witam, mam 36 lat jestem mężczyzną pisze na tym forum bo potrzebuje pomocy i kobieta kobietę bardziej zrozumie, jestem z żoną 17 lat mam cudownego syna Danielka 10 lat i mój diamencik córeczkę Kamile 17 miesięcy, pisze i płacze bo jestem załamany, kocham żonę ale bez wzajemności, często pytałem dlaczego jest taka zimna dla mnie odpowiadała że nie umie okazywać uczuć, żona przez 17 lat pracowała tylko 3 lata z zasiłkiem, ja jestem kamieniarzem pracowałem po 12 do 14 godzin dziennie i jeżdżiłem do Niemiec do pracy na 2-3 miesiące aby utrzymać rodzinę mieszkanie wynajęte i żonę która musiała mieć wszystko z górnej pułki, rodzina żony była i jest bardzo biedna ojciec umarł jak żona miała 2 lata, nigdy nic teściowa nam nie dała ani nie pomogła, żona ma siostrę starszą która chodziła do specialnej szkoły, teściowa nigdy nie pracowała nie umie pisać ani czytać, siostra teściowej jest upośledzona, 4 lata temu dostałem spadek po dziadkach ziemię, część sprzedałem i kupiłem piękne mieszkanie dla nas 70 metrów połowę zapisałem na żonę, mamy pięknie urządzone mamy spore konto w banku, żona ma obecnie wszystko co chcę, ale w czym mam problem żona mnie nie szanuje mam kilka przypuszczeń ze mnie zdradziła kilka razy wracała rano z dyskoteki podpita lub wożiła śię autem z k***** to dzieje się do około 4 lat , teraz wyrzuca mnie z mieszkania które ja kupiłem buntuje syna wzywa policje żę się awanturuje, szmaci moją rodzinę, nigdy żony nie uderzyłem nie pije alkoholu, musiałem zrezygnować z pracy jak urodziła mi śię córeczka bo żona nie dawała sobie rady, mieśiąc temu zrobiła mi awanturę oto że syn głośno się śmiał z kolegą w pokoju, zwyzywała mnie od H.. Kut.... i powiedziała że jak by miała mieszkanie i pieniądze to by dawno odeszła kazała mi wnieść sprawę o rozwód, wszyscy znajomi stwierdzili ze coś jej się dzieje nie mogę do żony dotrzeć i nie chce zemną w ogóle rozmawiać, wiem ze mnie już nie kocha. nie chcę stracic rodziny ale już nie ma ratunku ze strony żony to jest koniec. co mam robić pomóżcie mi proszę
1 2010-06-23 08:24:19 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-06-23 08:33:50)
Podobne tematy
Odejść z honorem. Walczyć o dzieci. Twoja rodzina stała się fikcją. Nie możesz mieć roli męża - walcz o rolę ojca.
będę próbował lecz boje się ze żona zacznie walkę na noże dzieci jej są potrzebne żebym alimenty płacił na nie i na żonę wiem ze przyjdzie taki moment ze zapuka i każe mi dzieci sobie wziąść bo ona ani na matkę ani na żone się nie nadaje, skoro mnie nienawidzi to jak może moje dzieci kochać,
4 2010-06-23 11:35:30 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-06-23 11:40:14)
O matko jedyna, jak Ty mogłeś żyć tak długo w takim toksycznym związku, to godne podziwu ale i ogromnego współczucia..ja bym dawno wiała gdzie pieprz rośnie, co z tego ,że kochasz jak Ciebie się nie kocha, człowiek jest stworzony po to by być kochanym, pzostając z tą kobietą wyniszczasz się psychicznie i tracisz szansę na poznanie kogoś kto da ci to na co zasługujesz miłość i szacunek.
Ty nawet nie wiesz co to znaczy być kochanym i jak się żyje w normalnym związku, bardzo mi Cie szkoda.
Jesteś jeszcze młodym facetem, nie marnuj sobie zycia bo bedąc z nią marnujesz je.
