Hej, mam pytanie do osób, które korzystały z pomocy psychoterapeuty lub znają się na terapiach.
Od jakiego czasu spotykam się z psychologiem, który w pewnym sensie wymusza na mnie aktywność. Np.rzucę luźną myśl: „chciałbym podciągnąć swój angielski, kiedyś chodziłam na lekcje ale potem odechciewało mi się tam chodzić i wymyślałam powody żeby tylko lekcja się nie odbyła”.
Terapeuta podchwyca takie wspomnienia i stawia mi zadanie - wrócić na lekcje.
Niestety ja tak mam od zawsze. Mam w głowie dużo pomysłów, ale słomiany zapał.
To nie tylko widać w poważniejszych decyzjach, ale tak samo reaguję w codziennych sprawach np. umówiłam się z koleżanką na kawę, a w dzień spotkania nie chce mi się już na nie jechać.
Domyślam się, że terapeuta powinien jakoś motywować, ale łapię się na tym, że już nie chcę nic mu mówić, bo powiem „chciałam zapisać się na stepowanie”, on na to „no to trzeba poszukać kursów w pani mieście”.
Potem mam lekkiego stresa, że na kolejnym spotkaniu zapyta co poczyniałam w tym kierunku, a ja wiem, że nic nie poczynię, bo mi się nic nie chce
jedynie chcę kupić sobie czekoladę i ciastka i mam ochotę siedzieć przed tv
(już +8 kg)
Może terapeuta widzi we mnie energiczną osobę, której trzeba dać przysłowiowego kopa, bo podczas naszych spotkań gadam jak nakręcona. A prawda jest inna - nie mam wiary w siebie, mam słomiany zapał, szybko wymiguję się, lenistwo to też moje drugie imię, zależałam się i dosłownie i metaforycznie.