netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

296 odpowiedzi9 669 wyświetleńzałożony przez Smerf1, 17.01.2026

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 297 ]

1

Temat: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Nie będę owijał w bawełnę – przyznaję się bez bicia: jestem mężem-sknerą. A przynajmniej tak twierdzi moja żona i… po części niestety ma rację.

Problem polega na tym, że od ponad 10 lat jestem mocno związany z inwestowaniem. Zaczęło się jeszcze zanim skończyłem 20 lat. Pierwsze własne pieniądze – jakieś 50–100 zł miesięcznie – zamiast na przyjemności, odkładałem i wpłacałem na giełdę. Kupowałem akcje, później kryptowaluty, trochę złota. Trafiłem na dobry moment, dużo czytałem, uczyłem się strategii, śledziłem rynki i… pojawiły się zyski. To mnie wciągnęło.

Z czasem kwoty rosły. Dziś wygląda to tak, że ponad 60% moich zarobków regularnie idzie na inwestycje, a ja sam łapię się na tym, że oszczędzam na wielu rzeczach tylko po to, żeby „mieć więcej na giełdę”. Teoretycznie inwestowanie to nic złego — wręcz przeciwnie — ale w praktyce zaczynam się zastanawiać, czy u mnie nie poszło to za daleko.

Nie jest tak, że każę żonie jeść najtańszy salceson albo chodzić w używanych ubraniach. Nie żyjemy w skrajnej biedzie. Problem pojawia się gdzie indziej:
– kiedy trzeba kupić nową lodówkę,
– zrobić jakiś mini-remont,
– pojechać na droższe wakacje,
– albo gdy żona mówi, że chciałaby w końcu kupić dom, a nie mieszkać w ciasnym mieszkaniu.

Wtedy zaczynam marudzić, liczyć, odkładać, odkładać „na później”. I tak w kółko: tego nie, tamtego nie, może za rok, może jeszcze poczekajmy. Efekt jest taki, że moja żona coraz bardziej się wkurza i coraz częściej nazywa mnie sknerą.

Próbuję jej tłumaczyć, że to wszystko robimy dla naszej wspólnej przyszłości. Mówię jej, że kupowałem złoto po około 5 tys. zł, Bitcoina poniżej 10 tys., niech spojrzy, ile to teraz kosztuje. Dla mnie to dowód, że miałem rację i że ta strategia działa.
Dla niej to kompletnie nie ma znaczenia. Odpowiada, że pieniądze są „na papierze”, a życie ucieka tu i teraz. Ostatnio powiedziała nawet, że chyba jestem chory i że to już nie jest normalne oszczędzanie, tylko jakieś uzależnienie.

Z jej perspektywy wygląda to też tak, że ja praktycznie wszystko przeliczam na potencjalny zysk albo stratę. Gdy coś kupujemy, w mojej głowie automatycznie pojawia się myśl: „a ile akcji mógłbym za to mieć?” albo „ile by to było Bitcoinów pięć lat temu?”. Nawet jeśli tego nie mówię na głos, ona i tak to widzi — po minie, po westchnieniu, po tym, że chwilę dłużej stoję przy kasie albo zaczynam liczyć w głowie.

Czasami łapię się też na tym, że zamiast cieszyć się chwilą, sprawdzam notowania. Jesteśmy na wyjeździe, pijemy kawę, a ja zerknę „tylko na minutkę”, czy rynek nie poleciał w dół. Wieczorem, zamiast filmu czy rozmowy, odpalam wykresy, czytam analizy, porównuję strategie. Dla mnie to normalne, bo robię to od lat. Dla niej to wygląda tak, jakby giełda była ważniejsza niż wszystko inne.

Do tego dochodzi moja niechęć do wydawania „większych” pieniędzy. Nawet jeśli mamy odłożone środki, nawet jeśli realnie nas na coś stać, ja i tak wolę trzymać kapitał w inwestycjach, bo „pracuje”, bo „szkoda go zamrażać”, bo „rynek właśnie daje okazje”. Dom? Może jeszcze poczekajmy. Remont? Jeszcze rok. Wakacje? Może taniej, może poza sezonem, może krócej.

Żona mówi, że mam obsesję kontroli. Że wszystko musi mieć sens finansowy, stopę zwrotu i uzasadnienie, a spontaniczne decyzje wywołują u mnie fizyczny dyskomfort. I chyba coś w tym jest, bo gdy słyszę o nieplanowanym wydatku, automatycznie czuję napięcie, jakby ktoś chciał mi wyrwać pieniądze z portfela — mimo że to są nasze wspólne pieniądze.

Ona z kolei coraz częściej powtarza, że nie chce żyć „w przyszłości”, tylko teraz. Że ma wrażenie, iż odkładamy życie na moment, w którym w końcu uznam, że „już wystarczy”. Tylko że ja sam nie potrafię jasno powiedzieć, kiedy ten moment miałby nastąpić.

I tak funkcjonujemy: ja z głową w wykresach i tabelkach, ona z poczuciem, że pieniądze zaczynają rządzić naszym życiem bardziej, niż powinny.

2

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:

Nie będę owijał w bawełnę – przyznaję się bez bicia: jestem mężem-sknerą. A przynajmniej tak twierdzi moja żona i… po części niestety ma rację.

Problem polega na tym, że od ponad 10 lat jestem mocno związany z inwestowaniem. Zaczęło się jeszcze zanim skończyłem 20 lat. Pierwsze własne pieniądze – jakieś 50–100 zł miesięcznie – zamiast na przyjemności, odkładałem i wpłacałem na giełdę. Kupowałem akcje, później kryptowaluty, trochę złota. Trafiłem na dobry moment, dużo czytałem, uczyłem się strategii, śledziłem rynki i… pojawiły się zyski. To mnie wciągnęło.

Z czasem kwoty rosły. Dziś wygląda to tak, że ponad 60% moich zarobków regularnie idzie na inwestycje, a ja sam łapię się na tym, że oszczędzam na wielu rzeczach tylko po to, żeby „mieć więcej na giełdę”. Teoretycznie inwestowanie to nic złego — wręcz przeciwnie — ale w praktyce zaczynam się zastanawiać, czy u mnie nie poszło to za daleko.

Nie jest tak, że każę żonie jeść najtańszy salceson albo chodzić w używanych ubraniach. Nie żyjemy w skrajnej biedzie. Problem pojawia się gdzie indziej:
– kiedy trzeba kupić nową lodówkę,
– zrobić jakiś mini-remont,
– pojechać na droższe wakacje,
– albo gdy żona mówi, że chciałaby w końcu kupić dom, a nie mieszkać w ciasnym mieszkaniu.

Wtedy zaczynam marudzić, liczyć, odkładać, odkładać „na później”. I tak w kółko: tego nie, tamtego nie, może za rok, może jeszcze poczekajmy. Efekt jest taki, że moja żona coraz bardziej się wkurza i coraz częściej nazywa mnie sknerą.

Próbuję jej tłumaczyć, że to wszystko robimy dla naszej wspólnej przyszłości. Mówię jej, że kupowałem złoto po około 5 tys. zł, Bitcoina poniżej 10 tys., niech spojrzy, ile to teraz kosztuje. Dla mnie to dowód, że miałem rację i że ta strategia działa.
Dla niej to kompletnie nie ma znaczenia. Odpowiada, że pieniądze są „na papierze”, a życie ucieka tu i teraz. Ostatnio powiedziała nawet, że chyba jestem chory i że to już nie jest normalne oszczędzanie, tylko jakieś uzależnienie.

Z jej perspektywy wygląda to też tak, że ja praktycznie wszystko przeliczam na potencjalny zysk albo stratę. Gdy coś kupujemy, w mojej głowie automatycznie pojawia się myśl: „a ile akcji mógłbym za to mieć?” albo „ile by to było Bitcoinów pięć lat temu?”. Nawet jeśli tego nie mówię na głos, ona i tak to widzi — po minie, po westchnieniu, po tym, że chwilę dłużej stoję przy kasie albo zaczynam liczyć w głowie.

Czasami łapię się też na tym, że zamiast cieszyć się chwilą, sprawdzam notowania. Jesteśmy na wyjeździe, pijemy kawę, a ja zerknę „tylko na minutkę”, czy rynek nie poleciał w dół. Wieczorem, zamiast filmu czy rozmowy, odpalam wykresy, czytam analizy, porównuję strategie. Dla mnie to normalne, bo robię to od lat. Dla niej to wygląda tak, jakby giełda była ważniejsza niż wszystko inne.

Do tego dochodzi moja niechęć do wydawania „większych” pieniędzy. Nawet jeśli mamy odłożone środki, nawet jeśli realnie nas na coś stać, ja i tak wolę trzymać kapitał w inwestycjach, bo „pracuje”, bo „szkoda go zamrażać”, bo „rynek właśnie daje okazje”. Dom? Może jeszcze poczekajmy. Remont? Jeszcze rok. Wakacje? Może taniej, może poza sezonem, może krócej.

Żona mówi, że mam obsesję kontroli. Że wszystko musi mieć sens finansowy, stopę zwrotu i uzasadnienie, a spontaniczne decyzje wywołują u mnie fizyczny dyskomfort. I chyba coś w tym jest, bo gdy słyszę o nieplanowanym wydatku, automatycznie czuję napięcie, jakby ktoś chciał mi wyrwać pieniądze z portfela — mimo że to są nasze wspólne pieniądze.

Ona z kolei coraz częściej powtarza, że nie chce żyć „w przyszłości”, tylko teraz. Że ma wrażenie, iż odkładamy życie na moment, w którym w końcu uznam, że „już wystarczy”. Tylko że ja sam nie potrafię jasno powiedzieć, kiedy ten moment miałby nastąpić.

I tak funkcjonujemy: ja z głową w wykresach i tabelkach, ona z poczuciem, że pieniądze zaczynają rządzić naszym życiem bardziej, niż powinny.

Mhm.... Ale to prawdziwy problem, czy wygenerowany przez AI?

3

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Istotka6 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Nie będę owijał w bawełnę – przyznaję się bez bicia: jestem mężem-sknerą. A przynajmniej tak twierdzi moja żona i… po części niestety ma rację.

Problem polega na tym, że od ponad 10 lat jestem mocno związany z inwestowaniem. Zaczęło się jeszcze zanim skończyłem 20 lat. Pierwsze własne pieniądze – jakieś 50–100 zł miesięcznie – zamiast na przyjemności, odkładałem i wpłacałem na giełdę. Kupowałem akcje, później kryptowaluty, trochę złota. Trafiłem na dobry moment, dużo czytałem, uczyłem się strategii, śledziłem rynki i… pojawiły się zyski. To mnie wciągnęło.

Z czasem kwoty rosły. Dziś wygląda to tak, że ponad 60% moich zarobków regularnie idzie na inwestycje, a ja sam łapię się na tym, że oszczędzam na wielu rzeczach tylko po to, żeby „mieć więcej na giełdę”. Teoretycznie inwestowanie to nic złego — wręcz przeciwnie — ale w praktyce zaczynam się zastanawiać, czy u mnie nie poszło to za daleko.

