Witam
Nie będę ukrywać, że przez ostatnie miesiące, a może i lata, zaniedbywałem swoje życie rodzinne, a przede wszystkim relację z żoną. W tym roku skończę 40 lat, moja żona również. Jesteśmy razem 23 lata – zaczęliśmy ze sobą chodzić jako nastolatkowie, więc spędziliśmy ze sobą ponad połowę życia. To niesamowite osiągnięcie, ale kiedy patrzę na nasze małżeństwo z perspektywy czasu, widzę, jak bardzo się zmieniło – i niestety nie zawsze na lepsze.
W ostatnich latach nasze relacje zaczęły się ochładzać, a ja muszę przyznać, że w dużej mierze sam się do tego przyczyniłem. Kiedy moja żona próbowała wzniecić na nowo iskrę w naszym związku, często ją ignorowałem. Relaksowałem się grając w gry, wychodziłem z domu pod pretekstem „odpoczynku” lub po prostu byłem zbyt zmęczony, by jej poświęcić uwagę. Tymczasem ona, mimo swoich prób, stopniowo zaczęła się ode mnie oddalać. Teraz mam wrażenie, że jest bardziej chłodna i zdystansowana – jakby straciła wiarę, że coś między nami można naprawić.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej przez zmiany, które zachodzą w naszych organizmach. Mamy po 40 lat, więc tematy takie jak menopauza/andropauza czy kryzys wieku średniego coraz częściej pojawiają się w moich myślach. Wiem, że moja żona powoli wchodzi w okres przedmenopauzalny, co oznacza nie tylko fizyczne, ale też emocjonalne zmiany w jej życiu. Tymczasem ja sam zauważam u siebie pewne oznaki andropauzy – mniejszą energię, większe zmęczenie i, niestety, spadek libido. Wydaje mi się, że to właśnie one w dużej mierze przyczyniły się do mojego wcześniejszego wycofania z naszej relacji intymnej.
Jednak teraz, kiedy nasze córki mają już 17 lat i są niemal dorosłe, mam wreszcie więcej czasu, by skupić się na żonie i naszym małżeństwie. Dzieci nie pochłaniają już tyle energii i uwagi co kiedyś, więc mogę w pełni poświęcić się naszej relacji. Problem w tym, że czuję, jakbyśmy oboje byli na zupełnie innych etapach. Kiedyś to ona miała większe potrzeby seksualne, podczas gdy ja byłem zmęczony i znużony. Teraz z kolei mam wrażenie, że przez moje wcześniejsze zaniedbania żona stała się bardziej zdystansowana – jakby przestała wierzyć, że jeszcze coś między nami może się zmienić.
Chcę to wszystko naprawić. Chcę znów ją „poderwać” i pokazać, że nadal jest dla mnie najważniejsza. Wiem, że nasze ciała i umysły się zmieniają, ale czy to musi oznaczać koniec bliskości? Czy da się na nowo rozpalić ogień w związku, mimo tych wszystkich fizycznych i emocjonalnych barier?
Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Jak odbudować relację, gdy partnerka poczuła się odtrącona? Jak poradzić sobie z wyzwaniami menopauzy i andropauzy, by nie pozwolić, by nas zdominowały?