Powinieneś się z nią rozstać i to już dawno, dzieci patrzą jak sie upokarza ojca a tego nigdy nie powinny oglądać, żyją w awanturach to im zabiera dzieciństwo i długo w nich to zostanie. Nie możesz mowić ,że ona nie kocha dzieci bo są Twoje, to też jej dzieci, ale aby miały godne dzieciństwo musicie sie rozstać bo twoje małżenstwo to już piekiełko a żona zachowuje sie tak jakby miała jakies zaburzenia psychiczne i nie wiadomo czy tak nie jest.
Tu nie a innego wyjścia tylko pozew o rozwód i uwolnienie sie z tego związku, wystąp o opiekę nad dziećmi i podział majątku, połowa należy do Ciebie...a manatki za drzwi to ty jej możesz wystawić, nie będzie Cie wyrzucać bo to Twój dom i dzieci.
Będziez pewnościa walka w sądzie ale walczysz o szczęście dzieci i o swoją przyszłość, uciekaj z tego związku i sie nie zastanawiaj bo zmarnujesz zycie.
Inna sprawa,że byłeś tu za dobry, skończ z tą dobrocią i postaw sie wreszcie bo jeździ po Tobie jak chce.
Zgadzam się z dziewczynami.
Uważam, że nie masz co zwlekać i odejdź z honorem. Wystąp do sądu o prawa do opieki nad dziećmi - jakby nie patrzeć to Ty cały czas pracujesz i utrzymujesz rodzinę, więc masz większe możliwości zapewnienia dzieciom spokojnego życia. Bo żona co? Ani nie pracuje, wsparcia do opieki przy dzieciach też by nie miała...
Sąd weźmie to wszystko pod uwagę, zwłaszcza że co to za matka, która się bawi i żeruje na Tobie by mieć na dyskoteki.
Wątpie by miała jakieś szanse (chyba ratuje ją to, że jest matką), ale nie będzie umiała zapewnić im życia, no bo jakie, za Twoje alimenty?
Uważaj bo ona może specjalnie "przestawić" dzieci na swoją stronę, żeby potem powiedziały psychologowi (rozmowa nieunikniona - opinia psychologa jest ważna pod względem gdzie dzieci mają być), że wolą mamusie, bo tatusia w pracy nie ma.
Nie masz co czekać, tylko działaj, bo może być jeszcze gorzej ![]()
3mam kciuki ![]()
Bardzo uderzylo mnie to, ze wyliczales rzeczy, ktore nie maja zwiazku ze sprawa. Tak jakbys chcial umniejszyc jej wartosc przez poinformowanie o chorobie siostry, wyksztalceniu matki etc.
Dlatego nasuwa mi sie pytanie: Jakie zarzuty zona stawia Tobie? Mowisz, ze bardzo sie starasz, wiec zapewne bardzo wsluchujesz sie w to co ona chce Ci powiedziec.
Jesli chcesz porady.. podaj wiecej szczegolow... tzw "Twoich minusow". Wtedy zobaczymy co da sie zrobic.
Jesli kogos kochasz to zawsze warto walczyc.... ale czasem warto rowniez pozwolic odejsc.
Dziewczyny maja racje!!!Ja bym na twoim miejscu pszła do psychloga....Oni naprawde umieja pomagac ludziom i pogadac z doradca prawnym...Znaleść świadkow na to jak sie wami działo i dzieje!Z tego co widze małżeństwo nie ma szans na przetrwanie.....Walcz o dzieci!!!
Nie da sie z nią spokojnie, normalnie, poważnie porozmawiać?... Podejrzewasz ze jest ktos kto jej w głowie namieszał, zawrócił? Przykra jest taka sytuacja, Twoją żone na pewno życie doświadczyło, ale czemu macie sie ranić?
