netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Niepohamowane wybuchy agresji

18 odpowiedzi20 129 wyświetleńzałożony przez zuzalee, 19.07.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Niepohamowane wybuchy agresji

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1

Temat: Niepohamowane wybuchy agresji

Byłam z moim chłopakiem 3 lata kochaliśmy się bardzo do czasu jak moja niepohamowana agresja i niska samoocena zaczęły nas niszczyć
Czasem tak potrafię się nakręcić, że wybucham ostrym gniewem i krzyczę na mojego ukochanego. Można niestety powiedzieć, że się wyżywam na nim. Gniewam się dosłownie o rzeczy nieistotne. Kiedy tak krzyczę jestem tak wściekła i zaślepiona, że nie daję rady siebie powstrzymać, a cały czas wiem, że niepotrzebnie się denerwuję. Denerwują mnie szczegóły. Naprawdę zamieniam się w potwora. Gadam i gadam to samo bez sensu, sama bym się czasem uznała za nienormalną!! Ale tylko w niektórych chwilach. Takie wybuchy zdarzają mi się raz na kilka dni czasem trochę częściej, ale są bolesne pod każdym względem i dla każdej strony, bo mam świadomość, że krzywdzę go i siebie.

Dodatkowo odbieram jako atak kiedy mój chłopak próbuje dać mi radę i wtedy mój mózg mówi mi, że on mnie krytykuje, że chce powiedzieć jaka jestem głupia, a on tylko chce dać mi radę...

Żeby nie było... nasze relacje pod każdym względem są dobre i miłe, mieszkamy razem i jest nam naprawdę dobrze, ale ja jednak w niektórych sytuacjach nie wytrzymuję i siada cała moja psychiczna odporność, puszczają mi bezpodstawnie nerwy i robię totalną awanturę! No i on już tego nie wytrzymał i wyprowadził się. Co robić poradźcie coś.

2

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

O Boze, sama bym chciala znalezc na to rade, bo zachowuje sie identycznie. W tych chwilach zupelnie sie nie kontroluje, moje slowa strasznie rania, pozniej mam wyrzuty sumienia, ale nie da sie cofnac czasu i rany zostaja...

3

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

Może właśnie Twój chłopak już zaradził na to... Jak od siebie odpoczniecie, pobędziesz sama ze sobą, będziesz miała czas ochłonąć, przemyśleć swoje zachowanie, spojrzeć inaczej - powinno wszystko wrócić do normy..A na przyszłość..jak wpadniesz w złość i poczujesz, że Twój napad się zbliża - wyjdź, nie rań chłopaka, przespaceruj się w samotności, pooddychaj głęboko. Idź tam, gdzie nie będzie szans, że rozzłości Cię coś jeszcze. Wróć spokojna i opanowana:) Powodzenia

4

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

ja mam to samo...ja mysle ze idz pospaceruj przemysl niedziala a juz napewno w moim przypadku,tez niewiem co z tym zrobic,

5

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

Moje zachowanie było podobne.Zwalałam winę na problemy i inne rzeczy tylko nie na siebie.W końcu straciłam na zawsze człowieka którego kocham nad życie.Ojca mojego dziecka.Dziś już wiem że potrzebna mi była pomoc.Wcześniej nie dopuszczałam do siebie tej myśli.Uważałam że to wstyd.Przez mój upór rozwaliłam sobie życie.Nie popełniaj mojego błedu.Jeżeli nie jest za późno poradź się jakiegoś psychologa.Niech ci pomoże.ZRÓB WSZYSTKO ŻEBY GO NIE STRACIĆ!!!

6

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

Mam to samo! Denerwują mnie takie dronostki, a ja z tych drobnostek robie wielkie problemy, ktorymi męcze mojego chlopaka.. Potem mam straszne wyrzuty sumienia, mam wrazenie ze zniechęcam go do siebie i przede wszystkim czuje sie mało zrównoważona psychicznie, jakbył była bardzo niedojrzałą dziewczyną.. walcze z tym juz od dawna, w prawdzie jest odrobine lepiej, ale to jeszcze nie to. Na ogól, sie nie klocimy, chyba że przez moje wymysły..

