kim dla niego jestem? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » kim dla niego jestem?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 69 ]

Temat: kim dla niego jestem?

Od 1,5 roku jesteśmy ze sobą. Był to burzliwy związek, ale od początku roku było dużo lepiej. Zamieszkaliśmy ze sobą. On ma 2 dzieci z małżeństwa, dzieci bardzo mnie lubią. Wszystko układało się dobrze... do dzisiaj. Dzisiaj oznajmił mi, że jutro ma spotkanie rodzinne, na które jedzie. Oczywiście beze mnie. Powiedział tylko że weźmie dzieci, jeśli ich matka je puści. Nie ukrywam, że zrobiło mi się cholernie przykro. Mieszkać ze mną można, do łóżka można, ale spotkanie rodzinne to już beze mnie. Popłakałam się. Powiedział, że robię histerię. Powiedziałam mu, że ja bym go nigdy tak nie potraktowała. I że pojadę do mojego mieszkania. On, że otworzy mi bramę...

Czy to w porządku z jego strony?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: kim dla niego jestem?

up

3 Ostatnio edytowany przez Legat (2023-03-18 18:03:55)

Odp: kim dla niego jestem?

Ja bym się cieszył. smile Ale u was, to zdaje się kolejny element walki związkowej.

4

Odp: kim dla niego jestem?

Ale z czego byś się cieszył?

5

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Ale z czego byś się cieszył?

Wolny czas hurraa.

6

Odp: kim dla niego jestem?

Ale to jest poważne traktowanie? Do łóżka tak, obiad ugotować tak, ale na spotkanie rodzinne już nie... To kim ja jestem?

7

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Wszystko układało się dobrze...

Po co kłamiesz? Nic się przecież nie układało dobrze.
https://www.netkobiety.pl/t127798.html

8

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

Wszystko układało się dobrze...

Po co kłamiesz? Nic się przecież nie układało dobrze.
https://www.netkobiety.pl/t127798.html

Napisałam że był to burzliwy związek. Od początku roku, czyli OD STYCZNIA było dużo lepiej. Nie wiem co tu jest kłamstwem...

9

Odp: kim dla niego jestem?

Czyli po tym, jak cię ostatnio porzucił pewnie w jakiś sposób wybłagałaś powrót, po którym przez 2 miesiące było "dużo lepiej", a teraz porzucił cię znowu.
To nie jest burzliwy związek, a zwiazek wyproszony przez jedna stronę, takie relacje NIGDY nie trwaja długo.

10

Odp: kim dla niego jestem?

Do łóżka idzie z Tobą.
A do jego rodziny jedzie sam.
W czym masz problem że aż płaczesz?
Chyba jesteś bardzo opresyjna.
Nie chciałbym kobiety, która robi dramę, gdy mam do rodziny sam pojechać.

11

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:

Czyli po tym, jak cię ostatnio porzucił pewnie w jakiś sposób wybłagałaś powrót, po którym przez 2 miesiące było "dużo lepiej", a teraz porzucił cię znowu.
To nie jest burzliwy związek, a zwiazek wyproszony przez jedna stronę, takie relacje NIGDY nie trwaja długo.

Od Świąt Wielkanocnych 2022 nie minęły 2 miesiące. Wróciliśmy do siebie, z jego inicjatywy, chwilę po świętach, a od stycznia zamieszkaliśmy razem. Nie wiem czemu wymyślasz takie rzeczy.

12

Odp: kim dla niego jestem?
Gary napisał/a:

Do łóżka idzie z Tobą.
A do jego rodziny jedzie sam.
W czym masz problem że aż płaczesz?
Chyba jesteś bardzo opresyjna.
Nie chciałbym kobiety, która robi dramę, gdy mam do rodziny sam pojechać.

Oznajmiłbyś dziewczynie, z którą mieszkasz, że masz spotkanie rodzinne i po prostu jedziesz? Może to jest normalne... Nie wiem. Ja bym tak nie zrobiła.

13

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Od Świąt Wielkanocnych 2022 nie minęły 2 miesiące. Wróciliśmy do siebie, z jego inicjatywy, chwilę po świętach, a od stycznia zamieszkaliśmy razem. Nie wiem czemu wymyślasz takie rzeczy.

Przykro mi, ale ci nie wierzę. Nie sadze, żebyście wrócili do siebie z jego inicjatywy.

14

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

Od Świąt Wielkanocnych 2022 nie minęły 2 miesiące. Wróciliśmy do siebie, z jego inicjatywy, chwilę po świętach, a od stycznia zamieszkaliśmy razem. Nie wiem czemu wymyślasz takie rzeczy.

Przykro mi, ale ci nie wierzę. Nie sadze, żebyście wrócili do siebie z jego inicjatywy.

A po co miałabym kłamać? Piszę jak było.

15

Odp: kim dla niego jestem?
Gary napisał/a:

Do łóżka idzie z Tobą.
A do jego rodziny jedzie sam.
W czym masz problem że aż płaczesz?

W poczuciu bezpieczenstwa.
W przeciwienstwie do dziewczyn, ktore uprawiaja seks z Toba, autorka buduje poczucie bezpieczenstwa na podstawie wspolnego zaangazowania a nie oplaty za numerek.

16

Odp: kim dla niego jestem?
JohnyBravo777 napisał/a:
Gary napisał/a:

Do łóżka idzie z Tobą.
A do jego rodziny jedzie sam.
W czym masz problem że aż płaczesz?

W poczuciu bezpieczenstwa.
W przeciwienstwie do dziewczyn, ktore uprawiaja seks z Toba, autorka buduje poczucie bezpieczenstwa na podstawie wspolnego zaangazowania a nie oplaty za numerek.

Dokładnie... wspólne zaangażowanie, poczucie, że jesteśmy RAZEM. Nie tylko w domu, nie tylko w łóżku, ale też wśród rodziny.

17

Odp: kim dla niego jestem?

Tydzień temu pochowałam bliską mi osobę. W międzyczasie zdiagnozowali mi ciężką chorobę. A od niego usłyszałam jedynie, że "otworzy mi bramę". Czy można bardziej upodlić drugą osobę?

18

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Dracarys napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

Od Świąt Wielkanocnych 2022 nie minęły 2 miesiące. Wróciliśmy do siebie, z jego inicjatywy, chwilę po świętach, a od stycznia zamieszkaliśmy razem. Nie wiem czemu wymyślasz takie rzeczy.

Przykro mi, ale ci nie wierzę. Nie sadze, żebyście wrócili do siebie z jego inicjatywy.

A po co miałabym kłamać? Piszę jak było.

Ponieważ z tego i z poprzedniego watku jasno wynika, że chcesz być dla niego ważna, chcesz być przez niego kochana, chcesz żeby darzył cię szacunkiem, uczuciami i żeby ci to okazywał.
Jesteście ledwie 1,5 roku razem, a mieliście już rozstanie z jego inicjatywy i jak sama przyznajesz, wasz zwiazek jest "burzliwy". Dodatkowo w twoim postępowaniu widać próby manipulacji, na które on nie wydaje się być podatny.

19

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Tydzień temu pochowałam bliską mi osobę. W międzyczasie zdiagnozowali mi ciężką chorobę. A od niego usłyszałam jedynie, że "otworzy mi bramę". Czy można bardziej upodlić drugą osobę?

To zależy od ciebie. Wyłącznie od ciebie zależy jak bardzo dasz się i pozwolisz upodlić.
Dodatkowo, po co straszysz go konsekwencjami, których nie chcesz dotrzymać? To sprawia, że będzie cię lekceważył jeszcze bardziej.

20

Odp: kim dla niego jestem?

