Mam ostatnio strasznie słaby okres w życiu i sama już nie wiem co robić... Jestem w związku od półtorej roku, czyli relatywnie niedługo. Oboje jesteśmy koło 30stki, mieszkamy razem ponad pół roku. Mój facet to naprawdę świetny człowiek, z nikim się jeszcze tak nie dogadywałam, mamy podobne poczucie humoru, możemy rozmawiać godzinami na każdy temat, spędzamy razem czas w ciekawy sposób. Nie mieliśmy też żadnych problemów z "dotarciem się" przy zamieszkaniu razem, oboje jesteśmy w równym stopniu zaangażowani w dbanie o wspólną przestrzeń, nie było nigdy powodów do kłótni w tym temacie. Generalnie codziennie widzę, że on stara się żeby ten związek się rozwijał, wychodzi z inicjatywą wspólnego spędzania czasu w domu i poza nim, dba o mnie, pomaga mi w wielu kwestiach, można na niego liczyć. Jednak jest jedna sfera, która praktycznie od początku jest u nas nieudana, a z czasem ten problem tylko się pogłębia. Mój facet praktycznie od początku związku miewał problemy z erekcją, szczerze mówiąc nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam, a on różnie to tłumaczył (stres, zmęczenie itd...) Na początku związku z powodów niezależnych od nas widywaliśmy się dość rzadko i nie miałam tak naprawdę okazji by przekonać się jak u niego z tymi sprawami jest na codzień. Poza tym nawet jeżeli akurat TEGO problemu nie miał to i tak seks był... no cóż, przykro mi to pisać, ale to jeden z najgorszych kochanków jakich miałam w życiu. I to nie dlatego, że nigdy mu nie powiedziałam co i jak lubię, bo z tym akurat nie mam problemu. Problem jest taki, że nawet jak mu powiem, to on się za to zabiera tak nieudolnie i mechanicznie, że ciężko mi jest mieć z tego jakąkolwiek przyjemność. Po prostu od początku czułam, że w łóżku coś jest "nie tak". Moje drążenie tematu przybrało na sile gdy zamieszkaliśmy razem, przyznał się, że jest uzależniony od pornografii i masturbacji. Na początku strasznie mnie to odrzuciło, moja samoocena spadła na samo dno, bardzo to przeżywałam. Poszedł na terapię, chodzi na nią do tej pory. Generalnie od kiedy zaczęłam być świadoma jego problemu z pornografią, to między nami w sferze łóżkowej było coraz gorzej i gorzej. Aktualnie z tego co mówił to udaje mu się wytrwać w swoich postanowieniach i nie ogląda już od dłuższego czasu. Cieszę się, ale teraz jak o tym myślę, to jestem pewna, że nasze problemy łóżkowe wykraczają daleko poza jego uzależnienie. Mój facet to osoba z niską samooceną, typ "people pleasera", skłonny do "poświęcania się" dla innych, w zasadzie ciężko stwierdzić czego on sam tak naprawdę chce... Mieliśmy dużo rozmów o seksie, wspólnie doszliśmy do tego, że on w zasadzie to ma niskie libido, a uzależnienie od masturbacji było dla niego metodą regulowania napięcia emocjonalnego a niekoniecznie stricte seksualnego. Ja lubię seks, ale byłabym w stanie żyć z tym jego niskim libido gdyby chociaż ten seks, który się czasem zdarza był dobry. A szczerze mówiąc, jest tragiczny. On widział, że przez ostatnie tygodnie chodziłam zdołowana, sam co jakiś czas zaczyna temat naszego pożycia, bo widzi że mnie to męczy, nawet jeżeli nic nie mówię. W końcu powiedziałam mu prawdę na temat tego co tak naprawdę myślę o naszym seksie i że czasami mi się wydaje jakbym robiła to z robotem, nie widzę po nim żeby faktycznie miał na to ochotę i nie wiem czy to ja mu się nie podobam (chociaż pytałam go o to i ciągle mówi że tak, podobam mu się), czy jest tak zblokowany... Nasze preferencje też są totalnie różne, ja lubię mocno i szybko, a przy nim nie mogę się w ogóle rozkręcić i muszę się kontrolować, bo jak zacznę to robić "za szybko" to mu opada. Aktywności, że tak powiem, językowych, też nie lubi, chociaż robi to jak mu powiem, że chcę. No i właśnie tu jest chyba najważniejszy problem - ja pragnę tego, by mężczyzna mnie pożądał, widzieć że podnieca go to co robimy, a on mimo że ma dobre chęci i chce żebym była zadowolona nie jest w stanie mi tego dać. Dlatego przestałam już w ogóle mieć ochotę na seks z nim, coraz bardziej się dystansuje, a on to widzi i też widzę że się z tym męczy. Wiem też, że mocno na niego wpłynęły moje komentarze na temat jego "performance'u" łóżkowego.
No i tak sobie żyjemy, oboje nie wiemy za bardzo co z tym dalej zrobić. Jestem z nim szczęśliwa w każdej sferze poza seksualną, ale ten brakujący puzel ciągle siedzi mi z tyłu głowy i jestem przerażona że tak miałoby wyglądać teraz moje życie w perspektywie kolejnych lat. Z drugiej strony, to jest osoba z którą wiem, że miałabym dobre, stabilne życie, boję się jak zostawię to co mamy, to będę potem żałować. Ale szczerze mówiąc, strasznie siadło mi to wszystko na głowę, zaczęłam mocno porównywać się z innymi kobietami, tymi na żywo i w internecie, zastanawiam się co jest ze mną "nie tak" że nie podniecam swojego faceta i na dobrą sprawę ja dobrze wiem że to są problemy, które on miał jeszcze zanim mnie poznał i nie chodzi tu bezpośrednio o mnie, ale moja podświadomość tak to traktuje i wydaję się sobie coraz bardziej bezwartościowa jako kobieta. Poza tym jestem zwyczajnie sfrustrowana seksualnie, dużo fantazjuję, żyję w jakimś zawieszeniu...
Pewnie nie napisałam nawet połowy tego co chciałam, ale ciężko poskładać mi tę lawinę myśli do kupy ![]()