rozstanie po 5 latach związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie po 5 latach związku

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

Temat: rozstanie po 5 latach związku

Cześć. Piszę do Was bo potrzebuje wyrzucić z siebie negatywne emocje i całą nagromadzoną we mnie frustrację.
Poznaliśmy się 5,5 roku temu - jesteśmy z jednej miejscowości, mieliśmy wspólnych znajomych, znaliśmy się z "widzenia" od podstawówki i jakoś po tym czasie M. postanowił "zagadać". Od randki do randki stwierdziliśmy - kurde, wreszcie znaleźliśmy osoby z którymi świetnie się dogadujemy! Sielanka trwała 1,5 roku. Mieliśmy pierwszy kryzys - ja jestem po traumatycznej śmierci ojca, nie radziłam sobie z emocjami, nie przepracowałam traumy i o, stałam się nie do wytrzymania. Kryzys trwał miesiąc, stwierdziliśmy jednak, że nie jesteśmy w stanie bez siebie żyć, że oboje jakoś damy radę uporać się z tym wszystkim. I znowu żeby nie było za pięknie, po kilku miesiącach kolejny cios - u jego mamy wykryto nowotwór. Wiadomo, wszystko zmieniało się z minuty na minutę. W między czasie, jego rodzice się rozstali - zdrada w związku, a ukochana młodsza siostra popadła w kłopoty (złe towarzystwo). Pochowaliśmy także dwójke jego ukochanych dziadków, którzy tak naprawdę wychowywali go całe dzieciństwo. No świat nam się posypał, a między nami robiło się coraz chłodniej. Chłopak się zamykał. Ale tylko na mnie, jego znajomi i przyjaciele nie mieli pojęcia, co on przeżywa. A ja czekałam. Czułam się trochę jak worek treningowy tzn. dla wszystkich jestem super, ale przy Tobie mogę zdjąć maskę i pokazać jak mi źle, wyładować emocje. Wierzcie mi, znosiłam to dzielnie, bo w tamtym momencie jakby ktoś podstawił mi lusterko. Sama przeżyłam chorobe nowotworową mojego taty i zadziałał u mnie identyczny mechanizm. Wybrałam sobie jedną osobę na której wyżywałam się i wyładowywałam emocje. Nie byłam jednak w związku, tą osobą była moja przyjaciółka, która mimo wszystko trwała przy mnie i nie pozwoliła mi całkowicie zamknąć się w domu. Jestem jej niezmiernie za to wdzięczna. Być może w relacji z M. poczułam, że musze teraz spłacić dług?
Dokładnie rok temu mama M. zmarła. Ruszyła machina sprzedaży jego rodzinnego domu. I tu zaczyna się całe sedno sytuacji. Ja byłam przekonana, że po tylu latach czekania (M. był sam z chorą matką, nie mógł się od niej wyprowadzić, to całkowicie normalne) wreszcie zaczniemy normalnie żyć. Że M. się do mnie wprowadzi (mam swoje mieszkanie) i stworzymy chociaż namiastkę normalnego domu. Jednak tak się nie stało. Ciągle mnie zwodził - tak, tak wprowadzę się, po czym po kilku dniach zbierał się i jechał do swojego ojca. Moja cierpliwość sięgnęła zenitu. Jakby wstąpił we mnie diabeł. Postawiłam sprawę jasno - albo wprowadzasz się tak na serio albo nie mamy o czym rozmawiać. No i z zimną krwią powiedział, że nie mamy o czym rozmawiać. Umówiliśmy się na przekazanie sobie rzeczy. Ja jeszcze twardo wierzyłam, że zmieni zdanie, powie jak bardzo mnie kocha i że i ten huragan przetrzymamy. Ale nie. Zabrał swoje rzeczy i od 2 tygodni nie mamy ze sobą kontaktu.