Powiesz nam dlaczego tak bardzo sie nie szanujesz?
To ty sama sie poniżasz, będąc z takim typem w związku.
Dlaczego to robisz?
Tego kwiatu jest pół światu, wiec dlaczego rozwodnik z dwójką dzieci do tego cham ?

21

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:

Dodatkowo w twoim postępowaniu widać próby manipulacji, na które on nie wydaje się być podatny.

Jakie próby manipulacji?

22

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:

Dodatkowo, po co straszysz go konsekwencjami, których nie chcesz dotrzymać? To sprawia, że będzie cię lekceważył jeszcze bardziej.

Jakimi straszyłam konsekwencjami, których nie chcę dotrzymać?

23 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-03-18 19:22:32)

Odp: kim dla niego jestem?
JohnyBravo777 napisał/a:
Gary napisał/a:

Do łóżka idzie z Tobą.
A do jego rodziny jedzie sam.
W czym masz problem że aż płaczesz?

W poczuciu bezpieczenstwa.

Aaa... to niebezpieczeństwo jechać do rodziny?




W przeciwienstwie do dziewczyn, ktore uprawiaja seks z Toba, autorka buduje poczucie bezpieczenstwa na podstawie wspolnego zaangazowania a nie oplaty za numerek.

Nooo... są boskie. Mógłbyś też kiedyś sobie poszukać. Nie mogę się doczekać następnej randki. Uwielbiam je, głównie za zaangażowanie, że to nie jesty tylko numerek, ale świetna randka, a opłata to jednak tylko taki detal na marginesie. smile

24

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Jakie próby manipulacji?

Jak mnie nie zabierzesz do rodziny, to sobie pójdę do siebie.

rzucilwswieta napisał/a:

Jakimi straszyłam konsekwencjami, których nie chcę dotrzymać?

Dokładnie takimi samymi. Że pojedziesz do swojego mieszkania. On miał odpowiedzieć - błagam, nie jedź, ale odpowiedział - proszę bardzo, otworzę ci bramę. Jeśli nie jesteś naprawdę gotowa na to, żeby jechać do siebie, to o tym nie mów, bo wychodzisz na desperatkę i męczybułę.

25 Ostatnio edytowany przez rzucilwswieta (2023-03-18 19:49:34)

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

Jakie próby manipulacji?

Jak mnie nie zabierzesz do rodziny, to sobie pójdę do siebie.

Absolutnie tak nie było. Mi się zrobiło przykro, popłakałam się, zapytałam dlaczego tak robi. Do łóżka tak, do rodziny nie. On zaczął na mnie wrzeszczeć, więc mu powiedziałam, że pojadę do swojego mieszkania. I pojechałam.

rzucilwswieta napisał/a:

Jakimi straszyłam konsekwencjami, których nie chcę dotrzymać?

Dokładnie takimi samymi. Że pojedziesz do swojego mieszkania. On miał odpowiedzieć - błagam, nie jedź, ale odpowiedział - proszę bardzo, otworzę ci bramę. Jeśli nie jesteś naprawdę gotowa na to, żeby jechać do siebie, to o tym nie mów, bo wychodzisz na desperatkę i męczybułę.

Ale przecież ja pojechałam do mojego mieszkania, więc nie rozumiem o co Tobie chodzi?

26

Odp: kim dla niego jestem?

Wrzeszczeć? Nie pisałaś o tym, że wrzeszczał na ciebie.
I nie pisałaś też o tym, że pojechałaś do swojego mieszkania.
Skoro znowu doszło do sytuacji przełomowej, podbramkowej - to co zamierzasz dalej z tym wszystkim?

27

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:

Wrzeszczeć? Nie pisałaś o tym, że wrzeszczał na ciebie.
I nie pisałaś też o tym, że pojechałaś do swojego mieszkania.
Skoro znowu doszło do sytuacji przełomowej, podbramkowej - to co zamierzasz dalej z tym wszystkim?

Ja nie zamierzam nic. Mam teraz za ciężki okres w życiu, by jeszcze cokolwiek z tym robić, zwłaszcza, że on milczy. Nawet nie przeprosił, nie zadzwonił, nie zapytał czy dojechałam. Nic, zero, null. Bardzo to "miłe".

28

Odp: kim dla niego jestem?

Po tym, co opisałaś w poprzednim i w tym wątku - spodziewałaś się po nim innego zachowania?

29 Ostatnio edytowany przez rzucilwswieta (2023-03-18 20:09:09)

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:

Po tym, co opisałaś w poprzednim i w tym wątku - spodziewałaś się po nim innego zachowania?

Szczerze - tak. Uwierzyłam w jego deklaracje, że zrozumiał, że mu zależy, że jestem "miłością jego życia". Zamieszkaliśmy razem, mieliśmy zacząć się starać o dziecko. A teraz, gdy ja jestem w żałobie, z ciężką chorobą - taki strzał od niego.

Głupia jestem? Naiwna?

30

Odp: kim dla niego jestem?

Hm. Po prostu masz nadzieję i wierzysz we własne marzenia i wyobrażenia.
Bo gdyby spojrzeć chłodnym okiem na fakty, na jego zachowanie, na to jak cię traktuje i jak z toba postępuje - to ta wiara wydaje się być mocno na wyrost.

31

Odp: kim dla niego jestem?
Dracarys napisał/a:

Hm. Po prostu masz nadzieję i wierzysz we własne marzenia i wyobrażenia.
Bo gdyby spojrzeć chłodnym okiem na fakty, na jego zachowanie, na to jak cię traktuje i jak z toba postępuje - to ta wiara wydaje się być mocno na wyrost.

Dzisiaj chyba wierzyć przestałam. Za ciężko mi, po prostu za ciężko...

32

Odp: kim dla niego jestem?

W drugim wątku napisałaś, że on jest od Ciebie starszy o 12 lat. On ma 46 a Ty 34. Jakoś mnie to nie dziwi, że nie chce Cię zabrać do rodziny. Rozstał się z żoną, być może to on ją zostawił, do tego dochodzą dzieci. I nagle zjawia się z kobietą o 12 lat młodszą. Może boi się reakcji rodziny typu... zostawił żonę i dzieci i przygruchał sobie młódkę...

33

Odp: kim dla niego jestem?
123qwerty123 napisał/a:

W drugim wątku napisałaś, że on jest od Ciebie starszy o 12 lat. On ma 46 a Ty 34. Jakoś mnie to nie dziwi, że nie chce Cię zabrać do rodziny. Rozstał się z żoną, być może to on ją zostawił, do tego dochodzą dzieci. I nagle zjawia się z kobietą o 12 lat młodszą. Może boi się reakcji rodziny typu... zostawił żonę i dzieci i przygruchał sobie młódkę...

To prawda, jestem tyle od niego młodsza. Jego najbliższa rodzine znam - dzieci, mamę, siostrę. Nawet była żonę i mam z nią dobry kontakt. To żona zostawiła jego a nie on ja, wygasły w niej uczucia. Żyją w poprawnej relacji rodzicielskiej.

34

Odp: kim dla niego jestem?

A poza zrobieniem histerii spróbowałaś podejść do tego jak osoba dorosła i ZAPYTAĆ go, co jest takiego w tym spotkaniu rodzinnym, że jedzie na nie sam? Co to za spotkanie. Urodziny? Imieniny? Chrzciny? Impreza na zaproszenie? Posiadówa przy kawie?

Może to spotkanie takiego typu, że Ty jako osoba spoza rodziny nie masz na nie wstępu? Nie jesteś żoną, nie jesteś dla nich rodziną. Więc spotkanie rodzinne nie jest czymś, o co masz prawo strzelać focha.

35

Odp: kim dla niego jestem?
Lady Loka napisał/a:

A poza zrobieniem histerii spróbowałaś podejść do tego jak osoba dorosła i ZAPYTAĆ go, co jest takiego w tym spotkaniu rodzinnym, że jedzie na nie sam? Co to za spotkanie. Urodziny? Imieniny? Chrzciny? Impreza na zaproszenie? Posiadówa przy kawie?

