netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Dlaczego zawsze uciekam...?

6 odpowiedzi6 205 wyświetleńzałożony przez SissiO, 07.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego zawsze uciekam...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: Dlaczego zawsze uciekam...?

Od zawsze uwielbiałam podziwiać męskie wdzięki. Nic nigdy nie sprawiało mi takiej przyjemności jak obserwowanie przystojnego chłopaka/mężczyzny z daleka i zastanawianie się, jaki to on może być. Zdarzało mi się popadać w niezbyt częste, ale silne zauroczenia, tak na odległość jak i z bliżej poznanymi osobami. Subtelne uwodzenie, flirt czasami nawet okazywanie sobie czułości - taka byłam. Wszystko to trwało zawsze do momentu w którym zauważałam, że obiekt moich westchnień jest już mną bardziej zauroczony niż ja nim. Wtedy automatycznie jak ręką odjął traciłam całe zainteresowanie. Przestawałam dostrzegać zalety tej osoby, za to nagle widziałam wyraźnie wszystkie wady. Wtedy zaczynały się uniki z mojej strony. Byłam zawstydzona i czułam się przez to podle. Nie wiedziałam co o tym myśleć "przecież tak bardzo go lubiłam, tak bardzo mi się podobał, tak bardzo byłam szczęśliwa... więc co jest ze mną nie tak?". Zawsze bardzo pragnęłam miłości, więc dlaczego nie pozwalam jej zaistnieć? No ale przecież moje zauroczenia były tylko zauroczeniami, więc mogłam myśleć, że gdy pojawi się prawdziwa miłość to nie ucieknę.

Zawiodłam się. Pojawił się ON. To była czysta przyjaźń trwająca ponad rok. Pokochałam go jak brata - żyłam tą miłością. Okazało się, że on również mnie pokochał, ale nie jak siostrę. Po pewnym czasie zrozumiałam, że moje uczucie się rozwinęło. To była miłość, która zrodziła się z przyjaźni i wsparcia. Nie nazywaliśmy tego po imieniu, okazywaliśmy sobie czasami czułości, byliśmy o siebie zazdrośni, a emocjonalnie już bliżej być nie mogliśmy - szczęście w nas rosło. Nigdy do nikogo nie czułam czegoś tak intensywnego i tak szczerego.

Jakiś czas temu zauważyłam to, że jego uczucie mnie przygniata, mam wrażenie, że on zrobiłby dla mnie wszystko. Zawsze stara się mi pomóc z całych sił. Widzę to jak bardzo mu na mnie zależy i widząc to jego czułe spojrzenie, mam wrażenie, że jemu zależy na mnie nawet bardziej niż mi na nim. Niby powinnam być z tego powodu szczęśliwa, ale nie jestem. Zaczął nazywać rzeczy po imieniu. Czuję, że to coś oficjalnego. Czuję się jak na smyczy. Czuję, że spoczywa na mnie wielka odpowiedzialność, że to coś poważnego. Nie podoba mi się to. No, ale kto się nie boi czasami odpowiedzialności prawda? Tyle, że to akurat najmniejszy problem.

...Moje uczucie jakby wyparowało. W momencie gdy sobie uświadomiłam to wszystko, ono jakby zniknęło. Przecież to chore... przecież to niemożliwe żeby tak nagle przestać coś do kogoś czuć. Po takim czasie i to coś aż tak silnego... Moje istnienie opierało się na tej miłości więc jak ona mogła wyparować? jeszcze gdyby to był jakiś zwykły romans ale on był przecież także moim najlepszym przyjacielem o którego się zawsze troszczyłam. Nie wiem co mam zrobić. Odczuwam wewnętrzną potrzebę zostawienia go, ucieknięcia i nie oglądania się za siebie. Pozytywy już zniknęły z przed moich oczu, a widzę teraz tylko to co szare i czarne. Ciąży mi to, chce odrzucić ten związek. Chce odrzucić człowieka, który mi pomógł w najtrudniejszych chwilach, który mnie potrzebuje, który mnie kocha, który spędził ze mną dwa lata. Co mam zrobić? Czuję się jak potwór niezdolny do miłości. Moje uczucie do niego się rozmazało i nie sądzę żebym kiedykolwiek była zdolna je odzyskać lub pokochać kiedykolwiek kogokolwiek innego. Chcę uciec. Ale nie chcę go zranić. Co powinnam zrobić? Boję się samej siebie. Mam w głowie obraz siebie za kilkadziesiąt lat: starej, samej jak palec, zgorzkniałej i wzdychającej do jakiegoś całkowicie niedostępnego pięknego mężczyzny (może to jedyne do czego jestem zdolna?)

