Parę miesięcy temu poznałam pewnego chłopaka. Znaliśmy się wcześniej z widzenia - pracował jako kelner w restauracji, do której często chodziłam. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, od razu wpadł mi w oko. Gdzieś w maju spotkaliśmy się przypadkiem na przystanku. Okazało się, że jedzie w tę samą stronę, co ja, więc całą drogę przegadaliśmy. Gdy już każde z nas szło w swoim kierunku, poprosił mnie o mojego facebooka, byśmy mogli się jakoś skontaktować. Napisałam do niego jako pierwsza. Przez jakiś czas dużo pisaliśmy ze sobą. I po raz pierwszy spotkaliśmy się po moim przyjeździe, ponieważ wcześniej wracałam do mojego rodzinnego miasta. To on zaproponował spotkanie.
Było niesamowicie. Oprowadził mnie po mieście, później poszliśmy coś zjeść. Tematy do rozmów w ogóle nam się nie kończyły, odkryliśmy, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Czułam się przy nim bezpiecznie i miałam wrażenie, że przy nim nic mi się złego nie stanie. Również, mimo że znaliśmy się tak krótko, miałam wrażenie, że przy nim mogę być sobą. Czułam, że mnie szanuje, że akceptuje. Widziałam, że mu się podobam.
Było koło północy, gdy udaliśmy się do parku. Pamiętam, że w pewnym momencie wziął mnie za rękę. Zamurowało mnie. Nie potrafiłam wykrztusić słowa. Po chwili spytał się mnie, czego oczekuję. Patrzyliśmy w sobie oczy. Nie potrafiłam wypowiedzieć jakiegokolwiek słowa. Pocałowaliśmy się. Nawet nie mam pojęcia, kto pierwszy zaczął. Odprowadził mnie do domu około drugiej w nocy. Dzwonił do mnie przez kolejne dni, a później ograniczył kontakt do pisania na czacie. Gdzieś po tygodniu zaproponowałam mu, byśmy się spotkali, na co się zgodził.
Musieliśmy jedynie odprowadzić jego kolegę na busa, który wracał do swojego kraju. Później udaliśmy się na spacer po parku, który znajdował się niedaleko. Dość szybko dopadła nas burza i stwierdziliśmy, że najbliżej będzie do jego domu. Czas tak szybko leciał, że nawet nie zauważyłam, że jest trzecia w nocy. Parzyliśmy kawę, rozmawialiśmy, całowaliśmy się. Gdy się ściemniło, zapalił lampki i zaczął śpiewać i grać na gitarze. Gdy zgłodnieliśmy, postanowiliśmy coś ugotować. Później oglądaliśmy film. Pamiętam, że zaproponował, bym została na noc. Stwierdziłam, że tak będzie lepiej, ponieważ nie uśmiechało mi się błądzenie po mieście o trzeciej nad ranem, a i oboje byliśmy na tyle zmęczeni, że nie chciało nam się wychodzić. Zasnęliśmy objęci. Pamiętam, że obudziliśmy się gdzieś nad ranem i pół żartem - pół serio spytałam, czy oficjalnie możemy zostać parą. Chciałam po prostu porozmawiać o nas, o naszej relacji, o tym, jak oboje to widzimy. Myślę, że miałam prawo o to spytać, tym bardziej, że jednak za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy, zachowywaliśmy się jak para - publicznie, nawet przy jego znajomych całowaliśmy się, chodziliśmy za rękę, również zostałam u niego na noc. Odpowiedział, że dla niego jest za wcześnie, że musimy lepiej się poznać i poznać swoje oczekiwania. Dodał, że jest we mnie zakochany i że nie pozwoli, by ktokolwiek mnie skrzywdził. O 10:00 wróciłam do domu, a on udał się do restauracji, w której miał mieć szkolenie.
Od tamtej pory nie widzieliśmy się ani razu. To drugie spotkanie miało miejsce gdzieś pod koniec czerwca. Gdy do niego piszę, wprawdzie odpowiada, ale dopiero po dłuższym czasie. Ilość momentów, kiedy tak normalnie rozmawialiśmy, można policzyć na palcach jednej ręki. Miesiąc temu spytałam się go, czy wszystko w porządku, ponieważ mało ze sobą piszemy i mało się widujemy. Odpisał, że to przez telefon, który mu się rozładowuje i uczelnię, na której za niedługo ma końcowe egzaminy. Z telefonem rzeczywiście miał problemy już od naszego pierwszego spotkania, natomiast pamiętam, że o tych egzaminach wspominał podczas ostatniego spotkania. Kilka dni po egzaminach jechał do Chorwacji z rodziną i ten wyjazd również był ustalany wcześniej, niż mnie poznał. Mówił o nim podczas pierwszego spotkania.
Dzień przed wyjazdem poprosił mnie o spotkanie. Powiedział, że będzie w centrum o 22:30 i że jak będzie pod kinem, to do mnie zadzwoni. Stwierdziłam, że w sumie bez różnicy jest to, czy pójdę na tą 22:30, czy zaczekam na telefon w domu, bo i tak mieliśmy się spotkać o tej konkretnej godzinie. Gdy była 22:30, napisałam do niego, że czekam. Pytał się, po co wychodziłam, że on ma jeszcze do załatwienia coś z bagażami. Odpisałam, że gdybym wiedziała wcześniej, że będzie coś załatwiać, to zostałabym w domu. Wróciłam. Był pod kinem przed północą. Powiedziałam mu, że miał być o 22:30, a jest przed północą i że jest już trochę późno. Powiedział, że w takim razie spotkamy się, jak on wróci z wyjazdu. Życzyłam mu udanych wakacji, pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy.
Stwierdziłam, że po tym, jak mnie wystawił, nie będę do niego pisać pierwsza. Było gdzieś w okolicach 6 sierpnia, gdy nagle stwierdziłam, że w sumie to nie umawialiśmy się na konkretną godzinę. On miał być w centrum o 22:30, a mieliśmy się spotkać, kiedy on do mnie zadzwoni. Popełniłam błąd. Napisałam do niego, pytając się, jak wakacje. Porozmawialiśmy chwilę o jego wyjeździe, zeszliśmy na inne tematy i w pewnym momencie zaproponowałam mu spotkanie. Powiedział, że nie chce mi robić nadziei, że teraz stara się z nikim nie spotykać, ponieważ za dwa miesiące będzie miał obronę pracy dyplomowej. Chwilę jeszcze popisaliśmy, po czym on nagle zniknął. Nie odpowiedział na moją wiadomość. Gdzieś pod wieczór spytałam się go, jak mu minął dzień. Sytuacja znów się powtórzyła - chwilę pisaliśmy, po czym przestał odpowiadać. Gdzieś po godzinie spytał, jak mi minął dzień, a po chwili dopytał o filmy, które polecam na noc do obejrzenia. Podałam kilka tytułów. Wybrał komedię francuską. Napisałam, by dał znać, jak mu się podoba. Po pół godzinie odpisał, że w ogóle mu się nie podoba i że współczesne komedie to chyba nie dla niego. Odpisałam, że w sumie wszystko zależy od poczucia humoru i spytałam, jaki w takim razie film zamierza obejrzeć. Nie odpisał do tej pory.
