Witam na forum, jest to mój pierwszy post. Bardzo proszę o pomoc, ponieważ kompletnie nie wiem co mam robić. Ale od początku.
Zaraz na początku tego roku poznałem dziewczynę, jest ona młodsza ode mnie (mam 21 lat, ona 20). Miałem jeszcze wtedy konto na jednym z portali randkowych i to ona pierwsza do mnie napisała. Od razu tego samego dnia dała mi swój numer telefonu, pisaliśmy codziennie, ona sama nawet do mnie często dzwoniła. Już po kilka dniach to ona pierwsza zaczęła mnie obdarzać czułościami (buziaki w sms-ach, czułe słówka itp). Nawet mnie się zapytała, czy chcę mieć z nią dziecko. Jednak po jakichś 2 tygodniach gdy z nią pisałem dostałem sms o treści: "Chłopie, ona jest zajęta, zostaw ją". Przeżyłem niezłe zaskoczenie, wytłumaczyła mi że to jej brat robił sobie jaja, faktycznie ma młodszego brata więc na początku uwierzyłem w to. Po jakimś miesiącu doszło do spotkania między nami, dzieli nas jakieś 120 km, a ja studiuję, ona chodziła wtedy do szkoły. Na spotkaniu to ona pierwsza zainicjowała dotyk, przytulała się do mnie, łapała mnie za rękę jak spacerowaliśmy, całusy, nawet trochę pieszczot było. Ale żeby nie było za pięknie, od tej pory zaczęło się sypać... Ona do kogoś dzwoniła podczas spotkania. Gdy patrzyła w telefon dyskretnie podejrzałem listę ostatnich połączeń i jeden zwrócił moją szczególną uwagę, był podpisany "Kotek :*" i to wcale nie o mnie chodziło. Mówiła, że rozmawiała z bratem... Jak z nią rozmawiałem, to dopiero mi powiedziała że to jej były pisał do mnie tego sms-a, żebym się od niej odczepił. Na spotkaniu mi mówiła, że niedawno przede mną była w związku przez 3 lata z jakimś kolesiem, później się dowiecie czemu to jest istotne. Potem rozjechaliśmy się do domów. Po kilku dniach jeszcze mniej ciekawie się zrobiło. Okazało się, że jej były chłopak nocuje u niej w domu. Proponowałem jej pomoc, że może wezwę policję bo ona nie życzyła sobie jego obecności i się go boi, rzekomo jej rodzice bardzo go lubią. Proponowałem nawet, że może jakoś ją przygarnę do siebie, ale za każdym razem odmawiała i mówiła, że nic nie da się z tym zrobić, tak jakby nie chciała dać sobie pomóc. Podobno z każdym chłopakiem było podobnie. Do tego on do mnie pisał na fb, żebym ją zostawił i dość ostro posprzeczaliśmy się. Wywnioskowałem, że to jest psychol z tego co pisał. Kilka dni u niej nocował, nawet jak rozmawialiśmy przez telefon to mówiłem jej jak się z tym czuję, niby była przejęta tym że źle mi z tym, ale jakoś odniosłem wrażenie że ma to gdzieś. Raz nawet jak jej powiedziałem, że ma coś z tym zrobić, to ona się tylko zaśmiała i od razu zmieniła temat... Dodam jeszcze, że powiedziała mi wtedy, że z byłym zna się 4 lata, z czego pierwsze 2 lata byli parą. Do tego przejrzałem też jej fb i doznałem kolejnego szoku. Pisałem, że mówiła mi na spotkaniu, że była za jakimś kolesiem 3 lata z związku, z czego poznali się 4 lata temu. Doszedłem do wniosku, że mogła grać na 2 fronty przez jakiś czas... Wtedy ją usunąłem ze znajomych na fb, nawet mnie pytała czemu to zrobiłem, odpowiedziałem że to przypadkiem. Nie wyglądała na przejętą tym. Potem gdy zauważyłem, że nic nie wskóram, to zerwałem z nią kontakt. Nie pisałem do niej ani nie dzwoniłem. Na początku do mnie dzwoniła i pisała sms-y co 2 dni, po jakichś 2 tygodniach co tydzień do mnie dzwoniła, aż w końcu zaczęła wydzwaniać do mnie co 2 tygodnie. W końcu nie wytrzymałem i oddzwoniłem do niej. Na początku pytała czemu do niej się nie odzywałem, to zapytałem jej co słychać u jej byłego. Ona się tłumaczyła, że to nic nie znaczyło. Gdy jej się spytałem czy byłaby zadowolona jakbym u siebie nocował jakąś koleżankę, to stwierdziła że nie. Trochę na nią nakrzyczałem wtedy. I jeszcze mi powiedziała coś, co mnie bardzo zabolało. Stwierdziła, że moje uczucia miała wtedy gdzieś, jak były u niej nocował. Aż mi się płakać zachciało. Zaczęła mnie przepraszać, po jej głosie odniosłem wrażenie, że jest smutna i chyba żałuje tego co zrobiła. Jednak jej powiedziałem, że ma do mnie więcej nie dzwonić i nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Jak z nią zerwałem to było to gdzieś pod koniec marca tego roku.
I to cała historia z moją byłą. Cały problem polega na tym, że mimo iż to prawie rok jak zerwałem z nią, to nie potrafię o niej zapomnieć. Jeszcze nigdy nie miałem czegoś takiego, żebym prawie rok po związku nie mógł się pozbierać. Zazwyczaj o dziewczynach zapominałem w ciągu tygodnia, a tu pierwszy raz coś takiego. Mimo że trwało to tak krótko, to jednak bardzo się w niej zakochałem. Odniosłem wrażenie, że to ta jedyna. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się poznać tak wyjątkowej dziewczyny, tak wtedy myślałem. Nie wiem co mam teraz zrobić. Od tamtego czasu jak zerwałem z nią, to prawie cały czas o niej myślę. Gadałem na ten temat z kilkoma kumplami i każdy mi mówił, że postąpiłem tak jak trzeba. Jeden tylko kumpel mi mówił, że chyba ratowałby to. Odnoszę wrażenie, że jednak źle zrobiłem pomimo tego co mi zrobiła. Nawet ostatnio mam ochotę do niej napisać, może nawet spróbować z nią na nowo. Jeszcze do niedawna zdarzało mi się za nią płakać po nocach. Nawet nie skasowałem jej numeru telefonu. Wiem, że po tym co mi zrobiła powinienem o niej jak najszybciej zapomnieć, ale nie potrafię... Zdaję sobie sprawę, że raczej rozsądnie postąpiłem kończąc to, ale jednak mam wątpliwości. Co mam zrobić w tej sytuacji? Pisać do niej i próbować z nią na nowo, czy jednak lepiej dalej próbować o niej zapomnieć? Błagam o pomoc, to myślenie mnie już wykańcza powoli. Z góry dziękuję za przeczytanie całego tekstu i pomoc. Pozdrawiam.