2

Odp: Dlaczego zawsze uciekam...?

Pytanie powinno brzmieć: czego się boisz?
Jesteś z rozbitej rodziny albo DDA?
Masz jakieś wstrząsające przeżycia z przeszłości?

3 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2012-10-07 18:00:33)

Odp: Dlaczego zawsze uciekam...?

Gdy zaczęłam czytać Twój temat, pomyślałam, ze jesteś typem Femme fatale, której to celem jest zdobywać i porzucać. Tobie jednak nie sprawia to przyjemności, a wręcz stanowi duży problem. Moze podświadomie lubisz zdobywać i wszystko jest w porządku dopóki nie grozi to utrata Twojej wolności. Boisz się stabilizacji, decyzji na cale życie?? Moze strach jest silniejszy i tłumi te uczucia pozostawiając jedynie wyrzuty sumienia...Pragniesz miłości a jednocześnie się jej boisz, wypierasz. Uważam, ze nie powinnaś robić nic wbrew sobie, ze strachu przed samotnością, czy przez wyrzuty sumienia. Musisz najpierw zrozumieć a potem przezwyciężyć te lęki, które z czegoś na pewno wynikają (?).

4 Ostatnio edytowany przez SissiO (2012-10-07 18:14:26)

Odp: Dlaczego zawsze uciekam...?
alfaalfa napisał/a:

Pytanie powinno brzmieć: czego się boisz?
Jesteś z rozbitej rodziny albo DDA?
Masz jakieś wstrząsające przeżycia z przeszłości?

Wychowywałam się z mamą, ojciec od nas odszedł gdy byłam malutka, przez jakiś czas miałam kontakt z nim i jego kochanką... znaczy dziewczyną oraz jej córką - Marysią. Ojciec trafił do więzienia na parę lat więc zniknął mi z oczu. Ale nie byłam z nim jakoś specjalnie związana, bliższa chociażby była mi Marysia lub nawet ta jego "dziewczyna" ewentualnie cukierki, które mi dawał xD więc się nie przejęłam za bardzo i niewiele też wtedy rozumiałam. A mama miała nowego mężczyznę, który z nami mieszkał i którego to uważałam za swojego prawdziwego ojca, uwielbiałam go ^ ^ po paru latach, do tej pory nie wiem czemu, odszedł. Wychowywałam się z mamą i dziadkami nie utrzymując kontaktu ani z ojcem ani z innymi członkami jego rodziny i całkowicie mi to odpowiadało. Nasze mieszkanie nawet po odejściu mężczyzny mamy tętniło życiem. Kochająca mama, babcia codziennie rano chodząca do kościoła i po drodze kupująca mi słodycze, surowy, ale kochany dziadek ^ ^ Do tego prawie codziennie mieliśmy gości, zwariowaną zabawiającą mnie ciocię, wujka malarza, który co jakiś czas nas odwiedzał i rysował dla mnie obrazki, zdarzało mu się przychodzić do nas po pijaku xD Dziadek się denerwował, co było właściwie zabawne xD wujek był dobrym człowiekiem nawet jak sobie wypił był zabawny i łagodny absolutnie nieagresywny ^ ^ Ciocia i wujek mieli swoje dzieci, (akurat z nimi bliższych stosunków nie miałam) które były sporo starsze ode mnie i przychodziły odwiedzać dziadków. Pieniędzy też nam nie brakowało. Miałam szczęśliwe dzieciństwo ^ ^ i nigdy nie odczuwałam braku ojca. No może czasy się ciut skomplikowały gdy ciocia postradała zmysły (jej mąż ją bił i wiodła ciężkie życie) ale to także jakoś bezpośrednio mnie nie dotykało. Było u nas dużo rodzinnych kłótni ale i radosnych chwil.