Myślałam, by napisać do niego wiadomość z tym, jak się czuję, że cały czas mnie zwodzi, że niby odpisuje, niby daje nadzieję, że się spotkamy, a i tak do tego spotkania nie dochodzi. Bo przecież niemożliwe jest to, by nie potrafił on, przez w sumie trzy miesiące, znaleźć dla mnie chociaż godziny. Z drugiej jednak strony on już przy pierwszej naszej rozmowie mówił o pracy dyplomowej, że będzie ją musiał napisać w tym roku i pamiętam, jak sama mówiłam mu pół żartem - pół serio, żeby już teraz zaczął ją pisać, by nie okazało się, że zacznie tydzień przed terminem. Napisałabym do niego tamtą wiadomość, jak się z tym czuję, jak mnie traktuje, żeby też określił się w tej relacji, bo ja sama nie wiem, jak wobec niego postępować. Z drugiej strony, jednak może się okazać, że rzeczywiście teraz pisze tę pracę dyplomową i naprawdę nie ma czasu.
Co radzicie zrobić?
tragedia ... błąd za błędem. Mam nadzieje że jesteś jeszcze bardzo mloda i 97 to Twój rocznik ;-)
pierwszy błąd to ta rozmowa na temat waszej relacji "dokąd to zmierza" "czy jesteście para"
zabiłaś wszystko co się "rodziło" między wami.
Kolejny to Twoje wyrzuty odnosnie godziny spotkania
potem narzucanie się z kontaktem ...
chłopak ewidentnie wije się jak może żeby wykręcić się ze spotkania z Tobą i rozmowy.
Jednym najsłuszniejszym wyborem w tej sytuacji to odpuszczenie, nie pisanie do niego, jeśli on do Ciebie napisze odpisz grzecznie, jeśli zaproponowałby spotkanie możesz się na nie zgodzić ale bez nacisków i rozmów dokąd to zmierza.
Strasznie go tłumaczysz... prawda jest taka że jeśli by mu zależało znalazłby czas na spotkanie, telefon, a praca magisterska tutaj w niczym nie przeszkadza.
odpuść bo stracisz resztki honoru..
Nie chcę Cię martwić, ale gdyby chciał, to by znalazł duuuuzo więcej czasu dla Ciebie. Jest takie mądre powiedzenie: kto chce - szuka sposobu, kto nie chce- szuka powodu. Po ile macie lat? Nie pisz do niego, całkowicie zamilcz. Pozwól mu się określić. To mężczyzna ma zdobywać kobietę, a nie odwrotnie. Niestety kobiety bardzo często popełniają błąd zbyt wczesnego zaangażowania. To nie jest jeszcze stracone moim zdaniem, ale pokazałaś mu, ze "ma cię na tacy" i nie musi się starać. Co to za umawianie się na telefon z kobieta o 22.30? Pokaz, ze masz swoje standardy i nie jesteś zdesperowana. Nie wychodź pierwsza z inicjatywą. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
tragedia ... błąd za błędem. Mam nadzieje że jesteś jeszcze bardzo mloda i 97 to Twój rocznik ;-)
pierwszy błąd to ta rozmowa na temat waszej relacji "dokąd to zmierza" "czy jesteście para"
zabiłaś wszystko co się "rodziło" między wami.
Kolejny to Twoje wyrzuty odnosnie godziny spotkania
potem narzucanie się z kontaktem ...
chłopak ewidentnie wije się jak może żeby wykręcić się ze spotkania z Tobą i rozmowy.
Jednym najsłuszniejszym wyborem w tej sytuacji to odpuszczenie, nie pisanie do niego, jeśli on do Ciebie napisze odpisz grzecznie, jeśli zaproponowałby spotkanie możesz się na nie zgodzić ale bez nacisków i rozmów dokąd to zmierza.
Strasznie go tłumaczysz... prawda jest taka że jeśli by mu zależało znalazłby czas na spotkanie, telefon, a praca magisterska tutaj w niczym nie przeszkadza.
odpuść bo stracisz resztki honoru..
Tak, dokładnie... 97 to mój rocznik.
Wiem, właśnie od razu po zadaniu tamtego pytania pożałowałam, że to zrobiłam, ale z drugiej strony wydaje mi się, że miałam do tego prawo, skoro zachowujemy się jak para... Chyba miałam prawo wiedzieć, do czego to zmierza...
A godziny spotkania... Chyba przyznasz, że to nie było fair, że napisał, że będzie w centrum o 22:30, a był pod moim domem ponad godzinę później. W pierwszej chwili odebrałam to jako wystawienie.
To było narzucanie się? Nie pisałam do niego często i non stop. Ostatnio pisałam do niego 6 sierpnia... Wcześniej też jak napisałam do niego, to dawałam mu czas na odpisanie. Pisałam tylko wtedy, gdy on odpisał + ten jeden raz ponadprogramowy, gdy się zniecierpliwiłam, że tak się zachowuje i spytałam, czy wszystko u niego w porządku, bo mało ostatnio piszemy.
nieznajoma8999 napisał/a:tragedia ... błąd za błędem. Mam nadzieje że jesteś jeszcze bardzo mloda i 97 to Twój rocznik ;-)
pierwszy błąd to ta rozmowa na temat waszej relacji "dokąd to zmierza" "czy jesteście para"
zabiłaś wszystko co się "rodziło" między wami.
Kolejny to Twoje wyrzuty odnosnie godziny spotkania
potem narzucanie się z kontaktem ...
chłopak ewidentnie wije się jak może żeby wykręcić się ze spotkania z Tobą i rozmowy.
Jednym najsłuszniejszym wyborem w tej sytuacji to odpuszczenie, nie pisanie do niego, jeśli on do Ciebie napisze odpisz grzecznie, jeśli zaproponowałby spotkanie możesz się na nie zgodzić ale bez nacisków i rozmów dokąd to zmierza.