Nie jest tak, że każę żonie jeść najtańszy salceson albo chodzić w używanych ubraniach. Nie żyjemy w skrajnej biedzie. Problem pojawia się gdzie indziej:
– kiedy trzeba kupić nową lodówkę,
– zrobić jakiś mini-remont,
– pojechać na droższe wakacje,
– albo gdy żona mówi, że chciałaby w końcu kupić dom, a nie mieszkać w ciasnym mieszkaniu.

Wtedy zaczynam marudzić, liczyć, odkładać, odkładać „na później”. I tak w kółko: tego nie, tamtego nie, może za rok, może jeszcze poczekajmy. Efekt jest taki, że moja żona coraz bardziej się wkurza i coraz częściej nazywa mnie sknerą.

Próbuję jej tłumaczyć, że to wszystko robimy dla naszej wspólnej przyszłości. Mówię jej, że kupowałem złoto po około 5 tys. zł, Bitcoina poniżej 10 tys., niech spojrzy, ile to teraz kosztuje. Dla mnie to dowód, że miałem rację i że ta strategia działa.
Dla niej to kompletnie nie ma znaczenia. Odpowiada, że pieniądze są „na papierze”, a życie ucieka tu i teraz. Ostatnio powiedziała nawet, że chyba jestem chory i że to już nie jest normalne oszczędzanie, tylko jakieś uzależnienie.

Z jej perspektywy wygląda to też tak, że ja praktycznie wszystko przeliczam na potencjalny zysk albo stratę. Gdy coś kupujemy, w mojej głowie automatycznie pojawia się myśl: „a ile akcji mógłbym za to mieć?” albo „ile by to było Bitcoinów pięć lat temu?”. Nawet jeśli tego nie mówię na głos, ona i tak to widzi — po minie, po westchnieniu, po tym, że chwilę dłużej stoję przy kasie albo zaczynam liczyć w głowie.

Czasami łapię się też na tym, że zamiast cieszyć się chwilą, sprawdzam notowania. Jesteśmy na wyjeździe, pijemy kawę, a ja zerknę „tylko na minutkę”, czy rynek nie poleciał w dół. Wieczorem, zamiast filmu czy rozmowy, odpalam wykresy, czytam analizy, porównuję strategie. Dla mnie to normalne, bo robię to od lat. Dla niej to wygląda tak, jakby giełda była ważniejsza niż wszystko inne.

Do tego dochodzi moja niechęć do wydawania „większych” pieniędzy. Nawet jeśli mamy odłożone środki, nawet jeśli realnie nas na coś stać, ja i tak wolę trzymać kapitał w inwestycjach, bo „pracuje”, bo „szkoda go zamrażać”, bo „rynek właśnie daje okazje”. Dom? Może jeszcze poczekajmy. Remont? Jeszcze rok. Wakacje? Może taniej, może poza sezonem, może krócej.

Żona mówi, że mam obsesję kontroli. Że wszystko musi mieć sens finansowy, stopę zwrotu i uzasadnienie, a spontaniczne decyzje wywołują u mnie fizyczny dyskomfort. I chyba coś w tym jest, bo gdy słyszę o nieplanowanym wydatku, automatycznie czuję napięcie, jakby ktoś chciał mi wyrwać pieniądze z portfela — mimo że to są nasze wspólne pieniądze.

Ona z kolei coraz częściej powtarza, że nie chce żyć „w przyszłości”, tylko teraz. Że ma wrażenie, iż odkładamy życie na moment, w którym w końcu uznam, że „już wystarczy”. Tylko że ja sam nie potrafię jasno powiedzieć, kiedy ten moment miałby nastąpić.

I tak funkcjonujemy: ja z głową w wykresach i tabelkach, ona z poczuciem, że pieniądze zaczynają rządzić naszym życiem bardziej, niż powinny.

Mhm.... Ale to prawdziwy problem, czy wygenerowany przez AI?


Problem jest prawdziwy, aczkolwiek nie ukrywam że pisząc tą historię trochę się wspomagałem Al. Talentu pisarskiego nie posiadam, gdybym miał to pisać własnymi słowami to wyszedłby jeden wielki mało zrozumiały bełkot.

4

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Partner też gra na giełdzie, tylko tyle że hobbystycznie. Jaki źródło dodatkowego dochodu. Wypracował sobie to, że nie musi pracować

Natomiast wiedz, że giełda uzależnia. Skoro teraz łapiesz się na tym  że wszystko przeliczasz, czyli stale o tym myslisz nawet przy potrzebnym i niezbędnym wydatku, to jest prawdopodobieństwo, że poszło to za daleko.
Jesteś w stanie zrobić sobie miesiąc przerwy aby wyciszyć się? Zrób to. Złapiesz oddech, oby też dystans przy wydawaniu pieniędzy. Da Ci to też odpowiedź na to co masz z tyłu głowy - czy może pora na terapię

5

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Istotka6 napisał/a:

Partner też gra na giełdzie, tylko tyle że hobbystycznie. Jaki źródło dodatkowego dochodu. Wypracował sobie to, że nie musi pracować

Natomiast wiedz, że giełda uzależnia. Skoro teraz łapiesz się na tym  że wszystko przeliczasz, czyli stale o tym myslisz nawet przy potrzebnym i niezbędnym wydatku, to jest prawdopodobieństwo, że poszło to za daleko.
Jesteś w stanie zrobić sobie miesiąc przerwy aby wyciszyć się? Zrób to. Złapiesz oddech, oby też dystans przy wydawaniu pieniędzy. Da Ci to też odpowiedź na to co masz z tyłu głowy - czy może pora na terapię

Ja kiedyś sobie myślałem, że jak zarobię ileś tam pieniędzy na giełdzie to nie będę niczego robić oprócz wypoczywania, ale jak już faktycznie coś zarobiłem to wpadłem w taki trans, no dobrze zarobiłem pierwsze 10tys zł, no to idziemy teraz do 100tys zł, przekroczyłem 100tys zł, no to teraz do miliona, przekroczyłem 1mln zł, no to czemu nie zarobić kolejnego ? I tak w koło macieju. Miesiąc braku obserwowania giełdy to bardzo dużo, bo przez ten czas naprawdę mogą trafić się perełki i okazje inwestycyjne których grzechem śmiertelnym dla inwestora byłoby ich niewykorzystanie.

6

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Problem masz już spory.
Żyje się teraz, a twoje podejście do inwestowania obawiam się podpada pod jakąś wersje uzależnienia.
Być może obudzisz się dopiero czytając pozew rozwodowy. Czego rzecz jasna nie życzę.
I tak Ci przypomnę stare powiedzonko, że trumna nie ma kieszeni.

7

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Partner też gra na giełdzie, tylko tyle że hobbystycznie. Jaki źródło dodatkowego dochodu. Wypracował sobie to, że nie musi pracować

Natomiast wiedz, że giełda uzależnia. Skoro teraz łapiesz się na tym  że wszystko przeliczasz, czyli stale o tym myslisz nawet przy potrzebnym i niezbędnym wydatku, to jest prawdopodobieństwo, że poszło to za daleko.
Jesteś w stanie zrobić sobie miesiąc przerwy aby wyciszyć się? Zrób to. Złapiesz oddech, oby też dystans przy wydawaniu pieniędzy. Da Ci to też odpowiedź na to co masz z tyłu głowy - czy może pora na terapię

Ja kiedyś sobie myślałem, że jak zarobię ileś tam pieniędzy na giełdzie to nie będę niczego robić oprócz wypoczywania, ale jak już faktycznie coś zarobiłem to wpadłem w taki trans, no dobrze zarobiłem pierwsze 10tys zł, no to idziemy teraz do 100tys zł, przekroczyłem 100tys zł, no to teraz do miliona, przekroczyłem 1mln zł, no to czemu nie zarobić kolejnego ? I tak w koło macieju. Miesiąc braku obserwowania giełdy to bardzo dużo, bo przez ten czas naprawdę mogą trafić się perełki i okazje inwestycyjne których grzechem śmiertelnym dla inwestora byłoby ich niewykorzystanie.

Wiem, czyli nie jesteś w stanie przyjąć wyzwania?

8

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Muqin napisał/a:

Problem masz już spory.
Żyje się teraz, a twoje podejście do inwestowania obawiam się podpada pod jakąś wersje uzależnienia.
Być może obudzisz się dopiero czytając pozew rozwodowy. Czego rzecz jasna nie życzę.
I tak Ci przypomnę stare powiedzonko, że trumna nie ma kieszeni.


Ja ogólnie myślę długoterminowo. Staram się nie patrzeć co jest teraz, ale np co będzie za 10-20 czy wiecej lat. Żona natomiast już teraz chce dom taki minimum 100-120m2, że ona nie chce się tutaj gnieździć na 30m2+ no i tutaj rozchodzą sie nasze oczekiwania. Ja chce mieć dobre życie na emeryturze, a ona już teraz.

9

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Istotka6 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Partner też gra na giełdzie, tylko tyle że hobbystycznie. Jaki źródło dodatkowego dochodu. Wypracował sobie to, że nie musi pracować

Natomiast wiedz, że giełda uzależnia. Skoro teraz łapiesz się na tym  że wszystko przeliczasz, czyli stale o tym myslisz nawet przy potrzebnym i niezbędnym wydatku, to jest prawdopodobieństwo, że poszło to za daleko.
Jesteś w stanie zrobić sobie miesiąc przerwy aby wyciszyć się? Zrób to. Złapiesz oddech, oby też dystans przy wydawaniu pieniędzy. Da Ci to też odpowiedź na to co masz z tyłu głowy - czy może pora na terapię

Ja kiedyś sobie myślałem, że jak zarobię ileś tam pieniędzy na giełdzie to nie będę niczego robić oprócz wypoczywania, ale jak już faktycznie coś zarobiłem to wpadłem w taki trans, no dobrze zarobiłem pierwsze 10tys zł, no to idziemy teraz do 100tys zł, przekroczyłem 100tys zł, no to teraz do miliona, przekroczyłem 1mln zł, no to czemu nie zarobić kolejnego ? I tak w koło macieju. Miesiąc braku obserwowania giełdy to bardzo dużo, bo przez ten czas naprawdę mogą trafić się perełki i okazje inwestycyjne których grzechem śmiertelnym dla inwestora byłoby ich niewykorzystanie.

Wiem, czyli nie jesteś w stanie przyjąć wyzwania?

Zdecydowanie nie jestem w stanie

10

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Jak długo jesteście po ślubie? Macie dzieci? Ile macie lat?

Jest taka stara prawda, że jak ktoś ma dużo pieniędzy, to zawsze ma za mało.
Ciekawe, że ty swoje uzależnienie od pomnażania majątku bierzesz za wadę?
A może to dopiero AI ci uświadomiło?

Przy tym pomnażaniu majątku, zarabiasz, ale też tracisz i żyjesz w permanentnym stresie, więc wątpię czy ty w ogóle tej emerytury się doczekasz big_smile

Powinieneś korzystać z terapii, bo pieniądze się zarabia po to, żeby je wydawać, wiadomo, że trzeba mieć oszczędności ale trzeba żyć normalnie.
Współczuję żonie.