M. jest osobą, która ma w swoim życiu pasję, która jest jednocześnie jego pracą. Cały nasz związek konsekwentnie dążył do realizacji swoich celów. A ja go w tym wspierałam - mimo jego częstych wyjazdów beze mnie, czy braku czasu dla mnie. Przez 3 całą chorobę jego mamy byłam przy nim mimo, że wszystko i wszyscy mówili że źle mnie traktuje. Potrafił wyjechać z kolegami na urlop, gdzie ja nie mogłam się doprosić na wspólne wakacje. Ale i to byłam w stanie zrozumieć jako chęć odreagowania ciężkiej sytuacji w domu. Przez całą chorobę mamy M. byłam odsunieta na bok. Wszystkie moje potrzeby i emocje były nie ważne. Kilkukrotnie próbowałam poruszyć temat przyszłości, co do mnie czuje, jak nas widzi. Niestety jedyną odpowiedź jaką usłyszałam - nie czuje nic, jestem w środku pusty. Próbowałam namówić go na rozmowę z psychologiem, ale stwierdził że taka pomoc mu nie jest potrzebna. A wiemy, że nikogo do leczenia zmusić nie można.

Dziewczyny, nie popełniajcie mojego błędu, sama jestem teraz wrakiem człowieka. Probowałam zbawić świat, uszczęśliwić człowieka który był ze mną w sumie nie wiadomo po co. Nie prałam, nie sprzątałam, nie gotowałam bo nie mieszkaliśmy razem. Seks? Przez swoje problemy emocjonalne, M. miał też problemy w innych kwestiach. Czy mnie zdradził? Wierze, że nie. Myśle że po czymś takim za nic w świecie nie spojrzałby mi w oczy. Także chyba mimo naszego wieku (27 lat) i stażu w związku nie miał na tyle jaj żeby skończyć to wcześniej. Jest mi źle i czuje sie oszukana. Chociaż nie powinnam, bo właściwie nic mi nie obiecywał. Sama chyba sobie obiecywałam różne rzeczy za nas oboje.

Wiem, że to definitywny koniec naszego związku, jest ciężko, nie mam siły na codzienne czynności ale wierze że kiedyś i do mnie uśmiechnie się szczęście smile
Dzięki jeśli ktoś dobrnął do końca i że mogłam się "wygadać". Najbliższe otoczenie nie ma już do mnie siły wink

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-10-16 21:13:38)

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Czasami jak czytam podobne historie, to z pozycji obserwatora ma się wrażenie, żę jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że coś może się potoczyć nie po naszej myśli. Snujemy wielkie plany, mamy oczekiwania a tu przychodzi jedno lub seria zdarzeń i już tracimy pewność siebie i grunt pod nogami. Tak mogło być i z nim. Wszystko to, co przeżył, mogło odcisnąć na nim piętno a faceci jak widać też przeżywają emocje. Zawalił mu się świat i się pobugił mocno. Po takiej dawce, jaką opisujesz sam nie wiem, jakby się zachował i czy przeprowadzka byłaby akurat najwazniejszą rzeczą, o jakiej bym teraz myślał( bez urazy). Nie wiem, czy tak bardzo pochłoniła go ta sprzedaż czy coś, ale wygląda na mocno rozdartego i nie e wiadomo, czy to wszytko nie wypowiedział w silnych emocjach. Zresztą, z drugiej strony nie dziwię się, zę Matka stała się dla niego tak ważna, kiedy był aprawi ena łożu śmierci. Dla mnie osobiście są to sprawy najważniejsze, stojące na samym szczycie.

Właśnie, nic Ci nie obiecywał( to są Twoje słowa), więc możę dostrzegł w pewnym momencie, zę jednak nie tak chce spędzić życie...Ty miałaś wspólną wizję Waszego życia a on się zmagał z tym wszystkim sam, bo możę chciał pokazać, żę da radę. Niedawno pochowałem moją Babcię - osobę bardzo schorowaną i w podeszłym wieku, która odeszła szybko, w ciągu jednego dnia. Gdybym jednak miał się kimś opiekować i czuwać nad nim, wiedząc, że cierpi przez długi czas, to nie wiem, czy znalazłbym go na coś więcej. Pracy tu nie wliczam, bo wiadomo, żę trzeba za coś żyć, chociaż i tak człowiek zmienia mocno wtedy swój tryb życia. Pewnie zrobiłbym absolutnie wszystko, żeby poświęcić jak najwięcej czasu umierającej, bliskiej osobie, nawet kosztem innych ważnych rzeczy. Nie każdy pewnie potrafi tak szybko( w ogóle ile powinno się czekać?) zmienić miejsce zamieszkania a do tego, pewnie musiał ojca wspierać, skoro ten stracił swoją żonę...

