Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Podobne tematy
2 2026-06-19 18:05:59 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-19 18:07:26)
I raczej nie pójdzie do przodu… dał ci do zrozumienia, że ta relacja nie ma przyszłości.
Siłą go nie zatrzymasz, myślę, że on nie ma nic do ciebie konkretnie, znudziła mu się ta relacja, zauroczył się inną… można tylko gdybać.
I raczej nie pójdzie do przodu… dał ci do zrozumienia, że ta relacja nie ma przyszłości.
Siłą go nie zatrzymasz, myślę, że on nie ma nic do ciebie konkretnie, znudziła mu się ta relacja, zauroczył się inną… można tylko gdybać.
No ta koleżanka niby ma chłopaka, więc to nie jest problem. Tylko kurczę z jednej strony okazuje mi miłość, codziennie przytula i całuje, jak mu powiedziałam o zaręczynach to mówi, że ważne są jakie gesty mi okazuje, a nie pierścionek. Z drugiej strony jestem w takim wieku, że myślę o stabilizacji, ślubie, dzieciach, mam mieszkanie, dobrą pracę, bardzo go kocham.
Może mam niską samoocenę i nie powinnam się skupiać na pierścionku tylko na naszej miłości. Tylko czas leci, a ja czuję, że stoję w miejscu. Każdy w naszym wieku śluby, dzieci, nie mam o czym rozmawiać z koleżankami...
Nawet mój brat 2 lata młodszy jest 2 lata po ślubie...
Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien.
Nie licz już na nic więcej, o czym świadczy jego ostatnia odpowiedź. Wasza relacja jest jaka jest, ponieważ jemu jest po prostu wygodnie i nic poza tym na obecną chwilę. Wasz związek, niestety, ale nie rokuje. Wasze oczekiwania najzwyczajniej mijają się. Najlepiej jak na chłodno przemyślisz to wszystko, rozważysz wszystkie za i przeciw.
Czy rozmowa z nim coś zmieniłaby, wątpię, ale próbować zawsze możesz. To Twoje życie i Twoje decyzje. Może lepszym rozwiązaniem byłoby rozpocząć budowę własnego nowego świata.
Powiem tak. Na miejscu tego chłopaka, też bym się nie oświadczał. Tylko zakończyłbym tą znajomość.
Strasznie tu dużo ciśnienia, patrzenia jak tu jest u innych. Robienia pretensji, gdzie tych pretensji nie powinno być.
Taki związek to będzie straszna męczarnia i ciągłe ciśnienia, że ktoś coś ma, a my nie mamy.
Jak się nie zmienisz, a na to się nie zanosi, wpakujesz się w życiowe problemy, a jeszcze do tego wpakujesz w to dzieci.
catzy napisał/a:Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien.
Nie licz już na nic więcej, o czym świadczy jego ostatnia odpowiedź. Wasza relacja jest jaka jest, ponieważ jemu jest po prostu wygodnie i nic poza tym na obecną chwilę. Wasz związek, niestety, ale nie rokuje. Wasze oczekiwania najzwyczajniej mijają się. Najlepiej jak na chłodno przemyślisz to wszystko, rozważysz wszystkie za i przeciw.
Czy rozmowa z nim coś zmieniłaby, wątpię, ale próbować zawsze możesz. To Twoje życie i Twoje decyzje. Może lepszym rozwiązaniem byłoby rozpocząć budowę własnego nowego świata.
To znaczy po tym co powiedział to potem mnie przepraszał i mówił, że jednak jest mnie pewien, ale mam mętlik w głowie. Zarabiam więcej od niego, może o to ma on kompleksy i się martwi jak będzie dalej, sama nie wiem. Nigdy mu tego nie wypominałam.
Naprawdę dbam o siebie, jestem normalną dziewczyną, może czasem zbyt wrażliwą, ale i mu ugotuję, posprzątam, upiekę, porozmawiam, pocieszę...
On robi prawo jazdy na motor i może teraz się bardziej na tym skupia niż na myśleniu o przyszłości, ale przykro mi.
Mama mówi żebym dała sobie z nim spokój jak się w tym roku nie oświadczy, ale bardzo się przywiązałam do niego...
Tata wspomina, że chciałby dożyć mojego ślubu, wnuków, ale co ja mam poradzić...
Powiem tak. Na miejscu tego chłopaka, też bym się nie oświadczał. Tylko zakończyłbym tą znajomość.
Strasznie tu dużo ciśnienia, patrzenia jak tu jest u innych. Robienia pretensji, gdzie tych pretensji nie powinno być.
Taki związek to będzie straszna męczarnia i ciągłe ciśnienia, że ktoś coś ma, a my nie mamy.
Jak się nie zmienisz, a na to się nie zanosi, wpakujesz się w życiowe problemy, a jeszcze do tego wpakujesz w to dzieci.
Po prostu wydaje mi się, że jak ktoś ma 34 lata to powinien się określić czy idziemy dalej razem czy nie. On wie, że to jest dla mnie ważne i skoro wszedł ze mną w związek to musiał sobie zdawać sprawę, że po jakimś czasie trzeba podjąć decyzję...
8 2026-06-19 18:57:36 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-06-19 19:02:02)
Bronisz go wbrew sobie. Te jego przeprosiny, kurs na motor to jedynie wymówki, nic więcej. Za 10 lat tej beznadziei także będziesz go bronić, że tak musiało być, że on taki jest, że to czy tamto? Chcesz bawić się całe życie w ratowniczkę? Rozumiem, że podjęcie decyzji o rozstaniu nie jest ani łatwe ani proste. Jednak z czasem takie postanowienie będzie stawać się coraz trudniejsze. Dodatkowo Ty sama wywierasz na siebie presję, Twoja rodzina podobnie. To dodatkowe stresujące i bardzo niefajne. Dlatego, jak powiedziałem powyżej, powinnaś rozważyć wszystkie aspekty tej całej sytuacji.
Po prostu wydaje mi się, że jak ktoś ma 34 lata to powinien się określić czy idziemy dalej razem czy nie. On wie, że to jest dla mnie ważne i skoro wszedł ze mną w związek to musiał sobie zdawać sprawę, że po jakimś czasie trzeba podjąć decyzję...
Skoro nie określił się do tej pory, to tego nie zrobi. Nie licz na to. Poza tym, jeśli nie Ty, to on kiedyś zakończy Wasz związek. To jedynie kwestia czasu.
Bronisz go wbrew sobie. Te jego przeprosiny, kurs na motor to jedynie wymówki, nic więcej. Za 10 lat tej beznadziei także będziesz go bronić, że tak musiało być, że on taki jest, że to czy tamto? Chcesz bawić się całe życie w ratowniczkę? Rozumiem, że podjęcie decyzji o rozstaniu nie jest ani łatwe ani proste. Jednak z czasem takie postanowienie będzie stawać się coraz trudniejsze. Dodatkowo Ty sama wywierasz na siebie presję, Twoja rodzina podobnie. To dodatkowe stresujące i bardzo niefajne. Dlatego, jak powiedziałem powyżej, powinnaś rozważyć wszystkie aspekty tej całej sytuacji.
catzy napisał/a:Po prostu wydaje mi się, że jak ktoś ma 34 lata to powinien się określić czy idziemy dalej razem czy nie. On wie, że to jest dla mnie ważne i skoro wszedł ze mną w związek to musiał sobie zdawać sprawę, że po jakimś czasie trzeba podjąć decyzję...
Skoro nie określił się do tej pory, to tego nie zrobi. Nie licz na to. Poza tym, jeśli nie Ty, to on kiedyś zakończy Wasz związek. To jedynie kwestia czasu.