Strasznie go tłumaczysz... prawda jest taka że jeśli by mu zależało znalazłby czas na spotkanie, telefon, a praca magisterska tutaj w niczym nie przeszkadza.
odpuść bo stracisz resztki honoru..Tak, dokładnie... 97 to mój rocznik.
Wiem, właśnie od razu po zadaniu tamtego pytania pożałowałam, że to zrobiłam, ale z drugiej strony wydaje mi się, że miałam do tego prawo, skoro zachowujemy się jak para... Chyba miałam prawo wiedzieć, do czego to zmierza...
A godziny spotkania... Chyba przyznasz, że to nie było fair, że napisał, że będzie w centrum o 22:30, a był pod moim domem ponad godzinę później. W pierwszej chwili odebrałam to jako wystawienie.
To było narzucanie się? Nie pisałam do niego często i non stop. Ostatnio pisałam do niego 6 sierpnia... Wcześniej też jak napisałam do niego, to dawałam mu czas na odpisanie. Pisałam tylko wtedy, gdy on odpisał + ten jeden raz ponadprogramowy, gdy się zniecierpliwiłam, że tak się zachowuje i spytałam, czy wszystko u niego w porządku, bo mało ostatnio piszemy.
skoro się spotykaliście, spędzaliście czas to zastanów się po co taka rozmowa? co ona Ci dała? pewnych rzeczy się nie mówi one poprostu się dzieją. Takimi konfrontacjami można wszystko popsuć szczególnie jak to dopiero początkowa faza. Sama widzisz że po tej rozmowie on sie wycofał. Wystraszył się widocznie tępa, że to tak szybko poszło i oczekujesz od niego deklaracji na które on jeszcze nie był otwarty.
co do godziny spotkania. Tak to nie było fair że zaproponował tak późno - ale mogłaś sie nie zgodzić mówiąc ze jest późno i że spotkacie się po jego powrocie skoro nie może wcześniej. Ale jeśli juz podjęłaś decyzję że się z nim widzisz, mogłaś nie naskakiwać na niego że przyszedł później ale gdy zadzwonił spóźniony powiedzieć, że czekałaś do 23 ale uznałaś że coś mu wypadło, jest już pożno i właśnie się położyłaś oraz prosisz go zeby na 2 raz uprzedzał Cię jak się spózni czy coś mu wyskoczy.
A co do dalszego konaktu. skoro on go nie inicjował to niezaleznie ile czasu minęło mieszy jednym a drugim kontatem ważne jes tutaj to że tylko ty go szukasz i inicjujesz...
Tajemnicza9715 napisał/a:nieznajoma8999 napisał/a:tragedia ... błąd za błędem. Mam nadzieje że jesteś jeszcze bardzo mloda i 97 to Twój rocznik ;-)
pierwszy błąd to ta rozmowa na temat waszej relacji "dokąd to zmierza" "czy jesteście para"
zabiłaś wszystko co się "rodziło" między wami.
Kolejny to Twoje wyrzuty odnosnie godziny spotkania
potem narzucanie się z kontaktem ...
chłopak ewidentnie wije się jak może żeby wykręcić się ze spotkania z Tobą i rozmowy.
Jednym najsłuszniejszym wyborem w tej sytuacji to odpuszczenie, nie pisanie do niego, jeśli on do Ciebie napisze odpisz grzecznie, jeśli zaproponowałby spotkanie możesz się na nie zgodzić ale bez nacisków i rozmów dokąd to zmierza.
Strasznie go tłumaczysz... prawda jest taka że jeśli by mu zależało znalazłby czas na spotkanie, telefon, a praca magisterska tutaj w niczym nie przeszkadza.
odpuść bo stracisz resztki honoru..Tak, dokładnie... 97 to mój rocznik.
Wiem, właśnie od razu po zadaniu tamtego pytania pożałowałam, że to zrobiłam, ale z drugiej strony wydaje mi się, że miałam do tego prawo, skoro zachowujemy się jak para... Chyba miałam prawo wiedzieć, do czego to zmierza...
A godziny spotkania... Chyba przyznasz, że to nie było fair, że napisał, że będzie w centrum o 22:30, a był pod moim domem ponad godzinę później. W pierwszej chwili odebrałam to jako wystawienie.
To było narzucanie się? Nie pisałam do niego często i non stop. Ostatnio pisałam do niego 6 sierpnia... Wcześniej też jak napisałam do niego, to dawałam mu czas na odpisanie. Pisałam tylko wtedy, gdy on odpisał + ten jeden raz ponadprogramowy, gdy się zniecierpliwiłam, że tak się zachowuje i spytałam, czy wszystko u niego w porządku, bo mało ostatnio piszemy.skoro się spotykaliście, spędzaliście czas to zastanów się po co taka rozmowa? co ona Ci dała? pewnych rzeczy się nie mówi one poprostu się dzieją. Takimi konfrontacjami można wszystko popsuć szczególnie jak to dopiero początkowa faza. Sama widzisz że po tej rozmowie on sie wycofał. Wystraszył się widocznie tępa, że to tak szybko poszło i oczekujesz od niego deklaracji na które on jeszcze nie był otwarty.
co do godziny spotkania. Tak to nie było fair że zaproponował tak późno - ale mogłaś sie nie zgodzić mówiąc ze jest późno i że spotkacie się po jego powrocie skoro nie może wcześniej. Ale jeśli juz podjęłaś decyzję że się z nim widzisz, mogłaś nie naskakiwać na niego że przyszedł później ale gdy zadzwonił spóźniony powiedzieć, że czekałaś do 23 ale uznałaś że coś mu wypadło, jest już pożno i właśnie się położyłaś oraz prosisz go zeby na 2 raz uprzedzał Cię jak się spózni czy coś mu wyskoczy.
A co do dalszego konaktu. skoro on go nie inicjował to niezaleznie ile czasu minęło mieszy jednym a drugim kontatem ważne jes tutaj to że tylko ty go szukasz i inicjujesz...
Sama po prostu nie wiedziałam do końca, jak określić naszą relację, bo z jednej strony się całujemy i chodzimy za rękę, a z drugiej jesteśmy jedynie kolegami. Może bałam się, że tak zostanie, że będę jedynie lalką do całowania się. Wydaje mi się to naturalne, że te gesty zarezerwowane są dla par, a nie dla kolegów. Wiem, że mogłam w takim razie nie pozwalać, ale z drugiej strony pierwszy raz chyba łączyła mnie z kimś tak ogromna chemia i sama nie wiedziałam do końca jak postępować, jak sobie z tym radzić.