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

3

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Mogę Tobie powiedzieć jedynie - wiem co czujesz. Ja po 6 latach związku zostałem kopnięty. Minął rok, a dalej nie jestem z niej wyleczony (możesz przeczytać mój v wątek) czas jakoś leczy rany. Można dużo gadać, nie patrz co on wstawia na fb, nie obserwuj - każdy mi btob gadał a do dziś oglądam ją z innego konta.

Głowa do góry, jakoś to będzie. A jestem w podobnym wieku do Ciebie.

4

Odp: rozstanie po 5 latach związku
bagienni_k napisał/a:

Czasami jak czytam podobne historie, to z pozycji obserwatora ma się wrażenie, żę jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że coś może się potoczyć nie po naszej myśli. Snujemy wielkie plany, mamy oczekiwania a tu przychodzi jedno lub seria zdarzeń i już tracimy pewność siebie i grunt pod nogami. Tak mogło być i z nim. Wszystko to, co przeżył, mogło odcisnąć na nim piętno a faceci jak widać też przeżywają emocje. Zawalił mu się świat i się pobugił mocno. Po takiej dawce, jaką opisujesz sam nie wiem, jakby się zachował i czy przeprowadzka byłaby akurat najwazniejszą rzeczą, o jakiej bym teraz myślał( bez urazy). Nie wiem, czy tak bardzo pochłoniła go ta sprzedaż czy coś, ale wygląda na mocno rozdartego i nie e wiadomo, czy to wszytko nie wypowiedział w silnych emocjach. Zresztą, z drugiej strony nie dziwię się, zę Matka stała się dla niego tak ważna, kiedy był aprawi ena łożu śmierci. Dla mnie osobiście są to sprawy najważniejsze, stojące na samym szczycie.

Właśnie, nic Ci nie obiecywał( to są Twoje słowa), więc możę dostrzegł w pewnym momencie, zę jednak nie tak chce spędzić życie...Ty miałaś wspólną wizję Waszego życia a on się zmagał z tym wszystkim sam, bo możę chciał pokazać, żę da radę. Niedawno pochowałem moją Babcię - osobę bardzo schorowaną i w podeszłym wieku, która odeszła szybko, w ciągu jednego dnia. Gdybym jednak miał się kimś opiekować i czuwać nad nim, wiedząc, że cierpi przez długi czas, to nie wiem, czy znalazłbym go na coś więcej. Pracy tu nie wliczam, bo wiadomo, żę trzeba za coś żyć, chociaż i tak człowiek zmienia mocno wtedy swój tryb życia. Pewnie zrobiłbym absolutnie wszystko, żeby poświęcić jak najwięcej czasu umierającej, bliskiej osobie, nawet kosztem innych ważnych rzeczy. Nie każdy pewnie potrafi tak szybko( w ogóle ile powinno się czekać?) zmienić miejsce zamieszkania a do tego, pewnie musiał ojca wspierać, skoro ten stracił swoją żonę...

Masz swieta racje w tym co napisaleś, dlatego tyle czasu przy nim trwałam. I tak chciał pokazać światu, że sam sobie z tym poradzi. Ja nie poradziłam sobie z jego obojetnoscia, mialam swoj kres..
Co do wspierania taty - on ich zostawil na poczatku choroby mamy, zwiazal sie z inna kobieta, nie potrzebuje wsparcia syna smile

5 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-10-16 21:25:43)

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Mnie to wygląda że od dłuższego czasu chłopak Autorki traktował ją tak z braku laku jest bo jest .Błędem Autorki było skierowanie całej uwagi na niego zbytnie poświęcanie i zapominanie o sobie swoich potrzebach ,stąd tyle uraz i rozczarowania chłopak raczej więcej brał niż dawał dobrowolnie sam z siebie - niestety tak mogło i się tak skończyło, brak równowagi to niebezpieczne dla relacji .Reszta czyli zdarzenia + emocje to tylko pretekst żeby skończyć związek tak to widzę .Wspieranie się jak jest ciężko a jest wzajemna miłość w równowadze jako takiej  to nic trudnego podobnie wdzięczność pojawia się naturalnie i w niczym nie przeszkadza.
Mama chora a on jeździ na wakacje  uwaga z kolegami ,a rodzice to chyba byli po rozwodzie.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

6

Odp: rozstanie po 5 latach związku
paslawek napisał/a:

Mnie to wygląda że od dłuższego czasu chłopak Autorki traktował ją tak z braku laku jest bo jest .Błędem Autorki było skierowanie całej uwagi na niego zbytnie poświęcanie i zapominanie o sobie swoich potrzebach ,stąd tyle uraz i rozczarowania chłopak raczej więcej brał niż dawał dobrowolnie sam z siebie - niestety tak mogło i się tak skończyło, brak równowagi to niebezpieczne dla relacji .Reszta czyli zdarzenia + emocje to tylko pretekst żeby skończyć związek tak to widzę .Wspieranie się jak jest ciężko a jest wzajemna miłość w równowadze jako takiej  to nic trudnego podobnie wdzięczność pojawia się naturalnie i w niczym nie przeszkadza.
Mama chora a on jeździ na wakacje  uwaga z kolegami ,a rodzice to chyba byli po rozwodzie.

Tak było! Nie wiem tylko co miało to na celu? podbudowanie swojego ego, że co by się nie działo ja będę? To cbyba w tym wszystkim boli najbardziej.. Wahania nastroju oraz poczucie pustki w sytuacji w której znalazł się M. jest całkowicie normalne, dlatego zgadzam się ze stwierdzeniem że podporzadkowałam się dla niego.

7

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Niestety chyba po pewnym czasie gość doszedł do wniosku, że związek na tych zasadach mu nie za bardzo pasuje. Niby nagłe zmiany i poważne decyzje mogą spawiać, że czujemy się niepewnie i wahamy się co do dalszego przebiegu wydarzeń. Tutaj jednak facet raczej stopniowo rozluźniał więzy

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

8

Odp: rozstanie po 5 latach związku

hmmm....
Mowisz, ze wyjechal z kumplami na urlop a ty doprosic sie nie moglas o wasz...
Skoro mial tak chora mame, ze musial z nia mieszkac i sie nia opiekowac to kto to robil gdy go nie bylo?
Dziwne to...

I'm so lonely, broken angel... Polamano mi skrzydla i odebrano z klawiatury polskie znaki diakrytyczne...

9

Odp: rozstanie po 5 latach związku
zraniona1993 napisał/a:

(...)Dziewczyny, nie popełniajcie mojego błędu, sama jestem teraz wrakiem człowieka. Probowałam zbawić świat, uszczęśliwić człowieka który był ze mną w sumie nie wiadomo po co.(...)

Na tym aspekcie warto się zatrzymać dłużej. Tutaj jest lekcja dla Ciebie, bo to był Twój wybór, że trwałaś w związku, w którym chciałaś kogoś uszczęśliwiać. Intuicyjnie czuję tu jakieś elementy zasługiwania na czyjąś miłość i uwagę, a to tak nie działa.
Chcesz czy nie, to takie trwanie związku, mimo większego braku zainteresowania z drugiej strony, najwięcej mówi o Twojej samoocenie.

10

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Osoby zbawiające świat, w tym przypadku będące w związku głównie dlatego, zęby kogoś zmienić czy też ratować z opresji(uszczęśliwić), niejako z góry, może trochę neiświadomie mogą narzucać lekko swoją wizję i tym sposobem zniechęcają stopniowo do siebie partnerów. Może wlasnie osoby, będące na miejscu faceta Autorki, tak to odbierają.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

11

Odp: rozstanie po 5 latach związku
zraniona1993 napisał/a:

Cześć. Piszę do Was bo potrzebuje wyrzucić z siebie negatywne emocje i całą nagromadzoną we mnie frustrację.
Poznaliśmy się 5,5 roku temu - jesteśmy z jednej miejscowości, mieliśmy wspólnych znajomych, znaliśmy się z "widzenia" od podstawówki i jakoś po tym czasie M. postanowił "zagadać". Od randki do randki stwierdziliśmy - kurde, wreszcie znaleźliśmy osoby z którymi świetnie się dogadujemy! Sielanka trwała 1,5 roku. Mieliśmy pierwszy kryzys - ja jestem po traumatycznej śmierci ojca, nie radziłam sobie z emocjami, nie przepracowałam traumy i o, stałam się nie do wytrzymania. Kryzys trwał miesiąc, stwierdziliśmy jednak, że nie jesteśmy w stanie bez siebie żyć, że oboje jakoś damy radę uporać się z tym wszystkim. I znowu żeby nie było za pięknie, po kilku miesiącach kolejny cios - u jego mamy wykryto nowotwór. Wiadomo, wszystko zmieniało się z minuty na minutę. W między czasie, jego rodzice się rozstali - zdrada w związku, a ukochana młodsza siostra popadła w kłopoty (złe towarzystwo). Pochowaliśmy także dwójke jego ukochanych dziadków, którzy tak naprawdę wychowywali go całe dzieciństwo. No świat nam się posypał, a między nami robiło się coraz chłodniej. Chłopak się zamykał. Ale tylko na mnie, jego znajomi i przyjaciele nie mieli pojęcia, co on przeżywa. A ja czekałam. Czułam się trochę jak worek treningowy tzn. dla wszystkich jestem super, ale przy Tobie mogę zdjąć maskę i pokazać jak mi źle, wyładować emocje. Wierzcie mi, znosiłam to dzielnie, bo w tamtym momencie jakby ktoś podstawił mi lusterko. Sama przeżyłam chorobe nowotworową mojego taty i zadziałał u mnie identyczny mechanizm. Wybrałam sobie jedną osobę na której wyżywałam się i wyładowywałam emocje. Nie byłam jednak w związku, tą osobą była moja przyjaciółka, która mimo wszystko trwała przy mnie i nie pozwoliła mi całkowicie zamknąć się w domu. Jestem jej niezmiernie za to wdzięczna. Być może w relacji z M. poczułam, że musze teraz spłacić dług?
Dokładnie rok temu mama M. zmarła. Ruszyła machina sprzedaży jego rodzinnego domu. I tu zaczyna się całe sedno sytuacji. Ja byłam przekonana, że po tylu latach czekania (M. był sam z chorą matką, nie mógł się od niej wyprowadzić, to całkowicie normalne) wreszcie zaczniemy normalnie żyć. Że M. się do mnie wprowadzi (mam swoje mieszkanie) i stworzymy chociaż namiastkę normalnego domu. Jednak tak się nie stało. Ciągle mnie zwodził - tak, tak wprowadzę się, po czym po kilku dniach zbierał się i jechał do swojego ojca. Moja cierpliwość sięgnęła zenitu. Jakby wstąpił we mnie diabeł. Postawiłam sprawę jasno - albo wprowadzasz się tak na serio albo nie mamy o czym rozmawiać. No i z zimną krwią powiedział, że nie mamy o czym rozmawiać. Umówiliśmy się na przekazanie sobie rzeczy. Ja jeszcze twardo wierzyłam, że zmieni zdanie, powie jak bardzo mnie kocha i że i ten huragan przetrzymamy. Ale nie. Zabrał swoje rzeczy i od 2 tygodni nie mamy ze sobą kontaktu.

M. jest osobą, która ma w swoim życiu pasję, która jest jednocześnie jego pracą. Cały nasz związek konsekwentnie dążył do realizacji swoich celów. A ja go w tym wspierałam - mimo jego częstych wyjazdów beze mnie, czy braku czasu dla mnie. Przez 3 całą chorobę jego mamy byłam przy nim mimo, że wszystko i wszyscy mówili że źle mnie traktuje. Potrafił wyjechać z kolegami na urlop, gdzie ja nie mogłam się doprosić na wspólne wakacje. Ale i to byłam w stanie zrozumieć jako chęć odreagowania ciężkiej sytuacji w domu. Przez całą chorobę mamy M. byłam odsunieta na bok. Wszystkie moje potrzeby i emocje były nie ważne. Kilkukrotnie próbowałam poruszyć temat przyszłości, co do mnie czuje, jak nas widzi. Niestety jedyną odpowiedź jaką usłyszałam - nie czuje nic, jestem w środku pusty. Próbowałam namówić go na rozmowę z psychologiem, ale stwierdził że taka pomoc mu nie jest potrzebna. A wiemy, że nikogo do leczenia zmusić nie można.