Czyli nie wiem mam mu powiedzieć, że jeśli się w tym roku nie oświadczy to się rozstajemy?
Naprawdę nie wiem co robić, jestem załamana. Moja mama ma nowotwór i naprawdę chciałabym żeby dożyła mojego ślubu, mówiłam mu o tym.
Nie chcę na nim nic wymuszać, ale w związku dwie osoby muszą patrzeć w jednym kierunku. Moze on nie dojrzał do tego, ale kurde ma 34 lata...
Legat napisał/a:Powiem tak. Na miejscu tego chłopaka, też bym się nie oświadczał. Tylko zakończyłbym tą znajomość.
Strasznie tu dużo ciśnienia, patrzenia jak tu jest u innych. Robienia pretensji, gdzie tych pretensji nie powinno być.
Taki związek to będzie straszna męczarnia i ciągłe ciśnienia, że ktoś coś ma, a my nie mamy.
Jak się nie zmienisz, a na to się nie zanosi, wpakujesz się w życiowe problemy, a jeszcze do tego wpakujesz w to dzieci.Po prostu wydaje mi się, że jak ktoś ma 34 lata to powinien się określić czy idziemy dalej razem czy nie. On wie, że to jest dla mnie ważne i skoro wszedł ze mną w związek to musiał sobie zdawać sprawę, że po jakimś czasie trzeba podjąć decyzję...
To prawda, ale nie jest tak, że on nie jest Ciebie pewny, tylko siebie…
Ja się dziwię, że skoro jesteście tak długo razem i nie macie odwagi poważnie porozmawiać. Jeśli masz takie oczekiwania, to sama powinnaś zacząć rozmowę o ślubie konkretnie, jak też o swoich obawach, że on nie chce tego ślubu, nie wie czy chce spędzić z tobą resztę życia i dlatego wymiguje się z jakiejkolwiek decyzji.
Alessandro napisał/a:Bronisz go wbrew sobie. Te jego przeprosiny, kurs na motor to jedynie wymówki, nic więcej. Za 10 lat tej beznadziei także będziesz go bronić, że tak musiało być, że on taki jest, że to czy tamto? Chcesz bawić się całe życie w ratowniczkę? Rozumiem, że podjęcie decyzji o rozstaniu nie jest ani łatwe ani proste. Jednak z czasem takie postanowienie będzie stawać się coraz trudniejsze. Dodatkowo Ty sama wywierasz na siebie presję, Twoja rodzina podobnie. To dodatkowe stresujące i bardzo niefajne. Dlatego, jak powiedziałem powyżej, powinnaś rozważyć wszystkie aspekty tej całej sytuacji.
catzy napisał/a:Po prostu wydaje mi się, że jak ktoś ma 34 lata to powinien się określić czy idziemy dalej razem czy nie. On wie, że to jest dla mnie ważne i skoro wszedł ze mną w związek to musiał sobie zdawać sprawę, że po jakimś czasie trzeba podjąć decyzję...
Skoro nie określił się do tej pory, to tego nie zrobi. Nie licz na to. Poza tym, jeśli nie Ty, to on kiedyś zakończy Wasz związek. To jedynie kwestia czasu.
Czyli nie wiem mam mu powiedzieć, że jeśli się w tym roku nie oświadczy to się rozstajemy?
Naprawdę nie wiem co robić, jestem załamana. Moja mama ma nowotwór i naprawdę chciałabym żeby dożyła mojego ślubu, mówiłam mu o tym.
Nie chcę na nim nic wymuszać, ale w związku dwie osoby muszą patrzeć w jednym kierunku. Moze on nie dojrzał do tego, ale kurde ma 34 lata...
Daj sobie spokój z oświadczynami, mów tylko o ślubie, żeby się określił, bo ty chcesz wiedzieć na czym stoisz.
A jeśli jeszcze chodzi o tę pewność, to on jest ciebie za bardzo pewny…
Za mało wiadomo.
Ale może być tak że jest wszystko ok ale nie chce się żenić. Zapytaj wprost. Wielu facetów chce żyć z babka razem ale bez ślubu. Jeśli tak jest to albo zaakceptuj albo odejdź
Szczera, konkretna rozmowa to jedno. Drugie to analiza wszystkich za i przeciw z kartką i długopisem w ręku dokonana przez samą Autorkę.
catzy napisał/a:Legat napisał/a:Powiem tak. Na miejscu tego chłopaka, też bym się nie oświadczał. Tylko zakończyłbym tą znajomość.
Strasznie tu dużo ciśnienia, patrzenia jak tu jest u innych. Robienia pretensji, gdzie tych pretensji nie powinno być.
Taki związek to będzie straszna męczarnia i ciągłe ciśnienia, że ktoś coś ma, a my nie mamy.
Jak się nie zmienisz, a na to się nie zanosi, wpakujesz się w życiowe problemy, a jeszcze do tego wpakujesz w to dzieci.Po prostu wydaje mi się, że jak ktoś ma 34 lata to powinien się określić czy idziemy dalej razem czy nie. On wie, że to jest dla mnie ważne i skoro wszedł ze mną w związek to musiał sobie zdawać sprawę, że po jakimś czasie trzeba podjąć decyzję...
To prawda, ale nie jest tak, że on nie jest Ciebie pewny, tylko siebie…
Ja się dziwię, że skoro jesteście tak długo razem i nie macie odwagi poważnie porozmawiać. Jeśli masz takie oczekiwania, to sama powinnaś zacząć rozmowę o ślubie konkretnie, jak też o swoich obawach, że on nie chce tego ślubu, nie wie czy chce spędzić z tobą resztę życia i dlatego wymiguje się z jakiejkolwiek decyzji.
Rozmawiałam, on sam podejmował temat ślubu kogo zaprosi, gdzie się ślub odbędzie, mówił, że zrobi pokoik dla dziecka itp. Teraz temat ucichł, on się skupia na pracy, na motorze, a ja myślę co ze mną...
catzy napisał/a:Alessandro napisał/a:Bronisz go wbrew sobie. Te jego przeprosiny, kurs na motor to jedynie wymówki, nic więcej. Za 10 lat tej beznadziei także będziesz go bronić, że tak musiało być, że on taki jest, że to czy tamto? Chcesz bawić się całe życie w ratowniczkę? Rozumiem, że podjęcie decyzji o rozstaniu nie jest ani łatwe ani proste. Jednak z czasem takie postanowienie będzie stawać się coraz trudniejsze. Dodatkowo Ty sama wywierasz na siebie presję, Twoja rodzina podobnie. To dodatkowe stresujące i bardzo niefajne. Dlatego, jak powiedziałem powyżej, powinnaś rozważyć wszystkie aspekty tej całej sytuacji.
Skoro nie określił się do tej pory, to tego nie zrobi. Nie licz na to. Poza tym, jeśli nie Ty, to on kiedyś zakończy Wasz związek. To jedynie kwestia czasu.
Czyli nie wiem mam mu powiedzieć, że jeśli się w tym roku nie oświadczy to się rozstajemy?
Naprawdę nie wiem co robić, jestem załamana. Moja mama ma nowotwór i naprawdę chciałabym żeby dożyła mojego ślubu, mówiłam mu o tym.
Nie chcę na nim nic wymuszać, ale w związku dwie osoby muszą patrzeć w jednym kierunku. Moze on nie dojrzał do tego, ale kurde ma 34 lata...Daj sobie spokój z oświadczynami, mów tylko o ślubie, żeby się określił, bo ty chcesz wiedzieć na czym stoisz.
A jeśli jeszcze chodzi o tę pewność, to on jest ciebie za bardzo pewny…
Porozmawiam z nim jutro jak wróci z imprezy tak ostatecznie, bo mnie to męczy i czuję, że marnuję czas... Może on się musi wyszaleć albo nie dojrzał do małżeństwa...
