Dlaczego tkwię w starych schematach? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Dlaczego tkwię w starych schematach?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2020-08-04 00:19:55)

Temat: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Epopeja jest. Może ktoś coś mądrego mi powie, jakieś słowa wsparcia lub kopa w tyłek?

Trochę nie wiem, co ze sobą zrobić. Właśnie minęły moje 30-te urodziny. Mam 30 lat. Przeraża mnie ta liczba. Jakoś trudno mi zrozumieć, kiedy to się stało. Mam wrażenie, że ostatnie 10 lat przeżyłam w jakimś letargu, z którego wybudziła mnie pandemia (może terapia trochę wcześniej).

Zauważyłam, że nie traktuję siebie dobrze. Nie traktuję siebie poważnie. W niektórych aspektach jestem wobec siebie zbyt pobłażliwa, zbyt wyrozumiała, wszystko sobie mogę darować, nie trzymam się obietnic danych sobie. W innych jestem znów zbyt surowa, czasem trudno mi darować sobie nawet najmniejsze potknięcia i błędy, które inni uważają za naturalne, normalne, a nawet nie za błędy.

Mam mnóstwo przemyśleń na temat tego, co mnie doprowadziło do tego momentu. I czasem myślę, że jestem naprawdę wyjątkowa, że przy tak niesprzyjających warunkach, jestem względnie normalna i ogarnięta. A czasem mam dni, kiedy myślę, że nic nie osiągnęłam, marnuję swój potencjał.

Czuję się rozrywana przez ten wewnętrzny konflikt i chciałabym udowodnić samej sobie, że SAMA potrafię sobię z tym wszystkim poradzić, kiedy ewidentnie nie jest to prawdą, bo gdybym mogła... Gdybym mogła, to bym to dawno zrobiła. Chyba nie doceniam trudności zadań, które przed sobą stawiam... A może przeceniam swoje siły, i wtedy zaczynam wątpić w siebie, tracę wszelką motywację i wracam do starych utartych schematów, i nic się nie zmienia... Co znów mnie dobija, powtórnie i już wtedy czuję, że nic nie robię dobrze.

Nie umiem już na nic w moim życiu spojrzeć obiektywnie. Byłam ostatnio u psycholożki, tuż przed pandemią, z myślą o rozpoczęciu terapii. Przyszłam po pomoc w zmianie swojego życia. Ewidentnie coś mi uwiera. A jak mnie zaczęła wypytywać, na ile czuję się szczęśliwa, to nagle poczułam, że nie mam prawa czuć się źle, skoro mam tyle dobrodziejstw w życiu, i w sumie to ogólnie to mogę ocenić mój poziom zadowolenia z życia tak 8 na 10. Jej zdziwienie, że jestem na terapii przy tak dobrym samopoczuciu spowodowało, że poczułam się bardzo nie na miejscu...

Poczułam się wtedy, jakbym wdepnęła w minę. Mam wyrzuty sumienia, że mam tak dobre życie, a wciąż znajduję rzeczy, które są nie okej. Czuję wtedy, że jestem niewdzięczna.
I zaczyna się wtedy kolejna spirala, "powinnaś się cieszyć, masz wszystko, dlaczego sobie z >tak prostą< rzeczą nie radzisz".

A potem zaczynają się wyjaśnienia (wymówki?) że to nie jest proste, że takich miałam rodziców, takie schematy, takie trudne doświadczenia, że już i tak dużo zrobiłam, jak na te warunki to jestem genialna, świetnie sobie życie urządziłam, niczego mi nie brakuje.

Mój problem? Moja otyłość. Wkręcam się w spiralę, im więcej myślę o odchudzaniu, tym więcej jem. Czasem zastanawiam się, czy moje doświadczenie molestowania nie jest powodem, dla którego nie lubię swojego ciała i nie chcę, żeby było kobiece. W domu moja matka była tyranką, decydowała o każdym elemencie mojego życia, o ubiorze, wyglądzie i tym, co kiedy i ile jem. Kontrolowała też wyrażanie emocji - złość była zupełnie zabroniona. Plus te wszystkie komentarze, docinki, uwagi mojej rodziny - moje ciało nie było moje, wszyscy mieli coś do powiedzenia a propos tego jak wyglądam, czy to ojciec (o, masz czym oddychać) czy matka (ależ włosy, co za czupiradło), czy bracia (jeszcze trochę a waga się zerwie!) czy babcie i ciotki, komentujące fałdki i postawę i że "życie mnie dobrze traktuje" i moje szanse na znalezienie partnera. Przez całe życie do dziś słyszę te teksty. Chciałabym schudnąć, myślę wtedy, jak byłoby super, jak by mnie ludzie podziwiali, że tak sobie z tym poradziłam, że mogłabym się wreszcie komuś podobać, i sobie, i nosić fajne rzeczy... I to są myśli, ktore mi towarzyszą. Potem dochodzi cichy racjonalny głos: twoje zdrowie, twoje stawy, kolana, układ krążeniowy za chwilę, cukier cię niszczy, zerowa kondycja... Zrób to dla siebie.

Ale kiedy zaczęłam chudnąć parę lat temu, w trakcie terapii, zaczęły pojawiać się koszmarne myśli. Zaczęłam bać się wszystkiego, najbardziej mężczyzn. Jechałam autobusem i patrzyłam tylko, kto wsiada. Kiedy usiadł za mną mężczyzna, prawie miałam atak paniki, że zaraz coś mi zrobi. Bałam się wychodzić po ciemku, zostawać sama w domu.

Czemu jestem otyła? Jem dużo słodyczy. Pozostałe moje posiłki są w miarę okej, różnorodne, warzywne, kolorowe. Bez słodyczy mój bilans kaloryczny wychodzi na tyle dobrze, że schudłabym bez problemu. Takie proste, prawda?

Nie potrafię podjąć tej decyzji, że dobra, to zaczynam, od teraz koniec.

Nie pomaga mi świat. Wszyscy "znawcy" tematu, komentujący że wystarczy mniej jeść, a otyli ludzie są otyli z własnego wyboru, lenistwa i są głupi. Biorę to do siebie, a kiedy trafia do mnie taki komunikat, zupełnie nieświadomie pocieszenia szukam w słodyczach. "Wystarczy nie jeść słodyczy, wystarczy jeść więcej warzyw, wystarczy więcej się ruszać..."

Szukam dla siebie sportu, ale zawsze trafiam na "pomocne" rady. Joga super, sport super. Ale joga tak naprawdę nie pomaga w odchudzaniu, a samo bieganie i tak ci nie pomoże. Wciąż słyszę głosy z dzieciństwa "pff, żeby schudnąć to musiałabyś biegać codziennie 20 km" albo "pływanie pół godziny dziennie i tak ci nic nie da", albo "biegasz tak wolno, że ja mogę takim tempem iść".