Dziewczyny, nie popełniajcie mojego błędu, sama jestem teraz wrakiem człowieka. Probowałam zbawić świat, uszczęśliwić człowieka który był ze mną w sumie nie wiadomo po co. Nie prałam, nie sprzątałam, nie gotowałam bo nie mieszkaliśmy razem. Seks? Przez swoje problemy emocjonalne, M. miał też problemy w innych kwestiach. Czy mnie zdradził? Wierze, że nie. Myśle że po czymś takim za nic w świecie nie spojrzałby mi w oczy. Także chyba mimo naszego wieku (27 lat) i stażu w związku nie miał na tyle jaj żeby skończyć to wcześniej. Jest mi źle i czuje sie oszukana. Chociaż nie powinnam, bo właściwie nic mi nie obiecywał. Sama chyba sobie obiecywałam różne rzeczy za nas oboje.

Wiem, że to definitywny koniec naszego związku, jest ciężko, nie mam siły na codzienne czynności ale wierze że kiedyś i do mnie uśmiechnie się szczęście smile
Dzięki jeśli ktoś dobrnął do końca i że mogłam się "wygadać". Najbliższe otoczenie nie ma już do mnie siły wink

Wiesz, o jednej rzeczy chciałam napisać.
Nie wolno wyładowywać swoich emocji na osobach trzecich. Musisz nad tym popracować.

Co do rozstania - cóż, zdarza się. Poboli, przez jakiś czas będziesz jak zombie, ale z czasem ogarniesz się. Zainwestuj w siebie, to zawsze procentuje.

12

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Dziekuje za wszystkie odpowiedzi. Jestem swiadoma ze nie mozna kochac za dwoje.. szkoda ze uswiadomilam sobie to tak pozno. Ale jak mowia, lepiej pozno niz wcale smile Na swoje usprawiedliwienie jeszcze powiem, ze po prostu liczylam(teraz wiem ze glupio!) ze przez te wszystkie zyciowe tragedie moj M. zatracił swoj swiat ale w glebi serca gdzies tam jest dla mnie miejsce. Byc moze jest na etapie ze chce odkreslic przeszlosc i te traumy gruba kreska i zaczac od nowa, a chcac nie chcac ja caly czas w tamtym okresie bylam. No
ale tak nie zachowuje sie mezczyzna ktory kocha. Zycze mu jak najlepiej ale w tym momencie sobie zycze jeszcze lepiej wink

13

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Wydaje mi się, że jednak siłą rzeczy pewne sprawy, przynajmniej w pewnym stopniu, trzeba samemu przerobić. Nie mówię tego, jako singiel, który zdany jest na siebie i mu z tym dobrze a nawet rewelacyjnie.. smile
Zawsze wsparcie możę pomóc, ale i tak nie jest gwarancją radzenia sobie z problemem, bo każdy dorosły i samodzielny człowiek musi samemu ten trud udźwignąć. MOże niestety byłas dla niego jakimś balastem i ciężarem, ale skoro byłaś to Ciebie tolerował..Daltego to oddanie i "kochanie za dwojga" mogło go przytłoczyć.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

14

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Niebożątko ex Autorki ma prawdopodobnie swoje za uszkami ,sam sobie dał przyzwolenie na takie zachowanie dał się przytłoczyć, wiele rzeczy od nas pochodzi, nawet zgoda na wpływ na nas kogoś ,miał jakieś korzyści z tego związku albo z tego że ma dyżurną dziewczynę i najważniejsze oszukiwał, możliwe że sam siebie stwarzając pozory wzbudzając niepewności że może coś, że nie wie co czuje ściemniacz ,zwodził siebie z powodów sobie znanych pewnie jakieś obawy nim kierowały co będzie jak będzie sam.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

15

Odp: rozstanie po 5 latach związku

Post przeniesiony:

zraniona1993 napisał/a:

Cześć,
Nie chce zakładać nowego tematu ale proszę o Waszą poradę smile
Otóż miesiąc temu rozstałam się z partnerem po 5 latach związku - nie potrafiliśmy dojść do porozumienia na polu wspólnego mieszkania. Jest to już nasze drugie rozstanie (pierwsze miało miejsce po 1,5 roku znajomości - z zupełnie innych przyczyn). I słuchajcie - ja nie chce do niego wrócić, staram się żyć własnym życiem, przez ten miesiąc nie mamy ze sobą ŻADNEGO kontaktu. Ale podświadomie czuje, że to jeszcze nie koniec naszej znajomości. Czuje to hm. w brzuchu? big_smile takie dziwne świdrujące przeczucie. Błagam pocieszcie mnie, że to tylko moja paranoja i będzie coraz lepiej

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie po 5 latach związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018