Hej,
Od sierpnia spotykałam się z chłopakiem, którego poznałam w pracy, zbliżyliśmy się dość mocno, były jakieś zgrzyty, jednak poradziliśmy sobie z nimi, tak myślę. Jednak ze względu że działo się dla mnie to wszystko zbyt szybko, nie potrafiłam odwzajemnić uczuć z tak wielką mocą, w zasadzie byłam cały czas zdystansowana gdzieś tam w środku, mimo że chciałam pokonać to co we mnie siedzi. Jestem osobą która ma ze sobą problemy, lęki, depresyjnosc itd, i w tym momencie mnie to dopadło, zaczęłam się od niego oddalać, odpychać, przypuszczam że stało się tak bo znów pojawił się strach przed bliskością, że znów kogoś skrzywdzę, zawiodę itd. Zapisałam się na terapię. W czym rzecz, w związku z tym że rozwijało się to dość szybko jak na mnie, nie chciałam żeby ktokolwiek w pracy wiedział, nie chciałam plotek, nie chcialam żeby ktoś nam w to ingerował. No i przyszła rozmowa, "on" powiedział że się źle z tym czuje, jakbym się go wstydziła, że kryjemy się jak dzieci itp, no i zaczęło się milczenie. Już ponad tydzień. I tu pytanie, co powinnam zrobić? Wyjaśniać coś, milczeć? Wiem że dość to chaotyczne ale nie wiem jak to zobrazować. Męczy mnie to, nie wiem czy odpuścić dopóki nie przejdę terapii, czy próbować naprawiać tą relację... Cały czas miałam wrażenie że on dla mnie wszystko a ja dla niego nic, zawsze nieugięta..