Niedano, w "Rozmowach w toku" kobiety rozmawiały na temat najgorszej randki. Nieźle się przy tym uśmiałam i sama zaczęłam analizować mój przypadek. Pamiętam jedną randkę, która może nie była najgorsza, ale na pewno nie wspominam jej mile.
To był chyba październik. Ciepły, słoneczny dzień. Pan X (tak go będę nazywać) zaprosił mnie na spacer. Ustaliliśmy, że oboje w tym samym czasie wyjdziemy z domów i spotkamy się w połowie drogi (mieszkaliśmy jakieś 4 km od siebie). Nie dość, że zaczęło lać, to jeszcze okazało się, że jak byłam prawie na jego ulicy, on dopiero wychodził z domu! Mimo tego, że byłam mokra i zmarznięta, nie zaprosił mnie do siebie, żebym się wysuszyła i musieliśmy te 4 km iść do mnie. Jak już się przebrałam, przynudzał chyba do 22.00 i nie spieszyło mu się do domu! Chyba nie muszę dodawać, że to była pierwsza i ostatnia randka z tym osobnikiem!
Dziś wspominam to z uśmiechem na ustach, ale wtedy byłam zażenowana i rozczarowana:)
1 2010-05-02 20:03:14 Ostatnio edytowany przez P&P (2010-05-02 20:03:45)
Podobne tematy
moja była wynikiem strasznej pomyłki..
otóż kiedyś w kinie poznałam z koleżanką dwóch chłopaków, jeden strasznie mi się spodobał, ale na tym się skończyło. na drugi dzień żałowałam, że nic nie zrobiłam, w sensie nie wzięłam numeru telefonu itd. opowiedziałam o tym mojemu znajomemu. okazało się, że on go zna! no to ja cała w skowronkach wzięłam ten numer i się z nim umówiłam... jakież było moje zaskoczenie kiedy przyszłam na spotkanie, a tam okazało się, że umówiłam się z tym DRUGIM.... straszne nieporozumienie
ale nic nie dałam po sobie poznać i tak sobie spacerowaliśmy godzinę...
oczywiście do następnego spotkania nie doszło, a ja nie starałam się odnaleźć tego, który był tym właściwym, tj. tym, który mi się tak spodobał...
teraz uważam to za niesamowitą przygodę, ale wtedy nie wiedziałam co mam zrobić.. no cóż.. nie była to udana randka ![]()
Kochani nie wiem czy mogę to nazwać randką , było to spotkanie po latach i nie bardzo wiedziałam jak z tego wybrnąć.
Po wielu latach od ukończenia szkoły pojechałam na zjazd klasy,było wspaniale na chwilę wróciliśmy do tamtego okresu i jak to bywa przy takiej okazji wszyscy obiecują sobie ze będą dzwonić,odwiedzać się itd. Kilka dni po tym spotkaniu jeden z kolegów zadzwonił i zapytał czy może przyjechać na kawę a ja się zgodziłam.Przyjechał z pięknym bukietem ,trochę wspominaliśmy i ogólnie było miło ale w pewnym momencie rozmowa zeszła na temat problemów życiowych i po woli zaczeło do mnie docierać ,że On chce u mnie zostać na stałe.Początkowo obracałam to w żart a potem musiałam grzecznie ale stanowczo powiedzieć nie.Obraziłam PANA bardzo i jeszcze przez jakiś czas dostawałam głupie smsy nie wspomnę o tym co opowiadał wśród znajomych z klasy jaka jestem .
Dziś dwa razy się zastanawiam zanim zaproszę kogoś do swojego domu.
A to wlaściwie byla taka randka, wśród znajomych. Wlaściwie najpierw mój brat ze znajomymi, razem z tym moim wybrankiem, gdzieś chodzili , pili jakiś alkohol, a potem przyszli do nas do domu. Mam piętrowe lóżko, i na nim na górze siedzialam z tymże wybrankiem, a reszta znajomych rozproszona po pokoju, jakoś pamiętam że mnie przytulil, aż w pewnym momencie zwymiotowal, na siebie ( na szcżęście) trochę zlapal w ręce, trochę poszlo na spodnie i koszulke... Oh jak on mnie przepraszal za to, ale jakoś tak mnie to do niego zniechęcilo że dużo się już nie spotykaliśmy... To bylo dawno temu, jak sobie to teraz przypomnialam to mi się śmiać chce strasznie ![]()
Moja najgorsza randka? O matko... Jak poszłam na spacer z wtedy kumplem i on zapytał się mnie czy chce z nim być. Powiedziałam, że nie po dłużej chwili a on powiedział aha i się popłakał a potem gdzieś uciekł!!!
