netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Szczęście w związku bez namiętności

133 odpowiedzi6 283 wyświetleniazałożony przez heart_of_glass, 17.11.2023

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Szczęście w związku bez namiętności

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 134 ]

1

Temat: Szczęście w związku bez namiętności

Mam ostatnio strasznie słaby okres w życiu i sama już nie wiem co robić... Jestem w związku od półtorej roku, czyli relatywnie niedługo. Oboje jesteśmy koło 30stki, mieszkamy razem ponad pół roku. Mój facet to naprawdę świetny człowiek, z nikim się jeszcze tak nie dogadywałam, mamy podobne poczucie humoru, możemy rozmawiać godzinami na każdy temat, spędzamy razem czas w ciekawy sposób. Nie mieliśmy też żadnych problemów z "dotarciem się" przy zamieszkaniu razem, oboje jesteśmy w równym stopniu zaangażowani w dbanie o wspólną przestrzeń, nie było nigdy powodów do kłótni w tym temacie. Generalnie codziennie widzę, że on stara się żeby ten związek się rozwijał, wychodzi z inicjatywą wspólnego spędzania czasu w domu i poza nim, dba o mnie, pomaga mi w wielu kwestiach, można na niego liczyć. Jednak jest jedna sfera, która praktycznie od początku jest u nas nieudana, a z czasem ten problem tylko się pogłębia. Mój facet praktycznie od początku związku miewał problemy z erekcją, szczerze mówiąc nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam, a on różnie to tłumaczył (stres, zmęczenie itd...) Na początku związku z powodów niezależnych od nas widywaliśmy się dość rzadko i nie miałam tak naprawdę okazji by przekonać się jak u niego z tymi sprawami jest na codzień. Poza tym nawet jeżeli akurat TEGO problemu nie miał to i tak seks był... no cóż, przykro mi to pisać, ale to jeden z najgorszych kochanków jakich miałam w życiu. I to nie dlatego, że nigdy mu nie powiedziałam co i jak lubię, bo z tym akurat nie mam problemu. Problem jest taki, że nawet jak mu powiem, to on się za to zabiera tak nieudolnie i mechanicznie, że ciężko mi jest mieć z tego jakąkolwiek przyjemność. Po prostu od początku czułam, że w łóżku coś jest "nie tak". Moje drążenie tematu przybrało na sile gdy zamieszkaliśmy razem, przyznał się, że jest uzależniony od pornografii i masturbacji. Na początku strasznie mnie to odrzuciło, moja samoocena spadła na samo dno, bardzo to przeżywałam. Poszedł na terapię, chodzi na nią do tej pory. Generalnie od kiedy zaczęłam być świadoma jego problemu z pornografią, to między nami w sferze łóżkowej było coraz gorzej i gorzej. Aktualnie z tego co mówił to udaje mu się wytrwać w swoich postanowieniach i nie ogląda już od dłuższego czasu. Cieszę się, ale teraz jak o tym myślę, to jestem pewna, że nasze problemy łóżkowe wykraczają daleko poza jego uzależnienie. Mój facet to osoba z niską samooceną, typ "people pleasera", skłonny do "poświęcania się" dla innych, w zasadzie ciężko stwierdzić czego on sam tak naprawdę chce... Mieliśmy dużo rozmów o seksie, wspólnie doszliśmy do tego, że on w zasadzie to ma niskie libido, a uzależnienie od masturbacji było dla niego metodą regulowania napięcia emocjonalnego a niekoniecznie stricte seksualnego. Ja lubię seks, ale byłabym w stanie żyć z tym jego niskim libido gdyby chociaż ten seks, który się czasem zdarza był dobry. A szczerze mówiąc, jest tragiczny. On widział, że przez ostatnie tygodnie chodziłam zdołowana, sam co jakiś czas zaczyna temat naszego pożycia, bo widzi że mnie to męczy, nawet jeżeli nic nie mówię. W końcu powiedziałam mu prawdę na temat tego co tak naprawdę myślę o naszym seksie i że czasami mi się wydaje jakbym robiła to z robotem, nie widzę po nim żeby faktycznie miał na to ochotę i nie wiem czy to ja mu się nie podobam (chociaż pytałam go o to i ciągle mówi że tak, podobam mu się), czy jest tak zblokowany... Nasze preferencje też są totalnie różne, ja lubię mocno i szybko, a przy nim nie mogę się w ogóle rozkręcić i muszę się kontrolować, bo jak zacznę to robić "za szybko" to mu opada. Aktywności, że tak powiem, językowych, też nie lubi, chociaż robi to jak mu powiem, że chcę. No i właśnie tu jest chyba najważniejszy problem - ja pragnę tego, by mężczyzna mnie pożądał, widzieć że podnieca go to co robimy, a on mimo że ma dobre chęci i chce żebym była zadowolona nie jest w stanie mi tego dać. Dlatego przestałam już w ogóle mieć ochotę na seks z nim, coraz bardziej się dystansuje, a on to widzi i też widzę że się z tym męczy. Wiem też, że mocno na niego wpłynęły moje komentarze na temat jego "performance'u" łóżkowego.

No i tak sobie żyjemy, oboje nie wiemy za bardzo co z tym dalej zrobić. Jestem z nim szczęśliwa w każdej sferze poza seksualną, ale ten brakujący puzel ciągle siedzi mi z tyłu głowy i jestem przerażona że tak miałoby wyglądać teraz moje życie w perspektywie kolejnych lat. Z drugiej strony, to jest osoba z którą wiem, że miałabym dobre, stabilne życie, boję się jak zostawię to co mamy, to będę potem żałować. Ale szczerze mówiąc, strasznie siadło mi to wszystko na głowę, zaczęłam mocno porównywać się z innymi kobietami, tymi na żywo i w internecie, zastanawiam się co jest ze mną "nie tak" że nie podniecam swojego faceta i na dobrą sprawę ja dobrze wiem że to są problemy, które on miał jeszcze zanim mnie poznał i nie chodzi tu bezpośrednio o mnie, ale moja podświadomość tak to traktuje i wydaję się sobie coraz bardziej bezwartościowa jako kobieta. Poza tym jestem zwyczajnie sfrustrowana seksualnie, dużo fantazjuję, żyję w jakimś zawieszeniu...
Pewnie nie napisałam nawet połowy tego co chciałam, ale ciężko poskładać mi tę lawinę myśli do kupy sad

2 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-11-17 18:23:45)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Sama widzisz, że to się nie uda...
Jeszcze warto by się przebadał hormonalnie...
On stara się ten brak nadrabiać na innych płaszczyznach, może myśli, że da się seks tym zastąpić.
Być może jest bi, ale bardziej pociągają go faceci, możemy gdybać.

Powiedz mu wprost, że z wielkim żalem, ale musicie się rozstać, bo Ty już nie dajesz rady dalej tak żyć.

3

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

a wyobrazałaś  moze własnie jakby było bez niego??jak byś sie czuła jako singielka?  czy teskniłabyś wtedy za nim czy może praktycznie wcale?

4 Ostatnio edytowany przez heart_of_glass (2023-11-17 18:43:03)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Badał się, z hormonami wszystko ok.
Jestem pewna, że nie jest bi, już prędzej bym obstawiała że jest aseksualny, o ile można to tak nazwać, a na pewno jest bardziej into oglądanie seksu w internecie niż uprawianie go na żywo... Też mi się wydaje, że tak mocno się stara na innych płaszczyznach, żeby jakoś "nadrobić" ale tak się nie da...
Boję się rozstania, boję się że nie spotkam już nikogo, kto by tak do mnie pasował i tak się starał, a z drugiej strony coraz mniej jestem w stanie uwierzyć że coś w sferze seksualnej może się jeszcze między nami poprawić. Czasami jestem zła na siebie że tak się skupiłam na tym seksie, że jakbym nie zwracała na to uwagi to bym miała fajny i szczęsliwy związek

jea1, wyobrażałam sobie... na pewno by mi go brakowało, chociaż może teraz jestem zbyt skupiona na tym czego nie mam żeby w pełni docenić to co mam? trudno mi teraz powiedzieć co bym czuła jakby nagle zabrakło jego towarzystwa, wsparcia, wspólnego mieszkania, teraz traktuję to jako element codzienności a moje mysli skupiaja sie wokol niezaspokojonego libido

5 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-11-17 18:55:14)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Dziwne, że on nie widzi Twojej frustracji, udaje, że jakoś przekłniesz tę żabę...
Czyli myśli tylko o sobie, żeby jakoś to życie przeżyć bez seksu, zdarzają się kobiety aseksualne, więc w takie powinien celować.

Wiedział, że tak będzie, jak wchodził z Tobą w związek, można powiedzieć, że Cię oszukał.

On widać wcale nie potrzebuje tej bliskości i coś tam stara się robić też na siłę, więc nie wiem jak Ty to sobie dalej wyobrażasz.
Wg mnie marnujesz czas i w sumie zdrowie, bo stres robi swoje.

6 Ostatnio edytowany przez szeptem (2023-11-17 19:28:33)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Zakończ ten związek póki nie macie dziecka, wspólnych zobowiązań. Nic z tego nie będzie. On powinien to zrozumieć i dać Ci odejść. Możecie zostać platonicznymi przyjaciółmi ewentualnie, jeśli nie poczuje się zbyt dotknięty odrzuceniem. On w ogóle nie powinien wchodzić w związki, mając taki problem z potencją i seksem w ogóle. Tak jak Wieka sądzę, że Cię oszukał bo wie o swoich problemach nie od dziś... To b. niskie.
Miałam kiedyś podobnego typu relację, super pod wszelkimi względami, jedynie seks leżał - i nie dałam rady, ewakuowałam się. To NIE jest Twoja wina, nie obarczaj się takimi myślami - ale rozumiem doskonale Twoją frustrację i brak poczucia bycia pożądaną, podniecającą. To bardzo uderza w samoocenę. Nie daj się wpędzić w depresję.
Miałaś z tym facetem kiedykolwiek orgazm? Obstawiam, że nigdy...

