Witam. Historia mojego związku jest bardzo skomplikowana. Znam się z Pawłem od dzieciństwa i jak mówił zawsze się we mnie podkochiwał. Byliśmy ze sobą 5 lat i było nam naprawdę dobrze ale wyjechałam na studia daleko od domu i nasz kontakt był utrudniony. Wcześniej widywaliśmy się prawie co dziennie a teraz już nie było to możliwe. Znalazł sobie inną i odszedł ode mnie. Przeżyłam to bardzo ale jakoś się pozbierałam mimo, że wciąż bardzo Go kochałam. Rok nie mieliśmy ze sobą kontaktu po czym się do mnie odezwał i przepraszał za to co mi zrobił. Powiedział, że dopiero teraz zrozumiał ile dla niego znaczę i już nie chce nikogo innego bo tylko mnie naprawdę kocha. Nie wiedziałam co mam zrobić bo też Go kochałam mimo, że tak mnie zranił. Po kilku miesiącach gdy on ciągle udowadniał mi ile dla niego znaczę zdecydowałam się dać mu szanse. Dla mnie zmienił prace, przeprowadził się do miasta gdzie studiuje, razem zamieszkaliśmy i mi się oświadczył. Jednak sielanka nie trwała długo, zaczął chodzić beze mnie na imprezy z kolegami z pracy, wracał nad ranem o co się kłóciliśmy. Byliśmy ze sobą 2 lata i 3 tygodnie temu powiedział mi, że mnie kocha ale lepiej będzie jak się rozstaniemy! Chce ze mną być ale ma już dość kłótni więc dlatego kończymy. Nie mogę sobie z tym poradzić? Od 3 tygodni żyje w innym świecie. Czuje się jak zabawka, która mu się znudziła i poszła w kąt:( Wszyscy mnie pocieszają ale ja już nie potrafie się podnieść. Dlaczego tak postąpił, co nim kierowało? Czy za jakiś czas się opamięta i znowu się do mnie odezwie? Mam 100 pytań na minutę... Co ja mam teraz zrobić skoro tak Go kocham?
Podobne tematy
powiem Ci jedno jeżeli dasz mu kolejna szansę bedzie z Ciebie tak drwił i bawił się Tobą,musisz zebrać siły i nie odbierać telefonów nie spotykać się z Nim ..uwierz mi mężczyzna potrafi kobiecie powiedzieć różne rzeczy jak chce do niej "wrocić" .....a potem znowu odejdzie i bedziesz miala tak w kołko....życze wytrwałości ....głowa do góry
Rozum mi mówi jedno a serce drugie i dlatego jest mi tak ciężko! Wszyscy mnie pocieszają a to tak boli. Chcąc nie chcąc będę musiała się z nim spotkać bo razem wynajmujemy mieszkanie a teraz musimy z niego zrezygnować bo nie potrafie bez niego w nim funkcjonować... Rozmawiałam z Jego rodzicami i siostrą, nikt nie może zrozumieć co takiego się stało a on sam nie chce z nimi rozmawiać. Coś się musiało stać bo wcześniej taki nie był...
No stało się to że już nie chce chyba być z Tobą ,bo gdyby chciał i kochał nie robił by tego ,nie odchodził i nie przychodził....wiesz facet to taka świnia...co nie zależy mu na niczym w takiej chwili w jakiej jest teraz z Tobą....zaczynaj już żyć powoli sama ....bo nie bedzie już z tego nic....takie jest moje zdanie choć w życiu wszystko jest możliwe
To po co mówi mi, że mnie kocha? Czy to są tylko puste słowa, które dla niego nic nie znaczą? Gdy odchodził poprosiłam aby powiedział mi wprost, że mnie nie kocha bo tak będzie mi łatwiej, ale odpowiedział, że nie może mi tego powiedzieć, więc chyba jednak coś do mnie czuje... Sam stwierdził, że nie wie czy podejmuje dobrą decyzje czy też nie ale na chwile obecną uważa, że tak będzie lepiej... I jak tu zrozumieć faceta?
6 2010-06-25 14:54:04 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-06-25 14:55:57)
Co ja mam teraz zrobić skoro tak Go kocham?
Nie kochasz go. Bardzo latwo pomylic milosc do kogos z potrzeba bycia kochanym.
Jakos tak dziwnie sie dzieje, ze bardzo czesto potrzeba bycia kochanym jest silniejsza od milosci do kogos... to nam zaciemnia szlaki, zaklada rozowe okulary... no normalnie caly organizm staje do walki calym swoim hormonalnym orezem bysmy myslaly, ze to milosc.