Może to spotkanie takiego typu, że Ty jako osoba spoza rodziny nie masz na nie wstępu? Nie jesteś żoną, nie jesteś dla nich rodziną. Więc spotkanie rodzinne nie jest czymś, o co masz prawo strzelać focha.

To kim jestem? Mieszka ze mną, o dziecko się stara, ale rodzina nie jestem?

36 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2023-03-18 22:28:16)

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A poza zrobieniem histerii spróbowałaś podejść do tego jak osoba dorosła i ZAPYTAĆ go, co jest takiego w tym spotkaniu rodzinnym, że jedzie na nie sam? Co to za spotkanie. Urodziny? Imieniny? Chrzciny? Impreza na zaproszenie? Posiadówa przy kawie?

Może to spotkanie takiego typu, że Ty jako osoba spoza rodziny nie masz na nie wstępu? Nie jesteś żoną, nie jesteś dla nich rodziną. Więc spotkanie rodzinne nie jest czymś, o co masz prawo strzelać focha.

To kim jestem? Mieszka ze mną, o dziecko się stara, ale rodzina nie jestem?

No nie jesteś formalnie rodziną. Jesteś konkubiną albo partnerką. Ale ani dla niego ani dla jego bliskich nie jesteś rodziną.

A robienie sobie dziecka w tak burzliwym związku, gdzie Ty na wieść o czymś nie rozmawiasz, tylko grozisz wyjazdem jest zwyczajnie głupie.

37

Odp: kim dla niego jestem?
Lady Loka napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A poza zrobieniem histerii spróbowałaś podejść do tego jak osoba dorosła i ZAPYTAĆ go, co jest takiego w tym spotkaniu rodzinnym, że jedzie na nie sam? Co to za spotkanie. Urodziny? Imieniny? Chrzciny? Impreza na zaproszenie? Posiadówa przy kawie?

Może to spotkanie takiego typu, że Ty jako osoba spoza rodziny nie masz na nie wstępu? Nie jesteś żoną, nie jesteś dla nich rodziną. Więc spotkanie rodzinne nie jest czymś, o co masz prawo strzelać focha.

To kim jestem? Mieszka ze mną, o dziecko się stara, ale rodzina nie jestem?

No nie jesteś formalnie rodziną. Jesteś konkubiną albo partnerką. Ale ani dla niego ani dla jego bliskich nie jesteś rodziną.

A robienie sobie dziecka w tak burzliwym związku, gdzie Ty na wieść o czymś nie rozmawiasz, tylko grozisz wyjazdem jest zwyczajnie głupie.

A miałam zostać gdy na mnie krzyczał? To pierwsza taka akcja od dawna, skąd mogłam to przewidzieć?

38

Odp: kim dla niego jestem?

Loka:
Nie za bardzo rozumiem o czym ty piszesz.
Więc pozwól że dopytam.
Ile czasu minęło od rozpoczęcia związku z twoim aktualnym mężem do zaślubin?
3/4/5 lat?
Przyjmijmy że 4, rozumiem że przez te 4 lata ty nigdy nie byłaś na żadnej imprezie rodzinnej u niego, a on nie był na żadnej imprezie rodzinnej u ciebie?
bo nie jest rodzinną?
Wydaje mi sie to absurdalne.
Skoro dwie osoby postanowiły życ ze sobą, razem mieszkają, planują jakąś tam wspólna przyszłość, to PODŁOŚCIĄ jest zostawiać swojego partnera/partnerkę sama jak psa w domu, a samemu iść sie bawić "bo to rodzinne spotkanie, a ty rodziną nie jesteś

39

Odp: kim dla niego jestem?
Szeptuch napisał/a:

Loka:
Nie za bardzo rozumiem o czym ty piszesz.
Więc pozwól że dopytam.
Ile czasu minęło od rozpoczęcia związku z twoim aktualnym mężem do zaślubin?
3/4/5 lat?
Przyjmijmy że 4, rozumiem że przez te 4 lata ty nigdy nie byłaś na żadnej imprezie rodzinnej u niego, a on nie był na żadnej imprezie rodzinnej u ciebie?
bo nie jest rodzinną?
Wydaje mi sie to absurdalne.
Skoro dwie osoby postanowiły życ ze sobą, razem mieszkają, planują jakąś tam wspólna przyszłość, to PODŁOŚCIĄ jest zostawiać swojego partnera/partnerkę sama jak psa w domu, a samemu iść sie bawić "bo to rodzinne spotkanie, a ty rodziną nie jesteś

Ja jestem rodzina tylko gdy trzeba ugotować obiad, pojsc do lozka czy zająć się jego dziećmi. To wtedy rodzina jestem. Dla na spotkaniu rodzinnym już nie jestem.

40 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2023-03-18 23:19:00)

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

To kim jestem? Mieszka ze mną, o dziecko się stara, ale rodzina nie jestem?

No nie jesteś formalnie rodziną. Jesteś konkubiną albo partnerką. Ale ani dla niego ani dla jego bliskich nie jesteś rodziną.

A robienie sobie dziecka w tak burzliwym związku, gdzie Ty na wieść o czymś nie rozmawiasz, tylko grozisz wyjazdem jest zwyczajnie głupie.

A miałam zostać gdy na mnie krzyczał? To pierwsza taka akcja od dawna, skąd mogłam to przewidzieć?

Nie napisałaś, że krzyczał. Napisałaś, że zaczęłaś histeryzować.

Szeptuch - dlatego zaczęłam od zapytania Autorki czy zapytała go, co to za rodzinne spotkanie. Nie odpowiedziała, więc zakładam, ze histerii nie poprzedziło choćby deko rozsądku, żeby porozmawiać przed urządzaniem szopki.

A moje pytanie wynika stąd, że są imprezy rodzinne, na które się nie bierze osób z zewnątrz, nawet jeżeli się z partnerem mieszka.
Tak, byliśmy 4 lata razem. Przez te 4 lata na Boże Narodzenie i Wielkanoc każde z nas szło do swojej rodziny i spędzaliśmy je osobno, bo to są dla mnie właśnie rodzinne imprezy, na które biorę męża, a nie faceta, z którym jestem 1.5 roku i po drodze się rozstałam. Ja to tak traktuję, dla mnie to jest ważne, mąż akceptował totalnie.
Ja za to nie byłam zapraszana na chrzciny czy komunie, które organizowali jego krewni i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby robić o to jakiś ból. W sumie przez 6 lat jak jesteśmy razem, to z uroczystości rodzinnych po jego stronie byłam na jednych urodzinach i jednym weselu (nie licząc własnego). Tyle.

Zamiast płaczu, awantur i wyjazdu porozmawiałabym. Może to rodzinne spotkanie polega na pomocy komuś z problemem, w który nie chcą wtajemniczać obcych? A Autorka jest dla nich obca w tym momencie. Dziś jest, a patrząc na dynamikę ich związku, za miesiąc może jej nie być.

Btw. Autorko, z mojej perspektywy w żadnej z sytuacji, które wymieniasz w ostatnim poście nie jesteś rodziną.  I do żadnej z tych sytuacji nie musisz nią być. Sypiać i gotować można z każdym. Jesteś partnerką. W łóżku i w kuchni i w mieszkaniu razem jesteś partnerką, nie rodziną. Rodzina nie tworzy się nagle po 1.5 roku burzliwego związku z rozstaniem w tle.