Szczera, konkretna rozmowa to jedno. Drugie to analiza wszystkich za i przeciw z kartką i długopisem w ręku dokonana przez samą Autorkę.
Za: czuły, kochany, dba o mnie, też posprząta, ma stałą pracę, brak nałogów, wspiera mnie, poprawia humor, mamy podobne zainteresowania
Przeciw: brak oświadczyn
17 2026-06-19 19:57:05 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-06-19 20:00:40)
Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje.
Jaj ci brakuje. Oddeleguj koleżkę do sprzątania i gotowania skoro mieszkacie u ciebie, albo niech ci machnie jakiś remoncik, a ty sobie zabookuj wakacje z koleżankami.
No i po co sie oświadczać? Ty już robisz obowiązki żony. Co on tym zyska?
Tak pomyślałam, że może porozmawiam z nim o terminie ślubu, bo na salę też się czeka 2 lata i co on na to, zamiast o tych zaręczynach. Najgorszy jest instynkt macierzyński, on też ogłupia... Ale wiem, że on lubi dzieci, będzie dobrym ojcem, jest ogólnie naprawdę dobrym chłopakiem, czułym, spokojnym, wiem, że bardzo mnie kocha, ale czuję, że jak nie pójdziemy do przodu to będę coraz bardziej sfrustrowana.
wieka napisał/a:catzy napisał/a:Po prostu wydaje mi się, że jak ktoś ma 34 lata to powinien się określić czy idziemy dalej razem czy nie. On wie, że to jest dla mnie ważne i skoro wszedł ze mną w związek to musiał sobie zdawać sprawę, że po jakimś czasie trzeba podjąć decyzję...
To prawda, ale nie jest tak, że on nie jest Ciebie pewny, tylko siebie…
Ja się dziwię, że skoro jesteście tak długo razem i nie macie odwagi poważnie porozmawiać. Jeśli masz takie oczekiwania, to sama powinnaś zacząć rozmowę o ślubie konkretnie, jak też o swoich obawach, że on nie chce tego ślubu, nie wie czy chce spędzić z tobą resztę życia i dlatego wymiguje się z jakiejkolwiek decyzji.Rozmawiałam, on sam podejmował temat ślubu kogo zaprosi, gdzie się ślub odbędzie, mówił, że zrobi pokoik dla dziecka itp. Teraz temat ucichł, on się skupia na pracy, na motorze, a ja myślę co ze mną...
To czas przeszły, mógł zmienić decyzję, dlatego teraz zamiast płakać w poduszkę, powinnaś podjąć rozmowę bo widać, że zmienił priorytety.
Odnoszę wrażenie jakbyś się bała jego reakcji, a nie powinnaś.
Nie jest tylko ważne co on chce, ale równie ważne co ty chcesz.
20 2026-06-19 20:23:24 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-19 20:23:56)
Tak pomyślałam, że może porozmawiam z nim o terminie ślubu, bo na salę też się czeka 2 lata i co on na to, zamiast o tych zaręczynach. Najgorszy jest instynkt macierzyński, on też ogłupia... Ale wiem, że on lubi dzieci, będzie dobrym ojcem, jest ogólnie naprawdę dobrym chłopakiem, czułym, spokojnym, wiem, że bardzo mnie kocha, ale czuję, że jak nie pójdziemy do przodu to będę coraz bardziej sfrustrowana.
Dokładnie, dlatego powiedz, że chciałabyś już mieć konkretny plan na życie, że żyjesz w zawieszeniu z czym źle się czujesz, żeby on pomyślał też o tobie co ty czujesz, po prostu mów to co myślisz. Bo co to za miłość z jego strony jak on olewa twoje potrzeby i oczekiwania podstawowe, prawdę mówiąc.
Tylko zarezerwuj czas, żebyście mogli spokojnie porozmawiać, nie w biegu.
Może ktoś powie, że powinnam mieć swoje życie, ale mam pracę na dwie zmiany, chodzę na siłownię, spotykam się z koleżankami, czytam książki, jeżdżę do rodziców. Po prostu nie chcę zmarnować czasu, bo jestem w takim wieku, że naprawdę bym chciała założyć rodzinę...
catzy napisał/a:Tak pomyślałam, że może porozmawiam z nim o terminie ślubu, bo na salę też się czeka 2 lata i co on na to, zamiast o tych zaręczynach. Najgorszy jest instynkt macierzyński, on też ogłupia... Ale wiem, że on lubi dzieci, będzie dobrym ojcem, jest ogólnie naprawdę dobrym chłopakiem, czułym, spokojnym, wiem, że bardzo mnie kocha, ale czuję, że jak nie pójdziemy do przodu to będę coraz bardziej sfrustrowana.
Dokładnie, dlatego powiedz, że chciałabyś już mieć konkretny plan na życie, że żyjesz w zawieszeniu z czym źle się czujesz, żeby on pomyślał też o tobie co ty czujesz, po prostu mów to co myślisz. Bo co to za miłość z jego strony jak on olewa twoje potrzeby i oczekiwania podstawowe, prawdę mówiąc.
Tylko zarezerwuj czas, żebyście mogli spokojnie porozmawiać, nie w biegu.
Dziękuję bardzo ❤️ Już lepiej się czuję, przestałam płakać, muszę działać...
Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Upss... Niby nic ci nie brakuje, niby ładna jesteś i niezależna, a spędzasz czas na kolanach przezd gościem, który na tyle cię wyczuł, że doskonale wie iż może z tobą zrobić wszystko. Wiesz jak to wygląda?
Żebrzesz o jakieś ochłapy i godzisz się na jego karty które on ma poznaczone i ci je rozdaje, jeszcze trochę a będziesz gościowi buty czyścić i będziesz wciąż czekać na jakiś akt łaski z jego strony.
Teraz zagadka dla ciebie:
Dlaczego pewnych kobiet faceci nie szanują?
spędzasz czas na kolanach przezd gościem ...
Co?
Mają różne podejście do życia. Jej się śpieszy do zakłdania rodziny. Jemu nie.
Sprawa jest prosta. Zostawić go i poszukać takiego, który też szybko chce założyć rodzinę.
Po co robisz takie emocjonalne jazdy?
catzy napisał/a:Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Upss... Niby nic ci nie brakuje, niby ładna jesteś i niezależna, a spędzasz czas na kolanach przezd gościem, który na tyle cię wyczuł, że doskonale wie iż może z tobą zrobić wszystko. Wiesz jak to wygląda?
Żebrzesz o jakieś ochłapy i godzisz się na jego karty które on ma poznaczone i ci je rozdaje, jeszcze trochę a będziesz gościowi buty czyścić i będziesz wciąż czekać na jakiś akt łaski z jego strony.
Teraz zagadka dla ciebie:
Dlaczego pewnych kobiet faceci nie szanują?
Bo one same się nie szanują...
Salomonka napisał/a:catzy napisał/a:Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Upss... Niby nic ci nie brakuje, niby ładna jesteś i niezależna, a spędzasz czas na kolanach przezd gościem, który na tyle cię wyczuł, że doskonale wie iż może z tobą zrobić wszystko. Wiesz jak to wygląda?
Żebrzesz o jakieś ochłapy i godzisz się na jego karty które on ma poznaczone i ci je rozdaje, jeszcze trochę a będziesz gościowi buty czyścić i będziesz wciąż czekać na jakiś akt łaski z jego strony.
Teraz zagadka dla ciebie:
Dlaczego pewnych kobiet faceci nie szanują?
Bo one same się nie szanują...
B I N G O !