Mam wrażenie, że za każdym razem podcinano mi skrzydła, kiedy zaczęłam robić coś konstruktywnego.

Ale mam 30 lat. To nie jest wymówka, nie jestem dzieckiem, dlaczego mnie to tak obciąża?

If you can be anything, be kind.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Hej Monoceros. Wspomniałaś w swojej epopei o molestowaniu - bardzo mi przykro, że masz za sobą takie doświadczenie. Mam poczucie, że to zawsze ma druzgocący wpływ na postrzeganie własnej cielesności i kobiecości i też bardzo często wiąże się w późniejszym życiu z różnymi problemami właśnie z jedzeniem czy wagą. Mam w swoim otoczeniu bliską osobę, której ciało wręcz „krzyczy” na różne sposoby o tym, co mu się przed przed laty przydarzało.
Temat uzależnienia od słodyczy (molestowania w sumie też, chociaż zawsze to bagatelizowałam w swojej głowie) jest mi bardzo bliski i przez wiele lat zupełnie nie potrafiłam wyjść z takiego zaklętego kręgu „rzucania” słodyczy i kolejnych porażek/powrotów do nałogu. Przez lata zabierałam się do tego od zupełnie niewłaściwej strony, ale że strasznie się wstydziłam tego problemu i nie było po mnie widać, że się tymi słodyczami objadam, to nikomu o tym nie mówiłam i nie szukałam pomocy z zewnątrz. Z perspektywy czasu żałuję, bo zaoszczędziłabym sobie wielu lat męczenia się z nałogiem. Jak poznałam mojego męża i zaczęliśmy kiedyś rozmawiać o nałogach, to odkryłam świetny sposób na wyjście z takiego zaklętego kręgu, mój mąż odkrył go kiedyś przez przypadek, kiedy próbował rzucić palenie. U niego sprawdziły się nie żadne radykalne metody typu „od dzisiaj nie palę”, tylko takie nieznaczne odkładanie ciągot na później - kiedy nachodziła go chęć na papierosa, mówił sobie „ok, zapalę, ale może za 20 minut” i tak to pomału odwlekał coraz bardziej i bardziej, a w międzyczasie zajmował się czymś innym.
Mi w sumie pomogło coś podobnego, chociaż najbardziej pomocne było uświadomienie sobie, że te słodycze pełniły u mnie „specjalną funkcję”, nie były po prostu słodyczami, a bardziej czymś, co pomagało mi uciekać od samej siebie i zagłuszać własne emocje i niezadowolenie z życia, jakie prowadziłam i schematów, w jakich wbrew sobie tkwiłam. Jak zaczęłam bardziej słuchać siebie i żyć w zgodzie z sobą, słodycze bardzo szybko przestały mi być potrzebne.
To jest chyba „najmądrzejsza mądrość” smile, jaką odkryłam - żeby nie słuchać zewnętrznego świata, przeróżnych autorytetów, o których wspominasz, czy rodziny, tylko przede wszystkim samej siebie. Mnie to doprowadziło do takiego etapu, na którym uwielbiam swoje życie i nie zamieniłabym się z nikim na żadne inne. I wtedy żadne nałogi czy „zagłuszacze” nie są już potrzebne.

Stella sospesa nel cielo boreale
eterna: non la tocca nessuna insidia

3 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-08-04 07:16:49)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Monoceros, znam Cię od dawna, z przyjemnością czytam Twe posty. Jesteś mądrym, wrażliwym człowiekiem. Jesteś pięknym człowiekiem, takim, z którym wedle powiedzenia, można konie kraść. Kopniaka Ci nie zafunduję, ale wirtualnie przytulam, bo moim zdaniem tego bardziej potrzebujesz.

To, co dostałaś od swych najbliższych jest obciążającym bagażem, to myślenie o sobie w kategorii bycia 'nie taką', z tego to wynika brak zaufania do siebie, brak zaufania do własnych uczuć, potrzeb, pragnień. Zostałaś nauczona i nauczyłaś się ignorować siebie, zagłuszać się, szukać pocieszek, uznania i aprobaty w oczach innych.

Najwyższa pora byś zaczęła (i nie przestała) siebie doceniać, byś dla siebie samej była najważniejszą, byś zaczęła ufać sobie i swoim uczuciom. To Ty jesteś najlepszą specjalistką od siebie, bo tylko Ty wiesz, co Tobie pasuje a co Cię uwiera. To, co słyszysz od innych ludzi - także tu na forum, także ode mnie - to tylko opinie, nie prawda objawiona. Opinia to czyjeś zdanie na jakiś temat, warto nad nią się zastanowić, ale też warto użyć własnego rozumu (a tego masz dużo), by zdecydować, czy jest ona pomocna, czy nie i tę pierwszą przyjąć, tę drugą odrzucić.

Wykreśl ze swego słownika wszystkie osłabiacze, czyli "muszę", "powinnam", "zrobiłabym to, gdyby...", "nic na to nie poradzę" "chciałabym", "nie mogę", "nie dam rady". Zamiast nich używaj słów, zwrotów, które wzmacniają, to "chcę", "wybieram", "wolę", "decyduję", "mam zamiar", "zależy mi", "postanawiam", "ważne dla mnie jest", "zdecydowałam, że".

Zobacz, czego TY chcesz naprawdę. To, co osiągnęłaś mimo swych doświadczeń, zawdzięczasz sobie. I nie musisz być wdzięczna nikomu. Możesz, ale nie musisz. Być wdzięcznym za coś nie eliminuje innych - mniej sympatycznych - uczuć, nie likwiduje pamięci, także a może przede wszystkim, o trudnych doświadczeniach.

Zobacz, co dla Ciebie jest ważne i zrób to swym drogowskazem.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski
Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Spokojnie, jak będziesz szczupła to będą komentarze właśnie że włosy czupiradło, że cycki zmalały, zjedz coś itd. Też nie jest tak że magicznie zmienia ci się figura i zostajesz top model, czasem schudnie brzuch, cycku wsiąkną, ręce jak patyki a duża dupa zostanie i koniec. Jeżeli nie potrafisz zapanować nad sobą ze względu na komentarze to to jest problem z którym powinnaś się do kogoś zwrócić. Bo one będą zawsze i nie miną choćbyś wydała miliony na chirurga. Lewandowskiej też piszą w necie że jest brzydka a Chodakowskiej że ma morde jak koń. Idealne ciała żadnej z nich przed tym nie uchroniły ale żadna z nich nie je czekolady przed kompem zaczytując się w tych bzdetach big_smile

A jeżeli całe życie nic nie robiłaś to nie licz na to że sport nagle zacznie sprawiać ci przyjemność. Jeszcze długie miesiące może lata miną zanim przemienisz się z babci w ruchliwą 30stkę. I choćby trwało to do 40stki to zapewniam Cię że warto. Grube, niesprawne ciało jest jak więzienie. Pewnego dnia twoje serce zachce np w Tatry ale kolana powiedzą nie. Chociaż serce też może powiedzieć nie. Szkoda żeby to Twój tłuszcz wyznaczał gdzie możesz chodzić a nie ty sama.