PS. Bo zaraz będzie shitstorm. Dla mnie decyzja o zostaniu rodziną jest tożsama ze ślubem w jakiejkolwiek formie by on nie był. Natomiast jasne, że można taką decyzję podjąć razem inaczej w innej formie, przegadać, przemyśleć i postanowić wspólnie. Ale tu nie widać, żeby coś takiego miało miejsce. I jest to też decyzja "na dobre i na złe", a nie na "partner mnie wkurza to zagrożę wyjazdem z domu". Może dlatego akurat tu rodziny nie ma? Bo do tego wypadałoby dorosnąć. Ja sobie nie wyobrażam powiedzieć mężowi  "zrobiłeś coś nie tak, jadę do mamy, nie wiem kiedy wrócę". Takie wyjście byłoby dla mnie tożsame z rozwaleniem tego, co się razem buduje. I tak samo robi Autorka. Widać nie pierwszy raz, skoro faceta to nie rusza.

41 Ostatnio edytowany przez rzucilwswieta (2023-03-18 23:22:54)

Odp: kim dla niego jestem?
Lady Loka napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

No nie jesteś formalnie rodziną. Jesteś konkubiną albo partnerką. Ale ani dla niego ani dla jego bliskich nie jesteś rodziną.

A robienie sobie dziecka w tak burzliwym związku, gdzie Ty na wieść o czymś nie rozmawiasz, tylko grozisz wyjazdem jest zwyczajnie głupie.

A miałam zostać gdy na mnie krzyczał? To pierwsza taka akcja od dawna, skąd mogłam to przewidzieć?

Nie napisałaś, że krzyczał. Napisałaś, że zaczęłaś histeryzować.

Szeptuch - dlatego zaczęłam od zapytania Autorki czy zapytała go, co to za rodzinne spotkanie. Nie odpowiedziała, więc zakładam, ze histerii nie poprzedziło choćby deko rozsądku, żeby porozmawiać przed urządzaniem szopki.

A moje pytanie wynika stąd, że są imprezy rodzinne, na które się nie bierze osób z zewnątrz, nawet jeżeli się z partnerem mieszka.
Tak, byliśmy 4 lata razem. Przez te 4 lata na Boże Narodzenie i Wielkanoc każde z nas szło do swojej rodziny i spędzaliśmy je osobno, bo to są dla mnie właśnie rodzinne imprezy, na które biorę męża, a nie faceta, z którym jestem 1.5 roku i po drodze się rozstałam. Ja to tak traktuję, dla mnie to jest ważne, mąż akceptował totalnie.
Ja za to nie byłam zapraszana na chrzciny czy komunie, które organizowali jego krewni i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby robić o to jakiś ból. W sumie przez 6 lat jak jesteśmy razem, to z uroczystości rodzinnych po jego stronie byłam na jednych urodzinach i jednym weselu (nie licząc własnego). Tyle.

Zamiast płaczu, awantur i wyjazdu porozmawiałabym. Może to rodzinne spotkanie polega na pomocy komuś z problemem, w który nie chcą wtajemniczać obcych? A Autorka jest dla nich obca w tym momencie. Dziś jest, a patrząc na dynamikę ich związku, za miesiąc może jej nie być.

Btw. Autorko, z mojej perspektywy w żadnej z sytuacji, które wymieniasz w ostatnim poście nie jesteś rodziną.  I do żadnej z tych sytuacji nie musisz nią być. Sypiać i gotować można z każdym. Jesteś partnerką. W łóżku i w kuchni i w mieszkaniu razem jesteś partnerką, nie rodziną. Rodzina nie tworzy się nagle po 1.5 roku burzliwego związku z rozstaniem w tle.

Nie przekonuje mnie to ale szanuje. Każdy może być w jakim związku chce. My slubu nie planujemy, zarówno on jak i ja slub już mieliśmy i nie jest nam do szczęścia potrzebny. Ostatnio, gdy zmarła mi najbliższa osoba z rodziny i zostałam niemal sama to deklarował, ze on jest moja rodzina. Jak widać były to tylko puste słowa, rzeczywistość pokazała coś innego. Nie było to żadne intymne spotkanie rodzinne, tylko po prostu spotkanie z rodzina w niedzielne popołudnie. Ja jakoś nie miałam oporów by go zabrać na pogrzeb i spotkanie po pogrzebie.

Ps napisałam ze krzyczał:

Absolutnie tak nie było. Mi się zrobiło przykro, popłakałam się, zapytałam dlaczego tak robi. Do łóżka tak, do rodziny nie. On zaczął na mnie wrzeszczeć, więc mu powiedziałam, że pojadę do swojego mieszkania. I pojechałam.

42

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Ja jestem rodzina tylko gdy trzeba ugotować obiad, pojsc do lozka czy zająć się jego dziećmi. To wtedy rodzina jestem. Dla na spotkaniu rodzinnym już nie jestem.

Nie byłaś, nie jesteś i prawdopodobnie nie będziesz rodziną.

Tak, jesteś dobra do łóżka, do gotowania i sprzątania, do opieki nad dziećmi i to wszystko.
Jeśli to tobie przeszkadza, to twój problem.

Ten "związek" to ty ciągniesz, a raczej wymuszasz.

Zalecam terapię, bo masz problemy. Ojciec był nieobecny?

43

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

A miałam zostać gdy na mnie krzyczał? To pierwsza taka akcja od dawna, skąd mogłam to przewidzieć?

Nie napisałaś, że krzyczał. Napisałaś, że zaczęłaś histeryzować.

Szeptuch - dlatego zaczęłam od zapytania Autorki czy zapytała go, co to za rodzinne spotkanie. Nie odpowiedziała, więc zakładam, ze histerii nie poprzedziło choćby deko rozsądku, żeby porozmawiać przed urządzaniem szopki.

A moje pytanie wynika stąd, że są imprezy rodzinne, na które się nie bierze osób z zewnątrz, nawet jeżeli się z partnerem mieszka.
Tak, byliśmy 4 lata razem. Przez te 4 lata na Boże Narodzenie i Wielkanoc każde z nas szło do swojej rodziny i spędzaliśmy je osobno, bo to są dla mnie właśnie rodzinne imprezy, na które biorę męża, a nie faceta, z którym jestem 1.5 roku i po drodze się rozstałam. Ja to tak traktuję, dla mnie to jest ważne, mąż akceptował totalnie.
Ja za to nie byłam zapraszana na chrzciny czy komunie, które organizowali jego krewni i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby robić o to jakiś ból. W sumie przez 6 lat jak jesteśmy razem, to z uroczystości rodzinnych po jego stronie byłam na jednych urodzinach i jednym weselu (nie licząc własnego). Tyle.

Zamiast płaczu, awantur i wyjazdu porozmawiałabym. Może to rodzinne spotkanie polega na pomocy komuś z problemem, w który nie chcą wtajemniczać obcych? A Autorka jest dla nich obca w tym momencie. Dziś jest, a patrząc na dynamikę ich związku, za miesiąc może jej nie być.

Btw. Autorko, z mojej perspektywy w żadnej z sytuacji, które wymieniasz w ostatnim poście nie jesteś rodziną.  I do żadnej z tych sytuacji nie musisz nią być. Sypiać i gotować można z każdym. Jesteś partnerką. W łóżku i w kuchni i w mieszkaniu razem jesteś partnerką, nie rodziną. Rodzina nie tworzy się nagle po 1.5 roku burzliwego związku z rozstaniem w tle.

Nie przekonuje mnie to ale szanuje. Każdy może być w jakim związku chce. My slubu nie planujemy, zarówno on jak i ja slub już mieliśmy i nie jest nam do szczęścia potrzebny. Ostatnio, gdy zmarła mi najbliższa osoba z rodziny i zostałam niemal sama to deklarował, ze on jest moja rodzina. Jak widać były to tylko puste słowa, rzeczywistość pokazała coś innego. Nie było to żadne intymne spotkanie rodzinne, tylko po prostu spotkanie z rodzina w niedzielne popołudnie. Ja jakoś nie miałam oporów by go zabrać na pogrzeb i spotkanie po pogrzebie.