27 2026-06-19 21:13:30 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-19 21:14:32)
Salomonka napisał/a:spędzasz czas na kolanach przezd gościem ...
Co?
![]()
Mają różne podejście do życia. Jej się śpieszy do zakłdania rodziny. Jemu nie.
Sprawa jest prosta. Zostawić go i poszukać takiego, który też szybko chce założyć rodzinę.
Po co robisz takie emocjonalne jazdy?
Jak mu się nie śpieszy, to niech powie konkretnie, że nie planuje w najbliższym czasie, albo w ogóle nie planuję brać ślubu.
Bo w tym wieku to już trzeba być zdecydowanym, jest w wieku w którym się zakłada rodzinę albo nie. Tu nie ma mowy o żadnym pośpiechu.
Salomonka napisał/a:spędzasz czas na kolanach przezd gościem ...
Co?
![]()
Mają różne podejście do życia. Jej się śpieszy do zakłdania rodziny. Jemu nie.
Sprawa jest prosta. Zostawić go i poszukać takiego, który też szybko chce założyć rodzinę.
Po co robisz takie emocjonalne jazdy?
Oj, Legat, Legat!
29 2026-06-19 21:24:30 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-06-19 21:24:48)
Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Nie piecz, nie gotuj, nie sprzątaj. Pozwól mu zająć się mieszkaniem i kuchnią.
Pojechał na imprezę, ty też wyjedź gdzieś.
Jeśli nic nie idzie do przodu, to się cofa.
Piszesz, że się starasz, a w jaki sposób twój chłopak się stara? Czy jemu naprawdę zależy na pchnięciu relacji do przodu czy dobrze mu tak jak jest.
W sąsiednim wątku podlinkowałam rozmowę z psychologiem na temat nieodpowiednich partnerów. Nie to, że uważam, że twój jest nieodpowiedni, ale jest tam mowa o tym, ze jeżeli stałaś się terapeutką dla partnera, to tak cię będzie traktował. A ja dopowiadam, że jeśli jesteś dla partnera kucharką i sprzątaczką, to też tak właśnie będzie cię traktował. I nic poza tym.
30 2026-06-19 21:28:08 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-06-19 21:35:55)
Jak mu się nie śpieszy, to niech powie konkretnie ...
Rozmawialiśmy wielokrotnie o podobnych sytuacjach. Tak to już jest, że sprawę musi rozwiązać osoba, której to nie odpowiada.
Dla przykładu żona przestaje mieć ochotę na seks i nie chce powiedzieć dlaczego? Też powiesz niech powie konkretnie? No nie powie i co jej zrobisz? ![]()
Edit Przypomniał mi się wątek Michała, którego żona zdradzała. Ta co była piękna jak posąg, no i dlaczego nie postępowała konkretnie, tak jak Michał chciał?
Jak mu powiedziałam, że miałam nadzieję, że oświadczy mi się na naszych wakacjach to powiedział, że nie myślał o pierścionku, bo dobrze wiem, że miał inne wydatki, czyli kupno motoru, prawo jazdy itp. Z tym, że nie potrzebuję nie wiadomo jakiego diamentu, dla mnie liczy się gest i gotowość założenia ze mną rodziny...
Nawet nie mam komu się wygadać, koleżanki po ślubach, mamie się wypłakałam, a teraz ona się przejmuje mną ![]()
catzy napisał/a:Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Nie piecz, nie gotuj, nie sprzątaj. Pozwól mu zająć się mieszkaniem i kuchnią.
Pojechał na imprezę, ty też wyjedź gdzieś.Jeśli nic nie idzie do przodu, to się cofa.
Piszesz, że się starasz, a w jaki sposób twój chłopak się stara? Czy jemu naprawdę zależy na pchnięciu relacji do przodu czy dobrze mu tak jak jest.
W sąsiednim wątku podlinkowałam rozmowę z psychologiem na temat nieodpowiednich partnerów. Nie to, że uważam, że twój jest nieodpowiedni, ale jest tam mowa o tym, ze jeżeli stałaś się terapeutką dla partnera, to tak cię będzie traktował. A ja dopowiadam, że jeśli jesteś dla partnera kucharką i sprzątaczką, to też tak właśnie będzie cię traktował. I nic poza tym.
O i powiedział mi, że cały czas mi okazuje, że jestem tą jedyną, że mnie kocha, a pierścionek o tym nie świadczy. Nie rozumiem takiego podejścia...
33 2026-06-19 21:51:31 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-19 21:52:30)
wieka napisał/a:Jak mu się nie śpieszy, to niech powie konkretnie ...
Rozmawialiśmy wielokrotnie o podobnych sytuacjach. Tak to już jest, że sprawę musi rozwiązać osoba, której to nie odpowiada.
Dla przykładu żona przestaje mieć ochotę na seks i nie chce powiedzieć dlaczego? Też powiesz niech powie konkretnie? No nie powie i co jej zrobisz?Edit Przypomniał mi się wątek Michała, którego żona zdradzała. Ta co była piękna jak posąg, no i dlaczego nie postępowała konkretnie, tak jak Michał chciał?
To akurat nie jest dobry przykład, można nie wiedzieć, bo przyczyny są zbyt złożone i często nieuchwytne.
A miłość i zdrada to już jest inna para kaloszy.
Zgoda co do jednego, że to powinna rozwiązywać osoba której ta sytuacja nie odpowiada.
34 2026-06-19 21:56:15 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-19 21:57:16)
Jak mu powiedziałam, że miałam nadzieję, że oświadczy mi się na naszych wakacjach to powiedział, że nie myślał o pierścionku, bo dobrze wiem, że miał inne wydatki, czyli kupno motoru, prawo jazdy itp. Z tym, że nie potrzebuję nie wiadomo jakiego diamentu, dla mnie liczy się gest i gotowość założenia ze mną rodziny...
Nawet nie mam komu się wygadać, koleżanki po ślubach, mamie się wypłakałam, a teraz ona się przejmuje mną
No już z tymi oświadczynami to też trochę przesadzasz bo one by ci nic nie dały, narzeczoną mogłabyś być jeszcze z 10 albo 20 lat….
Dlatego powiedz, że musicie ustalić jak wasze życie ma dalej wyglądać, bo tobie to jest potrzebne do szczęścia, musisz być konkretna i zdecydowana.
Tamiraa napisał/a:catzy napisał/a:Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Nie piecz, nie gotuj, nie sprzątaj. Pozwól mu zająć się mieszkaniem i kuchnią.
Pojechał na imprezę, ty też wyjedź gdzieś.Jeśli nic nie idzie do przodu, to się cofa.
Piszesz, że się starasz, a w jaki sposób twój chłopak się stara? Czy jemu naprawdę zależy na pchnięciu relacji do przodu czy dobrze mu tak jak jest.
W sąsiednim wątku podlinkowałam rozmowę z psychologiem na temat nieodpowiednich partnerów. Nie to, że uważam, że twój jest nieodpowiedni, ale jest tam mowa o tym, ze jeżeli stałaś się terapeutką dla partnera, to tak cię będzie traktował. A ja dopowiadam, że jeśli jesteś dla partnera kucharką i sprzątaczką, to też tak właśnie będzie cię traktował. I nic poza tym.O i powiedział mi, że cały czas mi okazuje, że jestem tą jedyną, że mnie kocha, a pierścionek o tym nie świadczy. Nie rozumiem takiego podejścia...
Słowa, słowa, słowa. Pierścionek o tym nie świadczy, ale już , że ukochana osoba chciałaby go mieć, to o czymś świadczy. Ja rozumiem. Brzydko to zabrzmi. Dalej masz być kucharką i sprzątaczką. Jeśli jest konflikt na temat poważny czyli zaręczyn i ślubu, to co będzie za parę lat?
