Witajcie, proszę o pomoc i zerknięcie z boku, bo nie wiem czy mogę się tak czuć czy przesadzam. Mianowicie... Urodziło nam się dziecko, jesteśmy różnych wiar więc ślub wzięliśmy w jednej(katolicyzm - męża), w dziecko chcieliśmy ochrzcić w drugiej(prawosławie-mojej). Tak, aby to połączyć i chodzić tu i tu. Obie wiary to chrześcijaństwo. I zaczęło się. Teściowa zaczęła wydzwaniać do męża i mówić, że skazujemy dziecko na nieszczęśliwe życie. Namawianie za moimi plecami, żeby zmienił zdanie odnośnie rzeczy, którą ustalił z żoną. Czy to nie absurd? Potem był szantaż, że jeśli nie zmieni zdania to ma się nie odzywać i odezwać się jak zmieni, bo tego nie zaakceptują. Nie odzywał się więc teściowa zadzwoniła po 2 tygodniach chcąc rozmawiać i ze mną, dlaczego nie chce chrztu w kościele. Padły słowa, że dostaliśmy mieszkanie(mąż dostał kilka dni przed ślubem, bo chcieli, by w razie czego nie weszło w majątek wspólny), a robimy problemy, że nie znamy życia, że dziecko będzie nieszczęśliwe, żeby posłuchać księdza, co by nam na to powiedział. Zrobiliśmy po swojemu. Przyjechaliśmy w odwiedziny kiedy emocje opadły i zobaczyliśmy, że nasze ślubne zdjęcia z pokoju zostały wyniesione na górę... Jedyne ślubne jakie zostały, to męża z bratem. Mimo wielu wizyt nie wróciły na swoje miejsce, a to taki pokój gościnny, w którym są zdjęcia całej rodziny. Teściowa niby ze mną rozmawia ale czuję dystans. Nie chcę tam jeździć ale z szacunku do męża staram się jeździć. Ostatnio padła propozycja żebyśmy przyjechali na weekend... Jak tam jechać na tyle czasu, jeśli mam taki żal, przestałam się czuć tam dobrze, choć kiedyś lubiłam jeździć, jest mi przykro za te wszystkie słowa, za te zdjęcia... Dajcie znać co sądzicie, bo czuję się z tym wszystkim źle, a może to ja przesadzam...niestety przeprosin nigdy nie było, wiem też, że byłam obgadywana po rodzinie.
Odpuść, przyzwyczajaj się, ale na weekend nie musisz/cie jeździć do nich, choć np. jak brat męża organizuje jakiegoś grilla czy coś w tym stylu to warto nie robić problemu.
I tak religia i chrzest dziecka, zamiast wzbogacać duchowo rodzinę, potrafi ją dzielić, a może nawet rozbić.
Rodzice odwracają się od dzieci, dzieci nie chcą kontaktów z rodzicami, a wszystko "w Imię Boże"
Jak się zastanowić to cała sytuacja jest straszna.
Nabierz dystansu do całej sprawy. Przyjmij do wiadomości, że teściowa ma pretensje o pozbawienie jej Kościoła jednego członka. Teraz będzie z Tobą walczyć o dziecko i jego "zbawienie" . Czy to da się jakoś odkręcić i zrobić drugi chrzest? I czy taki chrzest będzie lepszy albo ważniejszy wobec tego samego Boga?
Masz prawo decydować o wychowaniu swojego dziecka. Tego nie odbierze Ci żadna babcia ani żadna religia.
Do walki trzeba dwóch. Nie musisz z nią walczyć, możesz się zdystansować i nie zwracać uwagi na jej złośliwości, wtedy jej zachowanie nie będzie Cię boleć. Przyjmij założenie, że teściowa nie akceptuje tego co zrobiłaś i nie zaakceptuje. Czy naprawdę do szczęścia koniecznie jest Ci potrzebna jej akceptacja? Porozmawiaj z mężem o szkodliwości takiej "religijności" i stwórzcie jeden front.
Na weekend wcale nie musisz do niej jechać, zaproszenie można przyjąć a można nie przyjąć. Jeśli masz się tam męczyć to możesz sobie darować wspólne przebywanie z niechętną Ci osobą. Co innego oficjalne zerwania kontaktów, i tego nie polecam, a co innego udawanie szczęśliwej rodzinki. Kochać teściowej nie musisz, wystarczy, że będziesz zwyczajnie uprzejma wobec starszej osoby z bliskiej rodziny. Nie wyrywaj się, nie udawaj czegoś, czego nie czujesz. Wystarcz jak będziesz stanowcza i uprzejma.
Abstrahując od tematu to nawet jeśli przepisaliby mieszkanie na męża po ślubie i tak nic byś do tego nie miała.
Nic na siłę nie jeździj tam jeśli ma cię to kosztować emocjonalnie. Nie jesteś im nic winna. Ja nie jeżdżę w ogóle do teściowej i nie mam z tego powodu ani wyrzutów sumienia, ani poczucia straty. Wręcz przeciwnie mam spokój ducha.
To nie ich sprawy. To ty ustalasz z mężem.
Nie ma co, fajniutka teściowa. Dobrze, że Camillia ma męża normalnego a nie maminsynka, bo wtedy to juz kaplica, jakby przeszedł na stronę mamusi.
Ja bym na Twoim miejscu porozmawiał z mężem uczciwie, bo mi się wydaje z kolei, że brak dialogu z nim próbujesz zastąpić dialogiem na tym forum, a tak się nie da ![]()
Pierwsze zdanie natomiast bardzo mi się podoba, gdyby każdy zaczynał szczerze w taki sposób, inaczej by się czytało niektóre posty ![]()
Pozdrawiam życzę wszystkiego najlepszego.