Zrób porządek w głowie, zacznij się ruszać i udaj się do dietetyka.

5

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

W mojej opinii wizyta u dietetyka niewiele pomoże. Problem tkwi w głowie i zajadaniu emocji... Przydałby się jakiś specjalista od spraw zaburzeń odżywiania.

Trzymam za Ciebie kciuki, Twoja historia jest mi bardzo bliska.

P.S. Jutro kończę 30 lat :-)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
Cyngli napisał/a:

W mojej opinii wizyta u dietetyka niewiele pomoże. Problem tkwi w głowie i zajadaniu emocji... Przydałby się jakiś specjalista od spraw zaburzeń odżywiania.

Trzymam za Ciebie kciuki, Twoja historia jest mi bardzo bliska.

P.S. Jutro kończę 30 lat :-)

Hmmm mnie się wydawało że tu właśnie powinien współpracować psycholog aby nauczyć pacjenta radzić sobie z emocjami które zajada i dietetyk właśnie aby pomóc zaplanować posiłki, zbilansować dietę? Czy są takie wielkie mózgi że są bogami psychologii i doskonale znają się na węglowodanach, tłuszczach i białku?:D Z dietetykiem też można pracować na zasadzie planowania posiłków tak aby powoli ograniczyć słodycze czy nauczyć się wybierać zdrowsze alternatywy a i tak warto zweryfikować te posiłki, które autorka uważa za zdrowe i zbilansowane bo może się okazać że może są zdrowe i zbilansowane ale nie dla niej ale dla górnika big_smile

Sto lat wink

7

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Rolą psychologa w tej kwestii nie jest dyskutowanie o białkach i węglowodanach, a dotarcie do powodów kompulsywnego objadania się pacjenta smile

Jak już się znajdzie powód, to wdraża się rozwiązywanie problemu. Jednym słowem, trzeba zacząć od głowy, następnie można pomyśleć o dietetyku. Albo korzystać z pomocy jednego i drugiego, rownolegle.

Bo na co komu wypisana dieta, jeśli ktoś i tak nie będzie się jej trzymał? smile

P.S. Dzięki za życzenia.

8

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Uważam osobiście, że kluczową tutaj jest współpraca z terapeutą, bo faktycznie kompulsywne objadanie się jest spowodowane problemami emocjonalnymi, ale nie negowałabym wpływu dobrej diety, takiej profesjonalnie ulożonej, i roli sportu, na zmianę myślenia.

Wiele osób, które twierdzą, że poza słodyczami jedzą dobrze, tak naprawdę ma jadlospis ubogi w białko, błonnik, z licznymi niedoborami witamin i kupą przetworzonego, śmieciowego jedzenia. A to niestety wpływa i na poczucie łaknienia, ale rownież na gospodarkę hormonalną organizmu- a za tym na samopoczucie.

Drugą sprawa jest wysiłek fizyczny, który odpowiednio dobrany pod względem różnorodności i upodobań danego człowieka, jest w stanie dać takiego kopa do zmian, że ho ho. Najlepsze rezultaty daje zwykle połączenie treningu silowegoi interwalów, jednak przy znacznej nadwadze, nie ma sensu wysylać kogoś na silownię z rozpiską ćwiczeń i zaleceniem biegania po poł godziny, bo taka osoba nabawi się tylko kontuzji. Siądą kolana i tyle. Lepiej zacząć od długich spacerów, jogi czy też pilates, a dopiero potem stopniowo przechodzić do bardziej dynamicznego sportu. Swietnie sprawdza sie też pływanie, jeżeli ktoś ma blisko siebie basen.

Ja bym na miejscu Monoceros zrobila sobie przede wszystkim kompleksowe badania krwi, by ustalić co i jak jest z jej organizmem, a potem, poza pomocą terapeutyczną, znalazła dobrego dietetyka lub/ i też trenera by odpowiednio ustalić diete i treningi.

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
Cyngli napisał/a:

Rolą psychologa w tej kwestii nie jest dyskutowanie o białkach i węglowodanach, a dotarcie do powodów kompulsywnego objadania się pacjenta smile

Jak już się znajdzie powód, to wdraża się rozwiązywanie problemu. Jednym słowem, trzeba zacząć od głowy, następnie można pomyśleć o dietetyku. Albo korzystać z pomocy jednego i drugiego, rownolegle.

Bo na co komu wypisana dieta, jeśli ktoś i tak nie będzie się jej trzymał? smile

P.S. Dzięki za życzenia.

To nie zaprzeczam, wszystko zaczyna się w głowie! Tam musi być porządek! Tylko że jak masz lat 30 to już nie wystarczy big_smile Przepraszam że tak w przed dzień 30 urodzin o tym piszę, to nie tak że już czas umierać big_smile Po prostu na efekty po 30stce trzeba sobie trochę bardziej zapracować i na pewno wymaga to już pewnych przemyśleń. Dlatego ja tak kompleksowo wyjechałam z ruchem i dietetykiem a to i tak się wstrzymałam jeszcze z trenerem, lekarzem, badaniami itd żeby autorki nie przytłaczać big_smile

10

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Badania koniecznie, w tym krzywa cukrowa i insulinowa.

Monoceros, będzie dobrze.

11

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
krolowachlodu87 napisał/a:

To nie zaprzeczam, wszystko zaczyna się w głowie! Tam musi być porządek! Tylko że jak masz lat 30 to już nie wystarczy big_smile Przepraszam że tak w przed dzień 30 urodzin o tym piszę, to nie tak że już czas umierać big_smile Po prostu na efekty po 30stce trzeba sobie trochę bardziej zapracować i na pewno wymaga to już pewnych przemyśleń. Dlatego ja tak kompleksowo wyjechałam z ruchem i dietetykiem a to i tak się wstrzymałam jeszcze z trenerem, lekarzem, badaniami itd żeby autorki nie przytłaczać big_smile

Absolutnie się zgadzam.

Ja zaczęłam się odchudzać jakieś cztery lata temu, kiedy miałam prawie dekadę więcej niż Autorka. Co prawda nie miałam nadwagi, a zaledwie kilka kilo, które mi przeszkadzały, ale takie holistyczne podejście pozwoliło mi nie tylko zrzucić wagę do takiej jaką chcialam, lecz również ją utrzymać i zmienić swoje nawyki. Zauważyłam, że sport daje mi dużo energii, a dobre odżywianie poprawia nastrój- to były wystarczajace motywatory by nie wracać do slonych przekąsek i kanapy.