Tylko, że wtedy miałam 14 lat. ![]()
hmm poznałam takiego kolesia przez internet... gadalismy dosc długo - kilka tygodni- bardzo fajnie nam sie gadało , miły wyluzowany chlopak - ze zdjecia taki całkiem możliwy... jak przyszedł na spotkanie na myslałam ze uciekne po tym jak sie do mnie odezwał ... niższy ode mnie o pół głowy, z wyrazna wadą wymowy , o dziwnej barwie głosu nie wspomnę... takie nijakie było to spotkanie , nerwowo patrzyłam na zegarek nie mogac doczekac się konca, piłam piwo tak łapczywie jak nigdy wczensiej oby szybciej wyjsc...
hmm.. poznałam chłopaka na imprezie, wymieniliśmy się numerami, i potem umówiliśmy się na spotkanie, nad jeziorem. bardzo mi się podobał, ale był strasznym nudziarzem.. musiałam wymyślać tematy rozmów, podtrzymywać rozmowę, to była straszna męczarnia niestety nie zawsze pierwsze wrażenie się utrzymuje.. ![]()
Ja umówiłam sie z facetem przez portal randkowy. Przez internet fajnie rozmawiała, ale na żywo był straszny - opowiadał mi polityce oraz ubezpieczeniach emerytalnych przez bite 2 godziny. Miałam kompletnie dość, ale on chyba mnie także ;-) i na tym się pożegaliśmy po 1 spotkaniu :-)
9 2010-07-07 09:42:17 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-07-07 10:02:44)
Pewnego razu koleżanka umówiła się z nieznajomym chłopakiem,ktory ją znał i chcial sie spotkać,aby nie być z nim sama wzieła ze soba mnie a on kolegę,mielismy jechać na dyskoteke.Pojechałysmy 5 km.na jednym rowerze,zeby sie z nimi spotkać,pózniej mieli nas odwiezć juz do domu.Robiła się szarówka gdy nasi panowi sie zjawili,nigdy nie zapomnę pierwszego naszego wrażenia...Kolega umowiony z kolezanka,był rudy,piegaty,wygladał jak wystrzaszony,natomiast ten drugi był o tysiąc razy gorszy.był jakieś 10 lat starszy,seplenił,niższy o głowę,i na dodatek byli tak śmiesznie poubierani,że na sam ich widok nie mogłysmy dojśc do siebie.Dostalysmy napadu smiechu,niestety dla nich to nie było miłe:)ale nie mogłysmy sie opanowac.W końcu jeden z nich powiedział tak...CHYBA DZIEWCZYNY NAS SOBIE INACZEJ WYOBRAŻAŁY....a ja pomyslawszy,że juz sie zciemnia,nie mam jak wrócic do domu,odpowiedziałam,ze NIE,...jest ok....po czym pojechałysmy z nimi do baru nie daleko,ale tam gdzie nas nikt nie zna,wypiłyśmy piwo,i przywiezli nas do domu.Ale drugiego spotkania juz nie było........
raz spotkałam się z pewnym panem R. , umówilismy sie przez internet, ale było to nasze pierwsze i ostatnie spotkanie, gdyż od razu przypuszczałam, że on mi się za Chiny nie spodoba. W czasie randki było nawet dosyć miło, ale i tak marzyłam tylko o tym żeby jak najszybciej zwiac do domu. Podczas powrotu do domu wmawiałam sobie, ze on mi się podoba i to może jest miłość... taak jasne, ale następnego dnia oprzytomniałam i nic z tego nie wyszło
11 2010-07-07 11:37:31 Ostatnio edytowany przez Kami90 (2010-07-07 11:38:49)
Moja najgorsza oj.. pamiętam jak dziś w sumie były dwie to połączę to jakoś ![]()
Byłam jakieś 4 miesiące po rozstaniu więc łatwo ufałam z nadzieją ze los się odmieni i przypadkiem poznałam kolesia w autobusie, tydzień przed walentynkami czy nawet mniej.
Spotkaliśmy się faktycznie w walentynki. I to tak : spóźnił się 20 minut. Więc czekałam od kinem, ale do kina nie poszliśmy, tam tylko byliśmy umówieni ![]()
Potem złaziliśmy kawał drogi na mrozie powiedział do którego pabu idziemy, ale po drodze weszliśmy do spożywczaka i kupił dwa piwa. Weszliśmy do pabu, zamówił jak sam się przyznał ja tańsze piwo, a potem dolewał to z puszek.
gadał ciągle o jakiś głupotach astrologicznych i jak to jest być kanarem, ciągle odbierał telefony.