7

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

a ja odświeżę wątek, gdyż zastanawiam się nad czymś.
od zawsze byłam nerwowa i agresywna. może dziwne dzieciństwo, może otoczenie, które wymusiło na mnie takie zachowania. podczas nieradzenia sobie z problemami, napięciem, czasem sumienie dobijało,
potrafiłam ładować pięściami w ściany, aż skóra pękała,
kilka razy po zaczepkach ze strony np pijanej panny, rzuciłam się na nią i skopałam. broniłam słabą kobietę, gdy ta była poniżana, mówiłam rzeczy straszne, gdyby ktoś bliski słyszał co mówię, uszy pewnie by zwiędły.

od jakiegoś czasu czuję ulgę, nie denerwowałam się tak, potrafiłam zachować spokój. jednak to siedziało. dopóki lekko chociażby się nie wyżyłam, tłumiony gniew ściskał od środka, zimna kłoda na dnie żołądka.
zastanawiam się, czy już zawsze tak będzie, że będę musiała tłumione emocje wywalać gdzieś, siłą krzykiem.

myślałam ażeby znowu chodzić na krav magę czy kickboxing, ale nie chciałabym tego nasilić. czy też tak macie? czy uważacie, że ktoś wybuchowy, nigdy się nie zmienia? czy musicie jakoś szczególnie wyładowywać swoją złość? czy macie poczucie winy potem?

8

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji
Shanty napisał/a:

czy uważacie, że ktoś wybuchowy, nigdy się nie zmienia? czy musicie jakoś szczególnie wyładowywać swoją złość? czy macie poczucie winy potem?

Jeśli przez długi czas tłumisz swoje niezbyt przyjemne uczucia (zniecierpliwienie, irytację, złość, wściekłość, itp.), jeśli przez długi czas ukrywasz swoje emocje, to odkładają się one i stopniowo rosną. Rosną do czasu, gdy już nie możesz nad nimi zapanować i byle pretekst powoduje ich uwolnienie. Wszczynasz awanturę, bijesz, wyzywasz, rzucasz wulgaryzmami.

Jest na to rada, dość prosta.
Załatwiaj problemy na bieżąco.
Jeśli coś Cię zirytuje, jesteś zła na kogoś, to powiedz o tym tej osobie, a nie udawaj, że wszystko jest ok.

9

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

dziękuję za szybką odpowiedź i wejście w temat. rady są proste, skuteczne, ale mam nadzieję małymi kroczkami dojdę do jakiegoś kompromisu sama ze sobą.

chyba najgorsze, jak mnie nosi. dziś znajoma z jednostki bardzo mnie zdenerwowała. czepiała się, była nieprzyjemna, prowokowała. trzymałam chłód, odpowiadałam spokojnie, widać i ją to zdenerwowało. ale czułam ta moją kłodę. chodzę tak teraz i mnie nosi. mówiłam koledze o tym, to kolega jak to kolega: trzeba było jej przywalić.
właśnie nie chcę tego. a co jeśli zacznę nowy związek i znowu go spieprzę przez nerwy? kiedyś i tak było gorzej, istna piana, wścieklizna.
terapia mi nie pomogła, bo...dwaj psychologowie mnie po prostu drażnili sposobem rozmowy, tandetnym pouczaniem, lekami po których miałam dziwne fazy smile
nie chcę chodzić poobijana, z bandażami na kostkach, jak kiedyś.
chciałam wiedzieć, czy coś "wyuczone" od małego, zawsze w nas będzie? tak jak alkoholik zawsze będzie alkoholikiem, to czy ja zawsze będą chodzić z ta zimną kłodą.

10

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

Ale w tym wszystkim nie chodzi o to, by komukolwiek przywalić.
Tej swojej koleżance zamiast udawać spokój (w środku przecież byłaś już galaretą), mogłaś powiedzieć, że irytuje Cię jej zachowanie i to, że się Ciebie czepia.

Ten Twój dzisiejszy przykład to potwierdzenie tego, co wyżej napisałam. Zamiast zareagować na jej zaczepne zachowanie, powiedzieć je, że widzisz czepianie się i Cię to złości, Ty postanowiłaś być "grzeczna i spokojna". W efekcie - nosiło Cię.

Leki przepisują wyłącznie lekarze, również psychiatrzy. Psycholog zaś nie jest lekarzem, nie ma więc uprawnień do ordynowania jakichkolwiek lekarstw. Jeśli brałaś jakieś psychotropy, to wiedz, że potrzeba dużo czasu by dobrać odpowiedni lek dla danej osoby i potrzeba też dużo czasu, by ta osoba przyzwyczaiła się do jego brania.