Dodam, że niekoniecznie trzeba wywalać dużo kasy na profesjonalnego dietetyka. Jak ktoś ma czas i zaparcie, to dietę mozna sobie samemu wyliczyć przy pomocy literatury, albo, tak łatwiej, zamówić z jakiejś dobrej strony internetowej. To samo z ćwiczeniami.

Samo chodzenie TYLKO na terapię raczej niewiele da w kwestii zmiany gabarytów.

12 Ostatnio edytowany przez polis (2020-08-04 13:20:22)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Ćwiczenia takie wysiłkowe jeśli wcześniej nie ćwiczyłaś nie są dobre. Zacznij pomału od prostych ćwiczeń i przejdź potem do trudniejszych.
Znajdź sobie taki filmik na Youtube: At Home Pilates Butt and Thigh Workout - Pilates Workout for Lower Body

To nie są trudne ćwiczenia, więc na początek idealne, ale możesz sobie dodawać obciążenie na kostki, żeby zwiększyć trudność z czasem.

13

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Słodycze wyraźnie regulują u Ciebie poziom emocji. To jest jeden z tych problemów, nad którymi warto popracować na terapii.
Nasunęła mi się taka myśl - skoro już znalazłaś się w gabinecie, to wyraźnie czułaś, że potrzebujesz wsparcia, a mimo to ostatecznie w to zwątpiłaś. Poczucie "bycia nie na miejscu", bo przecież pozornie wszystko jest ok, jest niewłaściwe, bo, no właśnie - tak jest tylko pozornie, a chodzi przecież o to, by było dobrze naprawdę i w pełni. Proszę, nigdy nie pozwól innym ludziom, by wbijali Cię w poczucie winy tylko dlatego, że chcesz od życia więcej, inaczej, lepiej. Ty masz pełne prawo chcieć.

Intuicja podpowiada mi, że obok bliskich, którzy zamiast Cię akceptować i wspierać, głównie zawodzili, molestowanie w dzieciństwie wpłynęło na to, że teraz chowasz się za swoim ciałem, jakby podświadomie czując, że będąc otyłą jesteś nieatrakcyjna, a jeśli będziesz nieatrakcyjna, to już nikt nigdy nie zainteresuje się Tobą na tyle, by Cię ponownie skrzywdzić. Nie wiem czy to nie jest Twój główny problem z szybkim porzucaniem wszelkich prób zmiany fizyczności. Świadczy o tym również wzrastający poziom lęku w chwili, kiedy zauważałaś, że w kwestii wagi idzie ku dobremu.

Monoceros napisał/a:

Szukam dla siebie sportu, ale zawsze trafiam na "pomocne" rady. Joga super, sport super. Ale joga tak naprawdę nie pomaga w odchudzaniu, a samo bieganie i tak ci nie pomoże. Wciąż słyszę głosy z dzieciństwa "pff, żeby schudnąć to musiałabyś biegać codziennie 20 km" albo "pływanie pół godziny dziennie i tak ci nic nie da", albo "biegasz tak wolno, że ja mogę takim tempem iść".

Rzeczywiście zamiast Cię wspierać, podcinano Ci skrzydła, bo każda forma ruchu pomaga w schudnięciu, na początek wystarczy 30 minutowy, ale dosyć intensywny i regularny spacer. Potem stopniowo, w miarę nabierania kondycji, zaczniesz wchodzić na coraz to wyższe poziomy. Ważne, abyś lubiła to, co robisz, dlatego szukaj takiej formy aktywności, która sprawia Ci przyjemność, a spektrum możliwości jest tu ogromne. Joga wbrew pozorom też przynosi doskonałe zmiany w ciele, bo nie tylko podnosi sprawność, ale też ładnie rozciąga mięśnie, w efekcie czego wysmukla całą sylwetkę.

W każdym razie chciałabym napisać, że wiele razy zaimponowałaś mi swoją odwagą (nawet ten wątek jest formą odwagi), mądrością, rzeczowym podejściem do przeróżnych zagadnień, umiejętnością wyrażania własnych myśli. Jestem przekonana, że za Twoimi wypowiedziami kryje się ktoś bardzo wyjątkowy, nie potrafi tylko w siebie samego i w tę wyjątkowość uwierzyć.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

14

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Przerasta mnie wizja pójścia znów na terapię. Coś mnie blokuję, nie mogę podjąć tej decyzji. Może to jakiś wstyd "już raz próbowałaś i dalej jest tak samo". To nieracjonalne wiem, bo nie da się poradzić ze swoimi trudnościami, tak głęboko zakorzenionymi, "raz na zawsze" ale kiedy sobie wyobrażam, ile czeka mnie pracy... Poddaję się zanim zacznę.

Rzeczywiście jest tak, że ciągle uważam się za "nie taką". Ciągle porównuję się do innych, łapię się na monologach w głowie, gdzie udowadniam innym swoją wartość. Łapię się na myślach "co myślą teraz o mnie inni" i zawsze staram się działać zgodnie z oczekiwaniami tych innych. Z jednej strony WIEM czemu tak mam, jednak silnie mnie dom przystosował do roli mediatora, kogoś, kto zawsze uważnie i czujnie sprawdza poziom napięcia w domu i robi wszystko, by inni czuli się lepiej... Z drugiej strony wiem też, że ani mi to teraz potrzebne, i nawet nie chcę takiej roli mieć. Ale wciąż szukam uznania w oczach innych. Nie zdarza mi się często żyć samej dla siebie, wciąż jest ktoś komu "pomagam", żyję czyimś życiem, przejmuję się.

Poruszają mnie słowa o tym, że niesprawne ciało jest jak więzienie. Odczuwam to teraz. Odczuwam ograniczenia. Ale nie tylko te fizyczne. Ile razy nie odważyłam się na wyjście gdzieś, bo myśl o tym, że miałabym wyjść w takie miejsce tak wyglądając mnie osłabiała.

Joga jest cudowna i zmotywowałam się w maju do codzinnej praktyki przez cały miesiąc. To było dla mnie wyjątkowe doświadczenie, chociaż wciąż walczyłam z "głosami" w głowie, mówiącymi, że to za mało, nic nie da... Kiedyś na terapii z podobnymi głosami walczyłam w temacie mojego poczucia wlasnej wartości, konfliktów z matką i wyszłam z tego zwycięsko. Dziś do tego wracam, wracam do jogi. (Myśli, przekonania, które właśnie pojawiły się w tym momencie kiedy to napisałam to poezja, ileż w nich zwątpienia, braku wiary, podcinania skrzydeł).