To akurat nie jest dobry przykład, można nie wiedzieć, bo przyczyny są zbyt złożone i często nieuchwytne.
A miłość i zdrada to już jest inna para kaloszy.
Zgoda co do jednego, że to powinna rozwiązywać osoba której ta sytuacja nie odpowiada.
Tutaj też przyczyny mogą być złożone. Tylko użytkowniczki sobie to na maxa upraszczają, bo facet powinien to i to.
catzy napisał/a:Jak mu powiedziałam, że miałam nadzieję, że oświadczy mi się na naszych wakacjach to powiedział, że nie myślał o pierścionku, bo dobrze wiem, że miał inne wydatki, czyli kupno motoru, prawo jazdy itp. Z tym, że nie potrzebuję nie wiadomo jakiego diamentu, dla mnie liczy się gest i gotowość założenia ze mną rodziny...
Nawet nie mam komu się wygadać, koleżanki po ślubach, mamie się wypłakałam, a teraz ona się przejmuje mnąNo już z tymi oświadczynami to też trochę przesadzasz bo one by ci nic nie dały, narzeczoną mogłabyś być jeszcze z 10 albo 20 lat….
Dlatego powiedz, że musicie ustalić jak wasze życie ma dalej wyglądać, bo tobie to jest potrzebne do szczęścia, musisz być konkretna i zdecydowana.
Wiem, wiem racja, chodzi mi ogólnie o założenie rodziny. Kurde mieszkamy razem, znamy się jak łyse konie na pamięć, był przy mnie jak mama zachorowała na nowotwór, jak ja miałam problemy ze zdrowiem, ja byłam przy nim jak miał problemy w pracy.
Może on ma jakiś uraz i nie chce brać ślubu, ale ja chcę, nie po to kupiłam mieszkanie, żeby sama w nim być...
Jak mu powiedziałam, że miałam nadzieję, że oświadczy mi się na naszych wakacjach to powiedział, że nie myślał o pierścionku, bo dobrze wiem, że miał inne wydatki, czyli kupno motoru, prawo jazdy itp. Z tym, że nie potrzebuję nie wiadomo jakiego diamentu, dla mnie liczy się gest i gotowość założenia ze mną rodziny...
Nawet nie mam komu się wygadać, koleżanki po ślubach, mamie się wypłakałam, a teraz ona się przejmuje mną
Naprawdę tak bardzo potrzebujesz tego pierścionka, nawet byle jakiego?
Dziewczyno!
Zajmij się własnym życiem, swoimi osiągnięciami, zdobywaj własne "szczyty" a tego gościa zostaw jemu samemu. Co z tobą nie tak, że tylko jakiś złamany pierścionek od niego podniesie twoją wartość w twoich oczach?
Aż tak szorujesz po dnie z poczuciem własnej wartości?
Może porozmawiaj z jakimś psychologiem?
catzy napisał/a:Tamiraa napisał/a:Nie piecz, nie gotuj, nie sprzątaj. Pozwól mu zająć się mieszkaniem i kuchnią.
Pojechał na imprezę, ty też wyjedź gdzieś.Jeśli nic nie idzie do przodu, to się cofa.
Piszesz, że się starasz, a w jaki sposób twój chłopak się stara? Czy jemu naprawdę zależy na pchnięciu relacji do przodu czy dobrze mu tak jak jest.
W sąsiednim wątku podlinkowałam rozmowę z psychologiem na temat nieodpowiednich partnerów. Nie to, że uważam, że twój jest nieodpowiedni, ale jest tam mowa o tym, ze jeżeli stałaś się terapeutką dla partnera, to tak cię będzie traktował. A ja dopowiadam, że jeśli jesteś dla partnera kucharką i sprzątaczką, to też tak właśnie będzie cię traktował. I nic poza tym.O i powiedział mi, że cały czas mi okazuje, że jestem tą jedyną, że mnie kocha, a pierścionek o tym nie świadczy. Nie rozumiem takiego podejścia...
Słowa, słowa, słowa. Pierścionek o tym nie świadczy, ale już , że ukochana osoba chciałaby go mieć, to o czymś świadczy. Ja rozumiem. Brzydko to zabrzmi. Dalej masz być kucharką i sprzątaczką. Jeśli jest konflikt na temat poważny czyli zaręczyn i ślubu, to co będzie za parę lat?
Kurczę nie pomyślałam o tym, może nie jesteśmy sobie pisani skoro ja chcę oświadczyn, a on nie myśli o tym. Albo trzeba porozmawiać o przyszłości...
Najważniejsze, żebyś wiedziała na czym stoisz i nie żyła w niepewności w permanentnym stresie.
catzy napisał/a:Jak mu powiedziałam, że miałam nadzieję, że oświadczy mi się na naszych wakacjach to powiedział, że nie myślał o pierścionku, bo dobrze wiem, że miał inne wydatki, czyli kupno motoru, prawo jazdy itp. Z tym, że nie potrzebuję nie wiadomo jakiego diamentu, dla mnie liczy się gest i gotowość założenia ze mną rodziny...
Nawet nie mam komu się wygadać, koleżanki po ślubach, mamie się wypłakałam, a teraz ona się przejmuje mnąNaprawdę tak bardzo potrzebujesz tego pierścionka, nawet byle jakiego?
Dziewczyno!
Zajmij się własnym życiem, swoimi osiągnięciami, zdobywaj własne "szczyty" a tego gościa zostaw jemu samemu. Co z tobą nie tak, że tylko jakiś złamany pierścionek od niego podniesie twoją wartość w twoich oczach?
Aż tak szorujesz po dnie z poczuciem własnej wartości?Może porozmawiaj z jakimś psychologiem?
Może faktycznie mam niskie poczucie wartości, ale z drugiej strony to po prostu taka kolej rzeczy, że ludzie ze sobą są, a potem się zareczają, biorą ślub itp ..
Co to znaczy żeby zostawić jemu samemu? Olać go?
Salomonka napisał/a:catzy napisał/a:Jak mu powiedziałam, że miałam nadzieję, że oświadczy mi się na naszych wakacjach to powiedział, że nie myślał o pierścionku, bo dobrze wiem, że miał inne wydatki, czyli kupno motoru, prawo jazdy itp. Z tym, że nie potrzebuję nie wiadomo jakiego diamentu, dla mnie liczy się gest i gotowość założenia ze mną rodziny...
Nawet nie mam komu się wygadać, koleżanki po ślubach, mamie się wypłakałam, a teraz ona się przejmuje mnąNaprawdę tak bardzo potrzebujesz tego pierścionka, nawet byle jakiego?
Dziewczyno!
Zajmij się własnym życiem, swoimi osiągnięciami, zdobywaj własne "szczyty" a tego gościa zostaw jemu samemu. Co z tobą nie tak, że tylko jakiś złamany pierścionek od niego podniesie twoją wartość w twoich oczach?
Aż tak szorujesz po dnie z poczuciem własnej wartości?Może porozmawiaj z jakimś psychologiem?
Może faktycznie mam niskie poczucie wartości, ale z drugiej strony to po prostu taka kolej rzeczy, że ludzie ze sobą są, a potem się zareczają, biorą ślub itp ..
Co to znaczy żeby zostawić jemu samemu? Olać go?
Dokładnie to właśnie znaczy..
Skup się na sobie. Niezależna kobieta przyciąga do siebie innego formatu mężczyzn. Niezależna... To nie znaczy klęcżąca na kolanach.. Zrozum mnie dobrze. Teraz przyciągasz wszelkiej maści dewiantów, szukających zaspokojenia własnej próżności i ty (sorry za szczerość) dajesz im to. Sprzątasz, gotujesz, pierzesz gacie.. I wciąż czekasz na akt łaski czyli pierścionek, który nigdy nie nadejdzie.