To miałam być potulna, podczas gdy on perfidnie mnie wystawił?
Czyli skoro on do mnie nie pisał sam od siebie, a ja owszem, mimo że nie robiłam tego jakoś szczególnie często, to nadal jest to narzucanie się?
nieznajoma8999 napisał/a:Tajemnicza9715 napisał/a:Tak, dokładnie... 97 to mój rocznik.
Wiem, właśnie od razu po zadaniu tamtego pytania pożałowałam, że to zrobiłam, ale z drugiej strony wydaje mi się, że miałam do tego prawo, skoro zachowujemy się jak para... Chyba miałam prawo wiedzieć, do czego to zmierza...
A godziny spotkania... Chyba przyznasz, że to nie było fair, że napisał, że będzie w centrum o 22:30, a był pod moim domem ponad godzinę później. W pierwszej chwili odebrałam to jako wystawienie.
To było narzucanie się? Nie pisałam do niego często i non stop. Ostatnio pisałam do niego 6 sierpnia... Wcześniej też jak napisałam do niego, to dawałam mu czas na odpisanie. Pisałam tylko wtedy, gdy on odpisał + ten jeden raz ponadprogramowy, gdy się zniecierpliwiłam, że tak się zachowuje i spytałam, czy wszystko u niego w porządku, bo mało ostatnio piszemy.skoro się spotykaliście, spędzaliście czas to zastanów się po co taka rozmowa? co ona Ci dała? pewnych rzeczy się nie mówi one poprostu się dzieją. Takimi konfrontacjami można wszystko popsuć szczególnie jak to dopiero początkowa faza. Sama widzisz że po tej rozmowie on sie wycofał. Wystraszył się widocznie tępa, że to tak szybko poszło i oczekujesz od niego deklaracji na które on jeszcze nie był otwarty.
co do godziny spotkania. Tak to nie było fair że zaproponował tak późno - ale mogłaś sie nie zgodzić mówiąc ze jest późno i że spotkacie się po jego powrocie skoro nie może wcześniej. Ale jeśli juz podjęłaś decyzję że się z nim widzisz, mogłaś nie naskakiwać na niego że przyszedł później ale gdy zadzwonił spóźniony powiedzieć, że czekałaś do 23 ale uznałaś że coś mu wypadło, jest już pożno i właśnie się położyłaś oraz prosisz go zeby na 2 raz uprzedzał Cię jak się spózni czy coś mu wyskoczy.
A co do dalszego konaktu. skoro on go nie inicjował to niezaleznie ile czasu minęło mieszy jednym a drugim kontatem ważne jes tutaj to że tylko ty go szukasz i inicjujesz...
Sama po prostu nie wiedziałam do końca, jak określić naszą relację, bo z jednej strony się całujemy i chodzimy za rękę, a z drugiej jesteśmy jedynie kolegami. Może bałam się, że tak zostanie, że będę jedynie lalką do całowania się. Wydaje mi się to naturalne, że te gesty zarezerwowane są dla par, a nie dla kolegów. Wiem, że mogłam w takim razie nie pozwalać, ale z drugiej strony pierwszy raz chyba łączyła mnie z kimś tak ogromna chemia i sama nie wiedziałam do końca jak postępować, jak sobie z tym radzić.
To miałam być potulna, podczas gdy on perfidnie mnie wystawił?
Czyli skoro on do mnie nie pisał sam od siebie, a ja owszem, mimo że nie robiłam tego jakoś szczególnie często, to nadal jest to narzucanie się?
próbuję Ci wyjaśnić, że rozmowa nie uchroni nas przed tym czego się boimy. jesli powiemy komuś proszę nie zostawiaj mnie, nie skrzywdź mnie itp. nie mamy nigdy gwarancji że ta osoba tego nie zrobi. To samo jeśli nie chcemy być tylko dziewczynami do jednego nie uchroni nas to przed tym jeśli powiemy facetowi dokąd to zmierza? musimy sami egzekwować od innych pewnych zachowań ale nie przerzucając odpowiedzialność za sytuację na nich. Więc jeśli nie chciałaś być laską do jednego, wystarczyło spotykać sie z nim dalej, spędzać czas, dobrze się bawić i poczekać na rózwój sytuacji. Na pewno sam po czasie zacząłby Ci mówić o swoich uczuciach to tylko kwestia czasu ... przez to że się odsłoniłaś przeskoczyłas o kilka etapów i chłopak się wystarszył że nie czuje obecnie tego co Ty już od niego wymagasz.
nie chodzi o potulność, a o bycie konsekwentną i opanowaną. Jeśli Ci coś nie pasuje mówisz o tym ale spokojnie, bez żalu. Jeśli ktoś sie spóźnia i nie dzwoni, zmieniasz plany i już sie z tą osobą nie spotykasz w tym dniu ale gdy zadzwoni informujesz, że n drugi raz ma Cię z wyprzedzeniem uprzedzić bo układasz sobie też w jakis sposób plan dnia.
narzucanie się to szukanie kontaktu z kimś kto tego kontaktu sam nie szuka. Z tego co piszesz, Ty do niego od pewnego czasu 1 pisałaś, i serio nie ma tu znaczenia czy odstęp jest 12 dniowy miesięczny czy 2h, ważne jest to że tylko ty go inicjujesz i ty kolejny raz proponujesz spotkanie. A on nie dość że się zasłania brakiem czasu to jeszcze sam pierwszy nie napisze.
Tajemnicza9715 napisał/a:nieznajoma8999 napisał/a:skoro się spotykaliście, spędzaliście czas to zastanów się po co taka rozmowa? co ona Ci dała? pewnych rzeczy się nie mówi one poprostu się dzieją. Takimi konfrontacjami można wszystko popsuć szczególnie jak to dopiero początkowa faza. Sama widzisz że po tej rozmowie on sie wycofał. Wystraszył się widocznie tępa, że to tak szybko poszło i oczekujesz od niego deklaracji na które on jeszcze nie był otwarty.
co do godziny spotkania. Tak to nie było fair że zaproponował tak późno - ale mogłaś sie nie zgodzić mówiąc ze jest późno i że spotkacie się po jego powrocie skoro nie może wcześniej. Ale jeśli juz podjęłaś decyzję że się z nim widzisz, mogłaś nie naskakiwać na niego że przyszedł później ale gdy zadzwonił spóźniony powiedzieć, że czekałaś do 23 ale uznałaś że coś mu wypadło, jest już pożno i właśnie się położyłaś oraz prosisz go zeby na 2 raz uprzedzał Cię jak się spózni czy coś mu wyskoczy.