7

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

ciężko byłoby mieć dziecko żyjąc tak jak my wink ale i tak nie planuję.
czy oszukał... w pewnym sensie chyba tak, rozmawialiśmy o seksie na początku znajomości i zapewniał mnie, że ma zbliżone preferencje do moich... a potem jak go pytałam co mu się tak naprawdę w seksie podoba to stwierdził, że sam nie wie. no i coś tam wspominał o swoich byłych, że z jedną nie chciał za bardzo bo mu się w sumie nie podobała, druga jeszcze cośtam innego, no generalnie dawał mi pośrednio do zrozumienia, że coś tam było nie tak ale winę widział w swoich byłych partnerkach, teraz myślę, że może nawet sam w to wierzył i się oszukiwał. ma duże kompleksy na punkcie poczucia "męskości", powiedział mi ostatnio że on się chyba nie nadaje do związków, bo nie ma tej "męskości" w sobie, w rozumieniu seksualnym... myślę że on sam się nie potrafi z tym pogodzić, że "chciałby chcieć". z drugiej strony, no zainteresowanie kobietami u niego występuje, przez wiele lat pornografia, ostatnio (po rozmowie na temat tego że nie podoba mi się nasz seks) zauważyłam w historii jego przeglądania na fb jakieś konta dziewczyn machających dekoltem przed kamerą albo tańczących... jeszcze bardziej dobiło to moją samoocenę, bo jak widać ewidentnie go ciągnie do oglądania tego typu treści, a ze mną to wychodzi tak kulawo i żałośnie.
w zasadzie zaczęłam sobie nawet ostatnio myśleć, że w sumie to jestem coraz starsza, nie jestem jakimś straszydłem, ale zrobionym cyfrowym paniom i tak nie mogę się równać i nawet jak spotkam kogoś innego to dla żadnego faceta nie będę wystarczająca, bo przecież w internecie jest pełno wyginających się 18 latek.

8

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Możesz go kręcić fizycznie, ale podświadomie go blokujesz (podejście, postępowanie, psychika?)

On tobie nie powie prawdy, bo: Mój facet to osoba z niską samooceną, typ "people pleasera", skłonny do "poświęcania się" dla innych i nie chce cię zranić.

Nie pasujecie do siebie.

Kiedy miałaś terapię?

9

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

E tam, przesadzasz...

Fakt, on nie nadaje się do związków, nawet sam mówi... A Ty zdajesz się nie słyszeć.

Już sam doszedł do wniosku, że to jednak nie wina partnerek tylko jego.

Masz tylko jedno wyjście... niestety.

Przy nim tylko padło Twoje poczucie wartości, więc nie przedłużaj tej bezsensownej relacji, bo tylko Ci szkodzi.

10 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-11-17 20:40:25)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Farmer napisał/a:

Możesz go kręcić fizycznie, ale podświadomie go blokujesz (podejście, postępowanie, psychika?)

On tobie nie powie prawdy, bo: Mój facet to osoba z niską samooceną, typ "people pleasera", skłonny do "poświęcania się" dla innych i nie chce cię zranić.

Nie pasujecie do siebie.

Kiedy miałaś terapię?

Taaa, bo on akurat się poświęca, chyba jedynie pod publiczkę. Właśnie rani...

Nie, te kobiety z którymi był nie kręciły go fizycznie, bo jego kręcą te wirtualne, które nie znają jego słabości tongue

11

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

A zgodziłby się na otwarty związek? Mogłabyś spełniać się seksualnie z kimś innym, niekoniecznie obcym, ale kimś, z kim na pewno nie zbudowałabyś dobrego związku. A w domu miałabyś na stałe taką bardziej przyjacielską relację, spełniającą wszystkie inne potrzeby. Ja bym na to nie poszła, może głównie z lenistwa, ale wiem, że ludzie żyją w takich układach i niektórym to bardzo odpowiada. Czasami impotenci albo osoby aseksualne same to proponują partnerkom.

12

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

aktualnie jestem w terapii cały czas.

co do otwartego związku, proponowałam mu to już w desperacji i to kilka razy. jest kategorycznie na nie w tym temacie i raczej go już nie przekonam.

coraz bardziej jestem pewna, że będę musiała to zakończyć, już mu zresztą powiedziałam szczerze, że nie wiem ile jeszcze będę w stanie tak żyć, więc jest świadomy tego że to już raczej ostatnia prosta tego związku. przykro mi tym bardziej, że widzę że on chce się zmienić i się stara coś w tym temacie robić no, ale namiętnego pożądania i zupełnie innego temperamentu łóżkowego sobie nie wyczaruje niezależnie od chęci sad

13

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Uwaga kobiety na spieszyńskiego wieslawa z lodzi neka kobiety psychicznie wyrzyca z mieszkania uciekl do finlamdjii udaje chorego dodatku alkcholik jego syn zlodziej wieslaw mieszkał na kilinskiego w lodzi ostrzegam puście to dalej

14 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-11-17 22:02:07)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

aktualnie jestem w terapii cały czas.

co do otwartego związku, proponowałam mu to już w desperacji i to kilka razy. jest kategorycznie na nie w tym temacie i raczej go już nie przekonam.

coraz bardziej jestem pewna, że będę musiała to zakończyć, już mu zresztą powiedziałam szczerze, że nie wiem ile jeszcze będę w stanie tak żyć, więc jest świadomy tego że to już raczej ostatnia prosta tego związku. przykro mi tym bardziej, że widzę że on chce się zmienić i się stara coś w tym temacie robić no, ale namiętnego pożądania i zupełnie innego temperamentu łóżkowego sobie nie wyczaruje niezależnie od chęci sad

Dokładnie. Ale to jego problem. Ty nie musisz się męczyć z tego powodu.

Co do otwartego związku, to może się tylko wydawać proste, ale jest duże prawdopodobieństwo, że jedna strona się zakocha, nie da się bez emocji, mechanicznie, więc to żadne wyjście, nie mówiąc, że do tego trzeba mieć "predyspozycje ", żeby po... spojrzeć w oczy... komu, bo to wtedy byłby przyjacielem/współlokatorem... Ciężko to nawet sobie wyobrazić. Nie dało by się tak żyć na dłuższą metę, chociaż by się zgodził.

15

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Podziękujcie sobie za spędzony czas i niech każdy idzie w swoją stronę. Partnera od przyjaciela odróżnia ta drobna, acz subtelna różnica, że z partnerem musi być dobre rżnięcie;) Jeżeli nie ma pociągu, seks nie działa, a piszesz że podchodziliście do tematu na sto sposobów - szkoda życia. Frustracja seksualna będzie u Ciebie narastać, pojawią zdrady, wyrzuty sumienia - po co? Macie jasną sytuację. Czasami dwie osoby łóżkowo ze sobą nijak nie współgrają. Nikt nie broni wam się przecież dalej przyjaźnić.

16 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-11-18 01:24:56)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Facet pewnie nie pójdzie sam z siebie do urologa seksuologa ,androloga bo to wysiłek i niepewne rezultaty
a Autorka czekać nie będzie bo nie
Koniec balu i związku choć na innych polach niby się układa, marne pożycie rzuci cień ni inne dziedziny ,a nieumiejętność rozwiązania problemu
ani razem ani przez faceta osobno dobrowolnie rozwali resztę słabej młodej relacji
Zwolennicy otwartych związków nie polecają otwierania relacji w takich okolicznościach zbyt wiele nieufności i uraza ,brak równowagi i spore ryzyko
zaborczej zazdrości ponad miarę u jakiejś ze stron,zaufanie to też podstawa otwartych związków
same deklaracje to nikła część tego zjawiska - podświadome reakcje odruch emocje decydują bardzo indywidualne ,a tu facet nie wyraża nawet cienia chęci do czego ma w sumie prawo nie zrobił chyba nic ze swojej strony żeby poradzić sobie z problemem erekcji,jakiś ciężki przypadek być może i uparty fałszywie dumny człowiek,a /autorka nie wiadomo jak ma z wyrozumiałością i jest przez niego odbierana,co tam mu nagadała a co znacząco przemilczała.
Rozchodzicie się w ważnej dziedzinie i nie macie chęci rozwiązać problemu,więc chyba lepiej dać sobie spokój i nie rozpoczynać walki na racje prawa i tym podobne

17

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Jak napisałaś, ze jest takim typem skłonnym do poświęceń, z niska samoocena, który nie wie czego chce, to właśnie mi przyszło do głowy, że być może ma syndrom miłego faceta. Niedawno czytałam bardzo ciekawą książkę psychologiczną pt. „(nie)miły facet. Męskie spojrzenie na miłość, seks i związki”. Tłumaczy ona niektóre aspekty zachowania facetów, myśle, że warto chociaż zajrzeć. Taki „miły facet” właśnie tak się skupia na tym, żeby być dobrym partnerem, żeby zadowolić swoją partnerkę, ale jednocześnie moga byc tez problem z seksem itp

18

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

aktualnie jestem w terapii cały czas.

Aha.
Jakie masz zaburzenia, które kastrują faceta?

19 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2023-11-18 11:39:41)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

A ja myślę, że Farmer może tu mieć dobrą intuicję..ciś go blokuje..
Teraz pytanie,  jak Ty jego spostrzegasz jako mężczyznę. Chcesz mieć dominującego kochanka, to powinno mieć chyba  przynajmniej lekkie odzwierciedlenie w życiu codziennym.
I tu pytanie, jak między wami jest tak ogólnie.
Mi się wydaje, może niesłusznie, że mężczyzna i kobieta osiągają jakąś równowagę w tym wszystkim albo nie.
Albo nie można jej osiągnąć, bo po prostu masz silniejszy od niego charakter i jak chcesz bardziej dominującego partnera, to musisz poszukać kogoś innego, może wtedy wasze rozmowy nie będą już takie "gladkie" w codziennym życiu wychodzą przecież konflikty bo jest wiele mu temu okazji.
Albo jest jeszcze taką opcja, że On nie ma od Ciebie sygnałów, że chętnie byś tę pałeczkę oddała.
Nawet waniliowy seks nie musi być... no tu zabrakło słowa odpowiedniego.. jednym słowem może być waniliowo A facet nie pluć na..
Może spróbuj mu się kiedyś z miłością..W takim seksie oddać, a zobaczysz jak się wszystko potoczy?
Jak to kochasz, lubisz, to chyba potrafisz?

20 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-11-18 12:50:00)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Odpowiem jako facet bo widzę to wiele bzdur zostało wypowiedzianych big_smile

Ja masturbuję się od kilkudziesięciu lat.  Tak naprawdę już mali chłopcy się masturbują a jak każdy wie nie mają oni jeszcze popędu seksualnego.

Wiele ludzi którzy są w normlanych związkach, mają żonę, dzieci sie masturbuje i w niczym nie przeszkadza im aby uprawiac sex ze swoją żoną/partnerką.

Masturbacja u faceta służy często aby sie ... odstresować. Aby zeszły z niego złe emocje. Czasami działa relaksująco. Po prostu to taki "zawrór bezpieczeństwa" i trzeba czasami z niego spuścić powietrze ..

Miałem żonę przez wiele lat i naprawdę z sexem nie było problemów.

Pornuski też oglądam czasami i czesto niektóre pozycje z takich pornusów wcieliłem w życie ...

Z obecną partnerką problemu z sexem nie mam. Czasami wręcz narzeka że ciagle mi sie chce i często kilka razy ...

Więc gadanie że jak facet ogląda pornusa lub się masturbuje ma wpływ na jego sex to bzdury ...

Nie obraź sie ale po prostu nie ma między wami chemii czyli przyciągania i pożądania dlatego tak się dzieje.
Jakby było pożądadnie i przyciąganie to tematu by nie było ...