Sama się skazujesz na pewien rodzaj zależności i pewien rodzaj faceta. Tylko co kto lubi... Sama zdecyduj.
catzy napisał/a:Salomonka napisał/a:Naprawdę tak bardzo potrzebujesz tego pierścionka, nawet byle jakiego?
Dziewczyno!
Zajmij się własnym życiem, swoimi osiągnięciami, zdobywaj własne "szczyty" a tego gościa zostaw jemu samemu. Co z tobą nie tak, że tylko jakiś złamany pierścionek od niego podniesie twoją wartość w twoich oczach?
Aż tak szorujesz po dnie z poczuciem własnej wartości?Może porozmawiaj z jakimś psychologiem?
Może faktycznie mam niskie poczucie wartości, ale z drugiej strony to po prostu taka kolej rzeczy, że ludzie ze sobą są, a potem się zareczają, biorą ślub itp ..
Co to znaczy żeby zostawić jemu samemu? Olać go?Dokładnie to właśnie znaczy..
Skup się na sobie. Niezależna kobieta przyciąga do siebie innego formatu mężczyzn. Niezależna... To nie znaczy klęcżąca na kolanach.. Zrozum mnie dobrze. Teraz przyciągasz wszelkiej maści dewiantów, szukających zaspokojenia własnej próżności i ty (sorry za szczerość) dajesz im to. Sprzątasz, gotujesz, pierzesz gacie.. I wciąż czekasz na akt łaski czyli pierścionek, który nigdy nie nadejdzie.
Sama się skazujesz na pewien rodzaj zależności i pewien rodzaj faceta. Tylko co kto lubi... Sama zdecyduj.
Czyli mam go zostawić? No wcześniej mniej gotowałam, sprzątałam to się mnie czepiał, ale też nieraz pracowałam po 14 godzin, 12 godz to byłam zmęczona. Mówił, że wymaga ode mnie gotowania...
Jestem taką idiotką...
z drugiej strony to po prostu taka kolej rzeczy, że ludzie ze sobą są, a potem się zareczają, biorą ślub itp ..
Nie jest tak. W życiu są pewne etapy, które ludzi odsiewają. Przykład koledzy z liceum odpadają, gdy idziesz na studia. Założenie rodziny, to też kolejny etap życia. Może jest tak, że on musi być odsiany, bo Ty chcesz iść na ten etap życia. Ludzie często kierują się sentymentami i myślą, że ktoś fajny z poprzedniego etapu - nadaje się do kolejnego, a to może nie być prawdą, bo on ma inne plany i priorytety, albo do tego etapu jeszcze nie dorósł. A takie sentymenty zatrzymują nas w życiu, czy wprowadzają w stan zawieszenia.
No wcześniej mniej gotowałam, sprzątałam to się mnie czepiał, ale też nieraz pracowałam po 14 godzin, 12 godz to byłam zmęczona. Mówił, że wymaga ode mnie gotowania...
Akcja się rozkręca;))
46 2026-06-19 22:31:35 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-06-19 22:33:48)
Niezależna kobieta przyciąga do siebie innego formatu mężczyzn.
Red pill? Niestety to się nie sprawdza. Wielu facetów jest niezależnych, ułożonych majątkowo, a kobiet brak. Ta zasada nie działa niestety. Mimo, że może mieć wyjątki. To samo dotyczy niezależnych i ułożonych kobiet. To nie jest złoty środek.
47 2026-06-19 22:35:20 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-19 22:35:57)
Bo on to może wymagać, a ty już nie….
A niby tak kolorowo jest u ciebie jak pisałaś, same plusy z jednym minusem - brak pierścionka.
Tak trochę wygląda, że bardziej zależy ci na ślubie niż na szczęśliwym życiu z tym facetem.
Ale ideałów nie ma, ostatnio wypowiadała się psycholog, że młodzi ludzie, bo taka „moda” szukają red flag, dlatego tak mało zakłada rodziny.
Czyli dawniej, jak głównym celem była zmiana nazwiska
kobiety męczyły się w związkach, to było lepiej ![]()
catzy napisał/a:z drugiej strony to po prostu taka kolej rzeczy, że ludzie ze sobą są, a potem się zareczają, biorą ślub itp ..
Nie jest tak. W życiu są pewne etapy, które ludzi odsiewają. Przykład koledzy z liceum odpadają, gdy idziesz na studia. Założenie rodziny, to też kolejny etap życia. Może jest tak, że on musi być odsiany, bo Ty chcesz iść na ten etap życia. Ludzie często kierują się sentymentami i myślą, że ktoś fajny z poprzedniego etapu - nadaje się do kolejnego, a to może nie być prawdą, bo on ma inne plany i priorytety, albo do tego etapu jeszcze nie dorósł. A takie sentymenty zatrzymują nas w życiu, czy wprowadzają w stan zawieszenia.
Może on woli się skupić na sobie, na swoich pasjach, na motorze, a nie na mnie. Chociaż jak go pytam czy ożeni się ze mną to mówi, że tak, ale nic z tego nie wynika...
Ostatnie zdanie bardzo mądre, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale musimy mieć takie same priorytety.
Bo on to może wymagać, a ty już nie….
A niby tak kolorowo jest u ciebie jak pisałaś, same plusy z jednym minusem - brak pierścionka.
Tak trochę wygląda, że bardziej zależy ci na ślubie niż na szczęśliwym życiu z tym facetem.Ale ideałów nie ma, ostatnio wypowiadała się psycholog, że młodzi ludzie, bo taka „moda” szukają red flag, dlatego tak mało zakłada rodziny.
Czyli dawniej, jak głównym celem była zmiana nazwiskakobiety męczyły się w związkach, to było lepiej
Dla mnie szczęśliwe życie to dobry mąż, dzieci i zdrowie, a nie bycie dla kogoś opcją i zero deklaracji... To po co ze mną jest jak wie jakie mam oczekiwania i będę go o to męczyć..
50 2026-06-19 22:43:57 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2026-06-19 22:46:54)
Może on woli się skupić na sobie, na swoich pasjach, na motorze, a nie na mnie. Chociaż jak go pytam czy ożeni się ze mną to mówi, że tak, ale nic z tego nie wynika...
Ostatnie zdanie bardzo mądre, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale musimy mieć takie same priorytety.
No to masz problem ...
Nie jestem wróżką, ale coś mi się zdaje że zmarnujesz sobie zycie....................
catzy napisał/a:Może on woli się skupić na sobie, na swoich pasjach, na motorze, a nie na mnie. Chociaż jak go pytam czy ożeni się ze mną to mówi, że tak, ale nic z tego nie wynika...
Ostatnie zdanie bardzo mądre, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale musimy mieć takie same priorytety.No to masz problem ...
Nie jestem wróżką, ale coś mi się zdaje że zmarnujesz sobie zycie....................
Nie no powiem mu, że jeżeli w ciągu pół roku nie będzie żadnego kroku do przodu to się rozstajemy i tyle, szkoda czas marnować.
wieka napisał/a:Bo on to może wymagać, a ty już nie….
A niby tak kolorowo jest u ciebie jak pisałaś, same plusy z jednym minusem - brak pierścionka.
Tak trochę wygląda, że bardziej zależy ci na ślubie niż na szczęśliwym życiu z tym facetem.Ale ideałów nie ma, ostatnio wypowiadała się psycholog, że młodzi ludzie, bo taka „moda” szukają red flag, dlatego tak mało zakłada rodziny.