Ps napisałam ze krzyczał:

Absolutnie tak nie było. Mi się zrobiło przykro, popłakałam się, zapytałam dlaczego tak robi. Do łóżka tak, do rodziny nie. On zaczął na mnie wrzeszczeć, więc mu powiedziałam, że pojadę do swojego mieszkania. I pojechałam.

Czyli zrobiłaś histerię o jakąś zwykłą niedzielną kawkę u rodziców? On musi Cię zawsze ze sobą zabierać, bo inaczej foch? A jak chce z nimi pogadać sam? Wolno?

44

Odp: kim dla niego jestem?
Lady Loka napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Nie napisałaś, że krzyczał. Napisałaś, że zaczęłaś histeryzować.

Szeptuch - dlatego zaczęłam od zapytania Autorki czy zapytała go, co to za rodzinne spotkanie. Nie odpowiedziała, więc zakładam, ze histerii nie poprzedziło choćby deko rozsądku, żeby porozmawiać przed urządzaniem szopki.

A moje pytanie wynika stąd, że są imprezy rodzinne, na które się nie bierze osób z zewnątrz, nawet jeżeli się z partnerem mieszka.
Tak, byliśmy 4 lata razem. Przez te 4 lata na Boże Narodzenie i Wielkanoc każde z nas szło do swojej rodziny i spędzaliśmy je osobno, bo to są dla mnie właśnie rodzinne imprezy, na które biorę męża, a nie faceta, z którym jestem 1.5 roku i po drodze się rozstałam. Ja to tak traktuję, dla mnie to jest ważne, mąż akceptował totalnie.
Ja za to nie byłam zapraszana na chrzciny czy komunie, które organizowali jego krewni i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby robić o to jakiś ból. W sumie przez 6 lat jak jesteśmy razem, to z uroczystości rodzinnych po jego stronie byłam na jednych urodzinach i jednym weselu (nie licząc własnego). Tyle.

Zamiast płaczu, awantur i wyjazdu porozmawiałabym. Może to rodzinne spotkanie polega na pomocy komuś z problemem, w który nie chcą wtajemniczać obcych? A Autorka jest dla nich obca w tym momencie. Dziś jest, a patrząc na dynamikę ich związku, za miesiąc może jej nie być.

Btw. Autorko, z mojej perspektywy w żadnej z sytuacji, które wymieniasz w ostatnim poście nie jesteś rodziną.  I do żadnej z tych sytuacji nie musisz nią być. Sypiać i gotować można z każdym. Jesteś partnerką. W łóżku i w kuchni i w mieszkaniu razem jesteś partnerką, nie rodziną. Rodzina nie tworzy się nagle po 1.5 roku burzliwego związku z rozstaniem w tle.

Nie przekonuje mnie to ale szanuje. Każdy może być w jakim związku chce. My slubu nie planujemy, zarówno on jak i ja slub już mieliśmy i nie jest nam do szczęścia potrzebny. Ostatnio, gdy zmarła mi najbliższa osoba z rodziny i zostałam niemal sama to deklarował, ze on jest moja rodzina. Jak widać były to tylko puste słowa, rzeczywistość pokazała coś innego. Nie było to żadne intymne spotkanie rodzinne, tylko po prostu spotkanie z rodzina w niedzielne popołudnie. Ja jakoś nie miałam oporów by go zabrać na pogrzeb i spotkanie po pogrzebie.

Ps napisałam ze krzyczał:

Absolutnie tak nie było. Mi się zrobiło przykro, popłakałam się, zapytałam dlaczego tak robi. Do łóżka tak, do rodziny nie. On zaczął na mnie wrzeszczeć, więc mu powiedziałam, że pojadę do swojego mieszkania. I pojechałam.

Czyli zrobiłaś histerię o jakąś zwykłą niedzielną kawkę u rodziców? On musi Cię zawsze ze sobą zabierać, bo inaczej foch? A jak chce z nimi pogadać sam? Wolno?

Widzę ze w ogóle nie czytasz albo nie rozumiesz tego co piszę.

45

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Widzę ze w ogóle nie czytasz albo nie rozumiesz tego co piszę.

Ty nie rozumiesz kim jesteś w tym związku ...

46 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2023-03-19 01:48:18)

Odp: kim dla niego jestem?

Zostawiając na boku jego motywację, ogromnie dziwi mnie, że będąc w tak świeżej żałobie po bliskiej Ci osobie z równie świeżą diagnozą o ciężkiej chorobie, masz jeszcze w sobie zacięcie, żeby skupiać się na jakimś rodzinnym wyjeździe, w którym nie będziesz uczestniczyć. 

Oczywiście masz prawo do tego, by czuć się z tą świadomością niekomfortowo, rozżalona postawą partnera, choćby dlatego, że zamiast być z Tobą i przy Tobie, kiedy jest Ci ciężko, zdaje się nie brać tego pod uwagę, ale... tak naprawdę trudno mi pojąć, że ten wyjazd w tych okolicznościach jest dla Ciebie aż tak ważny??

47

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

Nie przekonuje mnie to ale szanuje. Każdy może być w jakim związku chce. My slubu nie planujemy, zarówno on jak i ja slub już mieliśmy i nie jest nam do szczęścia potrzebny. Ostatnio, gdy zmarła mi najbliższa osoba z rodziny i zostałam niemal sama to deklarował, ze on jest moja rodzina. Jak widać były to tylko puste słowa, rzeczywistość pokazała coś innego. Nie było to żadne intymne spotkanie rodzinne, tylko po prostu spotkanie z rodzina w niedzielne popołudnie. Ja jakoś nie miałam oporów by go zabrać na pogrzeb i spotkanie po pogrzebie.

Ps napisałam ze krzyczał:

Absolutnie tak nie było. Mi się zrobiło przykro, popłakałam się, zapytałam dlaczego tak robi. Do łóżka tak, do rodziny nie. On zaczął na mnie wrzeszczeć, więc mu powiedziałam, że pojadę do swojego mieszkania. I pojechałam.

Czyli zrobiłaś histerię o jakąś zwykłą niedzielną kawkę u rodziców? On musi Cię zawsze ze sobą zabierać, bo inaczej foch? A jak chce z nimi pogadać sam? Wolno?

Widzę ze w ogóle nie czytasz albo nie rozumiesz tego co piszę.

No właśnie nie rozumiem jak można o takie pierdoły robić takie afery.

48

Odp: kim dla niego jestem?

Loka:
Fajnie  że trafiłaś na faceta który ma taką samą percepcję na te sprawy jak ty.
Z kolei dla mnie i mojej żony było by to coś całkowicie nie do przyjęcia.( Choć w moim przypadku, klasyczna rodzinę zastąpili przyjaciele ) Wiesz, ja oświadczyłem się na wspólnej Wigilii po nie całym roku znajomości smile
Ale im więcej czytam postów autorki, tym więcej problemów z własną wartością widzę.
Już dawno dawno ten związek powinien się zakończyć, a ona jeszcze rozważa dziecko z nim...
Nie wiem z czego to wynika, z mylnego przed świadczenia które występują u wielu kobiet że " gdy będzie dziecko, to zacznie mnie szanować" ?

Autorko odpowiedź mi proszę dlaczego ty z nim jesteś? Skoro ewidentnie nie jesteś szczęśliwa ?

49

Odp: kim dla niego jestem?
Szeptuch napisał/a:

Już dawno dawno ten związek powinien się zakończyć, a ona jeszcze rozważa dziecko z nim...

Ten zwiazek już się raz zakończył, bo siostra tego faceta kazała mu z autorka zerwać.