Potem odprowadził mnie na przystanek ale nie poczekał ze mną na autobus. Wieczorem dostałam smsa o jego ulubionym temacie dotyczącym legi cudzoziemskiej.
A następny raz wprosił mi się na osiedle a potem do mieszkania, pił z mojego kubka chodź tego nienawidzę, i późnij zaczął sie do mnie kleić, jeszcze byłam skłonna do tego bo ochłonęłam po pierwszym spotkaniu. Ale jak mnie pocałował wręcz jak krowa, ze miałam całą twarz w ślinie to więcj nie odpowiedziałam na żadnego smsa ani nie odbierałam telefonów ![]()
Najgorsze dwie randki mojego życia.
Raz jeszcze spotkałam się z kolesiem z którym nawet było jako tako tylko że właśnie jak too hard candy to eat marzyłam żeby wrócić do domu, mam zboczenie na punkcie zębów, jak zobaczyłam jego zęby to ała... naprawdę nie mogłam wytrzymać.
Najgorszą randkę pamiętam jakby to było wczoraj.
Klasa maturalna, niedługo po studniówce dostałam kosza od chłopaka, z którym na tej studniówce byłam i co do którego miałam nadzieję, że z naszej znajomości rozwinie się coś więcej.
Pana A. pozałam na portalu randkowym. Był dwa lata starszy, z opisu wynikało, że mamy podobne zainteresowania i co dla mnie szczególnie ważne- ten sam gust muzyczny. Sms-y od niego były naprawdę miłe i romantyczne. Co więcej, doładowywał mi konto bo mieliśmy telefony w różnych sieciach i nie chciał, żebym na niego bankrutowała
Postanowiliśmy się spotkać, generalnie on naciskał na spotkanie. Pech chciał, że zaproponował naszą pierwszą ,,randkę" w dzień kobiet. Od razu uprzedziłam, że ja takich ,,świąt" nie obchodzę i żeby mi nic nie kupował, bo tego nie lubię.
No i spotkaliśmy się... Na dzień dobry dostałam wielką, czerwoną różę, która od razu zraniła mnie w palec. Sam adorator swoim uśmiechem przeraził mnie tak bardzo, że chciałam odwrócić się na pięcie i uciec. Tak jak kami90 mam zboczenie na punkcie zębów. Jego były zażółcone od papierosów (zrresztą cały nimi śmierdział) i co najgorsze- gniły...
Postanowiłam przeboleć jednak tą godzinkę i poszliśmy na spacer. W tym czasie dowiedziałam się o rekordach A. w piciu wódki i rzucaniu nożami do celów oraz o tym, że rzucił studia po jednym dniu bo mu się nie podobało.
Kiedy minęła nieszczęsna godzina zmyśliłam historyjkę o smsie od załamanej koleżanki, którą chcę odwiedzić i pocieszyć. Nie zgodziłam się na podwiezienie mnie.
Wracałam do domu zdenerwowana, róża wylądowała w pierwszym lepszym koszu a ja płakałam, że tak bardzo mi się w życiu nie układa. Dziś płaczę już tylko ze śmiechu, gdy wspominam spotkanie z A.
Dodam tylko, że swojego obecnego mężczynę spotkałam 7 miesięcy po tym zdarzeniu- nasza pierwsza randka była zupełnie inna ![]()
13 2010-10-02 15:32:05 Ostatnio edytowany przez arriane (2010-10-02 15:37:57)
Najgorsza randka? Boże, aż mnie ciarki przechodzą !!!
Pana H poznałam przez kumpelę, dokładniej na Facebooku, he he. Wydawał się porządnym chłopakiem. Mieliśmy bardzo podobne poglądy na przeróżne tematy, zwłaszcza seks (tu mam na myśli to, że ludzie za wcześniej zaczynają, nie znając się ani nic). No i spotkaliśmy się. Prawda, nie spodziewałam się, że padnę z zachwytu przez jego urodę, ale faktem jest fakt, że ... na serio mi się nie podobał, jak już go zobaczyłam. Ale dobra, po godzinie w parku, ehm, zabrał mnie do siebie. Nie żebym się jakoś tam pchała.
