Cześć:)
Jestem tu nowa i jeszcze nie do końca wiem jak się poruszać po blogu. Nigdy też wcześniej nie korzystałam z tego typu pomocy i porad...ale czuję, że nadszedł czas, ażeby spróbować. Może Wasze doświadczenia i życiowa mądrość pomogą mi w rozwikłaniu moich problemów.
Jestem mężatką z 14-sto letnim stażem.
Nigdy nie układało nam się rewelacyjnie, ale jakoś dostosowaliśmy się przez lata do siebie i zdecydowanie zgodnie przeżyliśmy ten czas.
Mąż jest człowiekiem bardzo zamkniętym w sobie, dość trudnym i pod wielkim wpływem teściowej. Nigdy nie przerwał tzw. pępowinki co niestety niezmiernie komplikuje mi życie małżeńskie. Każdą wolną chwilę spędza u teściowej, która wciąż domaga się jego obecności pod pretekstem jakichś napraw, rozbiórki garażu, skopania ogrodu itd. Teściowa kilka lat temu rozeszła się z teściem i wtedy właśnie wszystko się nasiliło. Na małżeństwo już niestety zabrakło czasu mojemu mężowi. Nie mamy wspólnych znajomych, nikt nas nie odwiedza, nie chodzimy na spacery czy choćby na zakupy. Wiem też, że wciąż pomaga jej finansowo, bo teściowa wciąż zaciąga jakieś pożyczki, a my sami również ledwo wiążemy koniec z końcem.
Do tej pory Grzesiek (mąż) miał dużo czasu, bo wiecznie miał problem z pracą, ale od roku pracuje i to na pełnych obrotach, bo na dwa etaty w systemie zmianowym i naprawdę rzadko bywa w domu...czasami ma wolne 24 godziny, a czasami spędzi tu tylko noc, a i tak choć na 2-4 godz. biegnie do teściowej. Z synem już w ogóle się nie kontaktuje. Chłopak często płacze (12l.) i narzeka, że tata go nie kocha.
Jedno na co nie mogłam nigdy narzekać to były czułość, miłość i seks. Wieczory zawsze należały tylko do nas.
Jednak jakieś osiem miesięcy temu wszystko się zmieniło. Utraciłam nawet tę odrobinę szczęścia, którą miałam. Rozmawiamy tylko o sprawach nieważnych takich jak pogoda, mecz, film...trochę o pracy. Wieczorem odwraca się i usypia (wiem, ze jest bardzo zmęczony) co kiedyś było nie do pomyślenia... zawsze mnie przytulał, obejmował, całował...w ciągu dnia nie mogłam się ruszyć, żeby mnie nie podszczypywał, sadzał sobie na kolanach, czy ściskał w kącie. Teraz jego rezerwa jest wyczuwalna. Unika mnie i wszelkich kontaktów ze mną jak diabeł święconej wody.
Nie należę do osób spoczywających na laurach i dających sobą pomiatać, ale wszelkie rozmowy z nim kończą się porażka. Grzesiek milczy. Zero kontaktu. Kiedy zapytałam się czy mnie jeszcze kocha też nic nie odpowiedział...po dłuższej chwili odparł, że już nie tak jak kiedyś...
Co o tym sądzić?? Co myśleć??
Przyszła mi do głowy inna kobieta, ale jak...kiedy??...przecież doba dla niego już od dawna jest za krótka...
Poradźcie co mam robić, jak z nim rozmawiać, jak żyć...bo coś czuję, że rozstanie jest coraz bliżej...a ja przecież wciąż kocham tego diabła...
Dziękuję z góry za wszelka pomoc:)