Mam od dłuższego czasu takie myśli, które też pokrywają się ze zmieniającą się sytuacją kwestii relacji na świecie. Mam tu na myśli te najmłodsze pokolenia, które dopiero wchodzą na rynek pracy (czy uczą się jeszcze) do których ja też należę.
Mam 26 lat, obserwuję, że w porównaniu do pokolenia moich rodziców, to małżeństw wśród moich rówieśników jakoś dużo nie ma.
Badania pokazują, że tendencja jest malejąca. Oczywiste to jest w przypadku posiadania potomstwa, nawet wśród moich znajomych tylko mały odsetek, który jest po ślubie, w ogóle ma, czy myśli o dzieciach na poważnie.
No ale popularne się staje też określenie „situationship”, czyli coś w rodzaju FWB. Chyba to jest nawet to samo ale określenie jest jakoś bardziej pozytywnie nacechowane.
Odnosząc się też, do tego co ja czuję, to w sumie jest mi to bardzo łatwo zrozumieć. Szczególnie jako mężczyźnie.
Ostatnimi czasy intensywnie randkowałem. Poznałem trochę dziewczyn i większość była na tyle fajna, że teoretycznie wyobrażałem sobie coś więcej ale właśnie rozwijanie tej relacji oznaczałoby trochę zniewolenie i rezygnację z niektórych rzeczy, które rutynowo wykonuje.
Mam tu na myśli np. Treningi w tygodniu po pracy do wieczora, a także w weekendy. Dodatkowo gotowanie stricte zdrowych posiłków, dbanie o sen. Tego typu rzeczy w sumie nie pozwalają na zbytnie podróżowanie, bo nie zdarza mi się mieć więcej, jak 2 dni wolnego od treningów.
A z tego, co obserwuję, to większość dziewczyn, jakie poznałem to jeżeli już pracuje, to wolny czas poświęca na zakupy, oglądanie seriali, podróżowanie, siedzenie na Insta, Vinted itp. Nie problem dla nich z czegoś zrezygnować, bo nie robią rzeczy, które wymagają jakiegoś większego nakładu pracy, w wymiarze nawet kilku lat regularnie.
Więc niby to dotyczy innego podejścia ale właśnie chodzi o to, że ludzie coraz częściej nie chcą się przystosowywać do drugiego człowieka.
Dlatego ciekawi mnie, jakie korzyści niesie ze sobą bycie w związku, skoro seks, bliskość mogę mieć bez tego (oczywiście nie u prostytutki, bo tak nisko nie upadłem).
Dobrego, nikt lepiej mi nie ugotuje jedzenia, niż ja sam. Jeszcze dochodzi kwestia marnowania czasu na kogoś, kosztem rozwoju. W razie czego, nikt mi tego czasu nie zwróci i będę do tyłu.
Są też plusy i można działać niczym zgrany team i wspólnie prowadzić jakieś interesy itp. No wtedy fajnie mieć kogoś zaufanego, jak dziewczyna, która się zna na rzeczy. Chociaż równie dobrze można znaleźć sobie do tego kolegę.