Prosty test:
Jesli go kochasz-> to pragniesz jego dobra-> jesli pragniesz jego dobra to->pozwolisz mu odejsc.
Prosta odpowiedz:
Mowisz, ze kochasz-pozwol odejsc.
Jesli jednak to jest potrzeba bycia kochanym.... no to dluuuga droga przed Toba, bo to oznacza, ze zabraklo Ci w zyciu tej najwazniejszej milosci jaka kazdy czlowiek powinien dostac by byc szczesliwym. Mowie o milosci do samego siebie.
Mechanizm obronny-zaprzeczanie
faceta nie zrozumiesz nigdy ..Nigdy Ci też nie powie prosto w oczy że CIE NIE KOCHA ....będzie tak mataczył ,tak kłamał a Ty bedziesz dalej brnęła w to ślepo myślaąc,że to Ty jestes ta jedyna......
To wszystko mnie przerasta. Siedzę i łzy płyną po policzkach. Nie wiem czy ten koszmar się kiedyś skończy. Czuje, że on się pogubił i sam nie wie czego tak naprawdę chce od życia. Gdybym go nie kochała to rozstanie by mnie tak nie bolało... A potrzeba bycia kochanym to druga sprawa.
Gdybyś go nie kochała to byś odeszła sama ...i nie byłoby problemu...musisz przeczekać wypłakać swoje a potem będziesz się z tego śmiać,że tak było jak spotkasz na swojej drodze innego mężczyzne wartego swojej osoby ...NAPRAWDDĘ ..a teraz płacz ile możesz ...to strasznie pomaga ....nawet krzycz jak chcesz ...roztłucz coś ..cokolwiek aby emocje opadły ...
Czuje, że to była moja pierwsza a zarazem ostatnia miłość bo z nikim innym nie będę potrafiła być. A wiem to stąd, że jak mieliśmy roczną przerwę to poznałam super faceta ale nie potrafiłam z nim być bo serca cały czas należało i wciąż należy do Pawła.
Nie,źle myślisz ....tak nigdy nie myśl,narazie nie myśl o innym związku czy mężczyznie...Zostaw to ..zajmij się sobą....życie nie kończy się na jednym mężczyźnie...jest ich tak samo dużo jak Nas kobiet.....kiedyś inaczej spojrzysz na to ...ciesz się ze nie masz dzieci i małżęnstwa bo wtedy to boli o stokroć gorzej .....
Tyle łez to jeszcze nigdy nie wylałam... Od 3 tygodni nie ma dnia abym nie płakała a o nocy już nie wspomnę... Myśle, że on nie kłamie mówiąc, że mnie kocha tylko się trochę pogubił. Ostatnio miał problemy w pracy i miał wszystkiego serdecznie dość więc postanowił zakończyć wszystko. Coś jest nie tak skoro nie chce nawet z rodziną za bardzo rozmawiać, zamknął się w sobie i nikt nie jest w stanie mu pomóc.
to poprostu daj mu czas..nie dzwon ,nie narzucaj się ....bądź obojętna ....jezeli już na to nie zareaguje to chyba tak naprawde nie kocha....a moze jest przyczyna gdzie indziej....trudno stwierrdzić ..ja nie siedzę w tej sprawie tak głęboko jak Ty ...ty znasz jego uczucia ,gesty..itp
Wtedy to już w ogóle nie dałabym sobie rady. Wszyscy mi mówią, że jeszcze spotka mnie ta prawdziwa miłość ale ja w to nie wierze bo tą miłością był on!! Nie potrafię oszukiwać innego mężczyzny i mówić, że Go kocham skoro serce należy do innego i już na zawsze w nim będzie...
to nie szukaj ....nie szukaj nikogo innego ....daj temu czas ...bądź cierpliwa...wiem łatwo się pisze a gorzej sie robi
Myślałam, że znamy się jak "łyse konie" a tu coś takiego. Wszystko zaczęło się zmieniać od tej katastrofy pod Smoleńskiem. Zapomniałam dodać, że jest On żołnierzem i w tym czasie tam był, potem zaczęły się te wszystkie pogrzeby. Były dni, że cały dzień spędzał na Powązkach a jak wracał to nawet nie chciał rozmawiać. Potem był wyjazd do Moskwy na defilade- tam coś nie tak poszło, ale szczegółów nie chciał mi powiedzieć. A miesiąc temu pojechali do Francji i jak wrócił to wszystko zakończył. Teraz to jest nie ten człowiek co był.
