Bez pytania, bez telefonu, bez uprzedzenia.
Powiedziała, że "teraz włosy będą rosły mocniejsze", bo "zawsze tak się robiło". Mnie też podobno ogoliła razem z moją babcią — do dziś w rodzinie to żart o tym, jak płakałam i mówiłam "Moje włosy!". Nawet zachowały mój warkocz w kopercie — zachowam to bez komentarza.
Wiem, że to "tylko włosy". Odrosną. Ale kiedy zobaczyłam łysą główkę mojej córki i usłyszałam jej pytanie: "Gdzie włoski?", poczułam wściekłość. Nie o fryzurę, tylko o to, że ktoś podjął decyzję za mnie.
Nie chcę robić afery. Mama bardzo nam pomaga, mamy dobrą relację. Ale czuję, że jeśli teraz nic nie powiem, następnym razem granica przesunie się dalej.
Czy przesadzam, skoro to tylko włosy?