Szczerze powiedziawszy, to chciałam tego uniknąć. Jednakże nie należę do tak odważnych dziewczyn, więc sama jestem sobie winna. U niego oglądaliśmy głównie filmy. W jego łóżku... on położony na mnie. No normalnie leżałam tam zamurowana. Cały czas powtarzał mi jaka jestem ładna, jaki mam cudowny uśmiech, oczy, które zmieniały kolor, ale HALO!, ja już go miałam dość. Zauważył, że nie czułam się całkiem dobrze, ale mimo tego mnie przytulał, ręką zjeżdżał do spodni, próbował pocałować. Nieee, koleś nie znał granic. Za każdym razem go odpychałam i kiedy film się skończył, on zaraz rozpoczął gadkę o uczeniu francuskiego. Teorii. Pocałunkach. Boże kochany. Spojrzałam na zegarek i sama się zdziwiłam, że wytrzymałam u niego z trzy godziny. Szybko się zwinęłam i stanowczo obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie będę taka neutralna do czegoś takiego.
Chłopak był totalnie NIEDOPIESZCZONY fizycznie. No jak tak można!? Na pierwszej randce już się dopierać do spodni. Nie, nie, nie. Nigdy więcej norwegów!
Moja najgorsza randka? Facet stwierdzil w trakcie rozmowy, ze lubi puszczac bączki pod koldra... Gdyby tego bylo malo, jak powiedzialam po tym, ze juz wlasciwie to na mnie pora, zaczal robic oczy jak ten kot ze shreka. Sama nie wiedzialam czy sie smiac, czy plakac. Chyba nie musze mowic, ze to byla pierwsza i ostatnia randka ![]()
LoveStory nie ma to jak subtelność, prawda? ![]()
Właściwie to nie była randka, ale 'luźne spotkanie'. Opowiadał mi przez dwie godziny o swoich studiach (studiuje historię), o tym, że cały czas się uczy, że wraca do domu i się uczy, że wstaje rano i się uczy, o dynastiach faraonów... a ja tylko przytakiwałam, bo nie dopuszczał mnie do głosu. :f
A poza tym, kiedy szliśmy-zostawiał mnie z tyłu (nienawidzę tego!!). Niby pierdoła, ale spowodowała, że to było nasze ostatnie spotkanie...
Ojej ale się ubawiłam czytając Wasze historie ![]()
Ja też przeżyłam koszmarną randkę. Pewnego dnia dostałam smsa od nieznajomego numeru. Na pytanie czy sie znamy, odpisał że mój numer dostał od naszej wspólnej koleżanki. No to sobie pomyślałam,że skoro postanowiła nas "zeswatać" to pewnie uznała,że byśmy byli świetną parą. Pisaliśmy,aż w końcu zaproponował spotkanie. Nadszedł dzień randki. Zadzwonił do mnie, a że ja miałam wyłączony telefon, to nagrał się na pocztę. Po odsłuchaniu wiadomość, w której prosił abyśmy spotkali się szybciej niż planowaliśmy,stwierdziłam,że jednak nie chcę się z nim spotkać,bo mam przeczucie że wygląda nieciekawie. Ale niestety o tej randce wcześniej powiedziałam moim koleżankom, które- ciekawe jego wyglądu- wysłały do niego smsa, aby przyszedł pod mój blok(podały adres). Przyszedł. Zapytał, z którą dziewczyną pisał i widocznie ucieszył się, kiedy powiedziały mu że ze mną. Niestety moje przeczucia się potwierdziły. Wyglądał po prostu jak jakiś mutant,charakter też nieciekawy
Randka skończyła się na tym,że pobił się z moim kolegą
Jeszcze potem pisał do mnie smsy, ale moje rozczarowanie było tak wielkie,że przestałam odpisywać. Mieliśmy wtedy po 13 lat (pechowa 13
)
Wtedy byłam załamana, rozczarowana. Ale teraz z perspektywy czasu, jest się z czego pośmiać ![]()
Miałam wtedy 16 lat, M. tak samo. Znaliśmy się jeszcze z gimnazjum, coś tam zaiskrzyło i postanowiliśmy pójść do kina kilka dni później. M. obiecał, że sprawdzi repertuar i umówionego dnia zadzwoni do mnie, żeby "dogadać szczegóły", czyli o której godzinie i na jaki film. Cały dzień czekałam na jego telefon, sterczałam na zmianę przy telefonie i przy oknie patrząc czy czasem nie idzie do mnie, albo gdziekolwiek (mieszkał jakieś 300 m ode mnie). Nic. Żadnego znaku życia. Ja oczywiście uniosłam się honorem i stwierdziłam, że pierwsza do niego absolutnie nie będę dzwonić. Kiedy spotkaliśmy się dwa dni po tym, zapytany dlaczego mnie olał stwierdził, że kolega podrzucił mu fajne pornosy i zajęty nimi cały dzień zwyczajnie o mnie zapomniał.... ![]()
Hmmm...moja najgorsza, a zarazem jedyna randka, jaką do tej pory miałem, wyglądała dość prozaiczno-komicznie.