Jak z nim nie byłam to nie szukałam nikogo, to mnie "znaleziono":) Spędzaliśmy ze sobą wiele czasu i czułam, że w nim rodzi się uczucie ale ja ciągle byłam zablokowana i nie potrafiłam Go pokochać. Przed oczami mam tylko jednego faceta i dlatego tak się działo. Pewnie teraz będzie podobnie...
Wczoraj musiałam zadzwonić do Pawła w sprawie mieszkania, które razem wynajmujemy. Podczas całej rozmowy płakałam i nie mogłam się opanować:/ Powiedział mi, że w nim się już wszystko wypaliło i mnie już nie kocha. Zapytałam dlaczego jeszcze tydzień przez rozstaniem mówił coś innego a on na to, że nie był jeszcze pewien tego co w nim siedzi i nie chciał mnie ranić. Rozmawia ze mną jak z obcą osobą a to tak boli. Nie wiem czy będę miała siłę się z tego wszystkiego podnieść... Mimo, że staram się jakoś sobie organizować czas aby tyle nie myśleć nie ma minuty w której nie byłby w mojej głowie. Co robić?
Wiem jedno...jesli natychmiast sie nie pozbierasz i nie okazesz mu obojetnosci....nawet jesli tego nie czujesz to niczym go nie zatrzymasz..... bedziesz blagac go na kolanach a on i tak odejdzie jeszcze serwujac Ci niezapomniane,romantyczne rozstanie...ze kocha ale musi odejsc, ze sie wypalil...to wszystko bzdury... poprostu brakuje mu adrenaliny, swiezego powietrza... Wyzwania i moze nawet Twojego oporu...On wie,ze teraz ma Cie w garsci bo Tobie zalezy... Zobaczylabys jak nagle znowu zaczolby bezgranicznie kochac i cierpiec z milosci gdyby zobaczyl Cie z innym...Odrazu wszystkie watpliwosci by zniknely...na chwile...do nastepnego razu.... Oni tak maja wiem cos o tym....i naprawde im szybciej odnajdziesz w sobie sile tym lepiej dla Ciebie... Nie zaslugujesz na takie traktowanie...On sie Toba bawi...
Mam nadzieję, że uda mi się jakoś pozbierać choć przede mną jeszcze długa droga... Po tym wszystkim co mi zrobił zaczynam wątpić w prawdziwą miłość:/ Zresztą jak przeglądam to forum to tyle osób zostało skrzywdzonych więc chyba miłości trwającej przez całe życie nie ma...
kingusia85.. sama mam lzy w oczach jak czytam, jak bardzo kochasz, jak bys chciala zeby on wrocil..
A moze on poprostu zerwal zebys sie zlitowala, i nie bylo klutni przez ``glupie`` dla niego imprezy?
A moze powiedzial ze nie kocha, bo slyszal jak placzesz i nie chcial cie wiecej ranic?
Daj sobie i jemu czas. Wyjedz gdzies na dluzszy weekend.. odpocznij, wybierz sie z kolezankami na zakupy.. zjedz cala tabliczke czekolady, albo i 2 (niby pomaga) a jak nie pomoze to lody, posc ulubiony film, wez dluga relaksujaca kompiel..
Musisz sie pozbierac, pokaz mu przedewszytskim ze jestes silna, ze nie owinal sobie wokol palca..
On przeciez nie moze sobie robic z toba co chce.. wraca i rzuca.. to nie fer..
Trzymaj sie.. i powiedz sobie : DAM RADE !
kingusia85 a skąd jestes?
2 miesiace temu przezyłam cos podobnego
Shiseido mówi się, że na miłość nie ma lekarstwa, ale wierze, że się jakoś z niej uwolnie bo teraz są momenty, w których sama ze sobą sobie nie radze. W tydzień schudłam 4 kg (dieta cud:)) Długo myślałam nad tym dlaczego mi to zrobił i czy mnie kocha czy tylko tak mówił ale teraz doszłam do wniosku, że nie ma co nad tym tyle myśleć bo w tej sytuacji mi to w niczym nie pomoże. Choć z drugiej strony skoro już od podstawówki chciał ze mną być i mimo naszego rozstania po roku wrócił bo z inną nie potrafił być to chyba jednak mnie kocha, tylko to jest bardzo trudna miłość i się wzajemnie ranimy. Teraz wszystko się skumulowało i nie ma już siły walczyć o tą miłośc. Ważniejsi stali się koledzy, piwko i dobra zabawa. Co do jego imprez to gdy zaczęliśmy ze sobą być miałam poważne problemy ze zdrowiem i głośna muzyka mnie bardzo męczyła więc od początku wiedział, że dyskoteki odpadają bo nie dam rady. Mieliśmy wtedy koło 18-stu lat więc jak wiadomo większość osób w tym wieku tylko czeka na weekend aby się wyszaleć. Ja siedziałam w domu a on od czasu do czasu jeździł na imprezy z kolegami- skoro tak tego chciał to mu na to pozwalałam i nie miałam z tym większego problemu. Na szczęście teraz już jestem całkowicie zdrowa i moglibyśmy razem chodzić na imprezy i nie raz mówił, że tego chce ale podobno się zablokował i teraz już nie potrafi ze mną iśc, woli z kolegami. Było mi z tym źle więc na spokojnie mu nie raz o tym mówiłam.
