Cześć Wszystkim.
Zmagam się z pewnym problemem. Otóż, moja mąż przez 11 lat obrzucał mnie wyzwiskami, poniżał, nie szanował, w obowiazkach domowych nie pomagał. Tak szczerze to traktował mnie jak najgorsze ścierwo. Z czasem swoją agresję słowna przeniósł na dzieci. Zawsze miał wytłumaczenie swojego zachowania, zawsze znalazł powód, dlaczego tak się zachowuje. Ale w końcu dojrzałam do decyzji o rozwodzie. I nagle, bum, mąż się zmienił o 180 stopni. Wyciszył się, uspokoił, zaczął mówić o swoich uczuciach, powtarzać jak bardzo nas kocha. Bierze na siebie coraz więcej obowiązków domowych. I tu wchodzę ja, byłam pewna swojej decyzji, oczami wyobraźni widziałam siebie wolna, niezależna, spokojną, bez stresu. A jednak im bliżej jego wyjazdu ( ma plan wyjechać za granice), wtedy nastąpi całkowite rozstanie, tym więcej mam wątpliwości. Boję sie, ze sobie nie poradzę, boje się, że będę tesknic, że dzieci będą tesknic. Boli mnie na sama myśl, że jego z nami nie będzie. Są też kwestie finansowe
, na alimenty nie mam co liczyć, mąż podejmuje się spłaty dużego kredytu, który nas obciąża. Tak szczerze, czy jest szansa, że on nagle zrozumial, że jego zmiana jest trwała, nie chwilowa? Gubię się we własnych myslach
Podobne tematy
Cześć Wszystkim.
Zmagam się z pewnym problemem. Otóż, moja mąż przez 11 lat obrzucał mnie wyzwiskami, poniżał, nie szanował, w obowiazkach domowych nie pomagał. Tak szczerze to traktował mnie jak najgorsze ścierwo. Z czasem swoją agresję słowna przeniósł na dzieci. Zawsze miał wytłumaczenie swojego zachowania, zawsze znalazł powód, dlaczego tak się zachowuje. Ale w końcu dojrzałam do decyzji o rozwodzie. I nagle, bum, mąż się zmienił o 180 stopni. Wyciszył się, uspokoił, zaczął mówić o swoich uczuciach, powtarzać jak bardzo nas kocha. Bierze na siebie coraz więcej obowiązków domowych. I tu wchodzę ja, byłam pewna swojej decyzji, oczami wyobraźni widziałam siebie wolna, niezależna, spokojną, bez stresu. A jednak im bliżej jego wyjazdu ( ma plan wyjechać za granice), wtedy nastąpi całkowite rozstanie, tym więcej mam wątpliwości. Boję sie, ze sobie nie poradzę, boje się, że będę tesknic, że dzieci będą tesknic. Boli mnie na sama myśl, że jego z nami nie będzie. Są też kwestie finansowe
, na alimenty nie mam co liczyć, mąż podejmuje się spłaty dużego kredytu, który nas obciąża. Tak szczerze, czy jest szansa, że on nagle zrozumial, że jego zmiana jest trwała, nie chwilowa? Gubię się we własnych myslach
Kobieto, to tzw miesiąc miodowy, taka faza w przemocowym związku. Przejściowa faza. Daj mu trochę czasu a wróci dawny brutalny cham.
Poczytaj sobie na stronie niebieskiej linii o fazach przemocy domowej.
Ale tak tak do końca nie rozumiem, czy on wjeżdża za granicę ze względu na rozstanie?
Jeśli ma być ostateczne, to jak z rozwodem?
A może liczy, że wycofasz się z decyzji i on wtedy nie wyjedzie, bo przecież się zmienił?
Ale tak tak do końca nie rozumiem, czy on wjeżdża za granicę ze względu na rozstanie?
Jeśli ma być ostateczne, to jak z rozwodem?
A może liczy, że wycofasz się z decyzji i on wtedy nie wyjedzie, bo przecież się zmienił?
Tak, że względu na rozstanie. Rozwód napewno odwlecze się w czasie przez jego wyjazd. Codziennie słyszę, że przecież może się ułożyć, bo on tak bardzo się stara. No i wtedy już nie wyjedzie. Staram się ze wszystkich sił trzymać swojej decyzji. Ale im dłużej on tu jest, tym większe mam wątpliwości.
5 2022-02-26 09:52:17 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-02-26 09:57:03)
Autorko, wymiekkasz, bo dojrzałas maleńkie światełko w tunelu. Mogłabyś uniknąć wielu problemów, gdyby został.
Cóż można Ci doradzić?
Od 11 lat wiesz doskonale, że to przemocowiec. Gratuluję, że dojrzałas do rozwodu, wiele ofiar nigdy nie odważy się na odejscie. Twoja wytrzymałość sięgnęła już zenitu.