11

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

No to zajechałeś za daleko. Ewidentnie. Choć w to gnieżdżenie się na 30 metrach to ja niespecjalnie wierzę, nie przy tych kwotach, o których piszesz. Chociaż z drugiej strony znany mi jest całkiem prawdziwy przypadek nędzarki, takiej egzystującej w prawdziwej norze, która była w posiadaniu kwot naprawdę sporych, co na jaw wyszło po jej śmierci czyli da się i tak, ale za normalne to trudno uznać. Możliwe, że też na emeryturze chciała mieć dobre życie i tak się na tym skupiła, że nie zauważyła, jak jej życie umknęło. Też tak planujesz?
Dziwię się żonie i to bardzo. Mało realne że to wytrzymuje.
Co będzie za 20 lat to Ty nie wiesz, Ty sobie to tylko sposób wyobrażasz, Smerf.
Do emerytury można zwyczajnie nie dożyć albo dożyć w stanie zdrowia skutecznie uniemożliwiającym korzystanie z większości tego, co się odłożyło na później.

12

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Muqin napisał/a:

No to zajechałeś za daleko. Ewidentnie. Choć w to gnieżdżenie się na 30 metrach to ja niespecjalnie wierzę, nie przy tych kwotach, o których piszesz. Chociaż z drugiej strony znany mi jest całkiem prawdziwy przypadek nędzarki, takiej egzystującej w prawdziwej norze, która była w posiadaniu kwot naprawdę sporych, co na jaw wyszło po jej śmierci czyli da się i tak, ale za normalne to trudno uznać. Możliwe, że też na emeryturze chciała mieć dobre życie i tak się na tym skupiła, że nie zauważyła, jak jej życie umknęło. Też tak planujesz?
Dziwię się żonie i to bardzo. Mało realne że to wytrzymuje.
Co będzie za 20 lat to Ty nie wiesz, Ty sobie to tylko sposób wyobrażasz, Smerf.
Do emerytury można zwyczajnie nie dożyć albo dożyć w stanie zdrowia skutecznie uniemożliwiającym korzystanie z większości tego, co się odłożyło na później.


Wiesz, ale to też nie jest tak, że ja w swojej pracy zarobkowej zarabiam po 10 czy 20tys zł, my jesteśmy pracującą klasą średnią. To było nasze pierwsze mieszkanie i wbrew pozorom nie byliśmy jeszcze aż tak bogaci, a ona też uznała że lepiej mieszkać w mniejszym i mniej płacić, niż w dużym żeby płacić dużo więcej. Ten majątek z inwestycji to też powstał trochę przpadkiem. Żona wielokrotnie chciała żeby kupić już coś porządnego, ale ja ją stopuje i zawsze mówię że jescze nie teraz.

13

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
wieka napisał/a:

Jak długo jesteście po ślubie? Macie dzieci? Ile macie lat?

Jest taka stara prawda, że jak ktoś ma dużo pieniędzy, to zawsze ma za mało.
Ciekawe, że ty swoje uzależnienie od pomnażania majątku bierzesz za wadę?
A może to dopiero AI ci uświadomiło?

Przy tym pomnażaniu majątku, zarabiasz, ale też tracisz i żyjesz w permanentnym stresie, więc wątpię czy ty w ogóle tej emerytury się doczekasz big_smile

Powinieneś korzystać z terapii, bo pieniądze się zarabia po to, żeby je wydawać, wiadomo, że trzeba mieć oszczędności ale trzeba żyć normalnie.
Współczuję żonie.

Po ślubie jesteśmy już 5 lat i nie, nie mamy dzieci. Co prawda ona chce ( po to chce większego domu) ale ja jeszcze wolę z tym poczekać.

Ja nie wiem czy to jest samo w sobie wada, być może to nie jest wadą, a wadą jest kwota którą w to inwestuje.

Czy stres to nie wiem. Ogólnie to całe życie tak czy siak jest stresujące.

14

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Ja kiedyś sobie myślałem, że jak zarobię ileś tam pieniędzy na giełdzie to nie będę niczego robić oprócz wypoczywania, ale jak już faktycznie coś zarobiłem to wpadłem w taki trans, no dobrze zarobiłem pierwsze 10tys zł, no to idziemy teraz do 100tys zł, przekroczyłem 100tys zł, no to teraz do miliona, przekroczyłem 1mln zł, no to czemu nie zarobić kolejnego ? I tak w koło macieju. Miesiąc braku obserwowania giełdy to bardzo dużo, bo przez ten czas naprawdę mogą trafić się perełki i okazje inwestycyjne których grzechem śmiertelnym dla inwestora byłoby ich niewykorzystanie.

Wiem, czyli nie jesteś w stanie przyjąć wyzwania?

Zdecydowanie nie jestem w stanie

No to masz problem


Dziwne, że nie chce się cisnąć w 30m? Ty serio, czy to wszystko zmyślasz?

15

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Smerf, już zaczynasz racjonalizować stan istniejący.
Poza tym zaś nieruchomość to też inwestycja. Na nieruchomościach w rozliczeniu długookresowym zarabia się i ładnie i bezpiecznie.
Problem być może przede wszystkim jest w sposobie inwestowania. Szybki zysk i ryzyko, to Cię kręci? Bez tego żyć byś nie umiał?

16

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Istotka6 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Wiem, czyli nie jesteś w stanie przyjąć wyzwania?

Zdecydowanie nie jestem w stanie

No to masz problem


Dziwne, że nie chce się cisnąć w 30m? Ty serio, czy to wszystko zmyślasz?

Pisałem już że jestem sknerą. Ja sam do szczęścia nie potrzebuje jakiś niewiadomo jakich dużych przestrzenii życiowych, tak samo jak nie jest mi potrzebny super mega wypasiony samochód. Raczej wyznaję taką filozofię minimalizmu, ona polega na tym, że po co mam przepłacać za coś, skoro to jest tańsze, a pełni taką samą funkcję.

17

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Powiem Ci tak... Przejawiasz objawy uzależnienia. Piszesz że chcesz dożyć do emerytury i godnie żyć? Wiesz, że możesz nie dożyć? Dlaczego? Ano uzależnienie ma mocny wpływ na życie, na związek, rodzinę, możesz to wszystko stracić, wiesz? Dojdzie stres, bo giełda jest cholernie stresująca. I zaraz mamy zawał. Ew sięgniesz jeszcze po coś pobudzającego, a to jeszcze przyspieszy.
Chcesz tego?

Zwolnij. Wyspij się. Oddychaj

18

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Muqin napisał/a:

Smerf, już zaczynasz racjonalizować stan istniejący.
Poza tym zaś nieruchomość to też inwestycja. Na nieruchomościach w rozliczeniu długookresowym zarabia się i ładnie i bezpiecznie.
Problem być może przede wszystkim jest w sposobie inwestowania. Szybki zysk i ryzyko, to Cię kręci? Bez tego żyć byś nie umiał?


Na giełdzie nie ma szybkich zysków, no chyba że akurat coś uda ci się trafić co akurat szybko wystrzeli, ale to raczej loteria. Giełda to właśnie jest maraton. Odnośnie mieszkania to też jest taki problem że żona chce duże, tak zeby były te przynajmniej 3 pokoje. I nie nazwałbym tego inwestycją, bo ciężko nazwać coś inwestycją co jest niezbędne do twojego funkcjonowania.

19

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Istotka6 napisał/a:

Powiem Ci tak... Przejawiasz objawy uzależnienia. Piszesz że chcesz dożyć do emerytury i godnie żyć? Wiesz, że możesz nie dożyć? Dlaczego? Ano uzależnienie ma mocny wpływ na życie, na związek, rodzinę, możesz to wszystko stracić, wiesz? Dojdzie stres, bo giełda jest cholernie stresująca. I zaraz mamy zawał. Ew sięgniesz jeszcze po coś pobudzającego, a to jeszcze przyspieszy.
Chcesz tego?

Zwolnij. Wyspij się. Oddychaj


Nie sięgnę po nic pobudzającego. Mój portfel jest tez zdywersyfikowany, naprawdę jest mała szansa że jakoś on dużo straci, a przez te lata naprawdę było wiele takich okazji. Jak są jakieś przeceny na rynku, to ja to traktuje nie jako pęknięcie bańki i depresje, że straciłem, tylko ja takie okresy traktuje jako okazje, tak jak nie wiem jak ty byś zobaczyła markową sukienkę przecenioną o 50-60% ?

20

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Powiem Ci tak... Przejawiasz objawy uzależnienia. Piszesz że chcesz dożyć do emerytury i godnie żyć? Wiesz, że możesz nie dożyć? Dlaczego? Ano uzależnienie ma mocny wpływ na życie, na związek, rodzinę, możesz to wszystko stracić, wiesz? Dojdzie stres, bo giełda jest cholernie stresująca. I zaraz mamy zawał. Ew sięgniesz jeszcze po coś pobudzającego, a to jeszcze przyspieszy.
Chcesz tego?

Zwolnij. Wyspij się. Oddychaj


Nie sięgnę po nic pobudzającego. Mój portfel jest tez zdywersyfikowany, naprawdę jest mała szansa że jakoś on dużo straci, a przez te lata naprawdę było wiele takich okazji. Jak są jakieś przeceny na rynku, to ja to traktuje nie jako pęknięcie bańki i depresje, że straciłem, tylko ja takie okresy traktuje jako okazje, tak jak nie wiem jak ty byś zobaczyła markową sukienkę przecenioną o 50-60% ?

A to akurat moje dawne uzależnienie nad którym chyba zwyciężyłam big_smile



No dobrze,  przyznajesz że masz problem czy nie?

Zastanów się

...


Jak nie,to nie traćmy czasu na pierdu pierdu.
Jeśli tak, co zamierzasz z tym zrobic?

21 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-01-18 01:26:26)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Ewidentnie, Istotka, kierunek - uzależnienie. W kierunku ogólniejszym - od adrenaliny.
Maraton, powiadasz Smerfie? Czyli stały dopływ adrenaliny. I weź mi nie bajaj o zdyfersyfikowanym portfelu.
Owszem, nieruchomość, którą użytkujesz, też jest inwestycją. Dobra, przyszłościowa działka leżąca odłogiem też nią jest, ale nie daje codziennej adrenaliny, bo sobie cicho leży i jedyne co robi, to wartości nabiera.


Kiecka markowa przeceniona o 60% - jestem doskonale odporna na takie okazje. smile kupię jeśli mi się spodoba i jeśli i tak planowałam kieckę kupić.

22 Ostatnio edytowany przez AdamJeden (2026-01-18 08:30:34)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:

Nie będę owijał w bawełnę – przyznaję się bez bicia: jestem mężem-sknerą. A przynajmniej tak twierdzi moja żona i… po części niestety ma rację.

Problem polega na tym, że od ponad 10 lat jestem mocno związany z inwestowaniem. Zaczęło się jeszcze zanim skończyłem 20 lat. Pierwsze własne pieniądze – jakieś 50–100 zł miesięcznie – zamiast na przyjemności, odkładałem i wpłacałem na giełdę. Kupowałem akcje, później kryptowaluty, trochę złota. Trafiłem na dobry moment, dużo czytałem, uczyłem się strategii, śledziłem rynki i… pojawiły się zyski. To mnie wciągnęło.