kasian833 Pochodzę z województwa Śląskiego a studiuje w Warszawie. Jak się trzymasz? Powiedz mi, że po takim czasie od rozstania już jest znacznie lepiej i zaczyna się na nowo patrzeć na świat bo już przez łzy mam dość...
eh kingusia widzisz ja tez cierpie tak jak w wątku oddałam mu wszystko...... ja równiez nie umiem sie pozbierać jest mi ciężko ciagle płacze a najbardziej nie potrafie sobie poradzic jak wezmie mnie bezsilność że go nie mam , że nie wytrzymam,że brakuje mi dłoni dotyku , zapachu i mimo że jak gówno mmnie potraktował , ja go kocham tak ,że sie boje że sie nie pozbieram , też jestem ze śląska ![]()
To wszystko mnie przerasta. Siedzę i łzy płyną po policzkach. Nie wiem czy ten koszmar się kiedyś skończy. Czuje, że on się pogubił i sam nie wie czego tak naprawdę chce od życia. Gdybym go nie kochała to rozstanie by mnie tak nie bolało... A potrzeba bycia kochanym to druga sprawa.
Kochanie kogoś boli tylko wtedy gdy osoba kochana jest ciężko chora albo niepełnosprawna i jesteśmy bezsilni wobec jej cierpienia albo cierpimy z troski o jej przyszłość czy dobro.
To co nas BOLI w miłośći partnerskiej (tam gdzie zdrada, brak szacunku, szanataż i przemoc emocjonalna a często i fizyczna) to POTRZEBA BYCIA KOCHANYM.
Jeśli kogoś kochamy to pragniemy jego dobra.
Mówimy alkoholikowi "Musisz rozpocząć natychmiastową kurację" mówimy "odchodzę" bo wiemy, ze to jedyna, skuteczna, sprawdzona metoda leczenia tej choroby.
Mówimy partnerowi, który ma żonę lub kochankę: "Odejdz, pragnę Twojego szczęścia. Ze mną go nigdy nie zaznasz bo jestem typem kobiety, która nie potrafi dzielić się swoim mężczyzną. Zawsze będę tęsknić, cierpieć, robić sceny zazdrości."
Mówimy niekochającemu nas partnerowi: " Jeśli już mnie nie kochasz, to odejdż tam gdzie czujesz się szczęśliwy"
Zawsze gdy dręczymy alkoholika swoją miłością, nadopiekuńczością, wybaczaniem etc- walczymy o siebie i o swoją POTRZEBĘ BYCIA KOCHANYM
Zawsze gdy dręczymy partnerów naszym heroizmem trwania przy nich mimo niegodziwości jakie nam czynią- walczymy o siebie i o swoją POTRZEBĘ BYCIA KOCHANYM
Zawsze gdy dręczymy niekochającego nas partnera naszą obecnością- walczymy o siebie i o swoją POTRZEBĘ BYCIA KOCHANYM
To że czujesz, że on się pogubił to jak brzytwa dla tonącego... lapiesz się znikomych dowodów na to, że nie wszystko stracone.
Ten koszmar jest w Twojej głowie i tylko Ty możesz go zakończyć.
Takie są fakty, logika. Można to przyjąć jak niesmaczne lekrstwo i zastosować.
Można też stosować czary i magię. Wierzyć w słowa typu "Wszystko będzie dobrze" "Porozmawiaj z nim" "Bądź silna"
Nikt nie lubi niesmacznych lekarstw, zastrzyków i operacji. Tylko do choroby ciała nie stosujemy metody szukania porad "Wszystko będzie dobrze"... idziemy na tą operację
Do choroby duszy jakoś dziwnie stosujemy czary.
Może ból duszy wyłącza nam myślenie?