To prawda, że nie szukam pomocy z zewnątrz. Nawet teraz trudno mi przyznać, że jej potrzebuję. Nie wiem czemu, kojarzy mi się z porażką, wstydem. "Przecież jesteś po psychologii, przecież jesteś taka mądra".

Przeczytałam właśnie polecaną w sąsiednim wątku książkę Kat Miłości, a właściwie jej rozdział poświęcony rozmowie terapeuty z otyłą kobietą. Zastanawiam się, ile mamy wspólnego. Moja historia nie wydaje mi się aż tak dramatyczna, ale w sumie wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują na to, że pierwsze, co powinnam (tak, tak, wiem) zrobić to zaopiekowanie się swoim wnętrzem. Co jest racjonalne, sensowne i jednocześnie tak trudne...

Kiedyś terapeuta mnie zapytał, co by się stało, gdybym nie jadła słodyczy. Powiem wam, że doświadczyłam czegoś strasznie dziwnego, kiedy spróbowałam. Oczywiście, mam dni, kiedy jest OK, nie muszę ich jeść, nie mam ochoty, bez problemu leżą sobie w szafce. Są dni, kiedy mam taki przymus zjedzenia czegoś słodkiego... i właśnie w takim dniu chciałam się powstrzymać, zaobserwować, co się stanie. Ból, ale nie fizyczny, który mnie ogarnął, był nie do wytrzymania. Nie jestem pewna, co się ze mną działo, ale towarzyszący mi smutek, żal, brak możliwości uspokojenia się, jakoś mi kojarzy się z jakimś atakiem paniki. To było tak trudne doświadczenie, że więcej go nie powtórzyłam.

Co oczywiście jest kolejnym sygnałem wskazującym na to, że potrzebuję pomocy w tym obszarze.

Dziękuję za dobre i ciepłe słowa i wsparcie. Jestem wzruszona, tak poważnie, tym że nie spotkałam się z tradycyjnymi tekstami o tym, jak sama sobie to robię i zmiana jest prosta, przecież wystarczy jeść mniej...

Chcę być dla siebie lepsza, lepiej się traktować, bardziej dbać o siebie.

If you can be anything, be kind.

15 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-08-04 19:59:02)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Monoceros, przeszłaś terapię, dużo, jesli nie bardzo dużo, wiesz o sobie, znasz mechanizmy leżące u podstaw Twego sposobu myślenia i Twych zachowań. To, moim zdaniem, sporo, by podejmować decyzję co do dalszych swych zachowań. To ten czas. Teraz możesz zdecydować o sobie, przyznać się sama przed sobą, co dla Ciebie jest ważne i tym się kierować. Każdy z nas ma zdrową i chorą część rozumu. Ważne jest, by umieć trzymać tą drugą na krótkiej smyczy i uniemożliwić jej wycinanie hołubców. To, że wracasz do starych schematów jest zrozumiałe i... normalne, tak długo z Tobą były. Nowością jest dla Ciebie uniezależnienie się od opinii, słuchanie siebie i trzymanie zdrowej części.

Na własnej skórze, przy pomocy terapeuty, przekonałaś się na czym polegają skutki odstawienie rzeczy, od których się uzależniłaś. Opisałaś je dokładnie: panika, smutek to jedne z wielu objawów odstawiennych.



Bądź łagodną dla siebie i wyrozumiałą, ale zobacz, że używanie trudnych doświadczeń do usprawiedliwienia podejmowanych obecnie wyborów nie ma sensu. Czy tego chcesz, czy nie teraz Ty decydujesz o sobie. Ty. Nikt inny. I nikomu z niczego nie musisz się tłumaczyć. Pora korzystać z wiedzy i rozumu. smile



***
I jeszcze jedno.
Pogadaj z lekarzem pierwszego kontaktu o swych cukrowych zachciankach. Może to brak czegoś z gatunku mikro?


***
I kolejne "jeszcze jedno". smile
Proszenie o pomoc jest umiejętnością, więc można tego się nauczyć. Można, daję słowo. smile I nagle okazuje się, że jest to przydatna umiejętność. Zachęcam do ćwiczenia tego, co tutaj na forum zaczęłaś. Bo... poprosiłaś o pomoc. tongue

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

16

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
Monoceros napisał/a:

Przerasta mnie wizja pójścia znów na terapię. Coś mnie blokuję, nie mogę podjąć tej decyzji. Może to jakiś wstyd "już raz próbowałaś i dalej jest tak samo". To nieracjonalne wiem, bo nie da się poradzić ze swoimi trudnościami, tak głęboko zakorzenionymi, "raz na zawsze" ale kiedy sobie wyobrażam, ile czeka mnie pracy... Poddaję się zanim zacznę. ........
Chcę być dla siebie lepsza, lepiej się traktować, bardziej dbać o siebie.

Mam podobne wrażenia i odczucia jak Wielokropek kiedy Ciebie czytam w różnych wątkach i tematach,przyznam się że ze szczególnym zainteresowaniem to robię i uwagą nawet podziwem dla Twojej wiedzy i świadomości.
Moich parę powrotów na terapią wyglądało podobnie, chyba bardzo podobnie się czułem za każdym razem,taki jeden znaczący powrót  to też w okolicach "magicznej" 30 stki postanowiłem z ogromnymi oporami wrócić na terapię ,mając siebie dosyć "serdecznie" a byłem wtedy uwikłany w romans aktywny nie zakończony.
Powiem Ci że z perspektywy czasu to "przełamanie" uważam za jedną z mądrzejszych życiowych decyzji mało tego to wcale nie był koniec moich rożnych perypetii ,ale już było ze mną inaczej albo jeszcze inaczej, zmiany okresami wydawały mi się duże skutkiem terapii albo żadne ,kiedy straszliwie dużo od siebie oczekiwałem i wymagałem.Co też było jednym z chorych schematów.
Powoli jednak zmiany zachodziły, odzyskiwanie władzy i panowania nad zdolnością kierowania własnym życiem wreszcie zaskoczyło,to fascynujące budujące  momenty, ale  czy władza jest absolutna i idealnie doskonała nie nie jest i nie ma być moim zdaniem bo życie jest żywe i bardzo bogate w zjawiska a psychika jest i bardzo prosta i bardzo skomplikowana jednocześnie u nas ludzi.
A terapii i psychologi momentami też miałem dosyć zbierało mi się na wymioty czasami bo znowu i znowu i znowu tyle już wiedziałem i znowu ,sama wiedza nie niweluje schematów działanie to robi.
Nie kombinuj i po prostu wróć na terapię im więcej się myśli tym mniej robi o czym pewnie wiesz.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

17

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Zmiana nigdy nie jest łatwa, szczególnie w tak trudnej sytuacji.

