witam wszystkich:)
Jestem tu pierwszy raz, i mam cichą nadzieję, że ktoś zechce mi doradzić co mam dalej robić. Otóż historia którą chce opisać miała swój początek około trzech miesięcy temu, wiem że to bardzo krótki czas i może ktoś stwierdzi że to niepoważne co piszę, ale spróbuje.
Trochę o mnie- mam 25 lat i jestem po kilkuletnim związku który zakończył się fiaskiem. 3 miesiące temu poznałam pewnego mężczyznę, i "powalił mnie na kolana" jak nikt inny do tej pory. Widujemy się rzadko bo on ma pracę, że tak powiem wyjazdową. Niestety co mnie zaczyna irytować nawet jak jest na miejscu to ma dla mnie bardzo mało czasu. Rozumiem, że on też ma rodzinę, znajomych z którymi chce spędzić czas którego ma tak mało, ale czy to powód żeby przeważnie znajdować dla mnie czas o 21 w nocy? Fajnie nam się rozmawia, mamy podobne spojrzenie na świat w sumie co więcej mogę stwierdzić po tak krótkim czasie, a i co istotne on jest młodszy odemnie, niewiele ale jest.
Twierdzi że mu zależy, ale jednak coś mi nie daje spokoju. Często nie rozumie moich żartów to jest w sumie spory minus, mamy inne poczucie humoru. Ciągle ja za rzadko dzwonie (on tak twierdzi), a co mnie drażni najbardziej to to, że on często twierdzi że mam mało entuzjazmu w głosie, że rozmawiam z nim od niechcenia itd. Na początku znajomości sprawił mi dużą przykrość, i nie mam pojęcia po czym to stwierdzi, że jestm kobietą której zalezy tylko na kasie. Wyjasnilismy to sobie ale to nadal we mnie siedzi, bo taka nie jestem.
Do czego zmierzam... jak sądzicie jest sens to dalej ciągnąć, czy to może dopiero początek jego "zagrań"? i z biegiem czasu może się okaże że to poprostu totalny egoista? Boję się trochę pozwolić sobie na głębsze uczucia, gdyż mój poprzedni partner okazał się największym rozczarowaniem w moim życiu (tak dla woli wyjaśnienia znęcał się nademną psychicznie i czasami fizycznie zależało od nastroju).
Z góry dziękuję za odpowiedź i czekam na cenne uwagi.
pozdrawiam be25