Problem taki że to nasz organizm decyduje czy będzie ta chemia i przyciąganie czy też nie.
I tym się właśnie różni kolega/koleżanka od partnerki/partner.

Że jest pożądanie i chemia z obu stron. jak nie ma to jest związek przyjacielski.

Sądzę że jak ten facet spotka jakąś kobietę ktora go bedzie podniecała i pojawi sie chemi to wszystkie "problemy" od razu znikną ..

A ten związek jest skazany na porażkę. Możecie był przyjaciółki bo się dogadujecie ale bez sexu, namiętności, pożądania nie ma sensu tego ciagnąć

21 Ostatnio edytowany przez heart_of_glass (2023-11-18 13:06:46)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

to nie jest tak, że ja nie chciałam czekać. w zasadzie to od conajmniej pół roku (od kiedy dowiedziałam się o jego problemach z pornografią) ciągle tłumiłam w sobie negatywne odczucia wobec tego wszystkiego i CZEKAŁAM. tłumaczyłam sobie, że powinnam dać temu jeszcze trochę czasu, że może coś się poprawi...

aktualnie jestem w terapii z powodu borderline.
na terapię poszłam żeby przepracować drastyczny spadek poczucia własnej wartości po tym jak odkryłam, że mój partner "woli" pornografię niż seks ze mną. borderline wyszedł niejako w praniu.

i tak, jestem równie zaburzona jak on, tylko że w zupełnie odwrotnym kierunku. on ma problem z określaniem własnych potrzeb, nadmiernym unikaniem konfliktów, brakiem pewności siebie, ja mam problemy z gniewem, jestem raczej dominująca i reaguję impulsywnie. natomiast od kiedy chodzę na terapię to w znacznym stopniu się to poprawiło. no ale nie wiem czy mój aktualny spokój i przygaszenie nie wynikają też z tego że już jestem w środku zrezygnowana i chyba "zaakceptowałam" fakt, że przy nim nie będę czuła się pożądana i podniecająca.
no i tak - w pewnym momencie zaczęliśmy się o ten seks czasem kłócić i powiedziałam mu parę przykrych rzeczy, które jeszcze bardziej go zablokowały i pogorszyły sprawę ALE jego problemy były już od początku naszej relacji więc ja ich nie spowodowałam swoim zachowaniem.

już nawet ten waniliowy seks nie byłby taki zły, gdyby nie to że cokolwiek byśmy nie robili to on jest w trakcie tak spięty, że nie widzę ani grama przyjemności i napalenia z jego strony, to zabija jakąkolwiek przyjemność też u mnie.

zaczęłam sobie czytać tę książkę, którą poleciła jeziorna i o matko, wszystko się zgadza, to zdecydowanie ten przypadek

kaszpir - z tego co wiem, to on ma te problemy z erekcją w zasadzie praktycznie od początku swojej seksualnej kariery, a partnerek miał kilka. no ale w zasadzie powiedziałam mu coś w tym stylu wczoraj przy rozmowie, że ta relacja widocznie jest bardziej przyjacielska niż romantyczna (erotyczna) i że już próbowaliśmy się za to zabrać z każdej strony i ciągle jest źle, w zasadzie na tym etapie mimo ogólnej chęci do seksu to oboje musimy się zmuszać żeby próbować cokolwiek ze sobą nawzajem. widzę że jemu ciężko jest się z tym pogodzić, chciałabym żeby w końcu powiedział "masz rację, jesteśmy lepszymi przyjaciółmi niż kochankami", a mam wrażenie że cała odpowiedzialność za zakończenie tego spoczywa na mnie

tak sobie teraz myślę, jeżeli faktycznie mu się nie podobam i go nie pociągam to naprawdę wolałabym już żeby w żołnierskich słowach powiedział mi to szczerze i pozwolił odejść, przecież widzi jak to na mnie działa i jak mi przez to spadło poczucie wartości, jak sama zaczynam rozmowy o tym żeby się z tej sytuacji wydostać, a on nadal próbuje mnie przekonać żebym została to już jest jakaś forma sadyzmu

a tak jeszcze ogólnie co do pornografii (czy każdej innej "używki") to zależy od osoby i podatności... przez nim spotykałam się z hiperseksualnym facetem, oglądał sporo porno, ale uprawialiśmy też bardzo dużo seksu, nie na każdego działa to w ten sam sposób, jeden to potrakuje jako dodatkowy "treat" a inny zacznie to traktować jako ucieczkę i wsiąknie na dobre

22 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2023-11-18 13:11:20)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Moim zdaniem to Wy jednak powinniście wylądować razem u seksuologa.
Ale z innej beczki , w szoku jestem, że odpisałaś pełen harmonii, poza seksem,    według Ciebie związek A to chyba tylko w Twojej głowie, skoro jesteś borderką..
Przecież Twoje zachowania, np napiętnowanie to za oglądanie porno,  tez wpływają na jego podejście w seksie.
Wydaje mi się, że przy tak oceniającej postawie  można się zablokować.
Może po prostu gość wybiera takie właśnie kobiety, jak Ty autorko i on też ma wiele do przepracowania..
Co Ciebie do niego przyciągnęła, pewnie już wiesz z terapii..

23

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

aktualnie jestem w terapii z powodu borderline.

Oesu, dziewczyno, mogłaś tego nie pisać, już forumowe sępy lecą rozszarpać Cię jak świeżą wołowinkę. Szykuj się.

24

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Nie mogla bym zyc w zwiazku bez namietnosci.  To juz lepiej zostac przyjaciolmi-dla mnie taki zwiazek nie mialby sensu bardziej jak kolega z kolezanka niz partnerzy

25

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Farmer napisał/a:
heart_of_glass napisał/a:

aktualnie jestem w terapii cały czas.

Aha.
Jakie masz zaburzenia, które kastrują faceta?


Pewnie, zawsze to najlepiej winę zrzucić na kobietę.
On miał podobny problem z innymi kobietami, więc nie obarczaj winą autorki, bo za borderkami faceci w sferze seksu lecą jak ćmy do światła...

26 Ostatnio edytowany przez jeziorna (2023-11-18 17:20:31)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Kaszpir007 napisał/a:

Więc gadanie że jak facet ogląda pornusa lub się masturbuje ma wpływ na jego sex to bzdury ...

No to już zalezy od faceta, ja dosłownie przed chwilą przeczytałam anonimowy wpis w jednej grupie na facebooku, gdzie facet sie żalił, że jego kobieta nigdy nie jęczy oraz nigdy nie osiagnęła orgazmu od samej penetracji penisem, choć niemal zawsze osiąga z nim orgazmy jeśli wspomoze ręką itp. Myślę, że on pewnie nie jest jedynym przypadkiem, który tak myśli i ma z tego powodu kompleksy, że nie jest "wystarczający".


heart_of_glass napisał/a:

zaczęłam sobie czytać tę książkę, którą poleciła jeziorna i o matko, wszystko się zgadza, to zdecydowanie ten przypadek

Jak ja się ciesze, że zaczęłaś czytać, weszłam teraz na forum z myślą, że może bym napisała trochę więcej o tej książce, żebyś wiedziała, ze niekoniecznie musi byc to Twoja wina i ze cos jest z Tobą nie tak. Tytuł trochę kontrowersyjny (po angielsku to "No More Mr. Nice Guy"), ale tu chodzi o to, że facet z syndromem miłego gościa chce zadowolić innych ludzi i dlatego unika konfliktów. Przez to zawsze powtarza te same wzorce zachowań, w nadziei, że coś się zmieni, jeśli będzie bardziej się starał.

Ja sama jestem kobietą, a sama przeczytałam tę książkę od deski do desk (jest dostępna też w Internecie po polsku), myślę, że pomimo została napisana dawno temu, to dalej jest aktualna. Nie uczy "jak podrywać kobiety" lub je zadowolić., tylko faktycznie autor chce pomóc facetom wyjść ze swoich schematów i zacząć być szczęśliwym i spełnionym facetem, który wie, czego chce.

27 Ostatnio edytowany przez Legat (2023-11-18 15:11:03)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

Oboje jesteśmy koło 30stki, mieszkamy razem ponad pół roku.

Coś tu ewidentnie nie gra. Przecież w tym wieku i tak krótkim czasie związku - w łóżku to powinien być młody bóg. Albo mają rację ci, którzy twierdzą, że go po kobiecemu kastrujesz. Albo ten facet ciągle się masturbuje i to kilka razy dziennie.
Cos ten fragment jednak mówi jak wygląda wasza komunikacja.

heart_of_glass napisał/a:

On widział, że przez ostatnie tygodnie chodziłam zdołowana, sam co jakiś czas zaczyna temat naszego pożycia, bo widzi że mnie to męczy, nawet jeżeli nic nie mówię.

28

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

i tak, jestem równie zaburzona jak on, tylko że w zupełnie odwrotnym kierunku. on ma problem z określaniem własnych potrzeb, nadmiernym unikaniem konfliktów, brakiem pewności siebie, ja mam problemy z gniewem, jestem raczej dominująca i reaguję impulsywnie. natomiast od kiedy chodzę na terapię to w znacznym stopniu się to poprawiło. no ale nie wiem czy mój aktualny spokój i przygaszenie nie wynikają też z tego że już jestem w środku zrezygnowana i chyba "zaakceptowałam" fakt, że przy nim nie będę czuła się pożądana i podniecająca.
no i tak - w pewnym momencie zaczęliśmy się o ten seks czasem kłócić i powiedziałam mu parę przykrych rzeczy, które jeszcze bardziej go zablokowały i pogorszyły sprawę ALE jego problemy były już od początku naszej relacji więc ja ich nie spowodowałam swoim zachowaniem.

Dominujące partnerki wpływają na mężczyzn kastrująco.
Jeśli poprzednie partnerki również były takie, to u chłopaka problem się pogłębia.

29

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Agnes76 napisał/a:

Dominujące partnerki wpływają na mężczyzn kastrująco.
Jeśli poprzednie partnerki również były takie, to u chłopaka problem się pogłębia.

Niestety facet zachowuje się jak typowy fapiarz, nadrabia uprzejmością, łagodnością i zaangażowaniem.

30

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Legat napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Dominujące partnerki wpływają na mężczyzn kastrująco.
Jeśli poprzednie partnerki również były takie, to u chłopaka problem się pogłębia.

Niestety facet zachowuje się jak typowy fapiarz, nadrabia uprzejmością, łagodnością i zaangażowaniem.

W uprzejmości i łagodności nie ma niczego złego, o ile  poza tym facet jest psychiczne silny i umie bronić swoich granic oraz pozycji w związku. Natomiast jeśli jest niepewny swojej wartości, to za cenę utrzymania związku jest gotów rezygnować z siebie. Ta rezygnacja nie ograniczy się tylko do ustępstw w życiu domowym i automatycznie przeniesie w sferę  seksu. Uległy facet nie będzie samcem alfa i zdobywcą w łóżku, bo nie czuje uznania dla swojej męskości u  partnerki.
Jak kobieta chce mieć gorącego kochanka to musi mu dawać dowody uznania i podziwu.

