Witajcie. Licze ze.mi pomozecie. Moze spojrzycie na moje zycie z boku i cos mi podpowiecie co mam.dalej robic. Bo mi brakuje juz pomyslu a przede wszystkim cieepliwosci. Moj maz caly czas pracuje, ciagle cos robi, komus pomaga przez co nie ma dla nas czasu.
Jestesmy po slubie 3lata. Mamy 1,5roczne dziecko. Mieszkamy w swoim domu po sasiedzku z tesciami. Dom maz otrzymal od tesciow w darowiznie jeszcze przed slubem. Wyremontowlismy go tak by mozna bylo.zamieszkac jednak przed nami jeszcze ogrom pracy. Maz pracuje codziennie od 7 do.16. Kiedy wroci z pracy to zazwyczaj jedzie albo w pole (mamy 20 ha pola) albo robi cos kolo.domu. zdecydowalismy ze ja zostaje.na urlopie wychowawczym z dzieckiem a on pracuje. Spokojnie utrzymujemy sie z jego pensji. Meza calymi dniami nie ma w domu, on oczywiscie twierdzi ze po pracy jest poludniami jest na podworku czyli obok domu wiec sie czepiam ale on caly czas cos tam dziala. A to przy yraktorze a to rodzicom w jakies rynny powymienia a to pospawa jakis.wozek do przewozenia a to cos jeszcze. Ciagle wynajduje sobie prace. Oczywiscie wg niego ja go nie rozumiem.bo on przeciez robi wazne rzeczy a ja bym.chciala zeby w tym czasie zajal.sie dzieckiem. Co oczywscie wg niego nalezy do mnie i do babc. Jak go prosze aby chodz na moment sie nim.zaja to.i tak zawsze podrzuci go do swoich rodzicow a sam.idzie cos robi. Z checioa zawsze pomoze innym a to przy remoncie a to przy naprawie auta. ale ja z domem mam sobie sama radzic. Oczywiscie jestem dumna z niego ze poteafi wiele rzeczy zrobic samodzielnie ale niestety odbywa sie to moim kosztem i dziecka. I nie pomagaja rozmowy bo ja oczywiscie przesadzam. Wiele razy prosilam go o pomoc aby posiedzial troche z malym a ja pojde na kawe do kolezanki. Zawsze jest cos do zrobienia. A ja zawsze ciagne malego ze soba. Nie mam z jego strony tez wsparcia zadnego. Dbam o siebie, pilnuje sie ale od kilku lat nigdy nie uslyszalam ze dobrzr wygladam. Moze to dzwnie.zabrzmi.ale.maz.nigdy.nie.powiedzial ze mnie kocha. Zawsze bylo "ja cie tez". Mimo to wiem ze jestem dla niego wazna i wazny jest nasz syn. Jak cos sie dzieje to on jest. Ale.nie ma.go w codziennosci. Nie rozmawiamy ze soba bo i kiedy. Jak wieczorem ja juz padam na ywarz a on przychodzi ok 22. Kladziemy sie i on wgapia sie w internet. Nie ma juz miedzy nami intymnosci. Kochamy sie 3razy na miesiac i to szybko. Nie mam.z tego zadnej satysfakcji. Zyjemy razem a obok siebie. Nie wiem co mam robic. Jestem zmeczona juz tym wszystkim.
Kurczę. Praca na cały etat, a nawet dłużej, bo 9h, 20 ha pola do obrobienia, remont domu, starsi rodzice po sąsiedzku. Ja się nie dziwię, że chłop nie ma na nic czasu. Sam bym nie miał.
Mówisz, że nie masz wsparcia, ale jednocześnie dodajesz, że jak coś się dzieje, to on jest. Być może został tak wychowany, że ciężka fizyczna praca jest dla niego większą wartością jaką może dać rodzinie.
Opcja 1: Sprzedać pole, dom, wyprowadzić się do mieszkania, to nie będzie musiał tak harować ![]()
Opcja 2: Pogadać z nim?
Pole w dzierzawe chcialam oddac juz dawno.ale.nie ma na to.szans czesc.pola nalezy do jego dwoch siostr i one otrzymuje zyski z tych czesci- ale on oczuwscie harauje na tych polach. (One mieszkaja 200km od nas i oczyscie ani one.ani ich mezowie.nawet.nie kiwna palcem aby pomoc ale.po kase to sa pierwsi) ...tak wiem chore to i chore ze ja sie zgodzilam na cos takiego. Coz tak bylo od zawzze juz zanim mnie poznal. Niestety wszelkie moje proby rozmowy i namowienia go.do sprzedazy dzierzawy czy nawet wyegzekwowania pomocy od szwagrow koncza sie dzika.awantura i jego fochami.
...tak wiem chore to i chore ze ja sie zgodzilam na cos takiego. Coz tak bylo od zawzze juz zanim mnie poznal.
No i to jest problem. Przystałaś na pewną wizję waszego życia, ale jednak jej nie udźwignęłaś.
Sama go raczej nie zmienisz, skoro on sam tego nie chce.
Czemu za niego wyszłaś, skoro wiedziałaś jaki ma stosunek do życia?
Czemu za niego wyszlam?
Bo jak czlowiek.zakochany to ma.klapki.na oczach tak bylo.w.moim.wypadku. a poza tym wierzylam ze jakos sie to wszystko pouklada. liczylam ze jak pojawi sie dziecko to sie zmieni. Ale oczywcie coz przeliczylam sie. sprawa pracy na polu jego siostr wyszla dopiero po slubie i jak sie tylko dowiedzialam.ze.to tak wyglda zaczela sie moja dyskusja na ten temat. Jednak nie ma zadnego rezultatu.