Jestem człowiekiem nieśmiałym, nieco introwertycznym (ale szybko się otwieram
) i bardzo mocno zaangażowanym we własne hobby (fantastyka), więc gdy kilka lat temu wszedłem na czat, chyba na WP, ale już nie pamiętam dokładnie, byłem niesamowicie zaskoczony, gdy jedna z pierwszych dziewczyn, do których się odzywałem podała mi swój numer i stwierdziła, że z chęcią się ze mną spotka.
Byłem wniebowzięty ![]()
Umówiliśmy się w kawiarni następnego dnia. Posiedziałem sobie, wypiłem kawę, potem kolejną, ona nie odbierała przez cały czas telefonu. Tak minęły dwie godziny, po których w momencie olśnienia, doszedłem do bardzo kreatywnego wniosku - zostałem wystawiony...:P
Wtedy się prawie załamałem, dziś jest mi przykro, że ktoś mógł tak postąpić z drugą osobą, ale w gruncie rzeczy coś mnie tego nauczyło...i dlatego teraz, mając ponad 25 lat na karku nie mam śmiałości odezwać się do żadnej dziewczyny (choć z kilku innych powodów, ten nie jest jakiś wyjątkowy), jestem sam i jest mi bardzo, bardzo smutno ![]()
Prześledziłem cały wątek i wniosek jest tylko jeden niektóre z Was miały wyjątkowe wyjątkowe szczęście żeby trafić na aż pusto głowych. Dzięki temu miałem niezłą porcję śmiechu i za to dzięki.
Moja najgorsza randka:
Po jakiejś imprezie pewna P. wzięła mój numer od siostry mojego kumpla. Umówiliśmy się na rowerowy wypad itp. i takie tam, było lato. Mieliśmy wtedy po 18 lat. Było beznadziejnie musiałem cały czas gadać i przejmować inicjatywę, ona przez jakieś 3 godziny powiedziała nie więcej niż 15- 2o słów. Masakra, miałem tego dość. Potem na drugim spotkaniu i ostatnim wylewała żale o swoich byłych jak to oni jej nie wykorzystali itd.> jak by czekała aż jej powiem: nie martw się teraz możesz być ze mną, to się dało wyczuć. Myślałem że się pochlastam normalnie ale nic jakoś to przeżyłem. Przez następne jakieś 4 miesiące dręczyła mnie smsami że jej na mnie zależy i w ogóle, że powinniśmy spróbować. Teraz tylko zamienimy kilka słów jak się przypadkowo spotkamy.
Chciałabym, żeby ten post odżył, uwielbiam takie historie
Dla zachęty opisze Wam swoje najgorsze randki ![]()
Randka nr1
Chłopak poznany przez internet - za czasów świetności serwisu grono
Poznaliśmy się na tym serwisie na tematycznym forum dotyczącym integracyjnego wyjazdu z uczelni. Całkiem sympatyczny się wydawał, więc stwierdziłam, że fajnie byłoby sie spotkać przed tym wyjazdem, żeby na miejscu nie czuć się tak totalnie samotnym - zawsze to jakaś znajoma twarz. Umówiliśmy się w centrum miasta, dla ścisłości on zaprosił mnie na piwo. Okazało się, że facet spóźnił sie 30min (!) Nie czekałabym gdyby nie fakt, że zręcznie mnie zmanipulował, dzwoniąc co 5min, że już jedzie, ale był wypadek, że korek jest etc. Teraz żałuję, że od razu nie wróciłam do domu, no, ale do rzeczy. Pierwsze spojrzenie - masakra! Zdecydowanie nie wyglądał tak jak na zdjęciu! Ba! Na zdjęciu była inna osoba, albo musiał być mistrzem jakiegoś programu do obróbki zdjęć. Tak więc zamiast wysokiego bruneta z ładnymi muskułkami pojawił się krępy karzełek, niewiele wyższy ode mnie, z włosami utlenionymi na blond. Tzn, tylko końcówki włosów były blond. Na początku myślałam, że pozbywa się tego koloru regularnie ścinając włosy, ale wyprowadził mnie z błędu twierdząc, że specjalnie tak robi bo "laski na to lecą". Pierwsze wrażenie wizualne - koszmar, ale myślę sobie, kurcze, taki sympatyczny był, przecież nie miał być potencjalnym kandydatem na faceta tylko na