Witajcie kochane.
Na wstępie powiem, że mam 30 lat i 6letniego cudownego synka, którego wychowuję sama. Ojciec dziecka ogranicza się do płacenia alimentów, nie ma kontaktu z synem praktycznie. Rok temu poznałam wspaniałego mężczyznę, który zaakceptował fakt, że jestem samotną matką. Stał się dla mojego syna bardzo ważny, razem się bawią, nie raz go usypiał, czyta mu, pomaga sprzątać w pokoju. Bardzo się lubią a to mnie bardzo cieszy. Ale kochane, nie byłoby żadnego tematu gdyby nie było żadnego ale. Problemem są pojawiające się różnice kulturowe. Nie mogę złego słowa powiedzieć o tym mężczyźnie, od razu przedstawił mnie znajomym i rodzinie, nie ukrywał, że mam syna, nie ukrywał, że jego mama nie była zadowolona z jego wyboru. Ale im dalej w las tym więcej problemów. Partner jest bardzo towarzyski, minimum dwa razy w tygodniu spotyka się z kolegami, minimum dwa z rodziną. Sam też jest bardzo absorbujący i cały czas spędzałby razem. Mamy zamieszkać razem i nie wyobrażam sobie takiej ilości gości w tygodniu. Gdzie czas na odpoczynek w pojedynkę? Irytuje mnie absorbująca postawa partnera, bo gdzieś ze środka krzyczy dusza samotniczki i brakuje mi czasu dla siebie samej. W pracy klienci, potem dziecko, partner... nie mam czasu dla siebie. Dodatkowo zauważyłam, że jest nieco zaborczy. Nie podoba mu się kiedy rozmawiam z mężczyznami, ma problem z moimi kolegami. Zagląda mi do portfela. Rozumiem, że mamy razem mieszkać a finansowo stoimy na średnim poziomie ale partnerowi przeszkadza ilość wyjść do kosmetyczki, na paznokcie, fryzjera. Uważa, że nie powinnam się tak stroić bo mogę prowokować. A ja bardzo lubię dobrze wyglądać i się podobać. Ostatnio pokłóciliśmy się pierwszy raz, dosłownie pierwszy raz o moje weekendowe wyjście z dawnym kolegą. Partner uważa, że mężczyźni nie przyjaźnią się z kobietami bez powodu. Do brzegu kochane. Boje się tego zamieszkania razem. Mam wrażenie, że im dalej w las tym więcej sobie pozwala. Widzę, że te różnice kulturowe zaczynają dawać się we znaki. Ale mam też w głowie kim jest dla mojego syna. Stał się przyjacielem, autorytetem, męskim wzorcem, odbiera go z zajęć, zorganizował mu duże urodziny. Partner jest naprawdę zaangażowany w nasze rodzinne życie, mamy świetny seks, ale czuje, że ma tendencję do ograniczania mnie a je jestem wolnym duchem. Czy wy kochane uważacie, że przesadzam? Że powinnam zrobić rachunek zysków i strat? Czy stawiać granice ryzykując rozstanie co mój syn bardzo by przeżył czy po prostu zaakceptować przywary partnera wynikające z różnic kulturowych dostosować się do paru minusów, i dalej cieszyć, że syn ma ojca?