Czyli dawniej, jak głównym celem była zmiana nazwiskakobiety męczyły się w związkach, to było lepiej
Dla mnie szczęśliwe życie to dobry mąż, dzieci i zdrowie, a nie bycie dla kogoś opcją i zero deklaracji... To po co ze mną jest jak wie jakie mam oczekiwania i będę go o to męczyć..
Sama widzisz, że robisz z siebie petenta… potem się dziwisz, że on nie bierze twoich oczekiwań pod uwagę, bo wie, że będziesz przy nim i tak tkwiła…
Ty nie powinnaś się pytać, czy on się z tobą ożeni, bo to jest nawet uwłaczające.
Tak z nim rozmawiasz, żeby nic z tego nie wynikało, a powinnaś konkretnie, siadamy i planujemy nasze życie albo jesteśmy w tym razem albo nie. Zawsze będziesz miała gorzej, bo jesteś niedecyzyjna, nie masz przebicia w tym związku czyli nie masz nic do powiedzenia.
On wszystko robi jak chce, a ty się podporządkowujesz dlatego z tobą jest, bo to mu odpowiada.
catzy napisał/a:wieka napisał/a:Bo on to może wymagać, a ty już nie….
A niby tak kolorowo jest u ciebie jak pisałaś, same plusy z jednym minusem - brak pierścionka.
Tak trochę wygląda, że bardziej zależy ci na ślubie niż na szczęśliwym życiu z tym facetem.Ale ideałów nie ma, ostatnio wypowiadała się psycholog, że młodzi ludzie, bo taka „moda” szukają red flag, dlatego tak mało zakłada rodziny.
Czyli dawniej, jak głównym celem była zmiana nazwiskakobiety męczyły się w związkach, to było lepiej
Dla mnie szczęśliwe życie to dobry mąż, dzieci i zdrowie, a nie bycie dla kogoś opcją i zero deklaracji... To po co ze mną jest jak wie jakie mam oczekiwania i będę go o to męczyć..
Sama widzisz, że robisz z siebie petenta… potem się dziwisz, że on nie bierze twoich oczekiwań pod uwagę, bo wie, że będziesz przy nim i tak tkwiła…
Ty nie powinnaś się pytać, czy on się z tobą ożeni, bo to jest nawet uwłaczające.
Tak z nim rozmawiasz, żeby nic z tego nie wynikało, a powinnaś konkretnie, siadamy i planujemy nasze życie albo jesteśmy w tym razem albo nie. Zawsze będziesz miała gorzej, bo jesteś niedecyzyjna, nie masz przebicia w tym związku czyli nie masz nic do powiedzenia.
On wszystko robi jak chce, a ty się podporządkowujesz dlatego z tobą jest, bo to mu odpowiada.
Chyba to prawda, sam nieraz mówi, że jestem mało decyzyjna... Ale kurde to facet powinien się oświadczyć, ja nie będę przed nim klękać.
Dziewczyno! Zajmij się własnym życiem, swoimi osiągnięciami, zdobywaj własne "szczyty" a tego gościa zostaw jemu samemu.
Niezależna kobieta przyciąga do siebie innego formatu mężczyzn. Sprzątasz, gotujesz, pierzesz gacie..
Ło jakie farmazony. Taaaa niezależna, silna, a później po kilkunastu latach od rozstania zaprasza byłego na wakacje do siebie bo taka jest silna i tak ma super ułożone życie z tym nowym super partnerem, że aż potrzebuje bodźców od starej miłości. Brakuje jeszcze komunikatów typu: "weź pigułkę" skoro psycholog już się obowiązkowo przewinął. Dyjta spokój. Myślisz, że zaimponujesz mężczyźnie bo masz jakieś pieniądze ? Kobito, normalny mężczyzna ma swoje pieniądze i ma totalnie w pompie ile ty zarabiasz lub co masz czy tam czego nie masz. Ta propaganda o silnych, niezależnych kobietach to jakiś wirus, coś jak komunizm. Brrrr..... Wieje chłodem jak ze szwadronów Sendero Luminoso.
Salomonka napisał/a:catzy napisał/a:Może on woli się skupić na sobie, na swoich pasjach, na motorze, a nie na mnie. Chociaż jak go pytam czy ożeni się ze mną to mówi, że tak, ale nic z tego nie wynika...
Ostatnie zdanie bardzo mądre, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale musimy mieć takie same priorytety.No to masz problem ...
Nie jestem wróżką, ale coś mi się zdaje że zmarnujesz sobie zycie....................Nie no powiem mu, że jeżeli w ciągu pół roku nie będzie żadnego kroku do przodu to się rozstajemy i tyle, szkoda czas marnować.
Takie ultimatum też nie jest dobre, chociaż na tyle ile cię poznaliśmy to ultimatum i tak by nie weszło w życie ![]()
Przecież nie marnujecie życia, wiele osób żyje w związkach partnerskich wiele lat, a nawet pewnie i całe życie.
wieka napisał/a:catzy napisał/a:Dla mnie szczęśliwe życie to dobry mąż, dzieci i zdrowie, a nie bycie dla kogoś opcją i zero deklaracji... To po co ze mną jest jak wie jakie mam oczekiwania i będę go o to męczyć..
Sama widzisz, że robisz z siebie petenta… potem się dziwisz, że on nie bierze twoich oczekiwań pod uwagę, bo wie, że będziesz przy nim i tak tkwiła…
Ty nie powinnaś się pytać, czy on się z tobą ożeni, bo to jest nawet uwłaczające.
Tak z nim rozmawiasz, żeby nic z tego nie wynikało, a powinnaś konkretnie, siadamy i planujemy nasze życie albo jesteśmy w tym razem albo nie. Zawsze będziesz miała gorzej, bo jesteś niedecyzyjna, nie masz przebicia w tym związku czyli nie masz nic do powiedzenia.
On wszystko robi jak chce, a ty się podporządkowujesz dlatego z tobą jest, bo to mu odpowiada.Chyba to prawda, sam nieraz mówi, że jestem mało decyzyjna... Ale kurde to facet powinien się oświadczyć, ja nie będę przed nim klękać.
A kto mówi, że masz się oświadczać, ty masz wiedzieć na czym stoisz.
Mieć odwagę powiedzieć mu, widzę, że masz inne priorytety niż ja, ważniejszy jest dla ciebie motocykl niż ja, ja bym chciała wziąć ślub mieć dziecko a widzę, że ty o tym nie myślisz więc powinniśmy się rozstać.
Ale ty się jego kurczowo trzymasz i on to wykorzystuje, i pewnie nie zdecydujesz się na taki krok.
catzy napisał/a:wieka napisał/a:Sama widzisz, że robisz z siebie petenta… potem się dziwisz, że on nie bierze twoich oczekiwań pod uwagę, bo wie, że będziesz przy nim i tak tkwiła…
Ty nie powinnaś się pytać, czy on się z tobą ożeni, bo to jest nawet uwłaczające.
Tak z nim rozmawiasz, żeby nic z tego nie wynikało, a powinnaś konkretnie, siadamy i planujemy nasze życie albo jesteśmy w tym razem albo nie. Zawsze będziesz miała gorzej, bo jesteś niedecyzyjna, nie masz przebicia w tym związku czyli nie masz nic do powiedzenia.
On wszystko robi jak chce, a ty się podporządkowujesz dlatego z tobą jest, bo to mu odpowiada.Chyba to prawda, sam nieraz mówi, że jestem mało decyzyjna... Ale kurde to facet powinien się oświadczyć, ja nie będę przed nim klękać.
A kto mówi, że masz się oświadczać, ty masz wiedzieć na czym stoisz.
Mieć odwagę powiedzieć mu, widzę, że masz inne priorytety niż ja, ważniejszy jest dla ciebie motocykl niż ja, ja bym chciała wziąć ślub mieć dziecko a widzę, że ty o tym nie myślisz więc powinniśmy się rozstać.