50

Odp: kim dla niego jestem?
Szeptuch napisał/a:

Loka:
Fajnie  że trafiłaś na faceta który ma taką samą percepcję na te sprawy jak ty.
Z kolei dla mnie i mojej żony było by to coś całkowicie nie do przyjęcia.( Choć w moim przypadku, klasyczna rodzinę zastąpili przyjaciele ) Wiesz, ja oświadczyłem się na wspólnej Wigilii po nie całym roku znajomości smile
Ale im więcej czytam postów autorki, tym więcej problemów z własną wartością widzę.
Już dawno dawno ten związek powinien się zakończyć, a ona jeszcze rozważa dziecko z nim...
Nie wiem z czego to wynika, z mylnego przed świadczenia które występują u wielu kobiet że " gdy będzie dziecko, to zacznie mnie szanować" ?

Autorko odpowiedź mi proszę dlaczego ty z nim jesteś? Skoro ewidentnie nie jesteś szczęśliwa ?

I dlatego ja ciągle pytam czemu ona z nim nie rozmawia zamiast robić histerie, afery i groźby.
No litości, każdemu w związku zdarza się samemu wyskoczyć do własnych rodziców i jakoś druga strona nie kręci od razu dramy.

51

Odp: kim dla niego jestem?
Lady Loka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Loka:
Fajnie  że trafiłaś na faceta który ma taką samą percepcję na te sprawy jak ty.
Z kolei dla mnie i mojej żony było by to coś całkowicie nie do przyjęcia.( Choć w moim przypadku, klasyczna rodzinę zastąpili przyjaciele ) Wiesz, ja oświadczyłem się na wspólnej Wigilii po nie całym roku znajomości smile
Ale im więcej czytam postów autorki, tym więcej problemów z własną wartością widzę.
Już dawno dawno ten związek powinien się zakończyć, a ona jeszcze rozważa dziecko z nim...
Nie wiem z czego to wynika, z mylnego przed świadczenia które występują u wielu kobiet że " gdy będzie dziecko, to zacznie mnie szanować" ?

Autorko odpowiedź mi proszę dlaczego ty z nim jesteś? Skoro ewidentnie nie jesteś szczęśliwa ?

I dlatego ja ciągle pytam czemu ona z nim nie rozmawia zamiast robić histerie, afery i groźby.
No litości, każdemu w związku zdarza się samemu wyskoczyć do własnych rodziców i jakoś druga strona nie kręci od razu dramy.

Loka, brak mi już sił na odpisywanie na Twoje komentarze. Widocznie mamy inne wizje związku. Ty nie musisz przecież zabierać męża do rodziny. Ja z kolei uważam, że jeżeli żyje się razem od 1,5 roku to nieładnie jest rodzinę rozdzielać. A jeśli on mnie nie traktuje jak rodzinę to już nie potraktuje. Zawsze dbałam o niego, o dom, o jego dzieci najlepiej jak umiałam. Inna nie będę.

52

Odp: kim dla niego jestem?
Priscilla napisał/a:

Zostawiając na boku jego motywację, ogromnie dziwi mnie, że będąc w tak świeżej żałobie po bliskiej Ci osobie z równie świeżą diagnozą o ciężkiej chorobie, masz jeszcze w sobie zacięcie, żeby skupiać się na jakimś rodzinnym wyjeździe, w którym nie będziesz uczestniczyć. 

Oczywiście masz prawo do tego, by czuć się z tą świadomością niekomfortowo, rozżalona postawą partnera, choćby dlatego, że zamiast być z Tobą i przy Tobie, kiedy jest Ci ciężko, zdaje się nie brać tego pod uwagę, ale... tak naprawdę trudno mi pojąć, że ten wyjazd w tych okolicznościach jest dla Ciebie aż tak ważny??

Nie chodzi o skupianie się na rodzinnym wyjeździe, w którym nie będę uczestniczyć a na tym jak on mnie potraktował. W sytuacji, gdy jest mi ciężko, on jeszcze mnie kopie. Tak się po prostu nie robi. Telefon milczy. To też o czymś świadczy.

53

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Loka, brak mi już sił na odpisywanie na Twoje komentarze. Widocznie mamy inne wizje związku. Ty nie musisz przecież zabierać męża do rodziny. Ja z kolei uważam, że jeżeli żyje się razem od 1,5 roku to nieładnie jest rodzinę rozdzielać. A jeśli on mnie nie traktuje jak rodzinę to już nie potraktuje. Zawsze dbałam o niego, o dom, o jego dzieci najlepiej jak umiałam. Inna nie będę.

Dlatego ciągle będziesz mieć takie problemy jak masz. Warto też uzmysłowić sobie, że to ty przede wszystkim, jesteś za to odpowiedzialna.

54

Odp: kim dla niego jestem?
Legat napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

Loka, brak mi już sił na odpisywanie na Twoje komentarze. Widocznie mamy inne wizje związku. Ty nie musisz przecież zabierać męża do rodziny. Ja z kolei uważam, że jeżeli żyje się razem od 1,5 roku to nieładnie jest rodzinę rozdzielać. A jeśli on mnie nie traktuje jak rodzinę to już nie potraktuje. Zawsze dbałam o niego, o dom, o jego dzieci najlepiej jak umiałam. Inna nie będę.

Dlatego ciągle będziesz mieć takie problemy jak masz. Warto też uzmysłowić sobie, że to ty przede wszystkim, jesteś za to odpowiedzialna.


Możesz to rozwinąć?

55

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Loka:
Fajnie  że trafiłaś na faceta który ma taką samą percepcję na te sprawy jak ty.
Z kolei dla mnie i mojej żony było by to coś całkowicie nie do przyjęcia.( Choć w moim przypadku, klasyczna rodzinę zastąpili przyjaciele ) Wiesz, ja oświadczyłem się na wspólnej Wigilii po nie całym roku znajomości smile
Ale im więcej czytam postów autorki, tym więcej problemów z własną wartością widzę.
Już dawno dawno ten związek powinien się zakończyć, a ona jeszcze rozważa dziecko z nim...
Nie wiem z czego to wynika, z mylnego przed świadczenia które występują u wielu kobiet że " gdy będzie dziecko, to zacznie mnie szanować" ?

Autorko odpowiedź mi proszę dlaczego ty z nim jesteś? Skoro ewidentnie nie jesteś szczęśliwa ?

I dlatego ja ciągle pytam czemu ona z nim nie rozmawia zamiast robić histerie, afery i groźby.
No litości, każdemu w związku zdarza się samemu wyskoczyć do własnych rodziców i jakoś druga strona nie kręci od razu dramy.

Loka, brak mi już sił na odpisywanie na Twoje komentarze. Widocznie mamy inne wizje związku. Ty nie musisz przecież zabierać męża do rodziny. Ja z kolei uważam, że jeżeli żyje się razem od 1,5 roku to nieładnie jest rodzinę rozdzielać. A jeśli on mnie nie traktuje jak rodzinę to już nie potraktuje. Zawsze dbałam o niego, o dom, o jego dzieci najlepiej jak umiałam. Inna nie będę.

Nie piszę o rozdzielaniu. Piszę o swobodzie i o Twoich fochach, które są niepotrzebne i niesłuszne.
Dalej nie odpisałaś mi na pytanie, czemu z nim po prostu o tym nie porozmawiałaś.

Ja z mężem jestem 6 lat. Nie mam problemu w tym, że gdzieś wyjdzie sam. Nie strzelam focha, nie rzucam mięsem i talerzami, nie wpadam w histerię, nie płaczę, nie pakuję się i nie wychodzę.
I tak samo jak ja gdzieś chcę wyjść sama. Posiadanie faceta nie sprawiło, że jestem do niego przyspawana.
Jak ludzie twierdzą, że są rodziną, to ze sobą rozmawiają.
A jak ktoś twierdzi, że jest rodziną, a potem w histerii się wynosi, to sorry, ale chyba nie wie, co to znaczy budować coś razem.