Sama wiem jak to jest gdy w glowie slyszy się negatywne komentarze rodziny: nigdy ci sie nie uda, to nie dla ciebie, masz slomiany zapal, niczego dobrze nie potrafisz zrobić, nie ośmieszaj się...itp. Moja matka cale dzieciństwo mi spartoliła takimi "radami". Dopiero na studiach kiedy zaczęlam chodzić na silownię i ktoś profesjonalnie ocenil moje mozliwości rozwojowe, okazalo sie, że nie tylko moja matka jest wredną s*ką, która uwielbia podcinac skrzydła, ale też zupełnie nie zna się na sporcie big_smile

Dlatego wlaśnie polecam szukania porady specjalisty, czy to od diety czy od treningu, dzięki której nabierzesz obiektywnej wiedzy na temat tego co dla Ciebie jest najlepszym rozwiązaniem wzgledem odchudzania, a to pomoże Ci sie odciąc od toksycznych komentów rodziny.

Mimo to, dobrze jest też samej zauwazyć progres, który jestes w stanie sama osiągnąc. Polubiłas jogę? Super! Trenuj dla przyjemności, nabieraj energii, ciesz się tym smile Rób male kroki i staraj się wprowadzać wiecej ruchu. Może odpal filmik z pilates. Kup sobie pedometer i staraj sie robić tysiąc kroków dziennie. Albo naucz się prostych ćwiczeń wielostawowych jak pompki, planki, przysiady i zakroki. Żadnego skakania, żadnych maratonów- skup się na odpowiednim dla Twojego ciała rozwoju.

Co do diety, jedyne co jestem w stanie polecić, to zwiekszenie podazy białka. Zmniejsza to apetyt na slodkie. Celowalabym w 1,5 g na kg ciała. To sie da policzyć.

18

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
Beyondblackie napisał/a:

(...) staraj sie robić tysiąc kroków dziennie. (...)

Tysiąc? Nie wychodząc z domu, a tylko po nim się krzątając zobaczysz na liczniku ponad dwa tysiące. smile



I kolejne "jeszcze jedno". smile
Od terapii, tak jak od wszystkiego, można się uzależnić.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

19

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
Wielokropek napisał/a:

I kolejne "jeszcze jedno". smile
Od terapii, tak jak od wszystkiego, można się uzależnić.

Dlatego też wskazuję, że robienie coś od siebie dużo pomaga smile

20

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Jeśli mogłabym coś poradzić - spróbuj nie trzymać słodyczy w domu. Wtedy może  - jak zapragniesz tych słodyczy, to zwyczajnie nie będzie Ci się chciało ruszyć do sklepu, albo już będą pozamykane, albo pogoda nie taka lub akurat fajny film leci w TV. Zawsze to jakaś przeszkoda. A jak już naprawdę będziesz musiała do tego sklepu iść, to zawsze jednak te trochę ruchu więcej...
I jeszcze Ci powiem - z doświadczenia swojego i obserwacji innych osób - w okolicach czterdziestki już zaczynasz zazwyczaj mieć "w głębokim poważaniu" to co mogą pomyśleć o Tobie inni smile

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

21 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2020-08-05 01:08:10)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Problem jest jak na moje oko calkowicie w jakims zapetleniu psychicznym, a fizyczne problemy to objawy tego.
Zawsze wspolczuje ludziom, ktorzy maja zaburzenia odzywiania. Jest to strasznie trudne i musi byc meczace dla Ciebie, ze caly czas bijesz sie po glowie na temat tej wagi i braku zdrowia.
Ja staram sie podchodzic do siebie bardzo poblazliwie i to dla mnie dziala. Jezeli mam cwiczyc to zaczynam od doslownie 5 miniut cwiczen, jezeli mam jesc zdrowo to jem jak mam ochote, ale jezeli nagle chce burgera to tez go zjem. W ten sposob nie wchodze w jakies chore kontrolowanie siebie jak wieznia i dlatego mam wiecej entuzjazmu w stosunku do zjedzenia owocow czy tez wykonywania cwiczen.

Zblizajaca sie 30 w pewnym momencie tez mnie tak jakos spoleczenie przerazila haha
Jednak teraz widze to inaczej bo moje 30 urodziny juz sobie mniej wiecej wyobrazam jakie zrobie swietowanie siebie. Dzien przed bedzie spa i relaksy i fryzjer, a w dzien urodzin najlepszy stroj, najpiekniejszy tort, najlepsze jedzenie i same ulubione aktywnosci.
Wszystko zalezy od podejscia do tego co sie dzieje, a nie od tego co sie dzieje.
Moglabym patrzec na ostatnia dekade przez pryzmat moich bledow i wtedy moglabym myslec, ze zmarnowalam zycie.
Jednak moje zycie bylo niezwykle, a poza tym mam na wszystko nadal czas czego wczesniej nie zrobilam.
Swoja droga to gdybym byla swoja przyjaciolka i bym siebie z zewnatrz widziala to wydawaloby mi sie marnowaniem prawdziwym zycia brak celebracji siebie i wypominanie sobie poslizgniec.

Jeszcze odnoszac sie do strachu przed facetami. Dwa razy mnie atakowal gwalciciel w toalecie publicznej, raz mialam stalkera i kilka razy jakis creep mnie zaczepial. Musze Ci jednak powiedziec, ze to jest jakis wybor to jak bedziesz sobie z tym radzic.
Pamietam bylam w takiej sytuacji, ze mieszkalam w miejscu nie bezpiecznym (w sensie squatu) i moj kumpel powiedzial do mnie 'posluchaj, mozesz cale noce nasluchiwac i mozesz caly czas sie obawiac i codziennie chodzic coraz bardziej zmartwiona, zmeczona i martwa...ale mozesz tez zwyczajnie wsadzic zatyczki w uszy i spac, a jezeli cos sie stanie to bedziesz miala sile by wtedy sobie z tym poradzic'
I wtedy sobie powiedzialam, ze wybieram zyc bez strachu. Musisz wybrac zycie bez tego strachu. Czy to w kazdym momencie kiedy zaczynasz go odczuwac czy tez poprzez terapie.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

22

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
Monoceros napisał/a:

Joga jest cudowna i zmotywowałam się w maju do codzinnej praktyki przez cały miesiąc. To było dla mnie wyjątkowe doświadczenie, chociaż wciąż walczyłam z "głosami" w głowie, mówiącymi, że to za mało, nic nie da... Kiedyś na terapii z podobnymi głosami walczyłam w temacie mojego poczucia wlasnej wartości, konfliktów z matką i wyszłam z tego zwycięsko. Dziś do tego wracam, wracam do jogi. (Myśli, przekonania, które właśnie pojawiły się w tym momencie kiedy to napisałam to poezja, ileż w nich zwątpienia, braku wiary, podcinania skrzydeł).

