Jestem 18 letnim chłopakiem i mam nie lada problem...
Wczoraj, poszliśmy z dziewczyną i znajomymi do klubu... Zabawa była szampańska aż do pewnego momentu... Mianowicie poszedłem na górę (do poczekalni przy wc) pogadać z kumplami i do mojej dziewczyny podbił jakiś chłopak... Widać było, że był fanem szeleszczącej odzieży... Nie broniłem jej z nikim rozmowy, nawet się ucieszyłem, że poznaje nowych znajomych, lecz zdenerwowało mnie jedno słowo które do niego powiedziała...
Zapytał się jej:
-Masz chłopaka?
Ona do niego:
-Teoretycznie nie...
Starałem się o nią bardzo długo i widziała, że mi na niej zależy, mało tego...
Wiem, że ona mnie kocha i też jej na mnie zależy tylko nie potrafi powiedzieć słowa kocham (jest po toksycznym związku, a ja chciałem być dla niej lekarstwem)
Wracając do sedna sprawy, podszedłem po tych słowach do niej i przytuliłem ją, mówiąc do "kolegi", że ta dziewczyna z kimś tu przyszła i jestem jej chłopakiem, spojrzałem się srogo i kolega z przeprosinami się wycofał, na co dziewczyna zrobiła mi awanturę, że jesteśmy teoretycznie razem...
Zdenerwowało mnie to i wyszedłem z "poczekalni".
Potem zobaczyłem jak ona wychodzi na dwór, więc do niej podszedłem...
Olewała mnie totalnie, nie chciała się patrzeć mi w oczy kiedy coś do niej mówiłem (nigdy wcześniej tak nie było).
W końcu poszła do znajomych, ja poszedłem za nią i zacząłem mówić jej, że ją kocham i że chcę być z nią razem, że możemy udawać, iż coś takiego się nie stało itp.
Na co ona, że nie chce być ze mną, za bardzo mnie rani i ja na to nie zasługuje...
Po czym poszła do klubu a ja zrobiłem wielką głupotę... Poszedłem do domu...
Zdenerwowany i ze złamanym sercem... Wiem, że ona nie chciała tego mówić, mówiła swojej przyjaciółce (która mieszka kilka domów ode mnie i znam ją kilka lat dłużej od niej)...
Mianowicie powiedziała tak:
Co ja najlepszego zrobiłam...
Proszę pomóżcie mi... Naprawdę mi na niej zależy i jestem w niej bardzo zakochany... Nie wiem co robić...