Spróbuj z nią porozmawiać, spytaj czego pragnie, co ją boli, czego chce?... W disiejszych czasach ludzie sie gubią, może i ona sie pogubiła, wpadła w jakąś depresje, czasem w takim wieku człowiek przeżywa na nowo swoje dzieciństwo, tzw "kryzys"..
Jeśli powie Ci żebyś odszedł, zrób to, odejdz z honorem i pal mostów za sobą, powiedz ze jak bedzie Cie potrzebować-będziesz. Może to na początek pomoże.. Nie mów też narazie o jakiejkolwiek walce, bo dzieci mają uszy, świetnie czytają emocje rodziców, lepiej nie pogarszać sprawy, myśle że jeszcze nic straconego
Dokładnie,odejdż od niej,wydaje mi się,że ona była z Tobą tylko ze względu na pieniądze,rozumiem,że życie Ją doświadczyło,ale to nie jest powod aby krzywdzić inne osoby.Myślę,że i tak ty dostaniesz opiekę nad dziećmi,bo po 1 to ty jesteś dobrym ojcem i utrzymujesz rodzinę a Ona potrafii się tylko bawić.Jaka to jest matka zostawiając dzieci i bawiąc się na dyskotekach,wraca nad ranem????????jeszcze wypita?pisałeś,że jedno z dzieci ma niecałe 2 latka,jak ona ma sumienie zostawić i jechać szaleć..........paranoja.......
poleciala na kase i tyle.jest to strasznie przykre ze istnieja takie potwory.wykorzystala zrobila dzieci dla pieniedzy zdradzala a teraz jak juz ma zycie zapewnione to odchodzi.rrr mogla bym zabic.
bardzo mi przykro ze taki fajny facet musi cierpiec przez kobiete:(
trzymam kciuki i walcz o dzieci
dziękuje wam za słowa otuch, jak każdy człowiek mam wady jeśli dla mnie najbliższa osoba mnie ignoruje denerwuje się bo nie mam nerwów ze stali nawet się wyzywamy okropne słowa padają bo boli mnie to bardzo co się dowiaduje choć nie wiem czy mnie zdradziła lecz zawsze przepraszam i nawet mnie bardzo boli to co mówię, w małżeństwie każdym chyba obowiązują jakieś reguły lecz do pewnych granic, mnie żona okłamuje koleżance powie prawdę a mnie skłamie, a rozwód nie chciał bym jej chyba stracić ale mam mieszane uczucia boje się tej walki w sądzie adwokat mi powiedział ze musiał bym się z domu wyprowadzić na pewien okres dla mojego dobra, i boje się tego ze możemy zniszczyć przyszłość naszych dzieci tą walką, powiedziałem żonie ze chce wiedzieć co dalej albo zaczniemy rozmawiać albo jak chce to rozwód, teraz dziecmi się bardzo opiekuje na swoją korzyść wczoraj usypiałem córeczkę w łóżku kazała mi wyjść z pokoju powiedziałem ze nie to złapała dziecko i ze na dywanie będzie spało powiedziałem ze nie troszkę się posprzeczaliśmy i wezwała policję ze się awanturuje a to ona obudziła córkę wydaje mi się ze chce mnie teraz winnym uznać rozwodu jest bardzo wyrafinowana.
jest bardzo wyrafinowana.
wyrachowana
Wiesz co następnym razem ty wezwij policje jak będzie japę darła i powiedz że boisz się o nią i o dzieci, bo jest niezrównoważona i dziwnie się zachowuje, to samo zrób jak przyjdzie wstawiona do domu...zadzwoń i powiedz, że jest pijana i robi awantury a ty boisz się o dzieci...wiem okrutne, ale cóż ona takie metody stosuje nie ma co się z nią szczypać, bo zabierze ci dzieci i kasę, a sądy w Polsce są przychylne kobietom... Poradź się najlepiej 2 różnych adwokatów, zabezpiecz swoją kasę tą na koncie... ogranicz żonie przyjemności...jak chce mieć na chlanie z koleżankami, ciuszki i inne pierdoły to niech sobie zarobi. Niestety czeka cię walka o dzieci i obyś ty ją wygrał, bo jeśli ona będzie dzieci wychowywać to szczęśliwego dzieciństwa mieć nie będą. Musisz zacisnąć zęby i myśleć o dzieciach i ich dobru...ona jest beznadziejną żoną i co z niej za matka która wraca pijana po imprezie, lata nie wiadomo z kim i gdzie, wszczyna awantury i sama rozwala rodzinę...to jest wyrodna matka
Witam:)
W moim osobistym odczuciu jest szansa dla Was obojga.