Z czasem kwoty rosły. Dziś wygląda to tak, że ponad 60% moich zarobków regularnie idzie na inwestycje, a ja sam łapię się na tym, że oszczędzam na wielu rzeczach tylko po to, żeby „mieć więcej na giełdę”. Teoretycznie inwestowanie to nic złego — wręcz przeciwnie — ale w praktyce zaczynam się zastanawiać, czy u mnie nie poszło to za daleko.

Nie jest tak, że każę żonie jeść najtańszy salceson albo chodzić w używanych ubraniach. Nie żyjemy w skrajnej biedzie. Problem pojawia się gdzie indziej:
– kiedy trzeba kupić nową lodówkę,
– zrobić jakiś mini-remont,
– pojechać na droższe wakacje,
– albo gdy żona mówi, że chciałaby w końcu kupić dom, a nie mieszkać w ciasnym mieszkaniu.

Wtedy zaczynam marudzić, liczyć, odkładać, odkładać „na później”. I tak w kółko: tego nie, tamtego nie, może za rok, może jeszcze poczekajmy. Efekt jest taki, że moja żona coraz bardziej się wkurza i coraz częściej nazywa mnie sknerą.

Próbuję jej tłumaczyć, że to wszystko robimy dla naszej wspólnej przyszłości. Mówię jej, że kupowałem złoto po około 5 tys. zł, Bitcoina poniżej 10 tys., niech spojrzy, ile to teraz kosztuje. Dla mnie to dowód, że miałem rację i że ta strategia działa.
Dla niej to kompletnie nie ma znaczenia. Odpowiada, że pieniądze są „na papierze”, a życie ucieka tu i teraz. Ostatnio powiedziała nawet, że chyba jestem chory i że to już nie jest normalne oszczędzanie, tylko jakieś uzależnienie.

Z jej perspektywy wygląda to też tak, że ja praktycznie wszystko przeliczam na potencjalny zysk albo stratę. Gdy coś kupujemy, w mojej głowie automatycznie pojawia się myśl: „a ile akcji mógłbym za to mieć?” albo „ile by to było Bitcoinów pięć lat temu?”. Nawet jeśli tego nie mówię na głos, ona i tak to widzi — po minie, po westchnieniu, po tym, że chwilę dłużej stoję przy kasie albo zaczynam liczyć w głowie.

Czasami łapię się też na tym, że zamiast cieszyć się chwilą, sprawdzam notowania. Jesteśmy na wyjeździe, pijemy kawę, a ja zerknę „tylko na minutkę”, czy rynek nie poleciał w dół. Wieczorem, zamiast filmu czy rozmowy, odpalam wykresy, czytam analizy, porównuję strategie. Dla mnie to normalne, bo robię to od lat. Dla niej to wygląda tak, jakby giełda była ważniejsza niż wszystko inne.

Do tego dochodzi moja niechęć do wydawania „większych” pieniędzy. Nawet jeśli mamy odłożone środki, nawet jeśli realnie nas na coś stać, ja i tak wolę trzymać kapitał w inwestycjach, bo „pracuje”, bo „szkoda go zamrażać”, bo „rynek właśnie daje okazje”. Dom? Może jeszcze poczekajmy. Remont? Jeszcze rok. Wakacje? Może taniej, może poza sezonem, może krócej.

Żona mówi, że mam obsesję kontroli. Że wszystko musi mieć sens finansowy, stopę zwrotu i uzasadnienie, a spontaniczne decyzje wywołują u mnie fizyczny dyskomfort. I chyba coś w tym jest, bo gdy słyszę o nieplanowanym wydatku, automatycznie czuję napięcie, jakby ktoś chciał mi wyrwać pieniądze z portfela — mimo że to są nasze wspólne pieniądze.

Ona z kolei coraz częściej powtarza, że nie chce żyć „w przyszłości”, tylko teraz. Że ma wrażenie, iż odkładamy życie na moment, w którym w końcu uznam, że „już wystarczy”. Tylko że ja sam nie potrafię jasno powiedzieć, kiedy ten moment miałby nastąpić.

I tak funkcjonujemy: ja z głową w wykresach i tabelkach, ona z poczuciem, że pieniądze zaczynają rządzić naszym życiem bardziej, niż powinny.

Podział majątku będzie wyzwaniem dla sądu rozwodowego. Kobieta, gdy bardzo pragnie dzieci to będzie je mieć, niekoniecznie z tobą. Ma prawo tego oczekiwać, bo chyba tak żeście się umawiali ?
No i ta krwawica, którą ciułałeś wyrzekając się wielu rzeczy i ona również, pójdzie na pół ? No chyba, że nie ujawnisz całego majątku.

23

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Taniej wyjdzie zainwestować trochę w żonę i związek, niż stracić 50% majątku przy rozwodzie.

24

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Tylko ciekawe dlaczego napisałeś na Forum, jak niczego nie oczekujesz i niczego nie chcesz zmienić?
Wygląda, że jedynie jakbyś stracił co najmniej połowę tej swojej fortuny to może by się ocknął i doszedł do wniosku, że pieniądze są ważne ale nie najważniejsze.
Nie masz żadnego argumentu na swoje zachowanie, chore w tej chwili.

25

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Uzależnienie od adrenaliny i hazardu - Autorze, to się leczy. Stanowisz tak naprawdę zagrożenie, nie tylko zresztą dla siebie..

26

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Istotka6 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
Istotka6 napisał/a:

Powiem Ci tak... Przejawiasz objawy uzależnienia. Piszesz że chcesz dożyć do emerytury i godnie żyć? Wiesz, że możesz nie dożyć? Dlaczego? Ano uzależnienie ma mocny wpływ na życie, na związek, rodzinę, możesz to wszystko stracić, wiesz? Dojdzie stres, bo giełda jest cholernie stresująca. I zaraz mamy zawał. Ew sięgniesz jeszcze po coś pobudzającego, a to jeszcze przyspieszy.
Chcesz tego?

Zwolnij. Wyspij się. Oddychaj


Nie sięgnę po nic pobudzającego. Mój portfel jest tez zdywersyfikowany, naprawdę jest mała szansa że jakoś on dużo straci, a przez te lata naprawdę było wiele takich okazji. Jak są jakieś przeceny na rynku, to ja to traktuje nie jako pęknięcie bańki i depresje, że straciłem, tylko ja takie okresy traktuje jako okazje, tak jak nie wiem jak ty byś zobaczyła markową sukienkę przecenioną o 50-60% ?

A to akurat moje dawne uzależnienie nad którym chyba zwyciężyłam big_smile



No dobrze,  przyznajesz że masz problem czy nie?

Zastanów się

...


Jak nie,to nie traćmy czasu na pierdu pierdu.
Jeśli tak, co zamierzasz z tym zrobic?


Jakiś tam problem mam, aczkolwiek nie przestanę od tak o interesować się giełdą czy inwestycjami.

27 Ostatnio edytowany przez Smerf1 (2026-01-18 11:06:15)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Muqin napisał/a:

Ewidentnie, Istotka, kierunek - uzależnienie. W kierunku ogólniejszym - od adrenaliny.
Maraton, powiadasz Smerfie? Czyli stały dopływ adrenaliny. I weź mi nie bajaj o zdyfersyfikowanym portfelu.
Owszem, nieruchomość, którą użytkujesz, też jest inwestycją. Dobra, przyszłościowa działka leżąca odłogiem też nią jest, ale nie daje codziennej adrenaliny, bo sobie cicho leży i jedyne co robi, to wartości nabiera.


Kiecka markowa przeceniona o 60% - jestem doskonale odporna na takie okazje. smile kupię jeśli mi się spodoba i jeśli i tak planowałam kieckę kupić.


Wiesz z nieruchomością jest tak, że ten rynek uważam trochę za przegrzany, wątpię żeby one jeszcze bardziej zyskiwały, kiedy one są i tak w kij drogie. Druga sprawa to taka, że nieruchomość będzie pewnie też żony. Więc tego nie traktowałbym jako inwestycji zarobkowej, nawet jeżeli ta nieruchomość zyska w co wątpię.

28

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
AdamJeden napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Nie będę owijał w bawełnę – przyznaję się bez bicia: jestem mężem-sknerą. A przynajmniej tak twierdzi moja żona i… po części niestety ma rację.

Problem polega na tym, że od ponad 10 lat jestem mocno związany z inwestowaniem. Zaczęło się jeszcze zanim skończyłem 20 lat. Pierwsze własne pieniądze – jakieś 50–100 zł miesięcznie – zamiast na przyjemności, odkładałem i wpłacałem na giełdę. Kupowałem akcje, później kryptowaluty, trochę złota. Trafiłem na dobry moment, dużo czytałem, uczyłem się strategii, śledziłem rynki i… pojawiły się zyski. To mnie wciągnęło.

Z czasem kwoty rosły. Dziś wygląda to tak, że ponad 60% moich zarobków regularnie idzie na inwestycje, a ja sam łapię się na tym, że oszczędzam na wielu rzeczach tylko po to, żeby „mieć więcej na giełdę”. Teoretycznie inwestowanie to nic złego — wręcz przeciwnie — ale w praktyce zaczynam się zastanawiać, czy u mnie nie poszło to za daleko.

Nie jest tak, że każę żonie jeść najtańszy salceson albo chodzić w używanych ubraniach. Nie żyjemy w skrajnej biedzie. Problem pojawia się gdzie indziej:
– kiedy trzeba kupić nową lodówkę,
– zrobić jakiś mini-remont,
– pojechać na droższe wakacje,
– albo gdy żona mówi, że chciałaby w końcu kupić dom, a nie mieszkać w ciasnym mieszkaniu.

Wtedy zaczynam marudzić, liczyć, odkładać, odkładać „na później”. I tak w kółko: tego nie, tamtego nie, może za rok, może jeszcze poczekajmy. Efekt jest taki, że moja żona coraz bardziej się wkurza i coraz częściej nazywa mnie sknerą.

Próbuję jej tłumaczyć, że to wszystko robimy dla naszej wspólnej przyszłości. Mówię jej, że kupowałem złoto po około 5 tys. zł, Bitcoina poniżej 10 tys., niech spojrzy, ile to teraz kosztuje. Dla mnie to dowód, że miałem rację i że ta strategia działa.
Dla niej to kompletnie nie ma znaczenia. Odpowiada, że pieniądze są „na papierze”, a życie ucieka tu i teraz. Ostatnio powiedziała nawet, że chyba jestem chory i że to już nie jest normalne oszczędzanie, tylko jakieś uzależnienie.

Z jej perspektywy wygląda to też tak, że ja praktycznie wszystko przeliczam na potencjalny zysk albo stratę. Gdy coś kupujemy, w mojej głowie automatycznie pojawia się myśl: „a ile akcji mógłbym za to mieć?” albo „ile by to było Bitcoinów pięć lat temu?”. Nawet jeśli tego nie mówię na głos, ona i tak to widzi — po minie, po westchnieniu, po tym, że chwilę dłużej stoję przy kasie albo zaczynam liczyć w głowie.

Czasami łapię się też na tym, że zamiast cieszyć się chwilą, sprawdzam notowania. Jesteśmy na wyjeździe, pijemy kawę, a ja zerknę „tylko na minutkę”, czy rynek nie poleciał w dół. Wieczorem, zamiast filmu czy rozmowy, odpalam wykresy, czytam analizy, porównuję strategie. Dla mnie to normalne, bo robię to od lat. Dla niej to wygląda tak, jakby giełda była ważniejsza niż wszystko inne.