31

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Z tym, że żaden facet jeszcze nie narzekał na seks z borderką, inne sfery leżały, ale nie seks.

Kobiety dominujące reglamentują seks i partnerzy mają problem z jego brakiem.

O jakim uznaniu męskości tu mówić, skoro od początku to on miał problem...

Jednym słowem nie ma tu reguły, a  ten związek nie ma racji bytu.

32 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-11-18 16:20:02)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
wieka napisał/a:

Z tym, że żaden facet jeszcze nie narzekał na seks z borderką, inne sfery leżały, ale nie seks.

Kobiety dominujące reglamentują seks i partnerzy mają problem z jego brakiem.

O jakim uznaniu męskości tu mówić, skoro od początku to on miał problem...

Jednym słowem nie ma tu reguły, a  ten związek nie ma racji bytu.

Kobieta nie musi reglamentować seksu żeby mężczyzna czuł się przez nią przytłoczony. Jeśli ona we wszystkim chce mieć rację, o wszystkim decydować, a przede wszystkim  często go krytykuje, to facet traci pewność siebie.
Uznanie nie musi się ograniczać do sfery seksu aby on poczuł się dobry, ważny, pożądany. Docenianie jego zalet, wyrażanie wdzięczności za to co robi dla wspólnego dobra, a zwłaszcza podziwianie osiągnięć na innych polach daje mężczyźnie poczucie wartości i pokazuje, że jest przez partnerkę ceniony, jest dla niej kimś ważnym.
Często w związkach jest tak, że mówi się o wadach, niedociągnięciach i krytykuje, a brakuje pochwał, podziwu i zachwytu, które by te pierwsze rekompensowały.

33

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Kaszpir007 napisał/a:

Masturbacja u faceta służy często aby sie ... odstresować. Aby zeszły z niego złe emocje. Czasami działa relaksująco. Po prostu to taki "zawrór bezpieczeństwa" i trzeba czasami z niego spuścić powietrze ..


Więc gadanie że jak facet ogląda pornusa lub się masturbuje ma wpływ na jego sex to bzdury ...

Już drugi albo trzeci raz Kaszpir powtarzasz te bzdety z durnym przekonaniem godnym obrony pracy doktorskiej.
Niestety bzdury piszesz Ty i to nieodpowiedzialnie z ignorancji.
Coś takiego jak uzależnienie od pornografii i masturbacji jest zaburzeniem i się to leczy,nie wiadomo czy to u faceta jet przyczyną braku erekcji i problemów ,może jest może nie jest od diagnozowania są specjaliści - nie można tego wykluczyć .
Sama masturbacja i porno może u niektórych ludzi nie mieć konsekwencji, nie jest to jednak reguła dla każdego i nie jest tak, że wszyscy brandzlują się "normalnie"
Uzależnienie ma wpływ na seks i pożycie,są to fakty a nie fanaberie, czy wymysły.
Zanim napiszesz znowu takie głupoty to poczytaj, dowiedz się, sprawdź, bo piszesz i powtarzasz bzdury.

34

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Agnes76 napisał/a:
wieka napisał/a:

Z tym, że żaden facet jeszcze nie narzekał na seks z borderką, inne sfery leżały, ale nie seks.

Kobiety dominujące reglamentują seks i partnerzy mają problem z jego brakiem.

O jakim uznaniu męskości tu mówić, skoro od początku to on miał problem...

Jednym słowem nie ma tu reguły, a  ten związek nie ma racji bytu.

Kobieta nie musi reglamentować seksu żeby mężczyzna czuł się przez nią przytłoczony. Jeśli ona we wszystkim chce mieć rację, o wszystkim decydować, a przede wszystkim  często go krytykuje, to facet traci pewność siebie.
Uznanie nie musi się ograniczać do sfery seksu aby on poczuł się dobry, ważny, pożądany. Docenianie jego zalet, wyrażanie wdzięczności za to co robi dla wspólnego dobra, a zwłaszcza podziwianie osiągnięć na innych polach daje mężczyźnie poczucie wartości i pokazuje, że jest przez partnerkę ceniony, jest dla niej kimś ważnym.
Często w związkach jest tak, że mówi się o wadach, niedociągnięciach i krytykuje, a brakuje pochwał, podziwu i zachwytu, które by te pierwsze rekompensowały.

Wiesz co, jak facet nie na problemu, nie trzeba go stawiać na piedestale, tu ewidentnie on ma  problem i nic nie da stawanie nawet na rzęsach...
Jak ktoś ma niskie poczucie wartości, to sztuczne jego podnoszenie niezasłużonymi pochwalami nic nie da i jest bez sensu.

W tym przypadku problem z libido mógł u niego zaniżyć poczucie wartości, nie odwrotnie.

35

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
wieka napisał/a:

O jakim uznaniu męskości tu mówić, skoro od początku to on miał problem...

Jednym słowem nie ma tu reguły, a  ten związek nie ma racji bytu.

Zdaje się, że masz podobne podejście do Autorki, która jeszcze nie widziała problemów z seksem u faceta. Mężczyźni podobnie jak kobiety są ludźmi i maja problemy. Nie ma ideałów.
Oczywiście można machnąć ręką i napisać to nie ma racji bytu. Ale nie ma się co łudzić. Poprzednicy też jakieś wady mieli, skoro nie dało się z nimi stworzyć stałego związku.

36 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-11-18 17:20:56)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
wieka napisał/a:

Wiesz co, jak facet nie na problemu, nie trzeba go stawiać na piedestale, tu ewidentnie on ma  problem i nic nie da stawanie nawet na rzęsach...
Jak ktoś ma niskie poczucie wartości, to sztuczne jego podnoszenie niezasłużonymi pochwalami nic nie da i jest bez sensu.

W tym przypadku problem z libido mógł u niego zaniżyć poczucie wartości, nie odwrotnie.

Wszystko jest względne.
Wszyscy wiemy, że toksyczne związki potrafią ludzi pozbawić poczucia wartości. Czasem te rany na psychice są tak głębokie, że przepracowują to na terapiach i potrzebują lat, żeby wrócić do równowagi. Nie trzeba człowieka stawiać na piedestale, czasem wystarczy żeby go nie pogrążać.
Dobry związek potrafi człowiekowi dodać skrzydeł, pomoże uwierzyć w siebie, poczuć swoją wartość i śmiało patrzeć w przyszłość.
Nigdzie nie napisałam, że trzeba mu mówić niezasłużone pochwały.
Każdy z nas ma coś dobrego w sobie. Grzeczność i  uprzejmość to też mocne zalety. Jeśli dziewczyna pisze, że z żadnym innym nie czuła takiego dopasowania, to na pewno nie wzięło się to znikąd. Musi mieć jakieś cechy, które są dla niej cenne.

na terapię poszłam żeby przepracować drastyczny spadek poczucia własnej wartości po tym jak odkryłam, że mój partner "woli" pornografię niż seks ze mną

Jak widać drastyczny spadek wartości nie jest niczym nadzwyczajnym gdy w związku się nie układa. U niego może być podobnie z innego powodu.

37

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Legat napisał/a:

Cos ten fragment jednak mówi jak wygląda wasza komunikacja.

heart_of_glass napisał/a:

On widział, że przez ostatnie tygodnie chodziłam zdołowana, sam co jakiś czas zaczyna temat naszego pożycia, bo widzi że mnie to męczy, nawet jeżeli nic nie mówię.

no sporo już rozmawialiśmy na ten temat i nie wiem co mogłabym mu jeszcze powiedzieć, bo nie widzę sposobu rozwiązania tego problemu. a przywiązanie robi swoje i nie potrafiłam się do tej pory zdobyć na radykalne kroki, więc po prostu nie robiłam i nie mówiłam nic. i tak też mu powiedziałam gdy kolejny raz pociągnął mnie za język

ja mam spore doświadczenie seksualne, dużo różnych dłuższych i krótszych znajomości, generalnie zawsze byłam bardzo zorientowana na seks (to chyba dość standardowe przy tym zaburzeniu...), więc jest to totalnie odwrotny biegun niż to co mam teraz
nigdy nie spotkałam faceta, który by miał taki problem z seksem jak mój aktualny partner.
i już pomijając tego mojego nieszczęsnego bordera, to też nie jest tak, że liczę na dzikie fajerwerki rodem z harlequina, naprawdę wystarczyłby mi "normalny" seks, bez opadającego penisa, bez stresu, z jakąś regularnością i przede wszystkim z poczuciem, że mój facet na mnie leci.
chwalę go za rzeczy, które mi się w nim podobają.
od miesięcy przełykalam swoją frustrację i nie komentowałam naszych łóżkowych porażek właśnie po to żeby go jeszcze bardziej nie dobijać.

38

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

nie wiem co mogłabym mu jeszcze powiedzieć, bo nie widzę sposobu rozwiązania tego problemu

Może po zakończeniu lektury będziesz wiedzieć? Tzn. pewnie nie nasrtapi to rpędki, ja sama musiałam czytac tą książkę na raty w odstępach kilkudniowych, żeby ją przetrawić, wiec troche czasu mi to zajęło. Jak skonczysz, to wtedy podejmiesz decyzję, czy podsunać tą książkę swojemu facetowi (o ile tego nie zrobisz wcześniej), pytanie, czy będzie też chciał to czytać. Jakie masz teraz odczucia wzgledem ksiażki?

39

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Agnes76 napisał/a:
wieka napisał/a:

Wiesz co, jak facet nie na problemu, nie trzeba go stawiać na piedestale, tu ewidentnie on ma  problem i nic nie da stawanie nawet na rzęsach...
Jak ktoś ma niskie poczucie wartości, to sztuczne jego podnoszenie niezasłużonymi pochwalami nic nie da i jest bez sensu.

W tym przypadku problem z libido mógł u niego zaniżyć poczucie wartości, nie odwrotnie.

Wszystko jest względne.
Wszyscy wiemy, że toksyczne związki potrafią ludzi pozbawić poczucia wartości. Czasem te rany na psychice są tak głębokie, że przepracowują to na terapiach i potrzebują lat, żeby wrócić do równowagi. Nie trzeba człowieka stawiać na piedestale, czasem wystarczy żeby go nie pogrążać.
Dobry związek potrafi człowiekowi dodać skrzydeł, pomoże uwierzyć w siebie, poczuć swoją wartość i śmiało patrzeć w przyszłość.
Nigdzie nie napisałam, że trzeba mu mówić niezasłużone pochwały.
Każdy z nas ma coś dobrego w sobie. Grzeczność i  uprzejmość to też mocne zalety. Jeśli dziewczyna pisze, że z żadnym innym nie czuła takiego dopasowania, to na pewno nie wzięło się to znikąd. Musi mieć jakieś cechy, które są dla niej cenne.

na terapię poszłam żeby przepracować drastyczny spadek poczucia własnej wartości po tym jak odkryłam, że mój partner "woli" pornografię niż seks ze mną

Jak widać drastyczny spadek wartości nie jest niczym nadzwyczajnym gdy w związku się nie układa. U niego może być podobnie z innego powodu.