kumpla, więc stwierdziłam, że nie będę już taka krytyczna, przywitałam się i zapytałam dokąd idziemy. On mi na to, że chciał iść do takiego pubu, ale przed wyjściem sprawdził, że tego dnia nie ma tzw "happy hours" gdzie piwo jest połowę tańsze, a on ma 12zł i musi sobie jeszcze fajki kupić. Wbiło mnie w szok. W końcu zaprosił mnie na piwo, a przychodzi z 12zł i rzuca mi takim tekstem. Nie wiedziałam totalnie co zrobić, miałam ochotę uciec, ale głupio mi było tym bardziej, że mieliśmy wspólny wyjazd przed sobą. W końcu trafiliśmy do jakiegoś obskurnego pubu, takiej typowej menelowni. Podeszliśmy do baru, on zamówił sobie piwo i poszedł do stolika zupełnie mnie olewając. Z każdą minuta miałam coraz bardziej dość, ale myśle sobie "posiedzę godzinkę i kulturalnie się zmyję". Wzięłam więc piwo i ruszyłam do stolika, a on do mnie krzyczy przez pół pubu, żebym wzięła mu popielniczkę i słomkę. Wkurzyłam się - nie będę dziadowi usługiwać, zwłaszcza, że moje emocje w stosunku do niego były tak negatywne, że miałam ochotę go rzucić tym piwem. Grzecznie powiedziałam, żeby sobie sam wziął. Wielce obrażony, poszedł i przyniósł, krzycząc w drodze, że on siedzi przy ścianie i żebym broń Boże nie zajmowała mu miejsca. Od momentu jak usiadłam do stolika wytrzymałam 30min, które i tak wydawały mi się wiecznością. Koleś od razu zaczął rozmowę od opowieści na temat swojej zajebistości, jak to on o siebie nie dba, że chodzi na basen, siłownię [budowy nie miał żadnej, wyglądał jak mały brzydki prosiak], że zawsze się depiluje pod pachami i goli jajka (fuuuuu!), że laski lecą na jego "blond końcówki". W przerwach monologu palił szlugi i co kilka sekund spluwał do popielniczki (!) do tego podśpiewywał piosenki lecące z głośników, skutecznie je przekrzykując, co automatycznie zwracało uwagę wszystkich ludzi na nasz stolik. No myślałam, że spalę się ze wstydu, ale to jeszcze nic, uciekłam dopiero jak podniósł t-shirt, żeby pokazać mi jak potrafi ruszać swoimi piersiami[ah, ta siłownia!]. To było obleśne! Roznegliżował się w pubie pełnym ludzi i chciał, żebym dotknęła jego klaty! Myślałam, że zwymiotuję. Od razu wyszłam bez słowa. Na wyjeździe na szczęście było multum ludzi i skutecznie mogłam go unikać, ale do dziś jak sobie to przypomnę to robi mi się niedobrze.
Randka 2
Kiedyś byłam na imprezie i poznałam chłopaka. Podobał mi się wizualnie i sprawiał wrażenie naprawdę fajnej osoby. Dałam mu numer i zaprosił mnie na randkę. Umówiliśmy się w pizzeri. Spotkaliśmy się na miejscu, wszystko fajnie do czasu, aż nie weszliśmy do środka. Sytuacja wyglądała tak, że po wejściu zamiast usiąść przy stoliku i poczekać na kelnera, chłopak od razu podbiegł do baru i zamówił [uwaga!] małą margaritę [czyli pizzę składająca się z ciasta posmarowanego sosem i sera, bez żadnych dodatków] i do tego poprosił, żeby podzielić ją na pół i podać na dwóch talerzach. Gdy kelnerka zapytała czy podać jakiś napój, on szybko odpowiedział, że nie i powędrował do stolika. Nie zdążyłam się nawet odezwać tak to się wszystko szybko potoczyło! Dodam, że ta pizza kosztowała 7zł.. Nie chodzi tu o to, że chciałam obiad za 200zł, czy wyciągnąć od niego kasę czy cokolwiek [bo wiem, że takie zarzuty mogą paść], chodzi o to, że jak się zaprasza kogoś to znaczy, że się za niego płaci, a jak kogoś na to nie stać to nie robi wsi kupując pizzę za 7zł tylko zaprasza na spacer, a nie do knajpy. Moją złość potęgował fakt, że autentycznie byłam