11

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

sprostuję - przeraszam za wcześniejsze uogólnienie-jeden lekarz był psychiatrą a drugi psychologiem.
właśnie mój były lekarz powiedział bym była opanowana i spokojna-racja, tamta jeszcze bardziej się zdenerwowała moim spokojem,zdziwiona  była, bo rok temu taka wymiana zdań sie skończyła "praktycznym wykorzystaniem'' krav magi, ale ten mój spokój dziś był taki sztuczny.
nie mogę mieć już problemów, z tą agresją, bo można powiedzieć, że jeszcze raz i w końcu komuś podpadnę.
nie chcę już leków. podświadomość mi całkowicie blokuje ich działanie, wiem, ze sama muszę sobie pomóc i poukładać. wytyczyć cel i podążać.

12

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji
Shanty napisał/a:

sama muszę sobie pomóc i poukładać. wytyczyć cel i podążać.

No to do dzieła!

Powodzenia smile

13 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-06-10 21:05:49)

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

Może praktykowanie medytacji, relaksacji? Skupienie na oddechu? Mi na napady złości pomogło pomyślenie o czymś innym, albo po prostu zmuszanie sie do policzenia 10 oddechów. Wtedy narastające emocje opadają.  Powiem, ze parę razy tak próbowałam i efekty sa bardzo szybkie. Owszem, wkurzam się, ale nie czuję już jakbym traciła nad sobą kontrolę, jest to wkurzanie jeszcze w granicach normy. Szybko dostrzegłam zalety ''braku wybuchów'', bo i tak okazywało się, że bez zlości mogłam załątwić coś równie dobrze. Po paru razach już miałam pewien nawyk. Tylko trzeba pilnować, żeby do poprzedniego stanu nie wrócić, bo jak sobie za bardzo ''popuścisz'' to sie może zdarzać wink Ale mi się zdarza dopiero, jak się czuję zbyt pewna siebie (czyli myślę, że już w maksymalną złość wpaść nie umiem tongue)

Tak więc - zmuś się parę razy do pomyślenia o czymś innym, potem - po fakcie - oceń, ile nerwów zaoszczędziłaś (ja jeszcze ANI RAZU nie żałowałam, że się opanowałam), i szybko sama z siebie zaczniesz dążyć do tego, by nie wychodzić z równowagi.

14

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

nie. koniec tematu, mi już nic nie pomoże.
udałam się do parku z koleżanka, która jest w kryzysie-zdradził ją chłopak, ona jest i tak poszarpana przez życie, w ciąży. siedzimy, gadamy. była taka zapłakana,kiwała się. przyczepiła się do nas taka bezczelna, młoda, dwudziestoparoletnia panna, widać z patologii.
błagałam w środku, żeby nie podchodziła. była jakaś naćpana. błagałam, wiedziałam jak to się skończy. koleżanka mi zatykała uszy.

podeszła.
szarpnęła moją koleżankę, sepleniła coś. klepnęła ją w twarz.
wstałam. przyp... jej z pięści w twarz kilka razy i uderzyłam jej głową w kolano. czułam jak napływa mi krew na twarz, jak buzuję.
jak rośnie kłoda.
nie, mi już nic nie pomoże. urodziłam się jakieś 500 lat za późno, powinnam latać z toporem za polu bitwy, ja tu po prostu nie pasuję.
ale...nie żałuję, ten ćpun mógł coś jej zrobić. może się usprawiedliwiam.
..............
.............
.........

15

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji
Shanty napisał/a:

nie. koniec tematu, mi już nic nie pomoże.
udałam się do parku z koleżanka, która jest w kryzysie-zdradził ją chłopak, ona jest i tak poszarpana przez życie, w ciąży. siedzimy, gadamy. była taka zapłakana,kiwała się. przyczepiła się do nas taka bezczelna, młoda, dwudziestoparoletnia panna, widać z patologii.
błagałam w środku, żeby nie podchodziła. była jakaś naćpana. błagałam, wiedziałam jak to się skończy. koleżanka mi zatykała uszy.

podeszła.
szarpnęła moją koleżankę, sepleniła coś. klepnęła ją w twarz.
wstałam. przyp... jej z pięści w twarz kilka razy i uderzyłam jej głową w kolano. czułam jak napływa mi krew na twarz, jak buzuję.
jak rośnie kłoda.
nie, mi już nic nie pomoże. urodziłam się jakieś 500 lat za późno, powinnam latać z toporem za polu bitwy, ja tu po prostu nie pasuję.
ale...nie żałuję, ten ćpun mógł coś jej zrobić. może się usprawiedliwiam.
..............
.............
.........