Tylko co to za poczucie wartości, jak siada przy najbliższej " okazji".
Obydwoje mieli pewnie w życiu pod górkę, bo to dzieciństwo kładzie się cieniem na życie, obydwoje mają podobny problem.

Co do  bordeline, to facetów przy takich kobietach trzyma seks, a tego partnera co? Dlatego nie widzę tu żadnej winy autorki, on po prostu przyszedł już też że swoim bagażem, a wiedział na co się pisze, może myślał, że temperamentna kobieta podniesie mu wszystko co było do podniesienia...

Nic nie da się tu zrobić.

40

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

już mu mówiłam o tej książce, chce ją przeczytać. no i generalnie to on różnych psychologicznych poradników na tematy damsko męskie i samorozwojowe ma od groma, więc jest w sporym stopniu świadomy swoich problemów (szkoda, że nie przyznał się do nich wprost na samym początku wink)

jestem gdzieś w połowie, było o facetach wychowywanych przez samotne matki, o brak wzorca męskości itd - no to wszystko go dotyczy i wiem o tym, wiem też o jego problemach z dominującą i krytykującą matką, wiem że ma problemy z poczuciem męskości, no ja wiem to wszystko. tylko dla mnie to w zasadzie niewiele zmienia, bo to że znam powody tych wszystkich problemów sprawia jedynie, że czuję współczucie wobec niego, przykro mi że tak ma ALE ja też mam swoje potrzeby i swoje zaburzenia i mam wrażenie że biorąc to wszystko do kupy, to jest po prostu za dużo jak na jeden związek...
zaczął mi wczoraj sugerować, że może ja nie potrafię żyć w stałym związku i że interesuje mnie tylko pierwsza chemia i gonienie króliczka. wkurzyłam się, bo on doskonale wie że nie o to mi chodzi, zapytałam go czy jego zdaniem życie ze sobą w niemalże platonicznej przyjacielskiej relacji po półtorej roku związku jest normalne i większość ludzi tak ma, powiedział że nie wie jak powinien wyglądać normalny związek bo nigdy takiego z bliska nie widział.

41

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Legat napisał/a:
wieka napisał/a:

O jakim uznaniu męskości tu mówić, skoro od początku to on miał problem...

Jednym słowem nie ma tu reguły, a  ten związek nie ma racji bytu.

Zdaje się, że masz podobne podejście do Autorki, która jeszcze nie widziała problemów z seksem u faceta. Mężczyźni podobnie jak kobiety są ludźmi i maja problemy. Nie ma ideałów.
Oczywiście można machnąć ręką i napisać to nie ma racji bytu. Ale nie ma się co łudzić. Poprzednicy też jakieś wady mieli, skoro nie dało się z nimi stworzyć stałego związku.

Właśnie mówię, że on ma problem i nic nie jest w stanie zrobić z niego kochanka na jakiego liczy autorka, więc ten związek się nie utrzyma.

42

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Oczywiście, że tu nie ma żadnej winy autorki, gość już przyszedł ze swoimi problemami i nie jest to Twoją robota ratowanie go tylko siebie.
Terapia jeśli pomaga to w porządku, ale ludzie przeceniają jej wpływ na życie, czasem lepiej samemu się dokształcić w danym temacie.

Wgl co to jest borderline, mam wrażenie że to obecnie jedno z najmodniejszych "schorzeń" Wrzuca się to każdemu kto jest niezdyscyplinowany, ma trochę większy temperament, każdy ma trochę borderline jak nie pracuje nad swoim charakterem.
To luzna refleksja

Natomiast co do bycia z facetem z problemami, niektóre dziewczyny to lubią, lubią ratować, poświęcać się, ale jeśli to nie w twoim stylu co jest absolutnie w porządku, ratowanie kogoś to drugi etat albo wolontariat więc jak nie masz na to ochoty to spokojnie wyjdź z tego układu, bo tylko będziesz się czuć jeszcze gorzej.

43 Ostatnio edytowany przez jeziorna (2023-11-18 18:56:48)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

no ja wiem to wszystko. tylko dla mnie to w zasadzie niewiele zmienia, bo to że znam powody tych wszystkich problemów sprawia jedynie, że czuję współczucie wobec niego, przykro mi że tak ma ALE ja też mam swoje potrzeby i swoje zaburzenia i mam wrażenie że biorąc to wszystko do kupy, to jest po prostu za dużo jak na jeden związek...

Rozumiem, dla mnie niektóre informacje nie były takie oczywiste, dlatego sama dużo z tej książki wyciągnęłam. Czytałam ją po swoim ostatnim rozstaniu, choć trafiłam na nią w przypadkiem. Jak zaczęłam czytać, to miałam różne flashbacki z życia. Niektóre fragmenty doskonale opisywały część osób, z którymi kiedyś się spotykałam. W większości byli bardzo uprzejmi i sympatyczni, ale ja czułam, że to jednak nie jest to i zawsze czegoś mi brakowało, tylko nie umiałam tego okreslić. Widziałam, że każdy był szczery, że mogłabym z tą osobą się dogadać w każdej sprawie, że ma dobre intencje, ale mimo to nie widziałam w danej osobie partnera dla siebie. Większość osób była samotna od dłuższego czasu, nie była w stanie nikogo znaleźć i nie umiałam wytłumaczyć, z czego to wynika. Tzn. widziałam, że ja sama z nimi nie chciałabym być w związku, wiec rozumiałam, że może dlatego inni tez mogliby nie chcieć. Zresztą nikt nie jest idealny, każdy ma jakieś wady, ale dla mnie nie byli wystarczająco męscy i wydawałli mi się trochę desperatami. Jednoczesnie zależało mi na równopartnerstwie i równym podziale obowiązkow domowych. 

W ostatnim zwiazku też nie miałam namietności, dlatego Twój temat mnie zainteresował i weszłam tutaj. Tyle, że to ja byłam ta osobą, która nie miała ochoty na seks. Z ostatnim partnerem żylismy jak wspolokatorzy, dobrze sie dogadywalismy, super nam sie spędzało czas wolny, nie mielismy problemu z ustaleniem podziału obowiązków domowych. Tylko ten seks stanowił problem, a ja nie umiałam powiedzieć, dlaczego ja nie chcę z nim uprawiać seksu, skoro był przystojny i wydawał sie być dobrym partnerem. Jednocześnie czulam sie też jako jego matka.  Ostatecznie zdecydowałam się zkaonczyc związek i do dzis nie załuję tej decyzji. Pisałam o tym w swoich pierwszych postach na tym forum, wiec mozesz zerknąć i przejrzec je, ale moim zdaniem moja sytuacja była inna niż Twoja. Nie sądzę, by ostatni facet miał ten syndrom miłego gościa. Co prawda, pewnosci nie mam,  ale też wydaje mi się, że nawet jak mój ostatni facet miał ten syndrom, to po wyjściu z tego syndromu, sam by zakończył związek, bo widział, że po prostu nie jesteśmy do siebie dopasowani i mielismy zupełnie inne potrzeby seksualne. Nasz związek był trochę z rozsądku.

Nie brzmi to zbyt optymistycznie, ale może dzięki książce bedzie Ci albo jemu łatwiej podjąć decyzję o tym, aby zakończyc ten zwiazek? Niekoniecznie tak musi być, bo w książce były tez pozytywne przyklady, tj. gdzie wyjście z syndromu wpłynęło pozytywnie na dotychczasowe związki. Moze tak byc, ze on po prostu tak ma, ze ma bardzo niskie potrzeby seksualne, a tu juz trudno o kompromis. Jedna osoba będzie sie zmuszać, żeby uprawiać seks częściej, a druga bedzie zawsze czuła niedosyt. W naszym przypadku tak było, tyle, że ja w ogóle nie mam potrzeby masturbowania się ani oglądania porno. Może to  też Wasz przypadek, skoro pisałaś, ze jego masturbacja i porno wynika bardziej z napięcia emocjonalnego?

44 Ostatnio edytowany przez heart_of_glass (2023-11-18 19:36:32)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
jeziorna napisał/a:
heart_of_glass napisał/a:

no ja wiem to wszystko. tylko dla mnie to w zasadzie niewiele zmienia, bo to że znam powody tych wszystkich problemów sprawia jedynie, że czuję współczucie wobec niego, przykro mi że tak ma ALE ja też mam swoje potrzeby i swoje zaburzenia i mam wrażenie że biorąc to wszystko do kupy, to jest po prostu za dużo jak na jeden związek...

Rozumiem, dla mnie niektóre informacje nie były takie oczywiste, dlatego sama dużo z tej książki wyciągnęłam. Czytałam ją po swoim ostatnim rozstaniu, choć trafiłam na nią w przypadkiem. Jak zaczęłam czytać, to miałam różne flashbacki z życia. Niektóre fragmenty doskonale opisywały część osób, z którymi kiedyś się spotykałam. W większości byli bardzo uprzejmi i sympatyczni, ale ja czułam, że to jednak nie jest to i zawsze czegoś mi brakowało, tylko nie umiałam tego okreslić. Widziałam, że każdy był szczery, że mogłabym z tą osobą się dogadać w każdej sprawie, że ma dobre intencje, ale mimo to nie widziałam w danej osobie partnera dla siebie. Większość osób była samotna od dłuższego czasu, nie była w stanie nikogo znaleźć i nie umiałam wytłumaczyć, z czego to wynika. Tzn. widziałam, że ja sama z nimi nie chciałabym być w związku, wiec rozumiałam, że może dlatego inni tez mogliby nie chcieć. Zresztą nikt nie jest idealny, każdy ma jakieś wady, ale dla mnie nie byli wystarczająco męscy i wydawałli mi się trochę desperatami. Jednoczesnie zależało mi na równopartnerstwie i równym podziale obowiązkow domowych. 

W ostatnim zwiazku też nie miałam namietności, dlatego Twój temat mnie zainteresował i weszłam tutaj. Tyle, że to ja byłam ta osobą, która nie miała ochoty na seks. Z ostatnim partnerem żylismy jak wspolokatorzy, dobrze sie dogadywalismy, super nam sie spędzało czas wolny, nie mielismy problemu z ustaleniem podziału obowiązków domowych. Tylko ten seks stanowił problem, a ja nie umiałam powiedzieć, dlaczego ja nie chcę z nim uprawiać seksu, skoro był przystojny i wydawał sie być dobrym partnerem. Jednocześnie czulam sie też jako jego matka.  Ostatecznie zdecydowałam się zkaonczyc związek i do dzis nie załuję tej decyzji. Pisałam o tym w swoich pierwszych postach na tym forum, wiec mozesz zerknąć i przejrzec je, ale moim zdaniem moja sytuacja była inna niż Twoja. Nie sądzę, by ostatni facet miał ten syndrom miłego gościa. Co prawda, pewnosci nie mam,  ale też wydaje mi się, że nawet jak mój ostatni facet miał ten syndrom, to po wyjściu z tego syndromu, sam by zakończył związek, bo widział, że po prostu nie jesteśmy do siebie dopasowani i mielismy zupełnie inne potrzeby seksualne. Nasz związek był trochę z rozsądku.

