Hejka!
Piszę w pilnej sprawie i może pomożecie mi jakoś naświetlić sytuację.
Zacznę od tego, że ja i moja piękniejsza połówka mamy po 30 lat i poznaliśmy się przez internet. Ja po paru związkach, ona 8 miesięcy po rozstaniu z kilkuletniego związku gdzie jej były nastawił wielu znajomych przeciwko niej + miała bardzo ciężką rekrutację do nowej pracy. Pochodzi ona z rozbitej rodziny i podczas wspólnych rozmów mówiła jak się przejechała na ludziach, boi się mojego rozczarowania lub odrzucenia.
Na początku naszej relacji podchodziłem z dystansem do wszystkiego, ale mimo tego znajomość kwitła. Bardzo szybko zaczęliśmy spędzać całe weekendy razem i nawet dłużej, dostawałem klucze do mieszkania, jej pies mnie bardzo polubił. Wspólnie spędzaliśmy czas na wyjściach, randkowaniu. Czuć było między nami chemię i namiętność.
Nawet na tyle, że udało się ją zmusić mnie do badań oraz również liczyła się z moim zdaniem.
Wszystko było pięknie do momentu jak po około 3 miesiącach wyznałem jej miłość poprzez dwa magiczne słowa. To było na tydzień przed jej upragnionym wyjazdem z przyjaciółką gdzie po 3 dniach usłyszałem, że mnie przeprasza i musi poukładać różne sprawy oraz relacje. Postanowiłem dać jej przestrzeń i czas. Kontakt wrócił w dniu wylotu i jako tako się utrzymywał. Czy to przez wideorozmowę, wysyłanie zdjęć do mnie, pisanie na miarę możliwości bo urlop to jednak urlop.
Jednego wieczoru wyciągnąłem więcej informacji gdy miała bardziej wypite i wyznała mi, że gdyby nie moje wyznanie to nie odważyłaby się na ogarnięcie swoich spraw. Dojścia do tego co i dlaczego zepsuła. Gdyż łatwiej z kimś się dłużej spotykać i powoli coś zmieniać, a dużo trudniej gdy dostaje się wiadro zimnej wody na głowę w postaci wyznania i trzeba ogarnąć pewne sprawy, aby myśleć o zbudowaniu czegoś trwałego.
Przyznała, że się wystraszyła i czuję się nie fair. Wyznanie, którego dokonałem jest dla niej takim, które chciałaby na daną chwilę odwzajemnić i ciągle siedzi jej to w głowie. Powiedziała, że jestem kimś z kim jest jej dobrze i naprawdę dobrze się spędza czas.
Następnego ranka była dość oschła/oszczędna w słowach wobec czego postanowiłem ją sprawdzić i milczeć cały dzień. Czy odezwie się pierwsza jak to często bywało - i tak się stało wieczorem gdzie zaczęliśmy już normalnie rozmawiać bez wycofania.
Zarówno przed jak i po powrocie kontakt normalnie się utrzymywał. Miała poranny powrót i bardzo intensywny dzień do ogarnięcia. Nawet zadzwoniła do mnie gdzie przegadaliśmy prawie pół godziny i to była rozmowa typu jak dawniej.
Jest jednak "ale". Zajęty czas do końca weekendu i wrażenie jakby unikała spotkania po powrocie.
Po powrocie do siebie nawet napisała, że kurier z zakupami zbyt szybko przyjechał i pierwsze co miała w głowie to "cholera chyba B przyjechał"- oczywiście ze śmiejącymi się emotkami. Odpowiedziałem na to, że to brzmi jakby nie chciała mnie widzieć - dostałem odpowiedź zwrotną, co za bzdury wypisuję.
No cóż w dalszej konwersacji napisała, że przez ostatnie półtora tygodnia nic się nie zmieniło i musi poukładać kilka spraw w życiu. I wie jaki jestem uparty itd.
W tym momencie poszedłem za ciosem i zadałem jej pytanie jak się poczuła gdy rzeczywiście pomyślała o tym iż to ja przyjechałem. Czy było to fajne uczucie, zaskoczenie bo na ile ją znam to tak.
Wykładając kawa na ławę zapytałem wprost czy chce się widywać, spotykać. Czy nie chce tego robić i jestem po prostu dla niej człowiekiem duchem.
Dostałem odpowiedź po chwili, że nie jestem człowiekiem duchem i na pewno spotkamy się przed świętami.
Ja na to, że bardzo zależy mi na tym co mi powiedziała i podczas świąt niby jest przesąd, że potrafią dziać się niespodziewane złe rzeczy. I zawsze można go odmienić.
Zapytała mnie po tym jak chcę go odmienić - odpowiedziałem, że odrobiną wiary i być może razem znajdziemy rozwikłanie tej zagadki.
W tamtym momencie uznałem, że nastąpi milczenie bazując na swoim doświadczeniu. I tu się myliłem, ponieważ danego wieczoru po powrocie z koncertu napisała do mnie pisząc jaki był super itd. Chwilę pisaliśmy aczkolwiek starałem się trzymać lekki dystans.
I przyznam, że nie wiem co dalej - chcę walczyć, ale czy mam rzeczywiście czekać czy ją czymś zaskoczyć bo może potrzebować bodźca. Za każdym razem jak wracałem do siebie to pytała czy zostanę dłużej, a wręcz było czuć to łaknienie (nawet proponowała pranie ubrań). Pomijając fakt jak mówiła jak czuje się przy mnie bezpiecznie i nawet podczas wyjazdu i naszych niby cichych dni potrafiła po napiciu się napisać jak mój dzień, wieczór.
Kochani, co o tym sądzicie? Sprawa całkowicie przegrana czy wymaga subtelności?