Nikt nigdy nie obiecywał, że w życiu małżeńskim będzie zawsze z górki, pięknie i romantycznie. Uważam, że nie ma sensu załamywać rąk i zdać się na los innych- ostateczność rozwód. Biorąc ślub przecież każde z Was miało nadzieję na spędzenie całego swojego życia z tą drugą połówką, dotarcia do upragnionego okresu kiedy oboje będziecie patrzeć na losy swoich dzieci, ich przyszłe rodzinny, a w końcu również na spędzeniu wspólnych chwil, już na upragnionej emeryturze.
Prawdopodobnie, w którymś momencie przestaliście mieć do siebie zaufanie, pewność zrozumienia, akceptacji oraz wsparcia przez ukochaną osobę. Twoja żona z racji swojej sytuacji rodzinnej, potrzebuje wsparcia jak żadna inna osoba. Może również boi się, że kiedyś może Cię stracić, tak jak kiedyś ojca, dlatego też tak bardzo brnie w samozagładę rodzinny, aby kolejny raz nie przeżywać sytuacji, która ją w jakiś sposób unieszczęśliwiała i wpływała na jej podejmowane życiowe decyzje.
Strach ma wielkie oczy!!!- Ty w tej chwili też się boisz, że wszystko co budowałeś- mówię tu o rodzinie, mieszkaniu, koncie; stracisz. Duży wpływ na takie sytuacje maja wyjazdy zarobkowe -a dlaczego? -myślę, że sam doskonale wiesz.
W tej chwili, aby małymi kroczkami wrócić do stabilizacji potrzebne jest wam -od nowa poznawanie siebie nawzajem. Nie będzie to łatwe bo oboje musicie dojść do wniosku czy zrobicie to w tej chwili dla siebie czy swoich dzieci i czy warto? -DLA DZIECI MYŚLĘ, ŻE WARTO!!! Spróbujcie wspólnego "sam na sam" wyjazdu, daleko od zmartwień i w miejscu, w którym nigdy nie byliście.
Najważniejsze jest to, abyś namówił żonę do długich rozmów. Zostawcie przeszłość za sobą, macie dzieci, które potrzebują obojga rodziców, miłości i wsparcia od nich (tu żona powinna wiedzieć, co to znaczy nie mieć obojga rodziców). Mam nadzieje, że znajdziecie wspólny kompromis w dążeniu do właściwego celu dla Was i Waszych dzieci.
Pozdrawiam.
"Pieniądze szczęścia nie dają" -stare przysłowie, które w dzisiejszych czasach raczej nie istnieje. Czasy pogoni za pieniądzem, kiedy nic nie jest wieczne i stabilne- całkowicie zrozumiałe, ale to również efekt zależności; Im więcej pracujesz, tym dłużej Cie nie ma w domu; Im dłużej nie ma Cię w domu, tym więź rodzinna jest mniej stabilna itp.
wzywa policje...jak dazy do rozwodu to zrobi z ciebie awanturnika i na odowod wezmie spis interewencji policji...wiec wedlug mnie pracuje po prostu na dowody.
jedno mnie ciakawi i to nie ty pierwszy tak masz...skoro od 4lat jest tak zle...skoro co raz gorzej ona sie zachowuje i ciebie traktuje to skad sie wziela corka 17miesieczna??