Czuje, że to była moja pierwsza a zarazem ostatnia miłość bo z nikim innym nie będę potrafiła być. A wiem to stąd, że jak mieliśmy roczną przerwę to poznałam super faceta ale nie potrafiłam z nim być bo serca cały czas należało i wciąż należy do Pawła.
Zawsze tak czujemy... wiem, że to nie jest pociecha
...ani, że czas goi rany.
Dorota85 chyba teraz przechodzimy przez to samo... Zarazem Go kocham i nienawidzę za to co mi zrobił! Mam takie same obawy jak Ty, ale wszyscy mówią, że w czasem się ułoży tylko ile musi go najpierw upłynąć...?? Nie wiem czy kiedyś kogoś tak bardzo pokocham.
Zazdrosc. Wiem, ze po tym co mi zrobił już z nim nie mogę być mimo, że tak Go kocham bo wciąż będę się obawiać tego, że za jakiś czas wszystko znowu się powtórzy a tego już bym nie zniosła. Razem z nim odeszła część mnie:(
Czas nie goi raz tylko je zabliźnia....
kingusia to ssamo przechodzimy bedziesz chciala pogadac daj znac
glowa do góry dasz rade ![]()
Dorota85 to samo przechodzimy ale TY się chyba lepiej ode mnie trzymasz... MOże masz na to jakąś receptę?:)
Właśnie sprawdzałam pocztę mailową a tam wiadomość od Pawła odnośnie naszego wspólnego mieszkania, że się już wyprowadził na jednostkę a od sierpnia będzie wynajmował jakieś mieszkanie z kolegą i jego dziewczyną. Również mnie już spakował abym nie miała tyle roboty jak przyjadę po swoje rzeczy:/ Pyta czy ma mi w czymś pomóc...? Aż mi się we mnie wszystko podniosło bo jak niby chce mi teraz pomagać. Najpierw ma mnie gdzieś a teraz niby taki dobry chce być! No i wspomniał jeszcze o tym, że mimo wszystko chciałby mieć ze mną kontakt. Jeśli ja tego nie chce to on zrozumie to i będzie czekał aż się pierwsza odezwę! Nie wiem jak on sobie to wyobraża. NIe mogę mieć z nim kontaktu bo przecież wciąż Go kocham i tylko raniłby mnie w ten sposób jeszcze bardziej. Jak się 3 lata temu rozstawaliśmy to też mówił, że chce mieć ze mną kontakt ale ja tego nie chciałam i milczeliśmy rok czasu po czym nie wytrzymał i zaczął do mnie pisać. Po kilku wiadomościach odpisałam i znowu wszystko się zaczęło. Płakał, przepraszał, był nawet u moich rodziców z kwiatami i długo rozmawiał a teraz taki coś. Zastanawiam się czy z nim jest wszystko w porządku...
Witam. Nie było mnie tu jakiś czas, ale wciąż cierpie z powodu rozstania a teraz jeszcze okazało się, że mam wirusa HPV. Jestem załamana... Dlaczego wszystko mi się wali? Już nie mam siły tego udźwignąć. Był moim jedynym facetem, ale ja chyba nie byłam jego jedyną kobietą skoro mnie zaraził:( To tak bardzo boli a do tego jeszcze lekarz mi powiedział, że dobrze by było jakbym się z nim skontaktowała aby mu powiedzieć, że jest zarażony. Tylko, że ja nie potrafie. Co mam robić? Pomóżcie
Mimo wszystko powinnaś. Jeśli boisz się kontaktu napisz mu o tym sucho w mailu i trzymaj się mocno by nie odpowiedzieć. Powinien wiedzieć, między innymi po to by nie zarażał innych.
witaj! to i tak dużo że po tym co Ci zrobił dałaś jedną szanse. najwidoczniej znów mu sie znudziłaś. skoro tak,facet nie jest ciebie wart! nie zawracaj sobie nim głowy,nie wylewaj łez,nie marnuj czasu na myślenie nawet o nim.wiem że to co teraz mówie jest nierealne i może wręcz śmieszy,ale taka jest prawda. "pobawił"sie tobą i rzucił w kąt,potraktował jak szmacianą lalke. wielką naiwnościa z twojej strony było by danie mu kolejnej szansy,nawet gdyby robił nie wiadomo co. być może na początku naprawde myślał że wam sie ułoży i będziecie razem szczęśliwi do konca swoich dni,lecz coś zaczęło w jego mniemaniu"nie grać" i cię zostawił. o kłótnie to nie chodziłło,napewno... to była moim zdaniem tylko wymówka. chciał być może ukryć przed tobą że ma kogoś innego(nową laske)...