Do tego dochodzi moja niechęć do wydawania „większych” pieniędzy. Nawet jeśli mamy odłożone środki, nawet jeśli realnie nas na coś stać, ja i tak wolę trzymać kapitał w inwestycjach, bo „pracuje”, bo „szkoda go zamrażać”, bo „rynek właśnie daje okazje”. Dom? Może jeszcze poczekajmy. Remont? Jeszcze rok. Wakacje? Może taniej, może poza sezonem, może krócej.

Żona mówi, że mam obsesję kontroli. Że wszystko musi mieć sens finansowy, stopę zwrotu i uzasadnienie, a spontaniczne decyzje wywołują u mnie fizyczny dyskomfort. I chyba coś w tym jest, bo gdy słyszę o nieplanowanym wydatku, automatycznie czuję napięcie, jakby ktoś chciał mi wyrwać pieniądze z portfela — mimo że to są nasze wspólne pieniądze.

Ona z kolei coraz częściej powtarza, że nie chce żyć „w przyszłości”, tylko teraz. Że ma wrażenie, iż odkładamy życie na moment, w którym w końcu uznam, że „już wystarczy”. Tylko że ja sam nie potrafię jasno powiedzieć, kiedy ten moment miałby nastąpić.

I tak funkcjonujemy: ja z głową w wykresach i tabelkach, ona z poczuciem, że pieniądze zaczynają rządzić naszym życiem bardziej, niż powinny.

Podział majątku będzie wyzwaniem dla sądu rozwodowego. Kobieta, gdy bardzo pragnie dzieci to będzie je mieć, niekoniecznie z tobą. Ma prawo tego oczekiwać, bo chyba tak żeście się umawiali ?
No i ta krwawica, którą ciułałeś wyrzekając się wielu rzeczy i ona również, pójdzie na pół ? No chyba, że nie ujawnisz całego majątku.


Gdzieś tam umawialiśmy się na dwójkę dzieci, ale osobiście nie czuję się kompletnie w roli ojca. Może warto poczekać, zwłaszcza że dzieci to bardzo duża odpowiedzialność.

29

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
wieka napisał/a:

Tylko ciekawe dlaczego napisałeś na Forum, jak niczego nie oczekujesz i niczego nie chcesz zmienić?
Wygląda, że jedynie jakbyś stracił co najmniej połowę tej swojej fortuny to może by się ocknął i doszedł do wniosku, że pieniądze są ważne ale nie najważniejsze.
Nie masz żadnego argumentu na swoje zachowanie, chore w tej chwili.


Chce inwestować żeby mieć więcej, żeby zabezpieczyć przyszłość. Naprawdę nie uśmiecha mi się wizja pracowania do 70-tki i otrzymywania 2tys zł emerytury z ZUSu z czego połowa pójdzie na leki i rachunki.

30

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
bagienni_k napisał/a:

Uzależnienie od adrenaliny i hazardu - Autorze, to się leczy. Stanowisz tak naprawdę zagrożenie, nie tylko zresztą dla siebie..


Jakie w zasadzie zagrozenie ?

31

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Farmer napisał/a:

Taniej wyjdzie zainwestować trochę w żonę i związek, niż stracić 50% majątku przy rozwodzie.

Tylko dlaczego niby ktokolwiek miałby nam dać rozwód ? Ja żony nie bije, nie zdradzam jej z nikim, nie stosuje żadnej przemocy.

32

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
Farmer napisał/a:

Taniej wyjdzie zainwestować trochę w żonę i związek, niż stracić 50% majątku przy rozwodzie.

Tylko dlaczego niby ktokolwiek miałby nam dać rozwód ? Ja żony nie bije, nie zdradzam jej z nikim, nie stosuje żadnej przemocy.

Papuga znalazłby przemoc ekonomiczną.

33

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
AdamJeden napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
Farmer napisał/a:

Taniej wyjdzie zainwestować trochę w żonę i związek, niż stracić 50% majątku przy rozwodzie.

Tylko dlaczego niby ktokolwiek miałby nam dać rozwód ? Ja żony nie bije, nie zdradzam jej z nikim, nie stosuje żadnej przemocy.

Papuga znalazłby przemoc ekonomiczną.

Tylko, że to jest taki troche argument na siłę, bo przecież kupuje co chce, nie mówię jej że np w tym miesiącu może wydać maks 1tys zł, nic takiego nie ma.

34

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
AdamJeden napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Tylko dlaczego niby ktokolwiek miałby nam dać rozwód ? Ja żony nie bije, nie zdradzam jej z nikim, nie stosuje żadnej przemocy.

Papuga znalazłby przemoc ekonomiczną.

Tylko, że to jest taki troche argument na siłę, bo przecież kupuje co chce, nie mówię jej że np w tym miesiącu może wydać maks 1tys zł, nic takiego nie ma.

Mnie wszystko jedno. Hipotetycznie:
Wysoki Sąd na rozprawie, gdzie żona miałaby kilku świadków potwierdzających jej zarzuty, musiałbyś przekonywać. Bo gdyby chciała rozwodu, to wierz mi, przygotowałaby się do tego bardzo solidnie.

35 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-01-18 11:57:13)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
Farmer napisał/a:

Taniej wyjdzie zainwestować trochę w żonę i związek, niż stracić 50% majątku przy rozwodzie.

Tylko dlaczego niby ktokolwiek miałby nam dać rozwód ? Ja żony nie bije, nie zdradzam jej z nikim, nie stosuje żadnej przemocy.

Nie chodzi o przemoc czy jakieś paragrafy. W końcu odejdzie bo jej potrzeby masz w poważaniu. Nie da sie przy Tobie zbudować rodziny a tego bedzie chciała.

Zostać z kims bo na starość chodząc o lasce bedziemy zwiedzać świat?

36

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Bert44 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
Farmer napisał/a:

Taniej wyjdzie zainwestować trochę w żonę i związek, niż stracić 50% majątku przy rozwodzie.

Tylko dlaczego niby ktokolwiek miałby nam dać rozwód ? Ja żony nie bije, nie zdradzam jej z nikim, nie stosuje żadnej przemocy.

Nie chodzi o przemoc czy jakieś paragrafy. W końcu odejdzie bo jej potrzeby masz w poważaniu. Nie da sie przy Tobie zbudować rodziny a tego bedzie chciała.

Zostać z kims bo na starość chodząc o lasce bedziemy zwiedzać świat?

Tylko ja się teraz zastanawiam gdzie ja mam w poważaniu potrzeby żony ? Z samego faktu że jesteśmy małżeństwem oznacza że rodzinę już tworzymy.

37

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Tylko dlaczego niby ktokolwiek miałby nam dać rozwód ? Ja żony nie bije, nie zdradzam jej z nikim, nie stosuje żadnej przemocy.

Nie chodzi o przemoc czy jakieś paragrafy. W końcu odejdzie bo jej potrzeby masz w poważaniu. Nie da sie przy Tobie zbudować rodziny a tego bedzie chciała.

Zostać z kims bo na starość chodząc o lasce bedziemy zwiedzać świat?

Tylko ja się teraz zastanawiam gdzie ja mam w poważaniu potrzeby żony ? Z samego faktu że jesteśmy małżeństwem oznacza że rodzinę już tworzymy.

No pomyśl gdzie. Albo najlepiej ja zapytaj

38

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Bert44 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Nie chodzi o przemoc czy jakieś paragrafy. W końcu odejdzie bo jej potrzeby masz w poważaniu. Nie da sie przy Tobie zbudować rodziny a tego bedzie chciała.

Zostać z kims bo na starość chodząc o lasce bedziemy zwiedzać świat?

Tylko ja się teraz zastanawiam gdzie ja mam w poważaniu potrzeby żony ? Z samego faktu że jesteśmy małżeństwem oznacza że rodzinę już tworzymy.

No pomyśl gdzie. Albo najlepiej ja zapytaj

Ona obecnie największą dramę robi mi o dom. Chce mieszkać w dużym domie, gdzie są te minimum 3 pokoje.

39 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-01-18 12:48:13)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Tylko ja się teraz zastanawiam gdzie ja mam w poważaniu potrzeby żony ? Z samego faktu że jesteśmy małżeństwem oznacza że rodzinę już tworzymy.

No pomyśl gdzie. Albo najlepiej ja zapytaj

Ona obecnie największą dramę robi mi o dom. Chce mieszkać w dużym domie, gdzie są te minimum 3 pokoje.

Ona chce żyć teraz Ty odkładasz zycie na kiedyś. Nie ze jakies podejscie jest lepsze czy gorsze. Po prostu wykluczają sie nawzajem.

PS. Dom 100m2 z 3 pokojami nie nazwałbym dużym domem

40

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Bert44 napisał/a:

PS. Dom 100m2 z 3 pokojami nie nazwałbym dużym domem

Jak na dom to malutko w chuj. Przecież do tego trzeba jakiś garaż + miejsce na składowanie narzędzi i podstawowych rzeczy typu piasek/sól drogowa na podjazd, jakieś graty ogrodnicze itp.


Mając 90 metrów w bloku nie powiedziałbym, że to dużo. Zwłaszcza jak chce się żyć wygodnie i mieć miejsce do jakiegoś poćwiczenia, fajny zakątek z roślinami, żeby mieć gdzie książkę poczytać, gabinet do pracy i składowania papierzysków służbowych, nie mówiąc już o kuchni. Zmywarka, air fryer, robot kuchenny, ekspres do kawy, jakaś gofrownica. No na suficie się tego wszystkiego nie postawi, trzeba mieć więcej tego blatu niż deska do krojenia. A ja nawet nie mam dzieci.

Nawet jak sobie weźmiemy opracowania wszelkiej maści to podaje się przynajmniej 13-15m2 na osobę dla zachowania zdrowia psychicznego. I to nie wlicza się w to przecież przestrzeni typu kuchnia, łazienka, przedpokój itp. Taki metraż funkcjonalny to 30-45 m2 na osobę (i ten się też podaje jako minimalny do długotrwałego zamieszkiwania bez szkody dla psychiki), a wygodny zaczyna się dopiero przy 40-50m2 na osobę. I wciąż - bez powierzchni typu kuchnia/łazienka/przedpokój/balkon itp.

41 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-01-18 13:06:51)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:

Ona obecnie największą dramę robi mi o dom. Chce mieszkać w dużym domu, gdzie są te minimum 3 pokoje.

Ale Ty jej zabraniasz kupic ten dom czy o co chodzi?
Jesli zarobila na taki dom, ktory chce to powinienes jej pozwolic aby wydala na niego ciezko zapracowane przez siebie pieniadze.

Sytuacja bylaby trudniejsza gdyby ona mogla i chciala zaplacic z zarobionych przez siebie pieniedzy tylko polowe ceny i wymusic na Tobie abys dolozyl drugie 50%.