A co do dalszego konaktu. skoro on go nie inicjował to niezaleznie ile czasu minęło mieszy jednym a drugim kontatem ważne jes tutaj to że tylko ty go szukasz i inicjujesz...
Sama po prostu nie wiedziałam do końca, jak określić naszą relację, bo z jednej strony się całujemy i chodzimy za rękę, a z drugiej jesteśmy jedynie kolegami. Może bałam się, że tak zostanie, że będę jedynie lalką do całowania się. Wydaje mi się to naturalne, że te gesty zarezerwowane są dla par, a nie dla kolegów. Wiem, że mogłam w takim razie nie pozwalać, ale z drugiej strony pierwszy raz chyba łączyła mnie z kimś tak ogromna chemia i sama nie wiedziałam do końca jak postępować, jak sobie z tym radzić.
To miałam być potulna, podczas gdy on perfidnie mnie wystawił?
Czyli skoro on do mnie nie pisał sam od siebie, a ja owszem, mimo że nie robiłam tego jakoś szczególnie często, to nadal jest to narzucanie się?
próbuję Ci wyjaśnić, że rozmowa nie uchroni nas przed tym czego się boimy. jesli powiemy komuś proszę nie zostawiaj mnie, nie skrzywdź mnie itp. nie mamy nigdy gwarancji że ta osoba tego nie zrobi. To samo jeśli nie chcemy być tylko dziewczynami do jednego nie uchroni nas to przed tym jeśli powiemy facetowi dokąd to zmierza? musimy sami egzekwować od innych pewnych zachowań ale nie przerzucając odpowiedzialność za sytuację na nich. Więc jeśli nie chciałaś być laską do jednego, wystarczyło spotykać sie z nim dalej, spędzać czas, dobrze się bawić i poczekać na rózwój sytuacji. Na pewno sam po czasie zacząłby Ci mówić o swoich uczuciach to tylko kwestia czasu ... przez to że się odsłoniłaś przeskoczyłas o kilka etapów i chłopak się wystarszył że nie czuje obecnie tego co Ty już od niego wymagasz.
nie chodzi o potulność, a o bycie konsekwentną i opanowaną. Jeśli Ci coś nie pasuje mówisz o tym ale spokojnie, bez żalu. Jeśli ktoś sie spóźnia i nie dzwoni, zmieniasz plany i już sie z tą osobą nie spotykasz w tym dniu ale gdy zadzwoni informujesz, że n drugi raz ma Cię z wyprzedzeniem uprzedzić bo układasz sobie też w jakis sposób plan dnia.
narzucanie się to szukanie kontaktu z kimś kto tego kontaktu sam nie szuka. Z tego co piszesz, Ty do niego od pewnego czasu 1 pisałaś, i serio nie ma tu znaczenia czy odstęp jest 12 dniowy miesięczny czy 2h, ważne jest to że tylko ty go inicjujesz i ty kolejny raz proponujesz spotkanie. A on nie dość że się zasłania brakiem czasu to jeszcze sam pierwszy nie napisze.
No okej, ale tamto pytanie, które mu zadałam, to chyba nie jest powód do tego, by ograniczać kontakt. A po drugie sam przecież mówił, że jest we mnie zakochany, to jeśli tego nie czuł, to po co to mówił?
I tak patrząc obiektywnie... Czy jest jeszcze szansa, że się odezwie? Można to jeszcze jakoś odkręcić?
Pytanie o związek rzeczywiście padło za wcześnie, ale moim zdaniem nie miało to wielkiego znaczenia. Facet prawdopodobnie od początku traktował tę relację luźno i nie myślał o ewentualnym związku, bo gdyby tak było, nie zachowywałby się teraz w ten sposób. Nie wierzę w bajki o strachliwych misiach, którzy rzekomo myślą o związku, ale nagle wieją gdzie pieprz rośnie, gdy tylko kobieta taką chęć wyrazi. Facet rzeczywiście zainteresowany rozwojem znajomości, ale wystraszony tempem, po prostu by je zwolnił, ale dalej tę znajomość rozwijał, poznawał Cię lepiej zgodnie z deklaracjami. Ten natomiast zaczął Cię unikać, zwodzić, wymyślać wymówki. Zorientował się po prostu, że wasze oczekiwania są inne. Nie mówi tego wprost, bo albo nie ma odwagi, albo trzyma Cię w pogotowiu jako opcję zapasową. Czy jest jeszcze szansa? Nie wykluczam, że jego nastawienie się zmieni, że zatęskni, ale Ty nie powinnaś już inicjować kontaktu. Nie pisz do niego, zajmij się swoimi zainteresowaniami, spotykaj z innymi.
Może twój wiek i brak doświadczenia powoduje takie działania z twojej stronie, jednak właśnie twoja młodość daje ci szansę na spotkanie kogoś, kto będzie miał zawsze dla ciebie czas. Nie marnuj życia, na uganiali się za kimś, kto tego nie chce. Wmówisz sobie za chwilę, że to Twoja wielka miłość i bedziesz przez, nie daj Boże, latami biec za nim bez celu. Rozejrzyj się dookoła, jest mnóstwo osób wartych twojego zainteresowania. Dla tego chłopaka nie jesteś ważna i tylko on wie dlaczego. Nie tłumacz sobie, że jest inaczej, bo nie jest. Zajmij się czymś, przestań rozmyślać. Odpuść go sobie, za kilka miesięcy może nie bedziesz juz o nim pamiętać, a cała sytuacja wyda ci się śmieszna i dziecinna. Szkoda czasu, on będzie cię zwodził a ty bedziesz czekać, na co na Godota? Naprawdę nie warto. Powodzenia i uśmiechnij się.
Hm... Macie rację, powinnam już do niego nie pisać...
Jednak obawiam się tego, by sytuacja się nie powtórzyła. Mam na myśli poprzedniego chłopaka, który na zmianę zrywał i odnawiał ze mną kontakt. Pozwalałam mu wrócić, bo byłam w nim mocno zakochana i łykałam każde jego usprawiedliwienie. Za pierwszym razem zerwał kontakt, bo był głupi i nie był sobą. Gdy sytuacja się powtórzyła, mówił, że jesteśmy z różnych światów i nie pasujemy do siebie, a on też nie chce, bym miała chłopaka pijaka i palacza. Dopiero za trzecim razem powiedział, że nie odpowiada mu moja małomówność. Dlaczego nie powiedział tego od razu? Nie wiem, czy to coś by zmieniło... Skoro było to coś, co mu we mnie najbardziej przeszkadzało, to może byłabym w stanie to zmienić, tym bardziej, że w sumie sama już od dłuższego czasu walczyłam wtedy z małomównością.