Przepraszam, że się tu tak nad tym rozwiodłam ale strasznie miło mi się to wspomina i na samą myśl o tych czasach łezka mi się w oku kręci. Aktualnie wujek, babcia, ciocia i dziadek nie żyją. Zostałyśmy na tym wielkim mieszkaniu z mamą tylko we dwie. Nie sądzę więc, żeby coś z mojego dzieciństwa zaowocowało tym, że ciągle uciekam. Mam wrażenie, że noszę tą skłonność do ucieczki w sobie od zawsze, tak jakbym się z tym urodziła.

Kobra99 napisał/a:

Pragniesz miłości a jednocześnie się jej boisz, wypierasz. Uważam, ze nie powinnaś robić nic wbrew sobie, ze strachu przed samotnością, czy przez wyrzuty sumienia. Musisz najpierw zrozumieć a potem przezwyciężyć te lęki, które z czegoś na pewno wynikają (?).

Poświęciłam już zbyt wiele czasu na rozmyślenia, tak wiele razy próbowałam siebie zrozumieć, i tylko jeszcze bardziej się w tym wszystkim pogubiłam. Owszem były w moim życiu jakieś doświadczenia, które mają trochę mocniejszy wpływ na to jaka teraz jestem. Ale żadne z nich nie wygląda na takie, które mogłoby spowodować tą wewnętrzną chęć ucieczki. Nie wiem czym to jest spowodowane, mam tak praktycznie od zawsze...

5

Odp: Dlaczego zawsze uciekam...?

A może boisz się, że w danej relacji zaszłaś tak dalece, że już nic więcej tam na Ciebie nie czeka poza właśnie odpowiedzialnością, która Ci się jedynie kojarzy z utratą czegoś?

Może boisz się własnych uczuć, konieczności określania się, deklarowania, że z kimś bedziesz i będziesz kochać, ta obawa, lęk jest na tyle siły, że zagłusza uczucia do danego mężczyzny.

Może obawiasz się utraty niezależności... Boisz się, że kogoś zranisz. Albo paradoksalnie (chociaż nie wygląda na to) obawiasz się, że kiedy zaangazujesz się na 100% ten ktoś ZNIKNIE! Wolisz mieć kontrolę nad tym co się dzieje, nad tym na ile blisko kogoś dopuszczasz do siebie, a brak kontroli Cię przeraża!

Powodów może być mnóstwo. Ale skoro widzisz, że coś jest nie tak. Skoro Ci to przeszkadza to może warto pomyśleć o jakiejś terapii, rozmowie z psychologiem? Pomyśl o tym!

6

Odp: Dlaczego zawsze uciekam...?

Nie jestem psychologiem, zauważyłam jednak że ludzie z wiekiem powielają schematy z dzieciństwa. Twoim schematem jest fakt, że mężczyźni odchodzą od kobiet - dlatego teraz, gdy kochasz i jesteś pewna miłości podświadomie przygotowujesz się na rozstanie. Efektem obronnym może być ten "brak uczuć" jaki w sobie wykształciłaś przez lata..

Najlepiej będzie jeśli zweryfikujesz swój problem u specjalisty.
Jeśli nie zdecydujesz się nic z tym zrobić ryzyko jest takie, że będzie Ci się to powtarzało w każdym następnym związku.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego zawsze uciekam...?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026