Cześć,
Nie wiem czy to dobre miejsce ale już nie wiem czy mam prawo mieć żal do partnera czy po prostu się czepiam. Jesteśmy razem od kilku lat, własnych dzieci brak. On ma prawie już pełnoletniego syna. Z byłą partnerką rozstali się jak syn był bardzo mały, raz do siebie wrócili i przez 2-3 lata wychowywał jeszcze jej drugie dziecko z skoku w bok (biologiczny ojciec żyje i teraz razem z matką wychowują - córkę). Obie sytuacje były gdy dzieci były bardzo małe. Niby wszystko ok, tylko że o synie wiedziałam od razu. A o drugim dziecku dowiedziałam się w momencie spotkania pierwszy raz jego syna i to z przytupem, ponieważ mówiła na partnera - tata. Na początku wiedziałam tyle że to jego przyrodnia siostra, wtedy lat 12. Po tej sytuacji wymusiłam na nim by mi wszystko opowiedział. Powiedzmy że zaakceptowałam sytuacje, minęły dwa lata i kilka dni temu na przyjęciu, jedna osoba zapytała - co tam u jego córeczki. W tym momencie zapaliła mi się czerwona lampka że chyba wszystkiego jednak nie powiedział skoro u znajomych to jednak 'córka' a nie tylko dziecko byłej partnerki... Dodam że nigdy nie powiedział że traktuję ją jak córkę. Jemu nie przeszkadza jak ona się do niego zwraca ani to co mówią znajomi czy rodzina, tylko czemu ja musiała się tego wszystkiego dowiedzieć od innych ludzi?
Prawdopodobnie jakby na początku mi wyjaśnił sytuacje to by mnie nie to tak nie zabolało, niż takie mówienie półprawdy i wychodzenie pewnych rzeczy po czasie.