A może skorzystałabyś z psychoterapii, pomocy DOBREGO, CENIONEGO, SPRAWDZONEGO psychoterapeuty?
Proponuję, byś przeszła własną terapię, a nie chodziła na kolejne wizyty u psychologów i psychiatrów.

16

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji
Shanty napisał/a:

nie. koniec tematu, mi już nic nie pomoże.
udałam się do parku z koleżanka, która jest w kryzysie-zdradził ją chłopak, ona jest i tak poszarpana przez życie, w ciąży. siedzimy, gadamy. była taka zapłakana,kiwała się. przyczepiła się do nas taka bezczelna, młoda, dwudziestoparoletnia panna, widać z patologii.
błagałam w środku, żeby nie podchodziła. była jakaś naćpana. błagałam, wiedziałam jak to się skończy. koleżanka mi zatykała uszy.

podeszła.
szarpnęła moją koleżankę, sepleniła coś. klepnęła ją w twarz.
wstałam. przyp... jej z pięści w twarz kilka razy i uderzyłam jej głową w kolano. czułam jak napływa mi krew na twarz, jak buzuję.
jak rośnie kłoda.
nie, mi już nic nie pomoże. urodziłam się jakieś 500 lat za późno, powinnam latać z toporem za polu bitwy, ja tu po prostu nie pasuję.
ale...nie żałuję, ten ćpun mógł coś jej zrobić. może się usprawiedliwiam.
..............
.............
.........

O kurczę, mocna sprawa.. Przyznam, że masz o wiele wiekszy problem niż ja. Bałabym się samej siebie, gdybym była zdolna do takiego szybkiego, ''bezmyślnego'' skrzywdzenia człowieka w taki sposób.. Nie wiem, czy w ogóle bym umiała tak kogoś uderzyć ;/
Od zawsze tak masz?
Najgorsze, że ty przeskakujesz od razu ze skrajności w skrajność. Pewnie jakbyś po prostu zwróciła uwagę tej ''menelce'' to by się odczepiła. Może nawet chciała ta zapłakaną przyjaciółkę pocieszyć jakoś na swój sposób? A tu nagle dostaje w twarz.. Nie chcę nic mówić, ale taka złośc jest niszcząca dla relacji międzyludzkich. No i dla Ciebie samej, przynajmniej ja tak moją odczuwałam. Po napadzie ostrego wk...ienia czułam się, jakby mnie ktoś dosłownie wydrążył od środka.

Wiem, jedno, czytałam o jakiejś kobiecie, która miała problemy z agresją (ogólnie, ale wiekszość skupiała się na jej synu). I gdy rozpoczeła pracę z psychologiem, to najpierw dążyły do tego, żeby nauczyła się doraźnych sposobów radzenia sobie z gniewem, żeby chronić syna. W międzyczasie dokopywały się do głębszych przyczyn tej agresji. Więc tak czy siak, jakieś ''tymczasowe'' sposoby też powinnaś stosować, chociaż spróbuj. Wszystko zależy od silnej woli. Wygooglaj sobie co możesz zrobić.

17

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

nie, owa menelka sypiąc wulgaryzmami i plaskając w twarz koleżankę, najwyraźniej nie chciała jej pocieszać. nie,  z takimi ludźmi nie ma dyplomacji, nie ma próśb i delikatnego zwracania uwagi. nie wiem, poczułam, że muszę ja obronić. zresztą owa panna z patologią na twarzy jest dość znana w mojej okolicy z podobnych wybryków, jednak do tej pory nie miałam z nią kontaktu, nawet wzrokowego.

jeszcze było by w porządku, gdybym ja zachowywała się w "bójce" jak kobieta, poszarpała za włosy, potargała.
ale ja walę z pięści, kopię, jak facet, ja się tego bólu nie boję. nie wiem, może moje fascynacje wojskiem i te sprawy dały mi taką znieczulicę.
ja w stosunku do rodziny, którą bardzo szanuję, nigdy nie użyłam przemocy. krzyki krzykami, ale bym nigdy nie uderzyła matki.