głodna. Wystarczyłoby, żebyśmy usiedli do stolika jak ludzie, poczekali na kelnerkę i coś ustalili. Gdyby powiedział mi od razu jakie ma plany to chętnie bym zapłaciła za siebie i załatwiła to normalnie, a nie w taki sposób. Suma sumarum, siedziałam przy stoliku głodna, a do tego spragniona. Były to wakacje i był spory upał, więc naprawdę chciało się pić. W końcu nie wytrzymałam i zamówiłam sobie piwo, uprzednio pytając czy on aby na pewno nie ma ochoty się napić, stwierdził, że nie więc myślę sobie "nie to nie". Kiedy kelnerka przyniosła mi piwo, nagle okazało się, że szanownemu panu chce się pic i bez pytania brał sobie szklankę i sobie z niej pił. Zapytałam ponownie czy może zamówić mu cos do picia, nie lubie dzielić szklanki z kimś kogo tak naprawdę nie znam, ale pan stwierdził, że nie i że on tylko "łyczka". W końcu przyszła pizza. Masakra.. Pizza była wielkości talerza śniadaniowego, ok 15cm średnicy - czytaj maleńka, do tego podana była na takim wielkim talerzu do pizzy i to jeszcze była przekrojona na pół więc na tle tego naczynia wyglądała jak mały okruszek. Kelnerka podając pizzę zapytała czy podać jakiś sos. Na co pan odpowiedział: "a ile to kosztuje?", kelnerka odpowiedziała, że 1,5zł, na co pan stwierdził: "a nie to dziękuję", no myślałam, że tam padne. Do tego zarówno kelnerka i ludzie na sali patrzyli na nas z takim szyderczym uśmieszkiem.. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Szybko zjadłam ten malutki kawałeczek [co wcale nie było trudne], z myślą o jak najszybszym zakończeniu tej farsy. W międzyczasie pan popijał sobie moje piwko [oczywiście bez pytania] i jeszcze mial pretensje, że wzięłam z sokiem, że strasznie słodkie i że on takiego nie lubi (!). Bez kitu myślałam, że wyjdę z siebie. Byłam całkowicie zażenowana jego zachowaniem, do tego głodna i zła, więc szybko się pożegnałam i wróciłam do domu. Oczywiście do tego pana nigdy więcej się już nie odezwałam.
Moja najgorsza randka...
Chłopak okazał się zupełnie nie w moim guście, wąsik, włosy co najmniej tygodniowe, no i na piwo się ze mną umówił.
Ok, więc chodźmy na piwo, mimo wyglądu, może być sympatycznie:)
Ja zamówiłam piwo, po czym mnie poinformował, że on nie pije bo autem jest. Wziął Sprite.
Rozmowa nie była wymarzoną, ale kleiła się całkiem sensownie. Wkońcu pora do domu.
I tu mnie zamurowało- spytał, gdzie mieszkam. Przyjechał autem, więc fajnie:) Odpowiedziałam (jakieś 15 minut od miejsca spotkania), po czym spytał, czy podrzucić mnie na przystanek:) odmówiłam, na co stwierdził, że "może i lepiej, bo mu ptak osrał szybę" ![]()
Pisał do mnie później kilka razy,typu "jakbyś mnie szukała, będę tam i tam". Więcej spotkania nie było, ale przez GG dosadnie musiałam powiedzieć, że jest burakiem:)
Ale czemu jest burakiem? Bo wlosow nie umyl? Nie rozumiem, nie doszukalam sie w jego zachowaniu niczego innego 'nie teges'.
Mówienie o ptaku srającym na szybe i fakcie, że odwiezie na przystanek, na który jest 2 minuty drogi:)
Tisha
twoja pierwsza randka mnie rozwaliła. Tylko jakoś nie wiem jak rozumieć ten fragment:
>>pojawił się krępy karzełek, niewiele wyższy ode mnie<<
![]()
Mówienie o ptaku srającym na szybe i fakcie, że odwiezie na przystanek, na który jest 2 minuty drogi:)
Dla mnie to o ptaku byloby zabawne, a to o odwiezieniu - szarmanckie ![]()
Chciałabym, żeby ten post odżył, uwielbiam takie historie
Bardzo fajny temat postu.
Ja też lubię powspominać, zatem opiszę swoje przeżycia z dwóch randek.