o panie... jak ty doszłaś do tych myśli to nawet nie chce wiedzieć big_smile Nie startujesz w zawodach żebyś nie mogła marnować czasu na aktywności które nie dają efektów:D

Przy następnej sesji jogi odetchnij głęboko i powiedz sobie: A teraz będę sobie godzine robić te śmieszne skłony, wypady i inne rzeczy bo tak mi się podoba. Teraz interesuje mnie tylko czy to co ma się rozciągać to się rozciąga a na resztę będę miała absolutnie słodko wyjeba**&* big_smile

Btw, tak na serio skup się na połączeniu mózg ciało bo przy siedzącym trybie życie to zanika i potem wydaje ci się ze robisz przysiad a tak na prawdę to zginasz się w biodrach a nie w kolanach big_smile Joga jest na to świetna a dodatkowo takie wsłuchanie się we własne ciało jest odprężające i pozwala bezpiecznie i naturalnie posuwać własne granice dalej i dalej wink)

23 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-08-05 09:22:41)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Sporo zmieniłam w swoim życiu na lepsze, nawet nie wiem jak i kiedy. Po prostu zrobiłam pierwszy krok, a potem następny i następny jakoś "same" się robiły.
A jednak wiele rozważań z tego wątku jest mi bliskich.

Jak budować zaufanie do siebie i zwalczać ten stary głos, który mówi: "To bzdura! To fanaberie! Zajmij się czymś sensownym i nie marudź!'. A jedynie sensowny, według  moich starych głosów, jest rozsądek i pragmatyzm.
Trzymać się stałej pracy, doceniać, nie narzekać. Przecież pracuję lekko (tylko nikt, kto nie tkwił po 8 godzin dziennie za biurkiem wklepując wciąż takie same dane i walcząc ze spadającym ciśnieniem, brakiem koncentracji itp., nie wie, jak to może umęczyć), przecież nikt mnie nie wyrzuca, wręcz mam ciepłą posadkę, wypłatę co miesiać i po ośmiu godzinach święty spokój.
Tylko od dłuższego czasu i coraz głośniej coś mi mówi, żeby, za przeproszeniem, pieprznąć tą samą od dwudziestu lat pracą, zrobić kurs szycia, spróbować szczęścia w innej branży, uwolnić się od udawania, że nie, wcale nie jestem zmęczona, wcale się źle nie czuję, wcale nie mam dosyć biura, monotonii i małostkowych współpracowników.
Jak uwierzyć w siebie i swoje pragnienia, w ich sens i zasadność? Jak je MĄDRZE realizować?

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

24

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
Piegowata'76 napisał/a:

(...) Jak uwierzyć w siebie i swoje pragnienia, w ich sens i zasadność? Jak je MĄDRZE realizować?

Jak? Szybko. smile

Poważniej mówiąc, przestać być swym największym krytykiem i wrogiem.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

25 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-08-05 09:46:54)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Czyli, drogi Wielokropku, nie wahać się, tylko zaiwaniać na kurs kroju i szycia big_smile

Łazi mi to po głowie i łazi. Od kilku lat, a od niedawna wreszcie ośmielam się wierzyć, że to nie musi być mrzonką.
Chociaż krytyk palcem grozi i straszy, że może ja wcale się do tego nie nadaję. Że to takie niepoważne...

Nigdy tak naprawdę nie szyłam z wyjątkiem ubranek dla lalek w zamierzchłej epoce. Ale pamiętam sporą zazdrość, gdy koleżanka ze szkoły odzieżowej paradowała w sukienkach własnej roboty.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

26 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-08-05 09:39:24)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Możesz się wahać i zaiwaniać. smile

Jesteś dużą dziewczynką. tongue Rób, co chcesz.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

27

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Wiem właściwie, co już wiedzieć trzeba, ale "najszło" mnie takie spostrzeżenie: mam przekaz, że duże, dorosłe i odpowiedzialne dziewczynki nie mają fanaberii, zaiwaniają na państwowych posadach jako księgowe, tudzież inne referentki do spraw administracyjnych smile Względnie sklepowe wink

Dzięki za odpowiedź. Właściwie już tylko potwierdzenia szukam. Na odwagę.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

28

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Masz też rozum, dzięki któremu oddzielić możesz ziarna od plew.


Wagon z odwagą dotrze niebawem. smile
A wiesz, że odwaga, to działanie mimo strachu?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

29

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?
Wielokropek napisał/a:

A wiesz, że odwaga, to działanie mimo strachu?


Ano wiem.
Odważyłam się dwa lata temu skorzystać z maminego wsparcia i nabyć mieszkanie. Ogromnie ważny i pozytywny krok. Poza wszelkimi innymi walorami dostarczył mi lekcji o życiu i odwadze właśnie.
Pozdrawiam ciepło.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

30

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Według mnie podświadomie chcesz być otyła i boisz się schudnąć, wyglądać atrakcyjnie - a przede wszystkim być atrakcyjną dla mężczyzn. Bo z powodu okropnej traumy, której nie przepracowałaś jeszcze wewnątrz siebie, masz negatywne przekonania na temat mężczyzn.

Boisz się, że mogłoby Cię spotkać ponownie to samo. Boisz się, że nawet jeśli spotkasz fajnego faceta, to w głębi ducha nie będziesz potrafiła mu zaufać i uwierzyć, że on widzi w Tobie coś więcej, że Cię kocha, że NIE TRAKTUJE CIĘ JAKO OBIEKT SEKSUALNY. Możliwe, że bardzo boisz otworzyć się na bliskość fizyczną, nawet z kimś potencjalnie odpowiednim, bo w głębi ducha czujesz, że przecież Ty nie zasługujesz, nie jesteś ważna, warta kochania (oczywiście to nieprawda! Ale niska samoocena potrafi mocno kopać, zwłaszcza po takiej traumie, gdzie ktoś potraktował Cię jak potraktował)... Możliwe że boisz się, że gdybyś otworzyła się na bliskość z mężczyzną, to podwójnie kopną tamte wspomnienia, wpadniesz w panikę/histerię, a facet tego nie zrozumie, pomyśli, że jesteś wariatką. Tak czuję, że właśnie tego wszystkiego panicznie się boisz, dlatego za wszelką cenę sabotujesz siebie i robisz wszystko, żeby faceci w Twoim życiu nie istnieli.

