywiste, ale wiem, że wiele początkujących gospodyń ma problem z ubiciem śmietany. Zasada numer jeden - śmietana do ubicia musi być dobrze schłodzona!
Kolejna ważna zasada - jeśli zupę zabielamy śmietaną, to nie należy jej wlewać bezpośrednio do garnka, ale odlać trochę zupy do kubka, wlać do niej śmietanę, dokładnie wymieszać i dopiero wówczas przelać do całości. W ten sposób unikniemy tak zwanego zwarzenia, które co prawda nie wpływa na smak, ale wygląda nieapetycznie.
Olinko ja śmietanę wlewam do kubeczka bądz miseczki i wtedy
kiedy zupa już jest prawie gotowa po łyżce wlewam do tej śmietany
tak może z pięć mieszam aż bedzie miała temperaturę zupy i chlup
do gara. ![]()
A z Biszkoptem to prawda Olinko.... Sprawdzone.
Olinko ja śmietanę wlewam do kubeczka bądz miseczki i wtedy
kiedy zupa już jest prawie gotowa po łyżce wlewam do tej śmietany
tak może z pięć mieszam aż bedzie miała temperaturę zupy i chlup
do gara.
No tak, czy zupę do śmietany, czy śmietanę do zupy, to chyba nie ma większego znaczenia, ważne, aby w kubeczku, a nie od razu do gara
.
12 2013-08-20 14:36:03 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2013-08-20 14:36:41)
A ja mam radę dla przyszłych kucharek jak zrobić placki ziemniaczane tak, aby nie były gumowate i nie smakowały jak podeszwa ze starych butów.
Otóż do całego ciasta dodaję łyżkę lub dwie zwykłej śmietany 12-stki czy 18-stki. Placki mają nieco inny, lepszy (jak dla mnie) smak, są miękkie w środku i chrupiące na wierzchu. Mąż wcina, aż mu się uszy trzęsą! ![]()
A i jeszcze jedna rada dotycząca pysznej zupy pomidorowej.
Przed dodaniem do zupy koncentratu, wrzucam go na patelnie i podsmażam dosłownie minutkę. Bez tłuszczu, wody czy innych dodatków. Po prostu podsmażam przez chwilkę i dodaję do zupy tak jak zawsze. Zupa jest wtedy niesamowita. ![]()
A ja mam radę dla przyszłych kucharek jak zrobić placki ziemniaczane tak, aby nie były gumowate i nie smakowały jak podeszwa ze starych butów.
Otóż do całego ciasta dodaję łyżkę lub dwie zwykłej śmietany 12-stki czy 18-stki. Placki mają nieco inny, lepszy (jak dla mnie) smak, są miękkie w środku i chrupiące na wierzchu. Mąż wcina, aż mu się uszy trzęsą!
Zgadza się , a od czasu do czasu robię placki z tartymi warzywami.
Czyli marchewka,seler i pietruszka... bardzo dobre . Polecam
Milionek, też chętnie bym spróbowała, ale mąż warzywa to tylko w zupie, albo w jakiejś dobrej surówce...Także jestem skazana na placki ziemniaczane ze śmietaną.
No albo z dobrym gulaszem po węgiersku, choć i tak dla mojego męża sos do placków to tylko mięsko, bo zieleninę to jedzą krowy. ![]()
Spróbujcie też placków ziemniaczanych z imbirem i cynamonem. Omnomnom ![]()
Modzia no jasne że spróbujemy
Nataluszek no szkoda...no ale cóż ![]()
A piekłaś może takiego placka w blaszce?
Tak jak ciasto i właśnie ze śmietaną mniam.
Zapomniałam niestety nazwy....
Może chodzi Ci o babkę ziemniaczaną? Nie, nie próbowałam. Raz tylko jadłam u mojej mamy jak ją upiekła. Z tym, że wcześniej blachę wykładała plastrami boczku. Pychotka, ale obawiam się, a wręcz jestem pewna że mojej mamie jako kucharka to pięt nie dorastam więc troszkę się boję... ![]()