Natomiast na pewno nie chodzi Tobie o kompletnie absurdalna sytuacje, w ktorej ona chcialaby abys Ty wykorzystal zyski z tego "uzaleznienia" - za ktore ona Ciebie krytykuje - a dzieki, ktoremu Ciebie - w przeciwienstwie do niej - stac na taki dom... i zmniejszyl swoj potencjal do zarabiania pieniedzy tylko dlatego, ze ONA CHCE. To byloby tak glupie, ze na pewno nie o tym jest ta sytuacja.

42

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
JohnyBravo777 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Ona obecnie największą dramę robi mi o dom. Chce mieszkać w dużym domu, gdzie są te minimum 3 pokoje.

Ale Ty jej zabraniasz kupic ten dom czy o co chodzi?
Jesli zarobila na taki dom, ktory chce to powinienes jej pozwolic aby wydala na niego ciezko zapracowane przez siebie pieniadze.

Sytuacja bylaby trudniejsza gdyby ona mogla i chciala zaplacic z zarobionych przez siebie pieniedzy tylko polowe ceny i wymusic na Tobie abys dolozyl drugie 50%.

Natomiast na pewno nie chodzi Tobie o kompletnie absurdalna sytuacje, w ktorej ona chcialaby abys Ty wykorzystal zyski z tego "uzaleznienia" - za ktore ona Ciebie krytykuje - a dzieki, ktoremu Ciebie - w przeciwienstwie do niej - stac na taki dom... i zmniejszyl swoj potencjal do zarabiania pieniedzy tylko dlatego, ze ONA CHCE. To byloby tak glupie, ze na pewno nie o tym jest ta sytuacja.

Małżeństwo sp. z o.o. Walne mamy w poniedziałki smile

Musza sie jakos dogadywać. Np. chcą/nie chca dzieci. Wszystko da sie zrobic ale 2 dzieci i rodzice na 30m2 to ciasno

43

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Bert44 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
Bert44 napisał/a:

No pomyśl gdzie. Albo najlepiej ja zapytaj

Ona obecnie największą dramę robi mi o dom. Chce mieszkać w dużym domie, gdzie są te minimum 3 pokoje.

Ona chce żyć teraz Ty odkładasz zycie na kiedyś. Nie ze jakies podejscie jest lepsze czy gorsze. Po prostu wykluczają sie nawzajem.

PS. Dom 100m2 z 3 pokojami nie nazwałbym dużym domem

100m2 to jest takie minimum.

44

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Jack Sparrow napisał/a:
Bert44 napisał/a:

PS. Dom 100m2 z 3 pokojami nie nazwałbym dużym domem

Jak na dom to malutko w chuj. Przecież do tego trzeba jakiś garaż + miejsce na składowanie narzędzi i podstawowych rzeczy typu piasek/sól drogowa na podjazd, jakieś graty ogrodnicze itp.


Mając 90 metrów w bloku nie powiedziałbym, że to dużo. Zwłaszcza jak chce się żyć wygodnie i mieć miejsce do jakiegoś poćwiczenia, fajny zakątek z roślinami, żeby mieć gdzie książkę poczytać, gabinet do pracy i składowania papierzysków służbowych, nie mówiąc już o kuchni. Zmywarka, air fryer, robot kuchenny, ekspres do kawy, jakaś gofrownica. No na suficie się tego wszystkiego nie postawi, trzeba mieć więcej tego blatu niż deska do krojenia. A ja nawet nie mam dzieci.

Nawet jak sobie weźmiemy opracowania wszelkiej maści to podaje się przynajmniej 13-15m2 na osobę dla zachowania zdrowia psychicznego. I to nie wlicza się w to przecież przestrzeni typu kuchnia, łazienka, przedpokój itp. Taki metraż funkcjonalny to 30-45 m2 na osobę (i ten się też podaje jako minimalny do długotrwałego zamieszkiwania bez szkody dla psychiki), a wygodny zaczyna się dopiero przy 40-50m2 na osobę. I wciąż - bez powierzchni typu kuchnia/łazienka/przedpokój/balkon itp.

O matko. W Warszawie mieszka około 2mln osób, obstawiam że 90% marzy o takich liczbach metrażu mieszkania o których ty piszesz.

45 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-01-18 13:30:32)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
Muqin napisał/a:

Ewidentnie, Istotka, kierunek - uzależnienie. W kierunku ogólniejszym - od adrenaliny.
Maraton, powiadasz Smerfie? Czyli stały dopływ adrenaliny. I weź mi nie bajaj o zdyfersyfikowanym portfelu.
Owszem, nieruchomość, którą użytkujesz, też jest inwestycją. Dobra, przyszłościowa działka leżąca odłogiem też nią jest, ale nie daje codziennej adrenaliny, bo sobie cicho leży i jedyne co robi, to wartości nabiera.


Kiecka markowa przeceniona o 60% - jestem doskonale odporna na takie okazje. smile kupię jeśli mi się spodoba i jeśli i tak planowałam kieckę kupić.


Wiesz z nieruchomością jest tak, że ten rynek uważam trochę za przegrzany, wątpię żeby one jeszcze bardziej zyskiwały, kiedy one są i tak w kij drogie. Druga sprawa to taka, że nieruchomość będzie pewnie też żony. Więc tego nie traktowałbym jako inwestycji zarobkowej, nawet jeżeli ta nieruchomość zyska w co wątpię.

Tak jak do kupionej nieruchomości, tak jak i do tych pieniędzy zarobionych po ślubie, należy żona, więc nie ma różnicy.
Możesz też załatwić rozdzielność majątkową.

46

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
JohnyBravo777 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Ona obecnie największą dramę robi mi o dom. Chce mieszkać w dużym domu, gdzie są te minimum 3 pokoje.

Ale Ty jej zabraniasz kupic ten dom czy o co chodzi?
Jesli zarobila na taki dom, ktory chce to powinienes jej pozwolic aby wydala na niego ciezko zapracowane przez siebie pieniadze.

Sytuacja bylaby trudniejsza gdyby ona mogla i chciala zaplacic z zarobionych przez siebie pieniedzy tylko polowe ceny i wymusic na Tobie abys dolozyl drugie 50%.

Natomiast na pewno nie chodzi Tobie o kompletnie absurdalna sytuacje, w ktorej ona chcialaby abys Ty wykorzystal zyski z tego "uzaleznienia" - za ktore ona Ciebie krytykuje - a dzieki, ktoremu Ciebie - w przeciwienstwie do niej - stac na taki dom... i zmniejszyl swoj potencjal do zarabiania pieniedzy tylko dlatego, ze ONA CHCE. To byloby tak glupie, ze na pewno nie o tym jest ta sytuacja.

Jeśli ma pieniądze to ja osobiście nie zabraniam jej domu kupować, problem polega na tym że ona tyle kasy nie ma.

47

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
AdamJeden napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Nie będę owijał w bawełnę – przyznaję się bez bicia: jestem mężem-sknerą. A przynajmniej tak twierdzi moja żona i… po części niestety ma rację.

Problem polega na tym, że od ponad 10 lat jestem mocno związany z inwestowaniem. Zaczęło się jeszcze zanim skończyłem 20 lat. Pierwsze własne pieniądze – jakieś 50–100 zł miesięcznie – zamiast na przyjemności, odkładałem i wpłacałem na giełdę. Kupowałem akcje, później kryptowaluty, trochę złota. Trafiłem na dobry moment, dużo czytałem, uczyłem się strategii, śledziłem rynki i… pojawiły się zyski. To mnie wciągnęło.

Z czasem kwoty rosły. Dziś wygląda to tak, że ponad 60% moich zarobków regularnie idzie na inwestycje, a ja sam łapię się na tym, że oszczędzam na wielu rzeczach tylko po to, żeby „mieć więcej na giełdę”. Teoretycznie inwestowanie to nic złego — wręcz przeciwnie — ale w praktyce zaczynam się zastanawiać, czy u mnie nie poszło to za daleko.

Nie jest tak, że każę żonie jeść najtańszy salceson albo chodzić w używanych ubraniach. Nie żyjemy w skrajnej biedzie. Problem pojawia się gdzie indziej:
– kiedy trzeba kupić nową lodówkę,
– zrobić jakiś mini-remont,
– pojechać na droższe wakacje,
– albo gdy żona mówi, że chciałaby w końcu kupić dom, a nie mieszkać w ciasnym mieszkaniu.

Wtedy zaczynam marudzić, liczyć, odkładać, odkładać „na później”. I tak w kółko: tego nie, tamtego nie, może za rok, może jeszcze poczekajmy. Efekt jest taki, że moja żona coraz bardziej się wkurza i coraz częściej nazywa mnie sknerą.

Próbuję jej tłumaczyć, że to wszystko robimy dla naszej wspólnej przyszłości. Mówię jej, że kupowałem złoto po około 5 tys. zł, Bitcoina poniżej 10 tys., niech spojrzy, ile to teraz kosztuje. Dla mnie to dowód, że miałem rację i że ta strategia działa.
Dla niej to kompletnie nie ma znaczenia. Odpowiada, że pieniądze są „na papierze”, a życie ucieka tu i teraz. Ostatnio powiedziała nawet, że chyba jestem chory i że to już nie jest normalne oszczędzanie, tylko jakieś uzależnienie.

Z jej perspektywy wygląda to też tak, że ja praktycznie wszystko przeliczam na potencjalny zysk albo stratę. Gdy coś kupujemy, w mojej głowie automatycznie pojawia się myśl: „a ile akcji mógłbym za to mieć?” albo „ile by to było Bitcoinów pięć lat temu?”. Nawet jeśli tego nie mówię na głos, ona i tak to widzi — po minie, po westchnieniu, po tym, że chwilę dłużej stoję przy kasie albo zaczynam liczyć w głowie.

Czasami łapię się też na tym, że zamiast cieszyć się chwilą, sprawdzam notowania. Jesteśmy na wyjeździe, pijemy kawę, a ja zerknę „tylko na minutkę”, czy rynek nie poleciał w dół. Wieczorem, zamiast filmu czy rozmowy, odpalam wykresy, czytam analizy, porównuję strategie. Dla mnie to normalne, bo robię to od lat. Dla niej to wygląda tak, jakby giełda była ważniejsza niż wszystko inne.

Do tego dochodzi moja niechęć do wydawania „większych” pieniędzy. Nawet jeśli mamy odłożone środki, nawet jeśli realnie nas na coś stać, ja i tak wolę trzymać kapitał w inwestycjach, bo „pracuje”, bo „szkoda go zamrażać”, bo „rynek właśnie daje okazje”. Dom? Może jeszcze poczekajmy. Remont? Jeszcze rok. Wakacje? Może taniej, może poza sezonem, może krócej.

Żona mówi, że mam obsesję kontroli. Że wszystko musi mieć sens finansowy, stopę zwrotu i uzasadnienie, a spontaniczne decyzje wywołują u mnie fizyczny dyskomfort. I chyba coś w tym jest, bo gdy słyszę o nieplanowanym wydatku, automatycznie czuję napięcie, jakby ktoś chciał mi wyrwać pieniądze z portfela — mimo że to są nasze wspólne pieniądze.

Ona z kolei coraz częściej powtarza, że nie chce żyć „w przyszłości”, tylko teraz. Że ma wrażenie, iż odkładamy życie na moment, w którym w końcu uznam, że „już wystarczy”. Tylko że ja sam nie potrafię jasno powiedzieć, kiedy ten moment miałby nastąpić.

