Dla mnie samotne chwile są ważne i tak samo potrzebne jak przebywanie z innymi ludźmi. To one pozwalają w spokoju pomyśleć, wyciszyć emocje, pewne sprawy poukładać w głowie. Lecz czym tak naprawdę jest ta samotność? Sposobem na wewnętrzną równowagę, poszukiwaniem siebie, a może jednak swoistym dziwactwem?
Moi bliscy odczytywali to kiedyś jak sygnał, znak, że jest mi źle, jestem smutna lub obrażona, mam jakiś problem. Ale to nie tak - u mnie jest to naturalna potrzeba wyciszenia, czegoś na kształt rozmowy samej ze sobą. Przyznaję, że niejednokrotnie sama zastanawiałam się dlaczego człowiek, istota stadna, potrzebuje takich chwil? Bo przecież nie wyobrażam sobie życia w pojedynkę, wracania do pustego mieszkania, gdzie nikt na mnie nie czeka, nie mam z kim porozmawiać, do kogo się przytulić, podzielić troski i radości, a jednak... przychodzi taki czas, kiedy najlepiej mi właśnie samej. Czy jest to dla Was dziwne??? Czy Wy też czasem odczuwacie taką potrzebę? Czy nachodzą Was chwile kiedy potrzebujecie pobycia w wyłącznie swoim towarzystwie? Zamykacie się w pokoju lub wychodzicie na samotny spacer i delektujecie ciszą, a to czego Wam najbardziej brakuje to wyłącznie... siebie? Jak myślicie skąd się to bierze, czemu służy, czy wynika z naszej natury?