Dlatego też myślałam, by napisać do tego obecnego chłopaka jeszcze raz, tym razem, by dowiedzieć się, co zrobiłam źle, czego oczekuje... Żeby po prostu sam przyznał, czy mam robić sobie nadzieję, czy iść własną drogą. Ale też nie wiem, czy to nie zaprzepaści szansy, jeśli jeszcze jakakolwiek istnieje. Po prostu nie chciałabym przeżywać po raz drugi tego, co z tamtym chłopakiem, bo wracając, ciągle dawał mi nadzieję, że może tym razem się uda....
Za bardzo się starasz. Kiedy poznajesz faceta i on wyraża jakąś chęć spotkań, łapie Cię za dłonie, zaprasza do kina (na 22:30? serio?!), a nawet daje buziaka - to jeszcze nie znaczy, że pokochał Cię od pierwszego wejrzenia, ani że od razu wie, czy chce być z Tobą w związku na całe życie, mieć trójkę dzieci i dom z czerwonym dachem.
Po prostu nie możesz tak brać do siebie tego wszystkiego. Byłaś z kimś kiedyś, okej. Ale skoro się rozstaliście, po co pozwalałaś mu do siebie wrócić pierwszy, drugi i trzeci raz?
Tak samo teraz. Facet unika Cię jak może. Spóźnia się na spotkanie w kinie o 1,5 godziny (!), nie inicjuje żadnego kontaktu, nigdzie nie zaprasza, wyjeżdża z rodziną na wakacje, a kiedy do niego piszesz, urywa kontakt ni z gruszki ni z pietruszki.
Dziewczyno, po co Ci tu jeszcze cokolwiek wyjaśniać lub tłumaczyć?
On dał Ci już 1000 sygnałów, że nie chce być z Tobą w związku. Mało tego, że nie chce się z Tobą spotykać. Po prostu nie pisz do niego więcej. Jeśli za 2 miesiące sam zadzwoni i zaprosi Cię na normalną randkę, spoko, możesz to przemyślać, ale po co teraz tak się do niego przyklejać na siłę?
Musisz trochę nauczyć się kontaktów z ludźmi, a podstawową zasadą jest to, że jeśli się starasz, proponujesz spotkania, zachowujesz się naprawdę pięknie, ale chłopak tego nie docenia i nie odwzajemnia TYM SAMYM, to niestety, ale trzeba przestać się dla niego dalej starać tak jak do tej pory.
13 2017-08-17 00:03:55 Ostatnio edytowany przez Tajemnicza9715 (2017-08-17 01:25:59)
Za bardzo się starasz. Kiedy poznajesz faceta i on wyraża jakąś chęć spotkań, łapie Cię za dłonie, zaprasza do kina (na 22:30? serio?!), a nawet daje buziaka - to jeszcze nie znaczy, że pokochał Cię od pierwszego wejrzenia, ani że od razu wie, czy chce być z Tobą w związku na całe życie, mieć trójkę dzieci i dom z czerwonym dachem.
Po prostu nie możesz tak brać do siebie tego wszystkiego. Byłaś z kimś kiedyś, okej. Ale skoro się rozstaliście, po co pozwalałaś mu do siebie wrócić pierwszy, drugi i trzeci raz?
Tak samo teraz. Facet unika Cię jak może. Spóźnia się na spotkanie w kinie o 1,5 godziny (!), nie inicjuje żadnego kontaktu, nigdzie nie zaprasza, wyjeżdża z rodziną na wakacje, a kiedy do niego piszesz, urywa kontakt ni z gruszki ni z pietruszki.
Dziewczyno, po co Ci tu jeszcze cokolwiek wyjaśniać lub tłumaczyć?
On dał Ci już 1000 sygnałów, że nie chce być z Tobą w związku. Mało tego, że nie chce się z Tobą spotykać. Po prostu nie pisz do niego więcej. Jeśli za 2 miesiące sam zadzwoni i zaprosi Cię na normalną randkę, spoko, możesz to przemyślać, ale po co teraz tak się do niego przyklejać na siłę?Musisz trochę nauczyć się kontaktów z ludźmi, a podstawową zasadą jest to, że jeśli się starasz, proponujesz spotkania, zachowujesz się naprawdę pięknie, ale chłopak tego nie docenia i nie odwzajemnia TYM SAMYM, to niestety, ale trzeba przestać się dla niego dalej starać tak jak do tej pory.
Nie no, ja też sama nawet nie wiem, czy chciałabym być z nim w związku do śmierci, mieć z nim dzieci i dom
Jednak chodzenie za rękę i całowanie to chyba raczej o czymś świadczy. Z tego, co mi się wydaje, te gesty są bardziej zarezerwowane dla par, a nie dla kolegów.
No właśnie dopiero byliśmy razem za trzecim razem, czyli tym ostatnim. Wcześniej ta relacja była trochę podobna do tej, jak z z tym obecnym chłopakiem. Rozmawialiśmy, spotykaliśmy się, coś do siebie czuliśmy, ale nie było pocałunków, ani chodzenia za rękę. Ale widać było, że w jakiś sposób mu się podobałam i później nagle zaczął zrywać kontakt. Później znów go uaktywnił i było podobnie, jak za pierwszym razem. Pozwalałam na ten kontakt, bo cały czas byłam zakochana.
No okej, ale jednak pozostaje fakt, że odpisuje, kiedy do niego piszę... I to daje mi złudną nadzieję, że może jednak... I gdyby odpisywał lakonicznie i zbywał, to okej, ale jednak angażuje się, by wykrzesać z siebie więcej, niż dwa słowa. Dlatego potrzebuję od niego wyjaśnienia. Może łatwiej by mi było, gdybym po prostu to od niego usłyszała, że nie chce mnie znać, bo tak to cały czas można żyć nadzieją, że może jednak coś się zmieni.
A napisz do niego, przekonaj się na własnej skórze.
Nie wierzysz tym którzy doradzają abyś nie pisała - rozumiem to, jesteś młoda, ucz się na błędach- przekonaj się co się stanie jak napiszesz, doświadcz tego. Czasem trzeba samemu przekroczyć granicę upodlenia żeby wiedzieć gdzie leży i następnym razem się do niej nie zbliżać.
A napisz do niego, przekonaj się na własnej skórze.