Nie brzmi to zbyt optymistycznie, ale może dzięki książce bedzie Ci albo jemu łatwiej podjąć decyzję o tym, aby zakończyc ten zwiazek? Niekoniecznie tak musi być, bo w książce były tez pozytywne przyklady, tj. gdzie wyjście z syndromu wpłynęło pozytywnie na dotychczasowe związki. Moze tak byc, ze on po prostu tak ma, ze ma bardzo niskie potrzeby seksualne, a tu juz trudno o kompromis. Jedna osoba będzie sie zmuszać, żeby uprawiać seks częściej, a druga bedzie zawsze czuła niedosyt. W naszym przypadku tak było, tyle, że ja w ogóle nie mam potrzeby masturbowania się ani oglądania porno. Może to  też Wasz przypadek, skoro pisałaś, ze jego masturbacja i porno wynika bardziej z napięcia emocjonalnego?

czytałam Twoje posty, w sumie jakoś pocieszyło mnie to, że nie tylko ja jestem gotowa zrezygnować z "dobrego" związku z powodu seksu, do tej pory miałam różne myśli, że może przesadzam, że skoro cala reszta jest ok to powinnam w tym zostać, w sumie to miałam wyrzuty do siebie z powodu swoich pragnień bo przecież niby jest tak dobrze

mówiłam mu też o tym, że jeżeli mamy takie różnice w libido to przecież to nie jest coś co się da rozwiązać, no generalnie cały czas przedstawiam mu argumenty pt. dlaczego to nie ma prawa wyjść, on się niby zgadza, a potem żyjemy dalej jakby nie było tematu. wiem że skoro mi to nie odpowiada to powinnam sama to zakończyć i zrobić to stanowczo, ale czekam chyba na to aż on się obudzi i mi to chociaż trochę ułatwi, jakoś to popchnie dalej...
jakby to była kwestia samego libido to pewnie też prędzej czy później zaczęłabym myśleć o rozstaniu, ale to całe dodatkowe tło związane z porno i masturbacją jeszcze pogarsza dla mnie sprawę, bo sprowadza całą narrację w mojej głowie do tego, że jestem nieatrakcyjna, niewystarczająca i przegrywam z innymi kobietami, wirtualnymi w tym przypadku. po tym wszystkim to cokolwiek by nie zrobił to już nie naprawi tego obrazu w mojej głowie, a z drugiej strony ta cała "praktyczna" i przyjacielska strona związku mnie nadal powstrzymuje, bo myślę sobie "kurczę, taki dobry chłopak... tak dobrze mogłoby być nam razem gdyby..." sad

45 Ostatnio edytowany przez Kasssja (2023-11-18 21:14:33)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Kaszpir007 napisał/a:

Ja masturbuję się od kilkudziesięciu lat.

Litości, najpierw mi wysyłasz swoją gębę na maila, a teraz muszę ją łączyć z takimi informacjami. I to przy jedzeniu mad

I do tego z uporem maniaka pierniczysz trzy po trzy.  Siedzisz typie sam latami na tej swojej wsi jak jakiś "chłopak do wzięcia" i walisz gruchę, bo nic innego ci nie zostało, to na co ma ci to wpływać? A czy ex żona narzekała na jakość pożycia czy nie, to trzeba by jej zapytać, a nie ciebie po latach. Z jakiegoś powodu bzyka się z kim innym.   
A mityczna obecna partnerka, gdyby istniała, umarła by ze śmiechu czytając, że namawiasz ją na kilka stosunków raz po razie lol Nic śmieszniejszego dziś nie czytałam, gratulacje. Wygrałeś z memami o PISie big_smile

46

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Kasssja napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:

Ja masturbuję się od kilkudziesięciu lat.

Litości, najpierw mi wysyłasz swoją gębę na maila, a teraz muszę ją łączyć z takimi informacjami. I to przy jedzeniu mad

I do tego z uporem maniaka pierniczysz trzy po trzy.  Siedzisz typie sam latami na tej swojej wsi jak jakiś "chłopak do wzięcia" i walisz gruchę, bo nic innego ci nie zostało, to na co ma ci to wpływać? A czy ex żona narzekała na jakość pożycia czy nie, to trzeba by jej zapytać, a nie ciebie po latach. Z jakiegoś powodu bzyka się z kim innym.   
A mityczna obecna partnerka, gdyby istniała, umarła by ze śmiechu czytając, że namawiasz ją na kilka stosunków raz po razie lol Nic śmieszniejszego dziś nie czytałam, gratulacje. Wygrałeś z memami o PISie big_smile

Boze ;Dgruche ;d-- jestes   wielka; *

47

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

48

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

kasssja tym wpisem zrobiłaś mi wieczór.

Kaszpir ile razy, złapała Cię żona, na biciu niemca po głowie  ( nowe określenie wyczytałam na innym forum)

49 Ostatnio edytowany przez KoralinaJones (2023-11-18 23:26:51)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Kasssja napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:

Ja masturbuję się od kilkudziesięciu lat.

Litości, najpierw mi wysyłasz swoją gębę na maila, a teraz muszę ją łączyć z takimi informacjami. I to przy jedzeniu mad

I do tego z uporem maniaka pierniczysz trzy po trzy.  Siedzisz typie sam latami na tej swojej wsi jak jakiś "chłopak do wzięcia" i walisz gruchę, bo nic innego ci nie zostało, to na co ma ci to wpływać? A czy ex żona narzekała na jakość pożycia czy nie, to trzeba by jej zapytać, a nie ciebie po latach. Z jakiegoś powodu bzyka się z kim innym.   
A mityczna obecna partnerka, gdyby istniała, umarła by ze śmiechu czytając, że namawiasz ją na kilka stosunków raz po razie lol Nic śmieszniejszego dziś nie czytałam, gratulacje. Wygrałeś z memami o PISie big_smile


big_smile Kasssja, nie mogę wytrzymać i muszę zapytać - o co Wam tak naprawdę poszło na mailu? big_smile

50

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
KoralinaJones napisał/a:

big_smile Kasssja, nie mogę wytrzymać i muszę zapytać - o co Wam tak naprawdę poszło na mailu? big_smile

O nic zupełnie, totalnie neutralna wymiana informacji. Zaczęło się chyba od tego, ze zaproponowałam obejrzenie profilu Jakiegoś Człowieka. Bo narzekał, że ma mało lajków. No i on mi zaproszony wysłał screeny z sobą, ja odpisałam co myślę itd. No i wtedy nagle ni z gruchy (hyhy) ni z pietruchy wjechało mi to samo od Kaspzira, który uznał, że robię widocznie za wróżkę tinderuszkę na tym forum. Ale jako że jestem człowiek kulturalny, to odpisałam kulturalnie, co ma zmienić, jak te foty się prezentują itd. To były moje początki na tym forum, więc w sumie nie wiedziałam kto jest kim. I potem zaczęłam czytać, co ten cały Kaszpir sobą reprezentuje, jaki syf się z tych jego wpisów wylewa, jakie ma śmietnisko w głowie, z jaką pogardą się wypowiada o kobietach i jakie ma o sobie mniemanie - a ja znając jego facjatę, cielsko i inne szczegóły doskonale widziałam, że to mniemanie jest z tym kompletnie niekompatybilne. Wkurwiało mnie też niemożebnie, że typ pierdzieli na swój temat w każdym możliwym wątku. Mam totalną alergię na egocentryków i narcyzów, zwłaszcza jeśli nie domagają intelektualnie i urodowo. Ciśnięcie takim to rodzaj mojego guilty pleasure.

51

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
paslawek napisał/a:

Coś takiego jak uzależnienie od pornografii i masturbacji jest zaburzeniem i się to leczy,nie wiadomo czy to u faceta jet przyczyną braku erekcji i problemów ,może jest może nie jest od diagnozowania są specjaliści - nie można tego wykluczyć .
Sama masturbacja i porno może u niektórych ludzi nie mieć konsekwencji, nie jest to jednak reguła dla każdego i nie jest tak, że wszyscy brandzlują się "normalnie"
Uzależnienie ma wpływ na seks i pożycie,są to fakty a nie fanaberie, czy wymysły.

Nie będę pisał żadnych rad ani mądrości bo nie jestem do tego odpowiednią osobą ale przy okazji takiego tematu chcę o coś zapytać. Obawiam iż mogę być uzależniony od pornografii, nie od masturbacji tylko od samego oglądania podobnie jak partner autorki. Czy to na prawdę może mieć aż taki wpływ na sam seks kiedy się już znajdzie partnerkę? Ciężko sobie wyobrazić by fizycznie zdrowy mężczyzna nie mógł osiągnąć erekcji tylko z powodu oglądania porno. Problem autora na prawdę może być spowodowany właśnie tym i byłoby tak z każdą kobietą czy bardziej prawdopodobne jest, że tylko w tym konkretnym przypadku ma taki problem? Pytam bo trochę się obawiam, że jeśli kiedyś uda mi się znaleźć partnerkę to będę miał ten sam problem. A przy okazji jeszcze jedno pytanie, według tego co autorka napisała wszystko w ich związku działa jak należy poza tym seksem i to na prawdę już wystarczy by spisać ten związek na straty, tylko z tego jednego powodu już jest po związku?

52

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Shinigami napisał/a:

Czy to na prawdę może mieć aż taki wpływ na sam seks kiedy się już znajdzie partnerkę? Ciężko sobie wyobrazić by fizycznie zdrowy mężczyzna nie mógł osiągnąć erekcji tylko z powodu oglądania porno.

Może, ale nie musi, kwestia osobnicza. Jeden z potencjalnych problemów to np. to, że wyszukujesz w filmach jakiś określony typ kobiet, kręcą się określone parametry ciała i jak trafia ci się pornos bez tych impulsów, to sobie szukasz innego, spełniającego wymagania. Zweryfikuj sobie (w głowie!) jakie typy filmów oglądasz i czemu akurat takie. I czy twoja potencjalna partnerka mogłaby wyglądać zupełnie inaczej niż te babki z pornosów. Bo wiesz, skoro całe życie nie możesz znaleźć sobie dziewczyny, to jak się już jakaś trafi, to raczej nie będzie to nikt przypominający gwiazdy porno. Czy gdybyś trafił na filmik z taką przeciętną, może nieco starszą, grubawą albo niespecjalną z buzi kobietą, to oglądałbyś z takim samym entuzjazmem jak jakieś cycate nimfetki?

