Hej,
Dawno mnie tu nie było. Dziś już mam 31 lat, jestem singlem można powiedzieć z wyboru (żadna mnie nie wybrała). Na codzień w życiu mi to nie przeszkadza, ale zdołowało mnie to, bo w sierpniu już byłem na jednym weselu, a za tydzień czeka mnie drugie.
Lubiłem wesela, ale dziś szczerze nienawidzę, bo jako singiel czuję się tam jako człowiek drugiego sortu. Wszyscy tam spędzają czas i tańczą w swoich parach, więc nie mam z kim tańczyć, bo wszyscy też tańczą w swoich parach. Nie piję mocnych alkoholi, jak już to piwo, a na weselach raczej jest wódka. Nienawidzę garniturów, bo na codzień ubieram się na sportowo. Tańczyć też za bardzo nie lubię, ale raczej dlatego, że po prostu nie mam z kim, ale wyczucia rytmu też nie mam. Żaluję wtedy, że nie palę papierosów, miałbym przynajmniej pretekst żeby częDenerwują mnie dodatkowo pytania w stylu "kiedy twoja kolej", "mam nadzieję, że spotkamy się na Twoim weselu".
Nie mam na tyle zaufanej koleżanki, żeby zaprosić na wesele, a ogłaszać w internecie się nie chcę, bo po pierwsze jestem brzydki i nikt nie odpowie a dziewczyny z internetu umawiając się np na spacer tylko mnie wystawiały (nie odpisywały po zobaczeniu zdjęcia, umawiały się na spotkania ale nie przychodziły itd).
Nie jestem typem singla, który siedzi w domu - potrafię i lubię sobie organizować czas samemu - wychodzę codziennie na spacer, rower (żeby się nie zasiedzieć w domu przez pracę zdalną), na mecze, koncerty, występy kabaretów. Zapisuję się na wycieczki z biura podróży, często sam sobie organizuje np wyjazd do zoo czy zwiedzanie zamku. Były też studia podyplomowe, kilka razy zgłosiłem się do wolontariatu w WOŚP. Problem jedynie w tym, że wychodząc tak samemu ciężko kogoś poznać, wszyscy na tego typu wydarzenia przychodzą z kimś (w parach, z grupą znajomych) więc po prostu przychodzę, spędzam czas i wracam do domu.
Myślę, że dużo przeszkadza mój wygląd - 193 cm wzrostu, naturalnie szczupła budowa ciała, włosów coraz mniej (zakola), okulary. Nie sądzę też, że jakiekolwiek dziewczyna marzy o brzydkim 31-latku, który mieszka z rodzicami (dokładam się oczywiście do wszystkiego, nie pasożytuję), jeździ 15-letnim autem, nigdy nie miał dziewczyny, nie uprawiał seksu i mało zarabia.
Pytanie jest takie, jak przetrwać kolejne wesele i czy dla mnie jest jeszcze szansa w tym wieku kogoś poznać?