Nie wierzysz tym którzy doradzają abyś nie pisała - rozumiem to, jesteś młoda, ucz się na błędach- przekonaj się co się stanie jak napiszesz, doświadcz tego. Czasem trzeba samemu przekroczyć granicę upodlenia żeby wiedzieć gdzie leży i następnym razem się do niej nie zbliżać.
To co mogę innego zrobić, żeby sytuacja z poprzednim chłopakiem się nie powtórzyła? Trzy lata zmarnowane na jakiegoś faceta, który nie potrafił się określić, powiedzieć, co tak naprawdę czuje.
"Trzy lata zmarnowane na jakiegoś faceta, który nie potrafił się określić, powiedzieć, co tak naprawdę czuje.
Twoim wyborem było zmarnowanie tych trzech lat, pozwalanie mu na powroty etc. Jeżeli ktoś nie potrafi sie określić, to oznacza że nie chce tego zrobić, bo zwyczajnie nie traktuje Ciebie poważnie. Wyciągaj wnioski z własnych błędów.
To co mogę innego zrobić, żeby sytuacja z poprzednim chłopakiem się nie powtórzyła? Trzy lata zmarnowane na jakiegoś faceta, który nie potrafił się określić, powiedzieć, co tak naprawdę czuje.
Skoro w poprzedniej relacji facet Cię zwodził i ostatecznie wam nie wyszło, to nie rozumiem, dlaczego przywołujesz to doświadczenie jako argument za odzywaniem się. Przecież to właśnie argument przeciwko - ostrzeżenie, żebyś znowu nie marnowała swojego czasu i energii na faceta, który Cię nie chce.
A ja na to całkiem inaczej patrzę.
Mamy tu sytuację, gdzie facet potrafił nawet przy swoich znajomych całować autorkę postu, chodzić z nią za rękę itd. gdyby nie chciał czegoś przyspieszać, to by tego nie robił, całował by ją tylko, gdy są sami, nie wychylał by się z tym, że ją poznał, nie zapraszał by ją do swoich znajomych. Tak robią ludzie, którzy nie są pewni czy to wypali. Więc ja się ani trochę nie dziwię, że autorka zapytała go dokąd ten związek zmierza. I ok, uzyskała odpowiedź, że on nie chce jeszcze tego jakoś nazywać, określać jednoznacznie tej relacji. Ja bym więc dalej na spokojnie zapytała czemu, skoro nie ma problemów całować mnie przy znajomych. Poprosiła bym więc go, aby tego nie robił, bo w ten sposób daje mi sprzeczne sygnały.
Ty autorko nie wyznaczyłaś sama granic tej relacji, nie powiedziałaś mu czego Ty potrzebujesz, tylko masz żal, że on chce czegoś innego co Ty.
Druga sprawa spotkania: on się na żadne spotkanie nie spóźnił. Dał znać, że będzie w mieście o 22;30, ale umówił się z nią, że jak już załatwi wszystkie sprawy, to zadzwoni i zdecydują czy to za późno już na widzenie czy nie. Mogłaś faktycznie mu powiedzieć, że zależy Ci, aby przed wyjazdem jeszcze się z nim zobaczyć, ale koło północy, to już faktycznie późno, jesteś zmęczona i lepiej, żebyście się zobaczyli po jego powrocie. Miała byś do tego prawo i powinien to uszanować, tak jak Ty szanujesz jego decyzję o nieangażowaniu się za szybko. Ty zaś czułaś, że ta godzina jest późna, ale mimo wszystko zgodziłaś się na spotkanie i znów zrobiłaś coś wbrew sobie.
Trzecia sprawa jego egzaminy. Mówił Ci o nich od początku i ma prawo w tym czasie w ogóle się do Ciebie nie odzywać. Może potrzebuje być wtedy skupiony tylko na tym, na bank egzamin jest dla niego w tej chwili ważniejszy od Ciebie, uszanuj to. Kiedy je zdaje? Odezwij się po egzaminach do niego, zapytaj jak mu poszły, czy ma ochotę się odstresować i wyjść gdzieś, może na jakieś piwo, aby je oblać?
Myślę, że miło mu będzie od nich odpocząć w towarzystwie dziewczyny, która chce zadbać o jego komfort psychiczny. Jak to doceni, to fajnie, jak nie, to sobie daj spokój.
Więc kiedy te egzaminy?
Trzecia sprawa jego egzaminy. Mówił Ci o nich od początku i ma prawo w tym czasie w ogóle się do Ciebie nie odzywać. Może potrzebuje być wtedy skupiony tylko na tym, na bank egzamin jest dla niego w tej chwili ważniejszy od Ciebie, uszanuj to. Kiedy je zdaje? Odezwij się po egzaminach do niego, zapytaj jak mu poszły, czy ma ochotę się odstresować i wyjść gdzieś, może na jakieś piwo, aby je oblać?
Myślę, że miło mu będzie od nich odpocząć w towarzystwie dziewczyny, która chce zadbać o jego komfort psychiczny. Jak to doceni, to fajnie, jak nie, to sobie daj spokój.
Więc kiedy te egzaminy?
Wybacz, ale to robisz dziewczynie niepotrzebną nadzieję i nakłaniasz do dalszego poniżania się. Nieodpowiadanie na wiadomości jest nie tylko aktem ignorancji, ale też braku kultury - naprawdę wierzysz w to wymawianie się studiami? Nie raz byłam bardzo zajęta studiami i pracą, ale nie wyobrażam sobie zlania przez to fajnego faceta. Czas na napisanie smsa liczy się w sekundach - tak trudno znaleźć tę chwilę czasu dla osoby, która nam się podoba? Nie bądźmy naiwni, facet ją celowo ignoruje. Może mu się odmieni, ale inicjatywa zdecydowanie leży teraz po jego stronie.
Wiadomo, że celowo. Pytanie tylko czemu? Może dlatego, że jest dupkiem, który nie potrafi wprost powiedzieć, że nie jest zainteresowany autorką postu, a może dlatego, że woli teraz się skupić na studiach, a autorka nie jest dla niego na tyle ważna, aby musiał to zmienić. Tylko zauważ fakt, że on autorce mówił o egzaminach już od samego początku i dawał jej do zrozumienia, że nie będzie miał wtedy czasu. Nie namawiam autorkę, żeby się poniżała, ale żeby sama sprawdziła jak to z nim jest. Napisze po egzaminach do niego, zaproponuje spotkanie i tyle. Odmówi: ma jasną odpowiedź, zgodzi się: wtedy będziemy się zastanawiali co dalej. Co jej szkodzi napisać?