musisz sie zastanowic czy chesz ten zwiazek ratowac...ja na twoim miejscu bym chyba wyprowadzila sie np na tydzien i wsluchaj sie w siebie czego ty chcesz...
sa tacy ludzie co kochaja wlasnie te osoby ktore ich drecza i mecza...tak zwany toksyczny zwiazek...mysle ze powinienes sie zastanowic co chcesz poprostu.
byles u prawnika-a wiec co decydujesz sie na rowod?? ja zamiast do prawnika poszla bym do prawnika,albo w waszej sytulacji np do mediatora ktory pomoglby wam sie dogadac...
zastanow sie nad tym
Arkadiusz36 - ja napiszę ci trochę inaczej niż poprzedniczki - mówią odejdź, weź rozwód - może to jest jedyna droga(?) ale teraz ja przedstawię ci jak sprawa będzie wyglądać w oczach obcych i sędziego - bo piszesz że chcesz walczyć o dzieci więć ona przedstawi to tak:
1. wyjeżdżałeś za granicę - ona opiekowała się małymi dziećmi sama (nie miała wsparcia rodziny wg tego co piszasz)
2. pracowałeś 12/14 godz. ona przez ten czas była z dziećmi ma z nimi lepszy kontakt - zna je lepiej
3.ona nie pracowała - zrezygnowała z własnych ambicji i pracy zawodowej żeby poświęcić się rodzinie i dzieciom
4.nie miała znajomych i przyjaciół a teraz gdy dzieci są większe i chce "wyjść" - ty bronisz w jej mniemaniu to zniewolenie
5.wzywa policję - zostaje notatka po interwencji świadcząca że to ty znęcasz się nad rodziną
6.forumowiczki mówią wyprowadź się - powie że opuściłeś ja mimo że ona całe życie poświęciła tobie i dzieciom
To przykłady (tylko z tego co sam napisałeś) jak ona będzie się bronić - nikt nie siedzi w waszej rodzinie i nie zna sprawy od wewnątrz więc teraz popatrz na to oczami obcego i jakie wnioski - walka o dzieci będzie potwornie trudna żeby nie powiedzieć z góry przegrana. Nie mam zamiaru cię straszyć ale musisz być przygotowany na to że może być różnie.
Czy dalej tkwić w tym związku - gdybyś miał gdzieś swoją rodzinę pewnie już dawno żucił byś to w diabły - ale widać że ci zależy więc może spróbować innej drogi
Cześć Arkadiusz36. Pomijając, że prawdę napisała koleżanka powyżej, prawdą jest również to, że to co Ty nazywasz poświęceniem się i pracą dla rodziny (pkt. 1 - 3) było Twoim skutecznym, jak się okazało w praktyce, destruktywnym działaniem na rzecz związku. Jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy już teraz, to czeka Cię jeszcze długa droga do zrozumienia. Zgodnie z pkt. 4 - ona Ciebie potrzebowała, a TY byłeś gdzieś obok - tak kobieta życ nie może. Dla niej związek to bliskość, której jej nie dawałeś. TO że ją kochasz, nikt tego nie zaneguje, ale ja przekreślę Twoją nadzieję. To co Twoja ukochana robi, w moim przekonaniu, dawno przekroczyło granice umożliwiające powrót do dawnej świetności Was - jako związku. Mysląc inaczej oszukujesz sibie i przy okazji dzieci. Myśląc tak, dajesz jej swobodę działania, która w gruncie rzeczy będzie przez nią z pełną premedytacją wykorzystywana, by obraz rozstrzygnięcia sprawy, do którego usilnie widać dąży, będzie w kolorach jakie jej odpowiadają. Twoja słabość dodaje jej sił, Twoja słabość, daje jej możliwości do wykorzystania każdej sytuacji. Ty zapewne rozumujesz, w ten sposób - starasz się, wybaczasz, doceniasz, rozmawiasz, godzisz się na wszystko mając nadzieję. W myśl trzymania się tej nadzieji tracisz Ty i Twoje dzieci. Ona wykorzysta każde Twoje wahanie, na swoją korzyść. Zapewniam Cię, że ona doskonale o tym wie. TO że wyciągasz do niej rękę, ona odbierać będzie jako Twoją słabość. TO co kochająca, osoba by zrozumiała jako gest w kierunku porozumienia, dla niej wygląda jako kolejna szansa na zdobycie lepszej pozycji wobec mięczaka, który tym bardziej staje się łatwym celem. Przytoczę Ci tu coś:
Horacy Safrin
Zapoznajemy się z kobietą w ciągu kilku chwil,
poznajemy ją bliżej w ciągu kilku lat,
ale dopiero zrywając z nią - poznajemy ją naprawde.
