Hej, piszę, bo muszę to z siebie wyrzucić, i chętnie posłucham opinii innych. Rozstałam się z chłopakiem niecałe 2 tygodnie temu, po tym jak mnie okłamał. Miał być u siostry w innym mieście i faktycznie był.... na drugi dzień napisał mi, że już nie ma siły się widzieć po powrocie i " zobaczymy się jutro kochanie". Jeszcze później napisał " kochanie idę spać" - na drugi dzień coś mnie zastanowiło - był w nocy dostępny na messenger, ale olałam to -rano nie odbierał telefonu, postanowiłam, że kolo 13 pojadę do niego. Oczywiście jego nie było w domu. Milion razy dzwoniłam, martwiłam się pisałam. Nikt ze znajomych nie wiedział, gdzie jest. Włączyłam jego komupter i okazało się, że kupił bilet do domu - z kompletnie innego miasta. Pojechałam na dowrzec, żeby się skonfronotać jednak jakoś mi uciekł. NIby wiedział, że tam mogę przyjść. Dzowniłam ciągle, w końcu odebrał i napisał co nam odwala z tymi telefonami, że zaraz mu bateria padnie! Ze jest juz na miescie i ewentualnie mozemy coś zjeść. Pojechałam, powiedziałam co czuje, że się bardzo martwiłam, ale on był niewzruszony. Zerwałam z nim.
Na następny dzień pojechałam po swoje rzeczy - powiedziałam, że firankę może wyrzucić - on odpowiedział, że cudzych śmieci nie będzie wyrzucał. Mówił, że chce wyjechać do innego miasta i nie widzi tu życia. Że to we mnie jest problem (choć to nie pierwsza akcja tego typu którą odwalił), że ja usypiam na filmach! że za często ględze i go o coś pytam, jak powie raz to znaczy, że merytorycznie się wypowiedział. Chciałam to jakoś naprawić, powiedziałam mu, że jesli dwie osoby chcą to można to zrobić - on odpowiedział, że jest wyczerpany psychicznie i potrzebuje czasu. Od tamtej pory się nie odzywa. Nic nie pisze.
Podczas związku bywało różnie. Często sprawiał mi przykrość chamskimi zimnymi odzywkami, często nie brał po uwagę mojego zdania - umawiamy się, że wychodzimy do kina ale bez picia na mieście poźniej ze znajomymi - to pomimo, że powiedziałam, że nie chce pić i że wracamy on wybrał znajomych.
Miał ogólnie bardzo dziwny charakter, taki wyniosły, był bardzo zarozumiały jakby wszystkie rozumy pozjadał, nawet jak tańczył to musiał robić to tak, żeby się wyróżniać z tłumu. Mówił co mu ślina na język przyniesie często krytykując innych. Po alkoholu, gdzię każdy chciał się dobrze bawić, on poruszał jakieś sprawy polityczno filozoficzne..... na pewno brakowało mu taktu.... Mamy oboje po 34 lata, a to jego chyba najdłuższy związek. Nie lubił mówić o uczuciach... nie chciał patrzeć w oczy, ale powiedział, że mnie kocha jak nikogo wcześniej....może jakiś narcyz?
Bywały też momenty dobre, ale było ich mało. Ja też nie byłam idealna, nie kręcił mnie zbytnio, ale zakochałam się w nim. Chciałam go zmienić...