Wiadomo, że celowo. Pytanie tylko czemu? Może dlatego, że jest dupkiem, który nie potrafi wprost powiedzieć, że nie jest zainteresowany autorką postu, a może dlatego, że woli teraz się skupić na studiach, a autorka nie jest dla niego na tyle ważna, aby musiał to zmienić. Tylko zauważ fakt, że on autorce mówił o egzaminach już od samego początku i dawał jej do zrozumienia, że nie będzie miał wtedy czasu. Nie namawiam autorkę, żeby się poniżała, ale żeby sama sprawdziła jak to z nim jest. Napisze po egzaminach do niego, zaproponuje spotkanie i tyle. Odmówi: ma jasną odpowiedź, zgodzi się: wtedy będziemy się zastanawiali co dalej. Co jej szkodzi napisać?
Mówił, że pisze pracę dyplomową i stara się z nikim nie spotykać, a nie że zamierza odciąć się od świata i nie odpowiadać na wszelkie wiadomości - zresztą trudno w dzisiejszych czasach wyobrazić sobie aż takie zaabsorbowanie czymkolwiek, żeby olewać wiadomości od kogoś, kogo autentycznie lubimy. Rozumiem, że może nie mieć czasu na intensywne randkowanie, ale naprawdę wystarczy napisać coś w stylu "Przepraszam, ale jestem teraz bardzo zajęty pisaniem pracy. Odezwę się po obronie i umówimy się na spotkanie".
A co jej szkodzi? Ona już pisała i deklarowała zainteresowanie, a w odpowiedzi dostaje ochłapy albo milczenie. Każdy kolejny krok z jej strony przy braku odzewu może zwiększać jej frustrację i burzyć samoocenę, poza tym na pewno nie poprawi jego nastawienia, wręcz przeciwnie.
Więc niech popracuje nad nastawieniem. ![]()
Może albo się nakręcić nie wiadomo jak na to spotkanie i sikać z wrażenia, czekać na nie i w ogóle nie spać po nocach, a może się nastawić na luźne spotkanie po egzaminach, aby wybadać jego zamiary.
Wiemy tylko, że autorce zależy na tym chłopaku, więc uważam, że będzie żałowała, jeśli nie spróbuje i podejmie decyzję na bazie domysłów. Ważne tylko, żeby podejść do tego z odpowiednim nastawieniem. ![]()
Trzy lata zmarnowane na jakiegoś faceta, który nie potrafił się określić, powiedzieć, co tak naprawdę czuje.
Twoim wyborem było zmarnowanie tych trzech lat, pozwalanie mu na powroty etc. Jeżeli ktoś nie potrafi sie określić, to oznacza że nie chce tego zrobić, bo zwyczajnie nie traktuje Ciebie poważnie. Wyciągaj wnioski z własnych błędów.
Tylko tu chodzi o sam fakt, że za każdym razem, gdy wracał, byłam pewna, że jednak już się określił. Dlaczego inaczej miałby wracać? Skoro wracam do jakiejś relacji, to dlatego, że zdecydowałam się jednak ją kontynuować i etap zastanawiania się mam za sobą. I boję się, że w przypadku tego drugiego chłopaka znowu będę się tym kierować i sytuacja się powtórzy.
Słysząc, że mam wyciągać wnioski z własnych błędów, widzę to jako pójście w drugą skrajność i w przypadku tego drugiego chłopaka, jak będzie chciał odnowić relację, to się nie zgodzę i tym samym być może zatracę coś wartościowego.
on się na żadne spotkanie nie spóźnił. Dał znać, że będzie w mieście o 22;30, ale umówił się z nią, że jak już załatwi wszystkie sprawy, to zadzwoni i zdecydują czy to za późno już na widzenie czy nie. Mogłaś faktycznie mu powiedzieć, że zależy Ci, aby przed wyjazdem jeszcze się z nim zobaczyć, ale koło północy, to już faktycznie późno, jesteś zmęczona i lepiej, żebyście się zobaczyli po jego powrocie. Miała byś do tego prawo i powinien to uszanować, tak jak Ty szanujesz jego decyzję o nieangażowaniu się za szybko. Ty zaś czułaś, że ta godzina jest późna, ale mimo wszystko zgodziłaś się na spotkanie i znów zrobiłaś coś wbrew sobie.
Właśnie to przyszło mi na myśl dopiero 6.08. Wcześniej myślałam, że się spóźnił, wystawił, ale później jak tak analizowałam słowa, to stwierdziłam, że w sumie to on pisał, że będzie w centrum o 22:30 i spotkamy się JAK ZADZWONI, będąc pod kinem, czyli umówienie było na "jak zadzwoni", a nie na 22:30.
Nie do końca zgodziłam się na to wbrew sobie, bo ja sama myślałam przez dłuższy czas, że spotkamy się o 22:30. O tej godzinie było jeszcze w porządku, ale przed północą to już nie bardzo.
Kiedy je zdaje? Odezwij się po egzaminach do niego, zapytaj jak mu poszły, czy ma ochotę się odstresować i wyjść gdzieś, może na jakieś piwo, aby je oblać? wink Myślę, że miło mu będzie od nich odpocząć w towarzystwie dziewczyny, która chce zadbać o jego komfort psychiczny. Jak to doceni, to fajnie, jak nie, to sobie daj spokój.
Więc kiedy te egzaminy?
Znaczy egzaminy już zdawał miesiąc temu, a parę dni później jechał na wakacje. Teraz ma obronę pracy dyplomowej i to będzie za dwa miesiące.
Czuję, że masz rację, że tak chyba będzie najrozsądniej, bo nie pisać wcale - moja decyzja będzie opierać się na domysłach. Napisać - jak to już ktoś tu określił, będę się narzucać i być może tym, co chciałabym wysłać, zaprzepaszczę wszystko, a propozycja spotkania po obronie wydaje się być w porządku i wtedy też, jak piszesz, będę mieć pewność, że przestało mu zależeć.
Może albo się nakręcić nie wiadomo jak na to spotkanie i sikać z wrażenia, czekać na nie i w ogóle nie spać po nocach, a może się nastawić na luźne spotkanie po egzaminach, aby wybadać jego zamiary.
Aż tak źle nie będzie - w sensie wiadomo, że bym czekała, ale nie jakoś rozpaczliwie, bym z niecierpliwością odliczała dni w kalendarzyku i błagała, by czas jak najszybciej minął. Jednak mam jeszcze swoje życie i mój świat nie opiera się jedynie na miłosnych podbojach. Jest jeszcze praca, uczelnia, relacje z innymi ludźmi, pasje... W skrócie - inne rzeczy, na których też muszę się skupić.