Nie rób sobie żadnych nadzieji. Nikt kto widzi, nawet podświadomie, szansę ratowania związku, nie ucieka się do takich rzeczy, jak Twoja żona. Owszem mogą być ciche dni, wyprowadzki, awantury - to w pewien sposób tez jest forma komunikacji - ale to co ona robi ???
Nie widzisz, że ta kobieta ma cel. Wielokrotnie kobiety kamuflują te swoje cele, swoimi działaniami. Ta intensywność tych działań w Twoim przypadku mówi właśnie o nim. Gdyby to był jedynie rozpad związku spowodowany śmiercią naturalną uczuć, wyglądało by to inaczej. Zakładam, że ona znalazła sobie inny cel w zyciu, może innego mężczyznę. Ale Ty będziesz przez nią tak manipulowany, że nie zobaczysz tego - ona zwróci jedynie uwagę Twoją na bieżące rzeczy, tak by Ci nawet nie dać czasu zastanawiać się nad czyms innym, jak Twoja walka, policjia i dzieci. Kobiety, hmmmm, potrafią w takich sytuacjach myśleć wielowątkowo. Gdzieś tam sobie układają spokojne życie, a gdzie indziej, by się uwolnić, od starych ciążących im zobowiązań, będą lały olej do ognia. Tak by było gorąco i nic spoza niego nie było widać. Zastanów się, jeśli by Ci nie zależało na czymś, - jej gdyby nie zależało, dązyłbyś, albo ona dążyła by do tego z takim zawzięciem i pewnością. Zgodzę sie z tym, że powinieneś robić, to samo, co ona. Mało tego, proponuję Ci, że jeżeli wróći kiedyś z imprezy pijana, zadzwoń na policję, i nie tylko powiedz, że się awanturuje, ale zastałeś ją taką po powrocie do domu - gdy ona miała czuwać nad nimi - i zatałeś ją pijaną. Jakie będzie miało znaczenie, że poszła się dobrze bawić i będzie miała zeznania koleżanek, że bawiła się z nimi - wyłącznie na jej niekorzyść. Ale z drugiej strony dodam, że jeżeli ona walczy tą bronią - i ty podniesiesz tę rękawicę, najprawdopodbniej poniesiesz porażkę. Walcząc o dzieci, dom, przyszłośc, rodzinę, gdy juz sobie zdasz sprawę, że nic się nie da juz uratować, takimi sposobami jak ona - przegrasz. Zagrasz w jej grę. Musisz sam coś w tym temacie pomyśleć. Zakładam, że ta wspomniana przezemnie intensywnośc jej działań idąca w kierunku rozbicia tego małżeńśtwa ma to drugie , nieznane Tobie dno - zainteresuj się tym. Jeśli się okaże, że to inne towarzystwo, może inny mężczyzna - jeśli udowodnisz to - będziesz wiedział jak jest prawdziwa przyczyna i będziesz miał argumenty. Jeśli nie w rozmowie z nią, to na sali sądowej. Wykażesz, że nie cała wina leży po Twojej stronie, o co ona będzie pewnie zabiegała. O ile nawet nie uratuje Ci to Twojego związku, to choc tyle będziesz z tego miał, że skończysz jako całkowicie winny rozpadowi pożycia.