Otyłość traktujesz jako pancerz ochronny, bo w głowie masz też inne przekonanie, które nabite w głowie ma sporo kobiet: MĘŻCZYŹNI MOCNO PATRZĄ NA WYGLĄD. WIĘKSZOŚĆ TEŻ WOLI SZCZUPLEJSZE. Więc wnioski w podświadomości tworzą się same: jeśli będę miała nadwagę, to mocno maleje ryzyko bycia ponownie molestowaną/zgwałconą, bo faceci polecą do tej atrakcyjniejszej, szczuplejszej. Zwłaszcza jeśli będzie im zależało tylko na seksie (i są gotowi go wymusić siłą), to wtedy przecież zaatakują tę bardziej atrakcyjną i w ich typie. BEZPIECZNIEJ BYĆ NIEWIDZIALNĄ. Nie wystawiać się na ryzyko - nie tylko samego molestowania czy gwałtu, ale też ryzyko OTWORZENIA SIĘ NA RELACJĘ Z MĘŻCZYZNĄ, która może się potoczyć różnie. Bo może nie będziesz szybko gotowa na seks, facet tego nie zrozumie i Cię zostawi, przez co znów skopie Ci samoocenę i poczujesz się mało ważna, niekochana, traktowana przedmiotowo. I tak dalej, i tak dalej. I koło się zamyka.

Monoceros napisał/a:

Ale kiedy zaczęłam chudnąć parę lat temu, w trakcie terapii, zaczęły pojawiać się koszmarne myśli. Zaczęłam bać się wszystkiego, najbardziej mężczyzn. Jechałam autobusem i patrzyłam tylko, kto wsiada. Kiedy usiadł za mną mężczyzna, prawie miałam atak paniki, że zaraz coś mi zrobi. Bałam się wychodzić po ciemku, zostawać sama w domu.

Tu jest właśnie ta kwintesencja. Gdy zaczęłaś chudnąć (stawałaś się bardziej atrakcyjna), od razu poczułaś się zagrożona,wróciły lęki, traumy i blokady. Blokady przed otwarciem się na zaufanie i bliskość. Lęki przed "sprowokowaniem" i przyciągnięciem nieodpowiednich typów, którzy mogą się pchać z łapami, bo będziesz szczuplejsza/bardziej atrakcyjna/bardziej kobieca/bardziej seksownie ubrana.

Podświadomość jest tutaj kluczem. Dopóki nie pokochasz siebie w pełni, dopóki nie uwierzysz głęboko w środku, że nie jesteś winna temu, że byłaś molestowana i że w żaden sposób tego nie sprowokowałaś itd, to nie ruszysz z miejsca. To pierwszy fundament, który musisz położyć. Miłość do siebie, poczucie własnej wartości. I zaakceptowanie faktu, że złe rzeczy również przytrafiają się dobrym ludziom. Nie jesteś niczemu winna.

Drugi fundament, to zmiana przekonań na temat mężczyzn - nie wszyscy są potworami, nie wszyscy stanowią zagrożenie, nie wszyscy przekraczają siłą czyjeś granice.

Dopóki solidnie nie ruszysz z tymi dwoma punktami, to będziesz stała w jednym miejscu i żadne diety i treningi tego nie zmienią. Bo problem jest inny i siedzi w Twojej głowie, a otyłość to tylko zasłona dymna i sposób "radzenia sobie" z tym, czego się boisz naprawdę.

31 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-08-05 20:44:06)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Sport czy raczej ruch może zacząc sprawiać przyjemnosc od razu, bo jest nagroda w postaci endorfin.
Zacznij wlasnie od jogi, pilatesu by wzmocnić mięsnie. Jak nic nie robilaś szybko zobaczysz efekty, prawdopodobnie spadnie też ochota na slodycze, sama z siebie.
Zacznij, stale pory, staly tryb.
Tu chodzi o zdrowie i bys dobrze czula sie w swoim ciele.
Aeroby dołączysz, jak wzmocnisz miesnie, by nie dochodzilo do kontuzji.
Cialo to nie tylko wygląd, kobiecość, ale też Twoja siła.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

32

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Czytam, co piszesz, Monoceros, i w moim odczuciu jesteś siebie bardzo świadoma, a to już jest ogromna część drogi, którą większość osób korzystających z terapii ma do przejścia, by dotrzeć do wiedzy, którą Ty posiadasz już teraz. Niestety przez Tobą najtrudniejsza część wyzwania, czyli przełamanie barier i zmierzenie się ze swoimi demonami.
Moim zdaniem nie musisz od razu stawiać sobie wielkich wyzwań, za to główne cele warto podzielić na mniejsze etapy, dzięki czemu będą dla Ciebie realniej osiągalne. Każdy postęp będzie wówczas bardziej zauważalny i będzie Cię nakręcał, bo z jednej strony będziesz widzieć, że idziesz do przodu, co daje wiarę, że można, że się da, a z drugiej motywuje do podejmowania kolejnych kroków, choćby po to, by nie zaprzepaścić tego, czego już się dokonało.

Wracając do samego cukru, to brak w diecie chromu wywołuje wahania poziomu glukozy i wywołuje stałą ochotę na słodkie. To oczywiście tylko mała wskazówka, żeby nie zapominać o tym cennym mikroskładniku, nawet jeśli główne źródło Twojego problemu, a przypuszczam, że tak jest, tkwi w emocjach.

Piegowata'76 napisał/a:

Czyli, drogi Wielokropku, nie wahać się, tylko zaiwaniać na kurs kroju i szycia big_smile

Łazi mi to po głowie i łazi. Od kilku lat, a od niedawna wreszcie ośmielam się wierzyć, że to nie musi być mrzonką.
Chociaż krytyk palcem grozi i straszy, że może ja wcale się do tego nie nadaję. Że to takie niepoważne...

Nigdy tak naprawdę nie szyłam z wyjątkiem ubranek dla lalek w zamierzchłej epoce. Ale pamiętam sporą zazdrość, gdy koleżanka ze szkoły odzieżowej paradowała w sukienkach własnej roboty.

Mnie z kolei łazi po głowie, żeby je, czyli te kursy, zacząć w końcu organizować big_smile. Wiem, że szyć naprawdę potrafię, mam stosowne uprawnienia, solidne przygotowanie, umiem przekazać swoją wiedzę, co już moje uczennice pokazały, a jednak wciąż odkładam to na jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość ze świadomością, że jakiekolwiek nie nastaną czasy, to mam solidny fach w ręku, który zawsze da mi pracę, nawet jeśli miałaby być to praca fizyczna. Póki co traktuję to jak wciągające, bardzo użyteczne hobby, choć swego czasu dawało mi to również dodatkowy zarobek.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

33 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-08-07 16:17:41)

Odp: Dlaczego tkwię w starych schematach?

Olinko, to bardzo zachęcające,  co napisałaś w odpowiedzi na mój post. Dziękuję.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Dlaczego tkwię w starych schematach?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018