53

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Kasssja napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Czy to na prawdę może mieć aż taki wpływ na sam seks kiedy się już znajdzie partnerkę? Ciężko sobie wyobrazić by fizycznie zdrowy mężczyzna nie mógł osiągnąć erekcji tylko z powodu oglądania porno.

Może, ale nie musi, kwestia osobnicza. Jeden z potencjalnych problemów to np. to, że wyszukujesz w filmach jakiś określony typ kobiet, kręcą się określone parametry ciała i jak trafia ci się pornos bez tych impulsów, to sobie szukasz innego, spełniającego wymagania. Zweryfikuj sobie (w głowie!) jakie typy filmów oglądasz i czemu akurat takie. I czy twoja potencjalna partnerka mogłaby wyglądać zupełnie inaczej niż te babki z pornosów. Bo wiesz, skoro całe życie nie możesz znaleźć sobie dziewczyny, to jak się już jakaś trafi, to raczej nie będzie to nikt przypominający gwiazdy porno. Czy gdybyś trafił na filmik z taką przeciętną, może nieco starszą, grubawą albo niespecjalną z buzi kobietą, to oglądałbyś z takim samym entuzjazmem jak jakieś cycate nimfetki?

Nazywają to przebodźcowaniem i jest to nieodłączne z chemią mózgu,jego reakcjami na to co widzisz i co robisz,najbardziej destruktywne dla pożycia bywa uzależnienie od porno i masturbacji,pomimo nawet wysokiego libido,
połączone ze sobą dwie czynności ale każda z osobna również działać może uzależniająco,to dwa różne światy iluzji i realny konfrontacja bardzo może być tych dwóch światów zgubna w skutkach, to oczywiście zależy od wielu zmiennych indywidualnych czynników
zgubna dla niektórych ludzi, u facetów może to być brak erekcji,niepełna erekcja, niemożność osiągnięcia orgazmu pomimo erekcji albo zanik erekcji podczas stosunku, różnie to jest, to kwestia przyzwyczajenia do regulacji emocjami w sposób nałogowy i przyzwyczajenia do dopaminy to tak w skrócie.

54 Ostatnio edytowany przez jeziorna (2023-11-19 00:34:12)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

czytałam Twoje posty, w sumie jakoś pocieszyło mnie to, że nie tylko ja jestem gotowa zrezygnować z "dobrego" związku z powodu seksu, do tej pory miałam różne myśli, że może przesadzam, że skoro cala reszta jest ok to powinnam w tym zostać, w sumie to miałam wyrzuty do siebie z powodu swoich pragnień bo przecież niby jest tak dobrze

Na początku byłam gotowa zostać w związku, jakby nie patrzeć, ja byłam w trochę lepszej pozycji, bo to nie mi doskwierał brak seksu i to nie ja czułam niespełniona w tej sferze.  Jak go przytulałam czy dawałam buziaka to już chciał więcej, potem przestał inicjować po moich licznych odmowach, jednakze ciagle czułam tą presję na seks, przez co miałam zerowe libido. On nie chciał wywierać tej presji, robił to nieświadomie i  niektóre sygnały z mojej strony błędne interpretował, o czym później też dużo rozmawialiśmy. Starał się uszanować ten mój brak ochoty, nigdy mnie nie zmuszał, ale też co jakiś czas podnosił temat i podkreślał, że jest to dla niego ważne i pytał, co może zrobić, żebym miała ochotę, dopytywał jakie mam upodobania, co mi się pdooba, wymyślał i proponowął różne scenariusze.  Trochę wpadliśmy przez to w błędne koło - ja chciałam coraz więcej z nim rozmawiać na inne tematy i spędzać czas sposób bez tych podchodów, żebym się odblokowała i się wyluzowała i zapomniała o tej presji. Międzyczasie też komunikowałam, co mi przeszkadza w jego nawykach na co dzień, czgeo mi brakuje itp. On nie miał żadnych zastrzeżeń co do mnie z wyjatkiem seksu. Trochę mi to nie pasowało, bo czułam, że jestem straszną nedza i najchetniej zmieniła go, a nikt nie powinien udawać kogoś inneg oczy zmieniać czegoś w swoim charakterze. Nie wychodziło nam, dochodziło do nieporozumień, np. mówił "ja przez X dni nic nie inicjowałem tak jak ustaliliśmy", na co odpowiadałam "tak, to prawda, ale minęło dopiero X dni, nawet przez ten czas nie spedzilismy ze soba czasu", nie umiałam powiedzieć, jak czesto bym chciała uprawiać seks lub jak długą przerwę potrzebuję, bo nie w tym był problem.

Ostatecznie wychodziło tak, że  tylko po 'przyjacielsku' spedzalismy czas, w ogole nie dotykajac się albo tylko wałkowaliśmy temat o seksie czy do niego wracalismy, nawet jak ja chciałam porozmawiać o czymś innym. Z czasem było coraz mniej powaznych i dłuższych rozmow az w koncu one sprowadzały się tylko do codzinennych spraw typu zakupy, rachunki itp. Skończyły sie nam wspólne tematy, zycie stało się bardzo nudne.  Widziałam i czułam, coś jest nie tak i ciagle staliśmy w miejscu. Oboje chcieliśmy, żeby nam ułożyło się w tej sferze, aby móc ruszyć krok dalej (np. zaręczyć się, wziać ślub, założyc rodzinę itp.), a bez tego ciągle staliśmy w miejscu, bo zawsze tego "czegoś" brakowało.

Ja też ciagle myślałam, że z czasem będe czuła się pewniejsza przy nim i będe miała więcej ochoty na seks, skoro w końcu udało się zamieszkać razem i byc na swoim. Nikt nam nie przeszkadzał,  obojgu nam udało się zmienić pracę na lepszą itd. Mieliśmy bardzo stabilne warunki mieszkaniowe i finansowe, a i tak ciagle utknęliśmy w martwym punkcie.  Ja też czułam, ze to niedopasowanie seksualne wpływa na całą resztę, oboje też przestaliśmy dążyć do tego, żeby w ogóle spędzać ze sobą ten czas wolny, robić spontaniczne randki czy wspólne wieczory. Ja bałam się, ze on będzie robił "podchody", a on się bał, ze go odrzucę jego zaloty i cały wieczór będzie popsuty, więc każdemu z nas pasowała obecna sytuacja.

Jak już zaczełam myślec na powaznie o rozstaniu, to oboje glosno sie zastanawialismy, czy trafimy na kogos bardziej "dopasowanego", w koncu nikt nie jest idealny. On też powrarzał, że w każdym związku tak moze byc, że to normalne, ze np. po jakimś czasie oboje uprawiają mniej seksu, szczególnie jak juz dzieci się pojawią itp,. Mimo tego czułam, że od samego początku mielismy te problemy, probowalismy juz je rozwiązać i wyczerpały się nam możliwości.  Pomyślałam o tzw. efekcie utopionych kosztów, że nie powinismy juz patrzec na to, ze skoro przetrwalismy ze soba tyle czasu, to i więcej też damy rade. Pewnie byśmy dali rade, może i bym nam się udalo rozwiązać problem z seksem, ale doszłam do wniosku, ze i tak wrócimy do tego problemu za kilka lat. Uznałam, że skoro byliśmy 3 lata, a nie mieliśmy żadnych postępów, to już wolę odpuścić i dać nam obojgu szansę na poznanie kogoś innego. Rozstalismy się w zgodzie, przez kilka dni przed rozstaniem przegadalismy wszystkie dobre i złe momenty, rozmawialismy chyba wiecej niz przez ostatnie pół roku. Teraz mamy sporadyczny kontakt.

55 Ostatnio edytowany przez Farmer (2023-11-19 02:32:52)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

aktualnie jestem w terapii z powodu borderline.
na terapię poszłam żeby przepracować drastyczny spadek poczucia własnej wartości po tym jak odkryłam, że mój partner "woli" pornografię niż seks ze mną. borderline wyszedł niejako w praniu.

i tak, jestem równie zaburzona jak on, tylko że w zupełnie odwrotnym kierunku. on ma problem z określaniem własnych potrzeb, nadmiernym unikaniem konfliktów, brakiem pewności siebie, ja mam problemy z gniewem, jestem raczej dominująca i reaguję impulsywnie. natomiast od kiedy chodzę na terapię to w znacznym stopniu się to poprawiło. no ale nie wiem czy mój aktualny spokój i przygaszenie nie wynikają też z tego że już jestem w środku zrezygnowana i chyba "zaakceptowałam" fakt, że przy nim nie będę czuła się pożądana i podniecająca.
no i tak - w pewnym momencie zaczęliśmy się o ten seks czasem kłócić i powiedziałam mu parę przykrych rzeczy, które jeszcze bardziej go zablokowały i pogorszyły sprawę ALE jego problemy były już od początku naszej relacji więc ja ich nie spowodowałam swoim zachowaniem.

To TY go wykastrowałaś jako faceta.
On jako facet dał sobie wejść na tobie głowę, a to podświadomie zablokowało jego organizm. To odruch obronny.

Borderki nie nadają się do związku, bo wykończą partnera.
Możesz mu przekazać ode mnie jedno: "UCIEKAJ!!!"

56

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Foxterier napisał/a:

aktualnie jestem w terapii z powodu borderline.

Oesu, dziewczyno, mogłaś tego nie pisać, już forumowe sępy lecą rozszarpać Cię jak świeżą wołowinkę. Szykuj się.

jak Reksio szynkę smile

57

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

ja mam spore doświadczenie seksualne, dużo różnych dłuższych i krótszych znajomości, generalnie zawsze byłam bardzo zorientowana na seks (to chyba dość standardowe przy tym zaburzeniu...), więc jest to totalnie odwrotny biegun niż to co mam teraz
nigdy nie spotkałam faceta, który by miał taki problem z seksem jak mój aktualny partner.
i już pomijając tego mojego nieszczęsnego bordera, to też nie jest tak, że liczę na dzikie fajerwerki rodem z harlequina, naprawdę wystarczyłby mi "normalny" seks, bez opadającego penisa, bez stresu, z jakąś regularnością i przede wszystkim z poczuciem, że mój facet na mnie leci.

Wytłumaczę, ale jako borderka i tak nie zrozumiesz.

1. Przez wszystkich dotychczasowych facetów byłaś traktowana przedmiotowo jako obiekt seksualny. I nic więcej. Gdy pokazywałaś prawdziwe oblicze pokazywali drzwi.
2. Obecny facet nie ma problemu z seksem. Ma problem z seksem z tobą. Ty go wykastrowałaś.
3. Osoby z zaburzeniem z pogranicza chcą wyuzdanego seksu, bo tym się wartościują i tym przywiązują (uzależniają) partnera do siebie. On tego unika, a podświadomie zablokował fizyczną część siebie. Seks dla borderki to główny mechanizm manipulacji, a on tego unika i nie wiesz jak postępować.