Poza tym o byciu rodziną w dalszym ciągu nie świadczy to, że się jest razem 1.5 roku, uprawia się seks i razem się mieszka. To coś więcej, czego u Was nie widać.

56

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Legat napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

Loka, brak mi już sił na odpisywanie na Twoje komentarze. Widocznie mamy inne wizje związku. Ty nie musisz przecież zabierać męża do rodziny. Ja z kolei uważam, że jeżeli żyje się razem od 1,5 roku to nieładnie jest rodzinę rozdzielać. A jeśli on mnie nie traktuje jak rodzinę to już nie potraktuje. Zawsze dbałam o niego, o dom, o jego dzieci najlepiej jak umiałam. Inna nie będę.

Dlatego ciągle będziesz mieć takie problemy jak masz. Warto też uzmysłowić sobie, że to ty przede wszystkim, jesteś za to odpowiedzialna.


Możesz to rozwinąć?

Masz takie podejście jak w swoim cytacie. Nie umiem ci tego rozwinąć, bo dla mnie to bardzo proste i oczywiste, że ludzie z takim podejściem proszą się o problemy. W każdym związku trzeba pozwolić drugiej stronie na chociaż trochę wolności. U ciebie to już rozwalenie rodziny.

57

Odp: kim dla niego jestem?
Lady Loka napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

I dlatego ja ciągle pytam czemu ona z nim nie rozmawia zamiast robić histerie, afery i groźby.
No litości, każdemu w związku zdarza się samemu wyskoczyć do własnych rodziców i jakoś druga strona nie kręci od razu dramy.

Loka, brak mi już sił na odpisywanie na Twoje komentarze. Widocznie mamy inne wizje związku. Ty nie musisz przecież zabierać męża do rodziny. Ja z kolei uważam, że jeżeli żyje się razem od 1,5 roku to nieładnie jest rodzinę rozdzielać. A jeśli on mnie nie traktuje jak rodzinę to już nie potraktuje. Zawsze dbałam o niego, o dom, o jego dzieci najlepiej jak umiałam. Inna nie będę.

Nie piszę o rozdzielaniu. Piszę o swobodzie i o Twoich fochach, które są niepotrzebne i niesłuszne.
Dalej nie odpisałaś mi na pytanie, czemu z nim po prostu o tym nie porozmawiałaś.

Ja z mężem jestem 6 lat. Nie mam problemu w tym, że gdzieś wyjdzie sam. Nie strzelam focha, nie rzucam mięsem i talerzami, nie wpadam w histerię, nie płaczę, nie pakuję się i nie wychodzę.
I tak samo jak ja gdzieś chcę wyjść sama. Posiadanie faceta nie sprawiło, że jestem do niego przyspawana.
Jak ludzie twierdzą, że są rodziną, to ze sobą rozmawiają.
A jak ktoś twierdzi, że jest rodziną, a potem w histerii się wynosi, to sorry, ale chyba nie wie, co to znaczy budować coś razem.

Poza tym o byciu rodziną w dalszym ciągu nie świadczy to, że się jest razem 1.5 roku, uprawia się seks i razem się mieszka. To coś więcej, czego u Was nie widać.

Loka, ja naprawdę nie wiem czy Ty czytasz to co ja piszę czy po prostu dalej na ślepo piszesz komentarze. Przecież napisałam, że zapytałam dlaczego tak robi. On zaczął krzyczeć. Nie wiem jak tu jaśniej to opisać?

Nigdzie nie napisałam, że nie może wychodzić beze mnie czy ja bez niego. A jeśli napisałam to wskaż mi gdzie. Nigdy go nie kontrolowałam. Zabolało mnie wykluczenie z rodziny, z rodzinnego spotkania. I nawet nie chodzi o spotkanie samo w sobie, ale o jego późniejszą reakcję, krzyk, zaoferowanie otwarcia bramy i następnie milczenie.

58

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Zabolało mnie wykluczenie z rodziny, z rodzinnego spotkania. I nawet nie chodzi o spotkanie samo w sobie, ale o jego późniejszą reakcję, krzyk, zaoferowanie otwarcia bramy i następnie milczenie.

Jest w stosunku do ciebie bezsilny. Nie wiem po co wy razem jesteście. Nie szkoda wam czasu?

59 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2023-03-19 10:52:09)

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rzucilwswieta napisał/a:

Loka, brak mi już sił na odpisywanie na Twoje komentarze. Widocznie mamy inne wizje związku. Ty nie musisz przecież zabierać męża do rodziny. Ja z kolei uważam, że jeżeli żyje się razem od 1,5 roku to nieładnie jest rodzinę rozdzielać. A jeśli on mnie nie traktuje jak rodzinę to już nie potraktuje. Zawsze dbałam o niego, o dom, o jego dzieci najlepiej jak umiałam. Inna nie będę.

Nie piszę o rozdzielaniu. Piszę o swobodzie i o Twoich fochach, które są niepotrzebne i niesłuszne.
Dalej nie odpisałaś mi na pytanie, czemu z nim po prostu o tym nie porozmawiałaś.

Ja z mężem jestem 6 lat. Nie mam problemu w tym, że gdzieś wyjdzie sam. Nie strzelam focha, nie rzucam mięsem i talerzami, nie wpadam w histerię, nie płaczę, nie pakuję się i nie wychodzę.
I tak samo jak ja gdzieś chcę wyjść sama. Posiadanie faceta nie sprawiło, że jestem do niego przyspawana.
Jak ludzie twierdzą, że są rodziną, to ze sobą rozmawiają.
A jak ktoś twierdzi, że jest rodziną, a potem w histerii się wynosi, to sorry, ale chyba nie wie, co to znaczy budować coś razem.

Poza tym o byciu rodziną w dalszym ciągu nie świadczy to, że się jest razem 1.5 roku, uprawia się seks i razem się mieszka. To coś więcej, czego u Was nie widać.

Loka, ja naprawdę nie wiem czy Ty czytasz to co ja piszę czy po prostu dalej na ślepo piszesz komentarze. Przecież napisałam, że zapytałam dlaczego tak robi. On zaczął krzyczeć. Nie wiem jak tu jaśniej to opisać?

Nigdzie nie napisałam, że nie może wychodzić beze mnie czy ja bez niego. A jeśli napisałam to wskaż mi gdzie. Nigdy go nie kontrolowałam. Zabolało mnie wykluczenie z rodziny, z rodzinnego spotkania. I nawet nie chodzi o spotkanie samo w sobie, ale o jego późniejszą reakcję, krzyk, zaoferowanie otwarcia bramy i następnie milczenie.

Czytam czytam big_smile
Ale chyna spasuję z dyskusją. Jak rozmowa z nim wygląda tak jak tu, to się gościowi nie dziwię.

No ale sumując, reaktywowanie związków po rozstaniu w większości przypadków prowadzi do kolejnego rozstania. Tak będzie i tutaj.

PS. Przeczytałam cały temat. Cały, żeby zobaczyć, czy nie ominęłam jakiegoś posta. Nie ominęłam.

W tym fragmencie opisującym Twoją reakcję:
"Popłakałam się. Powiedział, że robię histerię. Powiedziałam mu, że ja bym go nigdy tak nie potraktowała. I że pojadę do mojego mieszkania. On, że otworzy mi bramę..."

Nie widzę ani tego, że zapytałaś, ani tego, że porozmawialiście, ani tego, że zaczął krzyczeć. Widzę kobietę histeryczkę, która strzeliła focha. I tak, w takiej sytuacji zrobiłabym tak jak Twók facet. Otworzyłabym bramę i wywaliła z życia.