w tych czasach rozmowy i dyplomacja gówno dają, ludzie są bezczelni, wejdą Ci na łeb, jeśli ich nie usadzisz. oni nie boją się argumentów, spływa to po nich, ale po teatrze sił, są już bojaźliwi.
Niestety, mówienie, że agresja jest słabością, nic nie znaczy, gdyż większość ludzi ma gdzieś rozmowy i siłę słowa. a zwracając menelce uwagę, pewnie bym dostała strzykawą w klatę i tak by się skończyło moje żałosne prośby.
poszukam sobie dobrego terapeuty, jednak wybiję poza moje miasto, poszukam gdzieś w Warszawie.
tak, czuję się czasem jak alkoholik, który mimo czystości, zawsze będzie naznaczony.

18

Odp: Niepohamowane wybuchy agresji

Zdecydowałam się napisać o swoim problemie tutaj na forum, ponieważ moje życie dwa dni temu kompletnie sie zawaliło. Moj chłopak zostawil mnie poniewaz znecalam sie nad nim psychicznie w postaci przeklenst i wrzaskow. Potrafilam zloscic sie na niego o drobnostki,  glownie chodzilo o inne kobiety, o niewinne spojrzenia na ulicy, nie moglam ich zniesc i za kazdym razem wyklinalam go i chcialam odchodzic. Takich klotni bylo wiele, i wiele razy mi wybaczal a ja wmawialam sobie ze odnajde sposob na moje zachowanie, ze jakos to opanuje i bedziemy zyli dobrze. Ale moje wybuchy zlosci pojawialy sie non stop, regularnie. i za kazdym razem po takim ataku mialam ogromne poczucie winy, czulam sie upokozona przed nim ze znowu go zawiodlam a przeciez mialam plan na zmianę. Zastanawialam sie co robie zle i obiecywalam sobie na nowo ze to opanuje, ze przeciez to nie moze byc trudne.  Z biegiem czasu moje niekontrolowane wybuchy pojawialy sie nadal, czasami zdarzaly sie dluzsze epizody podczas ktorych bylam spokojna i wydawalo mi sie ze wreszcie moj problem sie zakonczyl, ze udalo mi sie przestawic wlasne myslenie i ze mowiac kolokwialnie, ogarnelam sie na dobre. Jednak im dluzej bylam spokojna, opanowana tym grozniejsze i bardziej zaskakujace byly moje wybuchy. Z czasem przestalam wierzyc, ze mam nad soba jakakolwiek kontrole. Stwierdzilam ze po tylu probach i rozczarowaniach kieruje mną cos znacznie silniejszego, cos co sprawia ze sama sobie nie ufam. Jednak probowalam sie oklamywac ze istnieje gdzies sposob na moja zmiane i myslalam o tym tyle razy ile razy moj chlopak dawal mi szanse. Bo ja zalowalam po kazdym razie, mocno plakalam, czulam sie pokrzywdzona poniewaz nie potrafilam opanowac swoich atakow. Mialam straszne poczucie żalu i smutku nawet wtedy, gdy wcale nie deklarowal sie ze odchodzi. To uczucie, że zrobilam zle przychodzilo samo, naturalnie. Pozniej ukladalam sobie w glowie scenariusze jak moglabym rozegrac sytuacje inaczej, lepiej.... Na ogół doskonale wiem jak powinnam sie zachowywac ale w danym momencie nie potrafie tego zrobic w odpowiedni sposob. Jestem bezsilna. Potrafily wyprowadzac mnie z rownowagi drobne rzeczy, np kiedy nie zrozumial tego, co chcialam mu przekazac zaczynalam wrzeszczec i mowic mu jak bardzo mnie nie rozumie, ze nawet nie probuje i ze mnie nie slucha... Z sytuacji na sytuacje zauwazalam ze on jest przywiazany do mnie coraz mniej ale za kazdym razem jak dawal mi szanse, coraz trudniej, ale dawal, ja czulam sie strasznie szczesliwa. Czulam sie szczesliwa ze przedluzył mi moj czas zeby odnalezc lekarstwo na swoje zachowanie. Jednak dwa dni temu zerwal ze mną, znowu poszlo o zdjecie jakiejs dziewczyny, poczulam sie pokrzywdzona ze interesuje go wiecej niz powinno, pomimo ze rozmawialismy tyle razy o