Czuje ogromny żal i pustkę... z jednej strony wczoraj oficjalnie zakończyłam wszelkie nadzieje na powrót do siebie z byłym... co gorsza chyba oboje chcielibyśmy być razem, ale oboje wiemy że nie możemy, nie umiemy sie porozumieć jako para.. to bardzo boli tym bardziej, ze on pozwolił zakochać się w sobie dziewczynie, z która z resztą prawdopodobnie będzie.. na początku czułam zazdrość że przeleje uczucia na kogoś innego, po wczorajszej rozmowie nie czuję zazdrości, czuję ogromną pustkę... jakby to było nasze ostatnie pożegnanie...jakbym miała go nigdy więcej w życiu nie zobaczyć... rozmowa była naprawdę wspaniała, tak szczerze chyba z nim nigdy nie rozmawiałam... Oficjalnie powiedzieliśmy sobie że razem już nigdy nie będziemy, ale chciałabym z nim utrzymywać kontakt. Jedyny problem to "ona"...wiem że zabroni mu sie ze mna spotykać...
Ale nie o to chodzi w tym poście...
Poznałam chłopaka, z którym wydaje mi się że mogłabym dojść do jakiegoś porozumienia. Wszystko fajnie, chyba nawet mamy sie ku sobie, problem polega na tym, że po pierwsze jest on ode mnie młodszy o rok, (ja mam 23, on 22) a ma już 3-letniego synalka...
Chwilami mam wrażenie że chciałabym zaryzykować, zaakceptować taką sytuację... ale częściej przechodzą mnie myśli, boję się, że zadłuże sie w nim, będzie pięknie i kolorowo... a on w końcu zostawi mnie dla matki dziecka. Nie macie wrażenia że zawsze tak się kończy?? To okropne, wiem ale pewnie czułabym ogromną zazdrość w momentach kiedy dla niego najważniejsze jest maleństwo i jego matka, chyba zawsze byłabym na tym trzecim miejscu...
Powiedzcie szczerze, lepiej chyba się nie pakować w coś takiego, prawda?
Kompletnie nie wiem co mam robić, ostatnio w moim życiu wszytsko sie pitoli... przechodze jakiś wielki mentlik... nie wiem ile jeszcze sił we mnie, staram sie patrzeć na wszytsko pozytywnie, ale czasem to trudne...
Czy możecie coś poradzić, może któraś z Was przeżywała coś podobnego..