Zostaw tego faceta, bo tylko mu niszczysz psychikę.

58

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
heart_of_glass napisał/a:

czytałam Twoje posty, w sumie jakoś pocieszyło mnie to, że nie tylko ja jestem gotowa zrezygnować z "dobrego" związku z powodu seksu, do tej pory miałam różne myśli, że może przesadzam, że skoro cala reszta jest ok to powinnam w tym zostać, w sumie to miałam wyrzuty do siebie z powodu swoich pragnień bo przecież niby jest tak dobrze

Borderki nie nadają się do ŻADNYCH związków!!!

59

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Karmaniewraca napisał/a:

Wgl co to jest borderline, mam wrażenie że to obecnie jedno z najmodniejszych "schorzeń"

doedukuj się, poczytaj męskie fora na temat życia i związków z borderkami

Karmaniewraca napisał/a:

Wrzuca się to każdemu kto jest niezdyscyplinowany, ma trochę większy temperament, każdy ma trochę borderline jak nie pracuje nad swoim charakterem.

Zaburzenie osobowości z pogranicza to nie jest niezdyscyplinowanie, czy większy temperament.

Związek z borderką to życie z bombą u boku i to taką, która sączy toksyny i zatruwa ciało i umysł.

60 Ostatnio edytowany przez Legat (2023-11-19 09:24:37)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Shinigami napisał/a:

A przy okazji jeszcze jedno pytanie, według tego co autorka napisała wszystko w ich związku działa jak należy poza tym seksem i to na prawdę już wystarczy by spisać ten związek na straty, tylko z tego jednego powodu już jest po związku?

Nie wierz nigdy kobiecie. Dobrą radę ci dam. smile Przecież sama napisała, że chodzi jak nadchodząca chmura burzowa. No to jak było wszystko dobrze? Nie da się rozdzielić seksu od całości.

Shinigami napisał/a:

Obawiam iż mogę być uzależniony od pornografii, nie od masturbacji tylko od samego oglądania podobnie jak partner autorki. Czy to na prawdę może mieć aż taki wpływ na sam seks kiedy się już znajdzie partnerkę?

Tak. Seks z pornosie to jedno. Seks z kobietą to drugie. To mniej więcej jak w grze komputerowej, gdzie można zabijać do woli. A rzeczywistość, gdzie zabicie człowieka rodzi konsekwencje na całe życie.
W pornografii wszystko jest proste, kobiety zawsze chętne, taki idealny świat. W życiu jest prawdziwa kobieta, prawdziwy pot, prawdziwe problemy. Bywa też, że seksu kobiety zachodzą w ciążę i masz przechlapane na jakieś 25 lat. smile Dlatego wielu zaangażowanych w pornograficzny świat, nie umie się odnaleźć w tym rzeczywistym.

61

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Legat napisał/a:
Shinigami napisał/a:

A przy okazji jeszcze jedno pytanie, według tego co autorka napisała wszystko w ich związku działa jak należy poza tym seksem i to na prawdę już wystarczy by spisać ten związek na straty, tylko z tego jednego powodu już jest po związku?

Nie wierz nigdy kobiecie. Dobrą radę ci dam. smile Przecież sama napisała, że chodzi jak nadchodząca chmura burzowa. No to jak było wszystko dobrze? Nie da się rozdzielić seksu od całości.

Shinigami napisał/a:

Obawiam iż mogę być uzależniony od pornografii, nie od masturbacji tylko od samego oglądania podobnie jak partner autorki. Czy to na prawdę może mieć aż taki wpływ na sam seks kiedy się już znajdzie partnerkę?

Tak. Seks z pornosie to jedno. Seks z kobietą to drugie. To mniej więcej jak w grze komputerowej, gdzie można zabijać do woli. A rzeczywistość, gdzie zabicie człowieka rodzi konsekwencje na całe życie.
W pornografii wszystko jest proste, kobiety zawsze chętne, taki idealny świat. W życiu jest prawdziwa kobieta, prawdziwy pot, prawdziwe problemy. Bywa też, że seksu kobiety zachodzą w ciążę i masz przechlapane na jakieś 25 lat. smile Dlatego wielu zaangażowanych w pornograficzny świat, nie umie się odnaleźć w tym rzeczywistym.

W porno tez przeciez sa prawdziwi ludzie-tyle,ze oni udaja wedlug scenariusza

62

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

" ja byłam w trochę lepszej pozycji, bo to nie mi doskwierał brak seksu i to nie ja czułam niespełniona w tej sferze.  Jak go przytulałam czy dawałam buziaka to już chciał więcej, potem przestał inicjować po moich licznych odmowach, jednakze ciagle czułam tą presję na seks, przez co miałam zerowe libido"

W sumie to nie wiesz, czy przez presję miałaś zerowe libido, raczej nie, skoro nie doskwierał Ci brak seksu.
Można powiedzieć, facet Cię nie pociągał, ok, ale to nie jest równoznaczne z brakiem ochoty na seks w ogóle.

63

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
wieka napisał/a:

W sumie to nie wiesz, czy przez presję miałaś zerowe libido, raczej nie, skoro nie doskwierał Ci brak seksu.
Można powiedzieć, facet Cię nie pociągał, ok, ale to nie jest równoznaczne z brakiem ochoty na seks w ogóle.

Moim zdaniem presja miała wpływ. Nawet masaże przestały mi się podobać, bo się bałam, że on "sprawdzi" czy zapyta, czy nie będę chciała czegoś więcej po masażu, a wcześniej uwielbiałam masaże, leżenie razem, mizianie się itp. Robilismy to na początku relacji, przez pierwszy rok i było super. Czasami z tego miziania czy przytulania się wychodziło "coś wiecej" i to było spontaniczne, a mi się podobało. Można powiedzieć, ze wtedy było fajnie i nam się układało, jesli chodzi o seks. Dobrze sie bawiłam, wychodziło to naturalnie. Ja też sama czasem zaczepiałam i pokazywałam, że chcę kontynuować. Tyle, że on chciał to robić częściej i cześciej niz ja, najlepiej za każdym razem. Zaczęło mi to bardzo przeszkadzać, że nie możemy po prostu się nawet przytulić bez dążenia do seksu. Rozmowy niezbyt pomagały, prosiłam go, żeby przystopował, ale wtedy całkowicie się odsuwał, nie przytulał w ogóle itd.  On tłumaczył, że takie momenty go podniecają i boi się, ze jesli nie zapyta chociaż lub nie spróbuje tego wykorzystać, to szansa mu przepadnie. Aż w koncu zaczęłam wstawać od razu z łózka i uciekać z sypialni, niby tłumacząc, ze muszę do toalety, albo kładłam się do spania jak najpóźniej, gdyż tak naprawde nie chciałam dać mu żadnych okazji na coś więcej.

Oczywiscie zawsze szanował moją odmowę, ale czesto wtedy pytał, dlaczego itd. Podejrzewam u siebie demiseksualizm lub pożądanie responsywne, więc to było u mnie rownoznaczne z brakiem ochoty na seks w ogóle, bo nie byłam z nikim innym w związku w danym czasie, a sama nagle się nie podniece, bo to zdarza sie rzadko i tylko w określonych warunkach. Wiec zerowe libido = brak chęci na seks, a skoro nie miałam ochoty, to też mi tego nie brakowało. Były partner się zafiksował na tym, że być może mam to pożadanie responsywne i dlatego tak ciagle inicjował, zaczepiał lub pytał mnie, było też mu przykro, że ja sama tego nie inicjuję. Wydaje mi sie, że gdyby trochę przystopował, to byśmy wrocili do początków do czasów, kiedy czasem po prostu sie przytulaliśmy i obu nam było fajnie (rozmawialismy o tym), a czasem coś z tego i przytulania wychodziło coś wiecej. Nie daliśmy rady wrócic do tego zwykłego przytulania się, bo np. już za 3 razem chciał coś wiecej, kiedy ja jeszcze nie byłam gotowa, bo nie zdążyłam odczuć tego, że to były zwykłe przytulaski - raczej czułam, że on się pilnuje.

Jeśli to ma znacznenie, to on zarówno się masturbował i jak oglądał porno.

64 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2023-11-19 15:15:20)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności

Może jestem w swoim zdaniu odosobniona, ale jeśli kobieta masowana przez partnera po całym ciele nie ma ochoty na seks z nim, to jednak ona sama ma niskie libido, i nie ma co na tego partnera zwalać.
To, że się czasami kończyło seksem j podobało, nijak nie świadczy o libido.
W zasadzie dałaś świetny opis typowej kobiety o niskim libido smile

65 Ostatnio edytowany przez jeziorna (2023-11-19 15:31:56)

Odp: Szczęście w związku bez namiętności
Ela210 napisał/a:

Może jestem w swoim zdaniu odosobniona, ale jeśli kobieta masowana przez partnera po całym ciele nie ma ochoty na seks z nim, to jednak ona sama ma niskie libido, i nie ma co na tego partnera zwalać.
To, że się czasami kończyło seksem j podobało, nijak nie świadczy o libido.

Ja cały czas mam wrażenie, że gdyby facet nie oczekiwał za każdym razem, ze masaż bedzie konczył się seksem, to niektóre masaże mogłyby konczyc sie seksem w sposób nieco bardziej spontaniczny i naturalny, ale nie wszystkie. Przez to nastawienie faceta, które ja widziałam i czułam, sam też o tym później mówił, że dotyk mu się kojarzy z sekse, zaczęłam odmawiać samego masażu, choc wcześniej uwielbiałam. Nie mogłam się zupełnie zrelaksować i cieszyć się samym masażem, bo wiedziałam nie robi tego tak zupełnie bezinteresownie i liczy na seks, po czym widziałam jego rozczarowanie. Dosłownie odsuwał sie ode mnie, nie miał ochoty nawet porozmawiać na luzie, było mu przykro, bo "co z jego potrzebami". Czy to takie dziwne, że w tej sytuacji nie miałam zupełnie ochoty na seks po masażu?

Na początku relacji nie mielismy tego problemu, bo on nie miał żadnych oczekiwań. Cieszył się tym masażem czy ogólnie całym momentem, ze moglismy w tym czasie rozmawiać ze sobą itp. A ja czujac sie bezpiecznie, otwierałam sie bardziej i sie angazowałam w ten moment. Jeśli sam przestawał albo nic nie robił, to sama inicjowąłam lub pokazywałam, ze chcę to kontynuować, zaczepiałam go, głaskałam itp. A jeśli nie miałam ochoty i np. wolałam skupic sie na rozmowie, to on nie był zdezerientowany ani nie odsuwał się na bok.

Posty [ 1 do 65 z 134 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Szczęście w związku bez namiętności

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026