I tak funkcjonujemy: ja z głową w wykresach i tabelkach, ona z poczuciem, że pieniądze zaczynają rządzić naszym życiem bardziej, niż powinny.

Podział majątku będzie wyzwaniem dla sądu rozwodowego. Kobieta, gdy bardzo pragnie dzieci to będzie je mieć, niekoniecznie z tobą. Ma prawo tego oczekiwać, bo chyba tak żeście się umawiali ?
No i ta krwawica, którą ciułałeś wyrzekając się wielu rzeczy i ona również, pójdzie na pół ? No chyba, że nie ujawnisz całego majątku.


Gdzieś tam umawialiśmy się na dwójkę dzieci, ale osobiście nie czuję się kompletnie w roli ojca. Może warto poczekać, zwłaszcza że dzieci to bardzo duża odpowiedzialność.

I koszt big_smile

48 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-01-18 13:49:16)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:

Jeśli ma pieniądze to ja osobiście nie zabraniam jej domu kupować, problem polega na tym że ona tyle kasy nie ma.

Jest takie powiedzenie, ze jak sie nie ma tego co sie chce to trzeba sie cieszyc z tego co sie ma.
Inaczej konczy sie z nerwica.

49

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
wieka napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
Muqin napisał/a:

Ewidentnie, Istotka, kierunek - uzależnienie. W kierunku ogólniejszym - od adrenaliny.
Maraton, powiadasz Smerfie? Czyli stały dopływ adrenaliny. I weź mi nie bajaj o zdyfersyfikowanym portfelu.
Owszem, nieruchomość, którą użytkujesz, też jest inwestycją. Dobra, przyszłościowa działka leżąca odłogiem też nią jest, ale nie daje codziennej adrenaliny, bo sobie cicho leży i jedyne co robi, to wartości nabiera.


Kiecka markowa przeceniona o 60% - jestem doskonale odporna na takie okazje. smile kupię jeśli mi się spodoba i jeśli i tak planowałam kieckę kupić.


Wiesz z nieruchomością jest tak, że ten rynek uważam trochę za przegrzany, wątpię żeby one jeszcze bardziej zyskiwały, kiedy one są i tak w kij drogie. Druga sprawa to taka, że nieruchomość będzie pewnie też żony. Więc tego nie traktowałbym jako inwestycji zarobkowej, nawet jeżeli ta nieruchomość zyska w co wątpię.

Tak jak do kupionej nieruchomości, tak jak i do tych pieniędzy zarobionych po ślubie, należy żona, więc nie ma różnicy.
Możesz też załatwić rozdzielność majątkową.

Teoretyczne masz w 100% rację, w praktyce u mnie mechanizm jest następujący, chodzę do pracy, zarabiam pieniądz, czyli jak inwestuje na giełdzie to czuję że inwestuje swoje pieniądze. Ja też np żonie nie zaglądam do konta czy do każdego wydatku na koncie.

50

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
wieka napisał/a:
Smerf1 napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

Podział majątku będzie wyzwaniem dla sądu rozwodowego. Kobieta, gdy bardzo pragnie dzieci to będzie je mieć, niekoniecznie z tobą. Ma prawo tego oczekiwać, bo chyba tak żeście się umawiali ?
No i ta krwawica, którą ciułałeś wyrzekając się wielu rzeczy i ona również, pójdzie na pół ? No chyba, że nie ujawnisz całego majątku.


Gdzieś tam umawialiśmy się na dwójkę dzieci, ale osobiście nie czuję się kompletnie w roli ojca. Może warto poczekać, zwłaszcza że dzieci to bardzo duża odpowiedzialność.

I koszt big_smile

No koszt przede wszystkim, wiadomo że dla dzieci chcemy jak najlepiej, a jak chcemy jak najlepiej to nie da się mało wydac.

51 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-01-18 13:53:11)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Powiedz jej, ze kupisz ten dom jesli podpisze intercyze, do tego czasu nie realizuj zyskow z inwestycji a jak podpisze to zamiast kupowac dom wez sie rozwiedz (jako powod podaj niezgodnosc charakterow) i poszukaj mniej roszczeniowej, ktora jest mniej napalona na tu i teraz lub sama sobie te tu i teraz finansuje.

Jak kupisz dom w przyszlosci ze swoja przyszla partnerka to wyslij tej obecnej zdjecie domu z podpisem "kupilem" - aby nie bylo, ze sie nie wywiazales z obietnicy.

52

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:

O matko. W Warszawie mieszka około 2mln osób, obstawiam że 90% marzy o takich liczbach metrażu mieszkania o których ty piszesz.

Jebie mnie o czym ludzie marzą. Kupiliśmy z żoną to czego potrzebowaliśmy i na co było nas stać. Dlatego do tego dolicz jeszcze garaż w bloku, piwnicę i oprócz tego mam działeczkę ROD. Dlaczego? Bo NAS STAĆ. I dzięki temu nie wchodzimy sobie ciągle w paradę.

Jeśli ciebie stać - to nie oszczędzaj. Pamiętaj - skąpy dwa razy traci. Zbyt mała przestrzeń generuje konflikty i problemy. W życiu potrzebna jest przestrzeń. I ta dosłowna i ta metaforyczna.

Musisz odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

- czy masz przestrzeń na dzieci?
- czy masz przestrzeń na dalszy rozwój siebie (i to samo tyczy twojej żony) i swoich potrzeb?
- co będzie za 10 czy 20 lat jeśli gdzieś po drodze zdrowie zaszwankuje? Czy masz jak zaadaptować przestrzeń jak przyjdzie wam się bujać na kulach przez pół roku?
- czy masz gdzie 'uciec' przez żoną jak się pokłócicie lub będziesz potrzebował chwili dla własnej dekompresji?



Smerf1 napisał/a:

Teoretyczne masz w 100% rację, w praktyce u mnie mechanizm jest następujący, chodzę do pracy, zarabiam pieniądz, czyli jak inwestuje na giełdzie to czuję że inwestuje swoje pieniądze. Ja też np żonie nie zaglądam do konta czy do każdego wydatku na koncie.


Jeśli nie masz rozdzielności majątkowej to nie ma moje-twoje. Jest wasze wspólne. Myślisz jak kawaler. Naucz się myśleć jak mąż.

53

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
JohnyBravo777 napisał/a:

Powiedz jej, ze kupisz ten dom jesli podpisze intercyze, do tego czasu nie realizuj zyskow z inwestycji a jak podpisze to zamiast kupowac dom wez sie rozwiedz (jako powod podaj niezgodnosc charakterow) i poszukaj mniej roszczeniowej, ktora jest mniej napalona na tu i teraz lub sama sobie te tu i teraz finansuje.

Jak kupisz dom w przyszlosci ze swoja przyszla partnerka to wyslij tej obecnej zdjecie domu z podpisem "kupilem" - aby nie bylo, ze sie nie wywiazales z obietnicy.


Jak ktoś chce żyć adekwatnie do zarobków to nie jest roszczeniowy. Jest po prostu realistą. Odkładanie na wieczne później, które nigdy nie następuje to jest skąpstwo.

54

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Jack Sparrow napisał/a:

Jak ktoś chce żyć adekwatnie do zarobków to nie jest roszczeniowy. Jest po prostu realistą.

Sprecyzuj kogo zarobkow - bo to dosc istotne w tej tezie smile

Jack Sparrow napisał/a:

Odkładanie na wieczne później, które nigdy nie następuje to jest skąpstwo.

Abys mial racje to trzeba by zalozyc, ze autor tego domu nigdy nie kupi.
A nie wiesz jak bedzie.

Smerf1 ile % twojego kapitalu inwestycyjnego pomniejszylby zakup tej nieruchomosci?

55 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-18 14:35:32)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
JohnyBravo777 napisał/a:

Sprecyzuj kogo zarobkow - bo to dosc istotne w tej tezie smile

Ich zarobków. Wspólnych. Jeśli nie ma intercyzy i rozdzielności majątkowej to zawsze jest to wspólne. Bez względu na to kto zarabia. Ewentualnie % udziałów w nieruchomości można ustalić notarialnie w czasie jej zakupu.




JohnyBravo777 napisał/a:

Smerf1 ile % twojego kapitalu inwestycyjnego pomniejszylby zakup tej nieruchomosci?


0%

Przy takiej skali nie kupujesz za własne. Kapitał sobie zostawiasz, aby na siebie dalej pracował. Bierzesz kredyt. Dzięki temu sam się spłaca. Nieruchomość to inwestycja.


PS. IMHO dzisiejsze przepisy są dość zabawne. Można zbudować 2x70m (lub nawet więcej) i je później połączyć i nie wymaga to zezwoleń wink

56 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-18 14:46:26)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Panie inwestor. Im dłużej zwlekasz z dzieckiem tym większe szanse na to że nie urodzi się naturalnie i że będzie zdrowie.
Zwlekając kilka lat z dzieckiem masz koszt invitro ok. 100k, albo wysokie ryzyko Downa, autyzmu lub poronienia. Kolejne lata to już o dziecku można zapomnieć  i zostaje adopcja.
Prywatyzacja edukacji. Teraz jest ostatni moment że w dużym mieście wyślesz dziecko do publicznej szkoły i nauczyciele ogarniają. Za 15 lat norma będzie amerykański standard- szkoła to przechowalnia dzieci, edukacja odbywa się prywatnie.
Już teraz do lekarza nie da się dostać, za 15 lat z grupą dziecka będziesz musiał jechać na prywate.
Żyjąc teraz jak biedak, za parenascie lat będziesz musiał zapłacić więcej za utrzymanie dzieci, więc słabo widzę te oszczędności .
No i kolejne ryzyko rozwód. Jak wkurzysz żonę to i tak majątek do podziału i alimenty. Sądu nie interesuje ile zarabiasz, a ile możesz zarabia. Chcesz FIRE na 50 urodziny? Zapomnij, sąd uzna że umiesz generować zyski więc je generuje i wysyłaj na alimenty żony.
Małżeństwo to nie gra o sumie zerowej. To sport zespołowy.
Plus amortyzacja emocjonalna. Nie wierzę że twoja żona jeśli tylko ciągle rachujesz, czyli de fakto jesteś nudziarzem, czerpie satysfakcję z rozmów z tobą, czasu z tobą, wspólnych wyjść. Policz sobie koszt sfrustrowanej żony która nie chce spędzać z tobą czasu, bo woli koleżanki i w domu jest jak w hotelu. Zaraz wjedzie ci depresja, terapie, bo jeśli teraz jest twoja przyjaciółką to długo nią nie pobędzie przy takim traktowaniu i przeniesie energię na relacje z ludźmi którzy coś od siebie dają. Bo nie wierzę że taki rachunkowość zabiera gdzieś żonę i jest atrakcyjny towarzysko.

57

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

No i kolejne ryzyko rozwód. Jak wkurzysz żonę to i tak majątek do podziału i alimenty. Sądu nie interesuje ile zarabiasz, a ile możesz zarabia. Chcesz FIRE na 50 urodziny? Zapomnij, sąd uzna że umiesz generować zyski więc je generuje i wysyłaj na alimenty żony.