A to że schrzeaniłeś sprawę, że nie było Cię w domu, że zamiast spędzać czas z rodziną, jedynie tyrałeś - pozostawiam Twojemu sumieniu.
Mało tego, proponuję Ci, że jeżeli wróći kiedyś z imprezy pijana, zadzwoń na policję, i nie tylko powiedz, że się awanturuje, ale zastałeś ją taką po powrocie do domu - gdy ona miała czuwać nad nimi - i zatałeś ją pijaną. Jakie będzie miało znaczenie, że poszła się dobrze bawić i będzie miała zeznania koleżanek, że bawiła się z nimi - wyłącznie na jej niekorzyść. Ale z drugiej strony dodam, że jeżeli ona walczy tą bronią - i ty podniesiesz tę rękawicę, najprawdopodbniej poniesiesz porażkę. Walcząc o dzieci, dom, przyszłośc, rodzinę, gdy juz sobie zdasz sprawę, że nic się nie da juz uratować, takimi sposobami jak ona - przegrasz. Zagrasz w jej grę.
Mało tego, nie tylko, że nasz bohater przegra, bo zacznie grać w grę małżonki, ale kiedy już oboje zaczną wzywać policję to finał sprawy będzie taki, że dzieci trafią do domu dziecka, bo z punktu widzenia sądu rodzinnego żadne z rodziców nie będzie zdolne do właściwego sprawowania opieki nad nimi. Myślę więc, że zanim oboje zaczną tę obustronną walkę na noże, a emocje przesłonią racjonalne myślenie, warto, aby najpierw spojrzeli na sprawę i z tej perspektywy. Niestety w mojej rodzinie (na szczęście nie najbliższej) podobna sprawa dokładnie w tej chwili ma miejsce, a zaczęło się całkiem niewinnie- od chorych ambicji i nieumiejętności radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. Ot, taka moja mała dygresja, ale może warto się temu bliżej przyjrzeć? Rozwód rozwodem, kłótnie małżeńskie kłótniami, a między tym wszystkim są przecież jeszcze dzieci.
prawdą jest również to, że to co Ty nazywasz poświęceniem się i pracą dla rodziny (pkt. 1 - 3) było Twoim skutecznym, jak się okazało w praktyce, destruktywnym działaniem na rzecz związku. Jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy już teraz, to czeka Cię jeszcze długa droga do zrozumienia. Zgodnie z pkt. 4 - ona Ciebie potrzebowała, a TY byłeś gdzieś obok - tak kobieta życ nie może. Dla niej związek to bliskość, której jej nie dawałeś.
I tak na marginesie... Wielkim błędem mężczyzn, niestety zbyt często popełnianym, jest ich przekonanie, że zarabianie na rodzinę to wystarczający wkład jaki wnosi się w związek. Dobry i trwały związek o mocnych fundamentach to ciężka codzienna praca tu i teraz, to bycie ze sobą, wzajemne zrozumienie i wspieranie się w trudnych chwilach, żadna rzecz materialna nie zastąpi bowiem tego co zwykło się nazywać partnerstwem.
jej chłopie brak słów, podziw dla Ciebie ze jestes w stanie przyznac ze jeszcze ja kochasz, ja na Twoim miejscu robiłabym swoje( na tyle ile tylko na to pozwoliłaby cierpliwosc) znaczy: pracuj ,poswiecaj czas dzieciom, nie daj sie prowokowac do kłótni, usmiechaj sie zawsze, najgorzej jest wtedy gdy kobieta próbuje tzw." zniszczenia" osoby z która jest a w zasadzie niszczy sama siebie, gdy partner nie reaguje na takie rzeczy zaczyna brakowac jej argumentów... powodzenia( nadal jestem w szoku ze tak kobiety potrafia!)