Ale ty się jego kurczowo trzymasz i on to wykorzystuje, i pewnie nie zdecydujesz się na taki krok.
Dobrze, powiem mu to jutro, pewnie się wkurzy i się pokłócimy, ale ile można żyć w zawieszeniu
58 2026-06-20 08:49:36 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2026-06-20 08:53:39)
Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Przecież Wy już żyjecie w 100% jak małżeństwo, co on miałby zyskać podpisując kwity? ![]()
Pytam zupełnie serio, po co mu to potrzebne, co mialoby zmienić w porownaniu do obecnej sytuacji?
To tak, jakbyś pożyczyła komuś milion 'na gębę',
(z opisu wynika że nawet bez odsetek, a nawet że Ty dopłacasz;)),
ten ktoś spłacałby raty, czasem w terminie a czasem nie, a Ty po kilku latach zaczęłabyś cisnąć o podpisanie umowy;)
Coś przegapiłaś, pewne rzeczy się ustala wcześniej, albo pewnych ruchów nie wykonuje.
Macie inne wizje a Ty masz trzy rozwiazania- przekonać go do swojej, odejść albo się pogodzić z tym co jest.
Przekonać możesz go jedynie wycofując część swojego zaangażowania, skoro rozmowy nie działają. Przypominając sobie, że on jest twoim chłopakiem a nie mężem.
catzy napisał/a:Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje.
Jaj ci brakuje. Oddeleguj koleżkę do sprzątania i gotowania skoro mieszkacie u ciebie, albo niech ci machnie jakiś remoncik, a ty sobie zabookuj wakacje z koleżankami.
No i po co sie oświadczać? Ty już robisz obowiązki żony. Co on tym zyska?
Pragmatyzmu Smutnej Ci brakuje, Autorko.
Co gość daje od siebie w tym związku?
Czy to wygląda tak, że mieszka za free u Ciebie, ma posprzątane i podane pod nos, seks na zawołanie? Bo takie wrażenie można odnieść.
Jeśli tak, to facet ma lepiej niż w niejednym małżeństwie
Jeśli się angażuje, odwdzięcza i bierze czynny udział, to najwyraźniej zapomniałaś o tym napisać;)
Salomonka napisał/a:spędzasz czas na kolanach przezd gościem ...
Co?
![]()
Mają różne podejście do życia. Jej się śpieszy do zakłdania rodziny. Jemu nie.
Sprawa jest prosta. Zostawić go i poszukać takiego, który też szybko chce założyć rodzinę.
Po co robisz takie emocjonalne jazdy?
Robi bo musi, inaczej się udusi;)
Jakoś trzeba te swoje frustracje upuszczać ![]()
Oświadcz mu się.
Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś to sama zrobiła.
Oświadcz mu się.
Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś to sama zrobiła.
Oczywiście, że stoi. Oświadczający się robi w związku za "mężczyznę", jest decyzyjny, nie marudzi, ciągnie wózek.
Zatem Autorka takim ruchem wybija sobie z ręki mocne "kobiece" karty, bo to ona zdecydowała o zawarciu związku, a on tylko się na to zgodził.
Ja mam 31 lat, on 34 lata, jesteśmy 3.5 roku, mieszkamy prawie 2 lata razem. Ogólnie układa się dobrze, ale jak zaczynam temat zaręczyn to mówi, że już niedługo albo niedawno mi powiedział, że nie jest mnie do końca pewien. Mieszkamy u mnie w mieszkaniu, mam stałą pracę, jestem szczupła, ładna, stabilna psychicznie, interesuję się motosportem, samochodami jak on, gotuję, piekę, sprzątam i nie wiem czego mi brakuje... Mam dobry kontakt z jego rodziną, on z moją, ale przykro mi, że nic nie idzie do przodu, a naprawdę się staram, nawet całe wakacje sama zorganizowalam... Czy ktoś mi coś poradzi? Piątek wieczór, on pojechał na imprezę firmową, pojechał po koleżankę samochodem, a ja sama w mieszkaniu i płaczę.
Nic nie idzie do przodu ? Twój facet jest już na mecie. Ma wygodne niezobowiązujące życie, wciąż pełne opcji i braku odpowiedzialności. Nie wykrzeszesz z niego więcej, przy tobie jest na mecie.
Dużo komentujących dawało dużo dobrych rad, więc ja tylko zamarkuję rzeczy podstawowe.
Mężczyzna w udanym związku dąży do i chce ślubu. Tu nie ma tłumaczeń. Małżeństwo to zobowiązanie, związek też. To deklaratywna gwarancja, że czuję się kochany/kochana i kocham również.
A potem mężczyzna chce mieć dziecko czy dzieci. Oczywiście jeśli stan zdrowia obydwojga nie jest przeciwwskazaniem. Dzieci to dalsza ewolucja związku.
Wypadałoby mi dać również jakąś radę. Po prostu zdaj się na swój własny instynkt.
Spytaj siebie ile jesteś w stanie siebie oddać bez bólu w związku.
Chcieć dzieci mimo że partner odmawia bez poważnego powodu jest jak najbardziej dobrym powodem do rozstania. Albo do "kopniaka dla partnera", aby uświadomić mu czego w związku bezwarunkowo żądasz.
Po prostu weź odpowiedzialność za walkę o własne szczęście.
Dobrze, porozmawialiśmy, mówił, że w tym albo w następnym roku będą oświadczyny, a za 2 lata ślub. Mówił, że nie myślał o tym, ale bardzo mnie kocha, nie wyobraża sobie życia beze mnie, że jestem dla niego najważniejsza. Mówił, że nie chce mnie stracić, że mi zawsze okazuje czułość, że jest na każde moje zawołanie.
Rozmawialiśmy gdzie weźmiemy ślub i w jakim miesiącu, kogo zaprosimy.
Po prostu jak myślę, że zanim ślub, zanim urodzę dziecko, a nie chciałabym żeby dziecko urodziło się chore jak już będę przed 40stką...
On mówi, że też się boi ślubu, że tyle jego znajomych się rozwodzi i tym się też martwi
63 2026-06-20 10:42:11 Ostatnio edytowany przez AdamJeden (2026-06-20 10:43:20)
Poszło jak po maśle
Aż nasuwa się myśl, że coś przeskrobał i ma wyrzuty sumienia, więc dziś obiecuje wszystko ![]()
Poszło jak po maśle
![]()
Aż nasuwa się myśl, że coś przeskrobał i ma wyrzuty sumienia, więc dziś obiecuje wszystko
Ale co miał przeskrobać? On rzadko gdzieś wychodzi, raz do roku na imprezę firmową, tak to spędzamy czas razem głównie. Jutro lecimy we dwójkę na wakacje i po prostu miałam nadzieję, że teraz mi się oświadczy i było mi przykro.
65 2026-06-20 10:55:31 Ostatnio edytowany przez AdamJeden (2026-06-20 11:00:34)
AdamJeden napisał/a:Poszło jak po maśle
![]()
Aż nasuwa się myśl, że coś przeskrobał i ma wyrzuty sumienia, więc dziś obiecuje wszystkoAle co miał przeskrobać? On rzadko gdzieś wychodzi, raz do roku na imprezę firmową, tak to spędzamy czas razem głównie. Jutro lecimy we dwójkę na wakacje i po prostu miałam nadzieję, że teraz mi się oświadczy i było mi przykro.
Aaaa.... czyli temat z chwilowego dołka. Najważniejsze, że już wszystko w najlepszym porządku.
Czy coś przeskrobał ?
tak żartuję, co niczemu nie przeczy ![]()