Zamieszkalismy po slubie razem i tak.naprawde sporo rzeczy wlasnie wtedy wyszlo.
Uważam, że masz bardzo pracowitego męża. Jak to na gospodarce, zawsze jest coś do zrobienia. Każda osoba, która ma ziemię, Tobie to powie. Plus do tego cały etat. Rozumiem, że czujesz się samotna, ale takie jest życie. Wątpię, że sobie wynajduje prace, by być z dala od Was. Powinnaś z nim porozmawiać, żeby chociaż wieczory z Wami spędzał, jeżeli Ciebie by to satysfakcjonowało.
Czemu za niego wyszlam?
wierzylam ze jakos sie to wszystko pouklada. liczylam ze jak pojawi sie dziecko to sie zmieni. Ale oczywcie coz przeliczylam sie.
Zamieszkalismy po slubie razem i tak.naprawde sporo rzeczy wlasnie wtedy wyszlo.
Dodajmy jeszcze do tego fakt, że nie zorientowałaś się, że ma niewielkie potrzeby seksualne.
Czyli co? Popełniłaś wszystkie możliwe błędy narzeczeństwa. Wszystkie.
Ile macie lat?
8 2017-08-18 15:23:36 Ostatnio edytowany przez Diamondzik (2017-08-18 15:31:54)
Smutne po czasie dowiedzieć się, że to jednak jest nie to. Mąż przyzwyczaił się do sytuacji lub być może ma "wpojony" model FACET gospodarzy na roli - KOBIETA gospodarzy w domu. Z jednej strony pracuje na Was wszystkich abyście żyli godnie z drugiej strony jest to dla Ciebie klatką. Tak jakbyście po drodze gdzieś nie dogadali się odnośnie swoich priotytetów i oczekiwań od życia. Ale poniekąd troszkę tutaj Twojej winy bo jak sama stwierdziłaś "miałaś nadzieję, że jakoś to będzie". I jakoś jest - tylko nie tak jak sobie to wyobrażałaś ![]()
Ale poniekąd troszkę tutaj Twojej winy bo jak sama stwierdziłaś "miałaś nadzieję, że jakoś to będzie". I jakoś jest - tylko nie tak jak sobie to wyobrażałaś
Tylko troszke... mi sie wydaje za bardzo duzo tu mojej winy. Tak zgodzilam.sie na taki niewygodny uklad i liczylam.ze jakos da sie z tym zyc. Bylam naiwna jak dziecko. Ale naprawde sporo spraw wyszlo dopiero przy wspolnym zyciu i przy dziecku. Ja naprawde nie oczekuje.od niego wielewielze. Chcialabym chociaz czasem wieczory pedzic razem. I kiedy go prosze o o by wrocil wczesniej do domu i ksonczyl prace to zawsze slysze " ty to bys chciala abym ja siedzial i trzymal Cie za reke".
Ale ja chce tylko troche czasu spedzic razem. Chce porozmawiac ,obejrzec wspolnie jakis glupi film bo widze ze to nasze zycie sie.nam rozjezdza. Kazdy idzie w swoja strone. Zalezy mi na nim, ale nie mam juz sily aby mu to tlumaczyc bo i tak to.do.niego nie trafia. Nie.da.sie znim tez spokojnie porozmawiac bo albo aj prowadze monolog a on.twierdzi tylko ze przesadzam albo odrazu zaczyna mnie atakowac i ironizowac moje wypowiedzi. Maz jest bardzo skryty trudno od niego cokolwiek wyciagnac nie jest nauczony rozmowy o uczuciach. W jego domu nt uczuc sie nie rozmawiala. Tak w jego domu sie pracowala caly czas...
A może po prostu wyszłaś za pracoholika. Jeszcze "rodzina" nie mówi, że narzekasz? Masz wspaniałego męża, który pracuje wciąż a Ty narzekasz
On może a raczej na pewno nie rozumie tego, że "Was" krzywdzi. Dla niego jak pisałem być może wcześniej to normalne jest ON pracuje TY ogarniasz ognisko domowe. Przecież wielu facetów ma w DNA, że ON facet tego i tego nie robi bo to są babskie sprawy. Dobra ale pomijając to... Nie wiem jak finansowo stoicie ale rozważyłbym gdyby mi żona zaproponowała abym na popołudnia kogoś dorywczo zatrudnił do pomocy abym sam mógł spędzić więcej czasu z rodziną. A czy po urodzeniu dziecka nie zwiększyła się u niego ilość pracy?
Miałem wiele doświadczeń i w obecnym związku ustalone było, że nie ma opcji (tak mamy wybór my) abyśmy pracowali na zmiany. Nie chcę gościa w domu. Twojej sytuacji nie znam. To tak jakbyś mieszkała "obok" kogoś. Jesteś z kimś ale ten ktoś każdego dnia powoli staje się dla Ciebie kimś "obcym". Współczuje sytuacji. Dodatkowa osoba do pomocy na próbę aby wyręczyć to moja propozycja bo z natury raczej dratycznych środków używam. Tak teraz dociera do mnie, że pewnie ani wspólnych wyjazdów, wspólnego weekendu poza domem o intymności nie wspominając. Troszkę to przykre a nawet bardzo.