60

Odp: kim dla niego jestem?
Lady Loka napisał/a:

PS. Przeczytałam cały temat. Cały, żeby zobaczyć, czy nie ominęłam jakiegoś posta. Nie ominęłam.

W tym fragmencie opisującym Twoją reakcję:
"Popłakałam się. Powiedział, że robię histerię. Powiedziałam mu, że ja bym go nigdy tak nie potraktowała. I że pojadę do mojego mieszkania. On, że otworzy mi bramę..."

Nie widzę ani tego, że zapytałaś, ani tego, że porozmawialiście, ani tego, że zaczął krzyczeć. Widzę kobietę histeryczkę, która strzeliła focha. I tak, w takiej sytuacji zrobiłabym tak jak Twók facet. Otworzyłabym bramę i wywaliła z życia.

Loka, wystarczy przeczytać całość.

Absolutnie tak nie było. Mi się zrobiło przykro, popłakałam się, zapytałam dlaczego tak robi. Do łóżka tak, do rodziny nie. On zaczął na mnie wrzeszczeć, więc mu powiedziałam, że pojadę do swojego mieszkania. I pojechałam.

Reszty Twojego wpisu nie komentuję, bo to nie ma sensu.

61 Ostatnio edytowany przez Dracarys (2023-03-19 11:25:07)

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:

Ja z kolei uważam, że jeżeli żyje się razem od 1,5 roku to nieładnie jest rodzinę rozdzielać. A jeśli on mnie nie traktuje jak rodzinę to już nie potraktuje. Zawsze dbałam o niego, o dom, o jego dzieci najlepiej jak umiałam. Inna nie będę.

Nie żyjecie razem od 1,5 roku.
Spotykacie się - z przerwa - od 1,5 roku, jednak to nie jest życie razem.
Mieszkacie razem raptem od kilku tygodni, do tego wasza relacja jest mocno niestabilna, jak sama określiłaś "burzliwa". Ty zaklinasz rzeczywistość zachowując się tak jakbyście byli stabilnym, dobrym stadłem, które ma za sobą lata spokojnego życia. Jednak jesteście w zupełnie innej sytuacji, w której obiadki, odwiedziny i kawki w szerszym gronie rodzinnym - sa po prostu nie na miejscu. Dziwię się, że obecnie się tego spodziewasz i oczekujesz.

Jeśli on traktuje cię tak, że do łóżka ok, a do rodziny nie - to czemu nie wyciągasz z tego wniosków?

62

Odp: kim dla niego jestem?

Nie żyjecie razem od 1,5 roku.
Spotykacie się - z przerwa - od 1,5 roku, jednak to nie jest życie razem.
Mieszkacie razem raptem od kilku tygodni, do tego wasza relacja jest mocno niestabilna, jak sama określiłaś "burzliwa". Ty zaklinasz rzeczywistość zachowując się tak jakbyście byli stabilnym, dobrym stadłem, które ma za sobą lata spokojnego życia. Jednak jesteście w zupełnie innej sytuacji, w której obiadki, odwiedziny i kawki w szerszym gronie rodzinnym - sa po prostu nie na miejscu. Dziwię się, że obecnie się tego spodziewasz i oczekujesz.

Jeśli on traktuje cię tak, że do łóżka ok, a do rodziny nie - to czemu nie wyciągasz z tego wniosków?

Autorko, nawet twoj kazdy post w tym temacie jest o tym samym - jestes straszna meczybula.
To jak cie potraktowal kiedys, mogabys zalozyc ze teraz inaczej cie nie potraktuje. Zrobilas z igly widly i jeszcze sie zastanawiasz czemu on do ciebie sie nie odezwie. Podejrzewam ze chlop ma dosyc. Ciebie i tej calej sytuacji. Zrob sobie przysulge i olej go i znajdz kogos dla kogo bedziesz wazna. Bo dla niego na pewno nie jestes. A i w miedzy czasie idz na terapie i popracuj nad soba bo z takimi histeriami daleko nie zafruniesz- kazdy bedzie cie traktowa podobnie.
Ten zwiazsek dawno nie zyje ( nie jestem pewna czy kiedykolwiek zyl tak naprawde)

63

Odp: kim dla niego jestem?
Bbaselle napisał/a:

jestes straszna meczybula.

(...)

A i w miedzy czasie idz na terapie i popracuj nad soba bo z takimi histeriami daleko nie zafruniesz- kazdy bedzie cie traktowa podobnie.

I tak nie zrozumie, że to ona stanowi problem.

64 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2023-03-20 00:58:15)

Odp: kim dla niego jestem?
rzucilwswieta napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Zostawiając na boku jego motywację, ogromnie dziwi mnie, że będąc w tak świeżej żałobie po bliskiej Ci osobie z równie świeżą diagnozą o ciężkiej chorobie, masz jeszcze w sobie zacięcie, żeby skupiać się na jakimś rodzinnym wyjeździe, w którym nie będziesz uczestniczyć. 

Oczywiście masz prawo do tego, by czuć się z tą świadomością niekomfortowo, rozżalona postawą partnera, choćby dlatego, że zamiast być z Tobą i przy Tobie, kiedy jest Ci ciężko, zdaje się nie brać tego pod uwagę, ale... tak naprawdę trudno mi pojąć, że ten wyjazd w tych okolicznościach jest dla Ciebie aż tak ważny??

Nie chodzi o skupianie się na rodzinnym wyjeździe, w którym nie będę uczestniczyć a na tym jak on mnie potraktował. W sytuacji, gdy jest mi ciężko, on jeszcze mnie kopie. Tak się po prostu nie robi. Telefon milczy. To też o czymś świadczy.

Ale przecież zaczęło się od Twoich łez i wyrzutów, kiedy usłyszałaś, że na rodzinne spotkanie jedzie tylko z dziećmi. Wtedy jeszcze ani nie podniósł głosu, ani nie powiedział, że otworzy Ci bramę, kiedy będziesz jechać do swojego mieszkania. To Ty zrobiłaś dramę i postraszyłaś, że wyjdziesz z domu. Uwierz, że większość osób w takiej sytuacji zareagowałaby podobnie do niego. To się nazywa stawianie granic.
I o ile na swój sposób rozumiem, że zrobiło Ci się przykro, o tyle kompletnie nie byłabym w stanie zaakceptować tak opresyjnej reakcji, płaczu i straszenia czymś, czego przecież nie chciałaś, a co miało coś zademonstrować i równocześnie wymusić. Jego odruch był adekwatny do okoliczności i w sumie bardzo wytłumaczalny. Przypuszczam przy tym, że tego typu manipulacyjne naciski są u Ciebie na porządku dziennym.

Edycja:
Wróciłam do Twojego poprzedniego wątku i widać jak na dłoni, że o ile teraz zasłaniasz się aktualnie trudną sytuacją, o tyle rok wcześniej, kiedy byliście ze sobą raptem pół roku, Twoje reakcje od obecnych niczym się nie różniły. Bliżej Ci do niestabilnej emocjonalnie nastolatki niż materiału na partnerkę dla dojrzałego faceta. Do tego zachowujesz się jak desperatka, która nawet związek usiłuje wymuszać płaczem. Naprawdę nie wiem kto na dłuższą metę chciałby tkwić w tak toksycznej relacji.

65

Odp: kim dla niego jestem?

Droga autorko,

Czytając Ten jak i Twój poprzedni wątek czuję, że masz wiele nieprzepracowanych spraw które bardzo utrudnią Ci stworzenie szczęśliwej, satysfakcjonującej relacji. Serdecznie polecam Ci pracę ze specjalistą żeby przyjrzeć się temu bliżej bo całe życie spędzisz na taplaniu się w krzywdzie, niesprawiedliwości i smutku.

Posty [ 1 do 65 z 69 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » kim dla niego jestem?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2023