Od dawna sie w nikim nie zakochałam. W drugą strone podobnie, bo we mnie akurat też nikt
, ale że przez kilka lat nic nie poczułam? Choćby jednostronnie?A może to domena wieku?
Jako nastolatka czy 20latka byla miłość od pieewszego wejrzenia, potem sie poznajesz, a działanie jak narkotyk. Czy później jest tak samo czy młody wiek - hormony, a późniejsza miłość -spokojna, "mdła"?
Poprostu zaczyna mnie zastanawiać, że ani serce przez tyle lat mocniej nie zabiło, a może to norma?
Może też taka spokojna to i lepiej, bo jak nie wypali to 2 miechy i sie odzwyczaisz/ci przejdzie?
Wcześniej sie sobie spodobaliście, reszta nie miała takiego znaczenia, a dziś: gdzie pracujesz, czym jeździsz (tak, kobiety też to słyszą), nie mam na myśli materializm, ale czy te "uczucie" nie jest "inne"?
Pytam, bo może nie tego oczekuje/mam błędne wyobrażenie? I dlatwgo po części (tylko części) nie znajduje, a może to ze mną coś nie tak, bo te motyle sie pojawiają w każdym wieku tylko mi nie?
Do dychy już bliżej jak dalej i wciąż nic. Nikt kogo poznam mi sie nie podoba, nie czuje tego czegoś.
Od mojego ostatniego związku kompletne NIC.
Jest jeden wyjątek. Jeszcze będąc w związku wpadł mi w oko jeden chłopak. Wtedy i tak byłam zajęta to nie zaprzątałam sobie tym szczegółem głowy. Poprostu typ urody - w moim typie może dlatego, no i nadal byłam 20latką, więc może taka pozostałość - pasująca do tematu. Nawet sie nie znamy, jedynie z widzenia, jak czasem sie miniemy na mieście raz na ruski rok. I ze sľyszenia - uroki małych miejscowości. On też bankowo mnie kojarzy i wie, kim jestem.
I to przypomina mi te uczucie które miałam jak np. poznałam byłego czy mialam crusha jako nastka. Bo to nie jest takie zwykłe, że ktoś cie kręci czysto fizycznie, że byś sie przespała i tyle, ale coś więcej. Gdy go spotkam, mi sie przypomina, potem jakiś czas pamiętam, życie płynie, swoje sprawy, soe zapomina i jak na siebie wpadniemy to cykl od nowa. Chciałabym kogoś poznać, żeby właśnie było takie uczucie, a co kogoś poznaje/randka za każdym razem nic. Nie skreślam randek tylko dlatego, zawsze jest mocny powód, ale tego czegoś też jest brak, a o tym wątek, a nie redflagach. W ogóle gdyby nie ten przypadkowy typ to nie pamiętałabym jak to jest. Ostatnio go dodałam na ig, przyjął, zaczął mnie też śledzić, ale sie nie odezwał i to tyle z interakcji, zatem podoba mi sie jednostronie.
Gdy wchodzicie w wieku 30, 40, 50 lat w związek to jest to chemia czy czym sie kierujecie? Po czym poznajecie, że ro ten ktoś? A może nic sie nie zmienia tylko ja stałam sie odporna?