innych kobietach i mojej zazdrosci do nich. Chyba nigdy wczesniej nie padly w jego strone ode mnie tak mocne slowa. Oskarzalam go o klamstwo, zyczylam mu smierci i odszedl ode mnie na dobre. A ja nie moge tego przezyc, teraz mysle w jaki sposob moglam rozegrac ta sytuacje , ze moglam to zrobic inaczej, spokojniej, normalnie... A w tamtym momencie nie potrafilam sie zatrzymac i pomyslec, moje slowa padaly jak burza, zero kontroli... Stracilam milosc tylko dlatego ze w danym momencie trace swiadomosc tego co robie, nie mam hamulca. I to jest wlasnie moj problem. Chcialabym odzyskac mojego chlopaka. Dodam, ze nigdy nie bylam jeszcze u psychologa ale wlasnie ostatnio zaczelam myslec o tym bardzo powaznie. W liceum mialam dusznosci, sciskalo mnie za gardlo, kiedy poszlam do lekarza rodzinnego ten zlecil mi spotkanie z psychologiem podejrzewajac depresję. Jednak nigdy nie poszlam na ta wizyte. Chce dodac także ze zdarzylo mi sie kilka razy w zlosci zniszczyc rzeczy, ktore dostalam od chlopaka. Raz pod wplywem zlosci (chodzilo chyba znowu o zazdrosc) pocielam nozyczkami nowozakupioną sukienke, kiedys tez roztrzaskalam aparat fotograficzny ktory takze byl prezentem. Uderzalam w niego jakims przedmiotem. Jesli mialabym opisac jakie uczucia mi wtedy towarzyszyly kiedy niszczylam te przedmioty bylo to chwilowe uczucie ulgi. W pozniejszym czasie zdarzylo mi sie rzucic jego telefonem, to bylo w przypadku kiedy on  nie odpowiadal kiedy sie do zniego zwracalam, zauwazylam ze czesto mam ataki kiedy czuje sie lekcewazona. Telefon posypal sie wrecz na kawalki. Zdarzylo mi sie takze uderzyc w ekran jego laptopa, ktory takze calkowicie sie zepsul... Zaraz po tym wszystkim pojawialo sie poczucie winy, ogromnego ŻALU i chęci wrocenia czasu. Z czasem oprocz wulgarnych slow doszla takze przemoc fizyczna w postaci uderzen w twarz czy bicie piesciami w ciało. Zawsze mnie wtedy probowal unieruchomic trzymajac mnie. Dodkowo tego typu skrajne zachowania przejawialam jedynie w zwiazkach z partnerami, poza tym potrafilam miec dobre relacje z przyjaciolmi, rodziną. Moje pieklo rozpetywalo sie jedynie w zwiazkach uczuciowych, wtedy wychodzila na jaw moja zla czesc osobowosci. Chce dodac tez, ze to jest juz moj trzeci zwiazek w ktorym pojawialy sie podobne schematy moich zachowan. Kazdy z tych zwiazkow konczyl sie z tego samego powodu. Moj ojciec takze cale zycie ma problemy z agresja, ktore przede wszystkim wyraza w slowach. Klotnie w domu i przeklenstwa towarzyszyly mi od zawsze. W dziecinswie bylam nerwowym dzieckiem pod wzgledem stresu, wszystko mnie stresowalo i zawsze mialam mdlosci kazdego poranka idąc do szkoly. Dopiero w liceum sie to zmienilo. Bardzo chcialabym zeby tym razem nie stracic swojego chlopaka. Jesli ktos posiada jakakolwiek rzetelna wiedze, ktora moglby sie tutaj podzielic to bardzo prosze o pomoc. Chcialabym tez zapytac czy to wszystko co wydarzylo sie w moim zyciu to jest moja wina? Czy w takim razie ja nie zasluguje na partnera i powinnam zostac sama z tym wszystkim? Czy mam prawo domagać się pomocy z jego strony jesli mnie kocha i ewentualnie czuć do niego żal ze odszedl? Nieraz powtarzalam jemu, ze ja cierpie i ze to niesprawiedliwe ze nie obdarzono mnie umiejetnoscia budowania zdrowych relacji partnerskich...
Pozdrawiam,
M

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Niepohamowane wybuchy agresji

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026