On wyczuł, że tym razem to nie przelewki, więc niby zmienił się.
Autorko on się nie zmienił. On tylko przykrył swoją agresję, bo zrozumiał, że taka jest potrzeba chwili.
Jednak jak przemocowcem był, tak dalej nim jest i będzie zawsze.
Istnieje zjawisko miodowego miesiąca u takich ludzi. Miesiac miodowy trwać może kilka miesięcy, kilka tygodni, kilka dni albo kilka godzin.
Prędzej czy później przemocowiec wybuchnie, bo będzie musiał dać upust agresji i chamstwu.
Poczytaj na ten temat.
Jest forum o przemocy w rodzinie niebieskiej linii, forum jest już martwe, ale zachowały się wpisy ofiar przemocowcow sprzed kilku lat i wszystko można to odnaleźć i przeczytać.
Nie miej złudzeń. To ciągle jest ten sam człowiek.
Jego zemsta ( wkrótce) będzie tak silna, że przeżyjesz szok. Im mocniej on teraz się ugiął, tym mocniej odda Ci z nawiązką.
I jeszcze jedno, troszkę za łatwo poszło Ci pogonienie tego człowieka, to podejrzane.
Atakował nawet dzieci, a Ty zamierzasz o tym zapomnieć?
Jesteś klasyczna ofiarą przemocy "zakochanej" w swoim oprawcy.
Tu kłania się intensywna terapia dla ofiar przemocy.
Powodzenia, siły, hartu ducha i życiowej mądrości.
(...) Tak szczerze, czy jest szansa, że on nagle zrozumial, że jego zmiana jest trwała, nie chwilowa? Gubię się we własnych myslach
Uważasz, że przez 11 lat Twój mąż był nieświadomy swego zachowania wobec Ciebie i dzieci? Że nagle, na skutek informacji o rozwodzie, uznał, że jest przemocowcem? Do tego czasu nie wiedział?
Kpisz czy o drogę pytasz?
Sama musisz zdecydować czy dać mu drugą szansę, nie wiem czy on jak zobaczył, że faktycznie może stracić rodzinę, poszedł po rozum do głowy, bo jednak i przemocowiec swój rozum ma. Nie zawsze bywa jak zwykle. Choć ja w ten wyjazd za granicę nie wierzę, więc dobrze byłoby jakbyś poczekała na ten wyjazd i się przekonała czy nie jest to ściema. Nawet jak wyjedzie to i wróci.
W każdym razie on nie może wiedzieć, że masz wątpliwości, że nie dasz sobie rady, nawet jeśli dasz mu szansę to musisz być twarda i ta szansa musi być pierwsza i ostatnia.
Cytuję:
"I tu wchodzę ja, byłam pewna swojej decyzji, oczami wyobraźni widziałam siebie wolna, niezależna, spokojną, bez stresu. "
"Boję sie, ze sobie nie poradzę, boje się, że będę tesknic, że dzieci będą tesknic. Boli mnie na sama myśl, że jego z nami nie będzie."
Ile w Tobie sprzeczności.
Wybierz to, co dla Ciebie i dzieci będzie najlepsze. Spokój, czy horror?
Ja myślę, że mąż zmienił się, bojąc się, żebyś jego planów nie rozwaliła.
Jeśli myknie za granicę, to szukaj wiatru w polu.
Nie zwlekaj i natychmiast wystąp do sądu o alimenty, by mieć chociaż minimum
na dzieci.
W sprawie kredytu mąż mówi, że weźmie spłatę na siebie? To niech sporządzi u notariusza takie zobowiązanie.
Przez 11 lat pokazał swoją prawdziwą twarz, a teraz ma maskę, by bez przeszkód zrealizować swoje plany.
Obym się myliła.
Absolutnie nie zmieniaj decyzji! dobrze czynisz. On na pewno nagle się nie zmienil, a tylko gra aby Ciebie przekonać do siebie i dostać drugą szansę. Tacy ludzie się nie zmieniają, no najwyżej że po długoletniej terapii. Nie daj sobie mydlić oczu, walcz o siebie a przede wszystkim swoje dzieci - i tak już doznały przemocy i potrzebują na pewno wsparcia psychologicznego. Ty też. Niech mąż wyjeżdża i da Wam spokój!
Spokojnie. Możesz wybrać separację zamiast rozwodu. Daje to typowi czas na przemyślenia i Tobie na ocenienie sytuacji przez jakiś czas.
Musisz wziąć pod uwagę że znaleźć fachowca w walce z nerwami jest bardzo trudno. Ale to koleżka ma pracę do wykonania ...nie Ty.