U nas to nie działa jak w USA. Jest inna wykładnia wobec tego. Ale ogólnie racja.

58

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Mieszkanie 30m 5 lat po ślubie.... Tak. Brzmi wiarygodnie. Jeśli oboje pracujecie na śmieciarce na ćwierć etatu.

59

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Oczywiście, że w małżeństwie możesz rządzić swoimi pieniędzmi, ale de facto należą się 50/50, więc nie jest to teoria.
Małżeństwo powinno grać do wspólnej bramki, ale jak najbardziej to mieszkanie możesz kupić na siebie, a wcześniej podpisać rozdzielność majątkową.
Z tym, że żona też powinna mieć jakiś wkład w to mieszkanie, żeby mieszkała u siebie, a nie u ciebie, więc chociaż w części powinno być kupione na nią.
W małżeństwie nie trzeba się rozliczać co do złotówki. Każdy niech rządzi swoją działką, ale wydatki codzienne powinny być proporcjonalne do zarobków, a większe z portfela tego, który ma ich dużo więcej,
Jeśli będziecie mieli dzieci, to żona będzie się głównie nimi opiekowała, więc nie da się wszystkiego podzielić pół na pół.

Powinieneś usiąść i porozmawiać poważnie z żoną, o przyszłości, czy i kiedy planujesz większe mieszkanie lub dom kupić, kiedy planujesz mieć dzieci, jeśli te wasze oczekiwania będę się rozjeżdżały to nie ma sensu żebyście kontynuowali małżeństwo i marnowali sobie czas.

60

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
JohnyBravo777 napisał/a:
Smerf1 napisał/a:

Ona obecnie największą dramę robi mi o dom. Chce mieszkać w dużym domu, gdzie są te minimum 3 pokoje.

Ale Ty jej zabraniasz kupic ten dom czy o co chodzi?
Jesli zarobila na taki dom, ktory chce to powinienes jej pozwolic aby wydala na niego ciezko zapracowane przez siebie pieniadze.

Sytuacja bylaby trudniejsza gdyby ona mogla i chciala zaplacic z zarobionych przez siebie pieniedzy tylko polowe ceny i wymusic na Tobie abys dolozyl drugie 50%.

Natomiast na pewno nie chodzi Tobie o kompletnie absurdalna sytuacje, w ktorej ona chcialaby abys Ty wykorzystal zyski z tego "uzaleznienia" - za ktore ona Ciebie krytykuje - a dzieki, ktoremu Ciebie - w przeciwienstwie do niej - stac na taki dom... i zmniejszyl swoj potencjal do zarabiania pieniedzy tylko dlatego, ze ONA CHCE. To byloby tak glupie, ze na pewno nie o tym jest ta sytuacja.


Jonny Bravo!

Miało Cie nie być już na tym forum, pisałeś, że się "eskapujesz"
o tu:
https://www.netkobiety.pl/p4220891.html#p4220891

JohnyBravo777 napisał/a:

Ja sie escapuje z tego domu oblakanych i polecam innym mezczyznom zrobic to samo - juz wystarczajaco tutaj widzielismy - niech kobiety siedza w tym bagienku same i zobacza jak sie "poprawilo".
)

Ciekawe i znamienne, że odpaliłeś się akurat w tym konkretnym wątku big_smile

61

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Panie inwestor. Im dłużej zwlekasz z dzieckiem tym większe szanse na to że nie urodzi się naturalnie i że będzie zdrowie.
Zwlekając kilka lat z dzieckiem masz koszt invitro ok. 100k, albo wysokie ryzyko Downa, autyzmu lub poronienia. Kolejne lata to już o dziecku można zapomnieć  i zostaje adopcja.
Prywatyzacja edukacji. Teraz jest ostatni moment że w dużym mieście wyślesz dziecko do publicznej szkoły i nauczyciele ogarniają. Za 15 lat norma będzie amerykański standard- szkoła to przechowalnia dzieci, edukacja odbywa się prywatnie.
Już teraz do lekarza nie da się dostać, za 15 lat z grupą dziecka będziesz musiał jechać na prywate.
Żyjąc teraz jak biedak, za parenascie lat będziesz musiał zapłacić więcej za utrzymanie dzieci, więc słabo widzę te oszczędności .
No i kolejne ryzyko rozwód. Jak wkurzysz żonę to i tak majątek do podziału i alimenty. Sądu nie interesuje ile zarabiasz, a ile możesz zarabia. Chcesz FIRE na 50 urodziny? Zapomnij, sąd uzna że umiesz generować zyski więc je generuje i wysyłaj na alimenty żony.
Małżeństwo to nie gra o sumie zerowej. To sport zespołowy.
Plus amortyzacja emocjonalna. Nie wierzę że twoja żona jeśli tylko ciągle rachujesz, czyli de fakto jesteś nudziarzem, czerpie satysfakcję z rozmów z tobą, czasu z tobą, wspólnych wyjść. Policz sobie koszt sfrustrowanej żony która nie chce spędzać z tobą czasu, bo woli koleżanki i w domu jest jak w hotelu. Zaraz wjedzie ci depresja, terapie, bo jeśli teraz jest twoja przyjaciółką to długo nią nie pobędzie przy takim traktowaniu i przeniesie energię na relacje z ludźmi którzy coś od siebie dają. Bo nie wierzę że taki rachunkowość zabiera gdzieś żonę i jest atrakcyjny towarzysko.

Masz rację, że nie warto zostawać rodzicem zbyt późno, ale to nie jest jeszcze taki moment, że jesteśmy już na tyle starzy, że albo teraz się decydujemy, albo już nigdy nie będziemy mieli, uważam że mamy jeszcze trochę czasu na namysłu, teraz dużo kobiet zachodzi w ciąże po 40-stce.

Rozwód byłby dla mnie silną tragedią, aczkolwiek jaki jest taki racjonany powód do rozwodu ? Ja żony nie bije, nie zdradzam jej, nie znęcam się nad nią w żaden sposób. Co do alimentow to dzieci jeszcze nie mamy, także też nie ma mowy o alimentach.

62

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Mieszkanie 30m 5 lat po ślubie.... Tak. Brzmi wiarygodnie. Jeśli oboje pracujecie na śmieciarce na ćwierć etatu.


Dlaczego ? Ja pamiętam rok 2004/05 oczywiście byłem wtedy dzieckiem, ale doskonale pamiętam, że dużo Polaków wyjechało wtedy do UK na zmywak, chcieli się dorobić, ćżesto wyjeżdżały pary. Jak myślisz mieszkali oni w zajebistych warunkach, czy może chcieli płacić jak najmniej żeby odłożyć na swoje mieszkanie ? To nie jest nic nadzwyczajnego. Rynek mieszkaniowy w Polsce jest co do zasady patologią, wiele osób mieszka w kawalerkach czy w mieszkaniach po 30-40m2, dlaczego ? Bo na większe ich nie stać. Wiesz jaka jest mediana zarobków w Polsce ? Jakieś 5tys zł na rękę, czyli połowa osób zarabia mniej, a co piąta osoba statystycznie zarabia minimalną i to nie tylko są osoby, które dopiero zaczynają pracę, to są również osoby które już są długo na rynku pracy.

63

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Jack Sparrow napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Sprecyzuj kogo zarobkow - bo to dosc istotne w tej tezie smile

Ich zarobków. Wspólnych. Jeśli nie ma intercyzy i rozdzielności majątkowej to zawsze jest to wspólne. Bez względu na to kto zarabia. Ewentualnie % udziałów w nieruchomości można ustalić notarialnie w czasie jej zakupu.




JohnyBravo777 napisał/a:

Smerf1 ile % twojego kapitalu inwestycyjnego pomniejszylby zakup tej nieruchomosci?


0%

Przy takiej skali nie kupujesz za własne. Kapitał sobie zostawiasz, aby na siebie dalej pracował. Bierzesz kredyt. Dzięki temu sam się spłaca. Nieruchomość to inwestycja.


PS. IMHO dzisiejsze przepisy są dość zabawne. Można zbudować 2x70m (lub nawet więcej) i je później połączyć i nie wymaga to zezwoleń wink

Nieruchomość to jest inwestycja pod warunkiem, że nie wiem budujesz sobie na raz kilka domów na handel czekając aż cena wzrośnie, jeżeli natomiast budujesz dom na własny użytek to niewiele ma to wspólnego z inwestycją, bo nawet gdyby ten dom podrożał w 10 lat 3-krotnie to co mi to da, skoro to jest coś czego już nigdy nie spieniężnę ? Złoto, kryptowaluty, akcje mogę spieniężyć w każdej chwili.

64

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:

Masz rację, że nie warto zostawać rodzicem zbyt późno, ale to nie jest jeszcze taki moment, że jesteśmy już na tyle starzy, że albo teraz się decydujemy, albo już nigdy nie będziemy mieli, uważam że mamy jeszcze trochę czasu na namysłu, teraz dużo kobiet zachodzi w ciąże po 40-stce.

Ale skąd to wiesz? Nie wiesz czy jesteście płodni aż nie zrobicie sobie dziecka. Po 40 i biegać za szkrabem na placu zabaw w wieku 45 lat. XD
Czyli się wydalo- nie masz koleżanek i dzieci w swoim otoczeniu. Zrób sobie wykres choroby kręgosłupa vs noszenie 15 kilowego kloca na barana w wieku 40+. Wlicz w koszty.

65 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-18 15:17:37)

Odp: Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku
Smerf1 napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Mieszkanie 30m 5 lat po ślubie.... Tak. Brzmi wiarygodnie. Jeśli oboje pracujecie na śmieciarce na ćwierć etatu.


Dlaczego ? Ja pamiętam rok 2004/05 oczywiście byłem wtedy dzieckiem, ale doskonale pamiętam, że dużo Polaków wyjechało wtedy do UK na zmywak, chcieli się dorobić, ćżesto wyjeżdżały pary. Jak myślisz mieszkali oni w zajebistych warunkach, czy może chcieli płacić jak najmniej żeby odłożyć na swoje mieszkanie ? To nie jest nic nadzwyczajnego. Rynek mieszkaniowy w Polsce jest co do zasady patologią, wiele osób mieszka w kawalerkach czy w mieszkaniach po 30-40m2, dlaczego ? Bo na większe ich nie stać. Wiesz jaka jest mediana zarobków w Polsce ? Jakieś 5tys zł na rękę, czyli połowa osób zarabia mniej, a co piąta osoba statystycznie zarabia minimalną i to nie tylko są osoby, które dopiero zaczynają pracę, to są również osoby które już są długo na rynku pracy.

Pisałeś że zainwestowales setki tysięcy w giełdę? A teraz zmywak w UK?
Pamietajmy 2020-2024 to wzrost nieruchomości rzędu 20% rocznie. Taki inwestor i przegapił? Hehe. No i bańka covidowa. Niemożliwe że się nie nachapałes wtedy skoro inwestujesz od kilkunastu lat.
Jesteś gówniany inwestor w tej swojej paście, bo nie wiesz ile można było wynieśc z tego przez ostatnie 5-10 lat.

Posty [ 1 do 65 z 297 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Muszę opowiedzieć o jednej swojej wadzie która odbija się na związku

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026