Randka pt. " Kawiarniany bywalec"
Przybrany "kuzyn" od przybranej "cioci" zapoznał mnie ze swoim kolegą. Spodobał mi się z wyglądu -szatyn, wyższy ode mnie. Zaprosił mnie do kawiarni, zamówił po kawie...kawę szybko wypił, gdy tymczasem ja lubię popijać w trakcie rozmowy...ale okazało się, że tak naprawdę nie mamy o czym rozmawiać - chociaż z natury jestem dość komunikatywna. Ja z przekory, nadal powoli piłam kawę, widząc jak kolega się denerwuje...bo zaczął mieszać łyżeczką w fusach od kawy, a nawet je podjadać.
Było to bardzo niesmaczne zachowanie, ale najwyraźniej nie wiedział czym się zająć w sytuacji, kiedy rozmowa się nie kleiła. Ja nadal po małym łyczku kawy, a przed nim ...pusta szklanka wewnątrz obklejona resztką fusów, które ewentualnie można jeszcze było wylizać na długości języka albo wybrać palcem. Jakoś tego nie kontynuował, chociaż trzymał ją w rękach nerwowo obracając. Sytuacja przestała mnie bawić, kiedy bezceremonialnie zaczął obserwować osoby wchodzące do kawiarni, całkowicie mnie ignorując. Za kawę zapłacił, chociaż proponowałam za siebie - twierdząc, że on już zarabia, a ja nie. Na propozycje kolejnego spotkania wymówiłam się.
Jednakże kolega był nadal mną zainteresowany, bo " kuzyn " na organizowaną prywatkę sylwestrową zaprosił mnie w parze z tym kolegą. Zgodziłam się, ale okazało się ,że kolega ani do rozmowy ani do tańca...i więcej prób kontynuowania znajomości nie było.
Randka pt. " Nie wchodź w pokrzywy"
Poznałam chłopaka starszego ode mnie, ale jakoś z mojej strony nic nie iskrzyło, a był naprawdę wartościowym człowiekiem. Zawsze starałam się, aby spotkania były w szerszym gronie i traktowałam go na zasadzie dobrego kumpla. Zresztą, byłam wtedy bardzo młoda i nie myślałam jeszcze o żadnym chłopaku jako o parze. Ale to tak na marginesie.
Otóż, zdarzyło się , że pojechaliśmy do jego znajomych na pieczonki. Było bardzo fajnie, piękna pogoda, ognisko w dużym ogródzie, pieczonki, kiełbaski i alkohol. Mnie najbardziej smakowały śliwki renglody ( chyba tak się nazywają, takie duże i żółte i bardzo soczyste), które podjadałam bez umiaru, do tego kiełbasa z ogniska, te duszonki i nie więcej jak dwa kieliszki, tak dla towarzystwa.
Po wypiciu drugiego tak mnie znudziło,( z pewnością po tej ilości jedzenia i to, że wcześniej czasami tylko napiłam się trochę wina, bo nie ciągło mnie do alkoholu), że nie zdążyłam dobiec do wygódki, tylko w najbliższe zarośla, a jak się okazało... były to bardzo dorodne pokrzywy.
Chyba nie muszę opisywać właściwości zdrowotnych pokrzywy, bo jest ich dużo...ale naprawdę nie radzę wchodzić w nie z gołymi nogami, po samą pupę ( byłam w mini-mini spódniczce ). Na efekty nie trzeba było długo czekać, całe nogi w czerwonych bąblach, piekące, łzy płynęły mi ciurkiem. Kumpel zawiózł mnie natychmiast do domu motorem, dobrze że nic się nie stało po drodze bo był po paru kieliszkach. Wtedy nawet nie pomyślałam o tym...tylko o swoim bólu...a, całą noc miałam nieprzespaną, siedziałam z nogami w miednicy polewając nogi zimną wodą z dodatkiem czegoś, co mama znalazła w domowej apteczce. Ulżyło mi dopiero nad ranem i wtedy zasnęłam, ale efekty " kąpieli pokrzywowej" jeszcze długo były widoczne na moich nogach w postaci strupków, bo niestety, ale nie mogłam się momentami powstrzymać od drapania.
Jednakże myślę, że pomimo tego całego przeżytego horroru, wyszło mi to na dobre... bo na chwilę obecną nie dokucza mi reumatyzm...
co przypisuję temu zdarzeniu...ot taką sobie wymyśliłam pocieszającą puentę...
"Napaleniec"
Najgorsza randka była, gdy spotkałam się z takim chłopakiem, wysoki brunet , kilka lat starszy. Zaczął nagle się do mnie dobierać, wiadomo wtedy od razu czar prysł, poczułam do niego mega obrzydzenie. Mylił się skoro myślał, że może mnie pobudzić seksualnie i zaciągnąć na 1 randce gdzieś w krzaczki.
Wydawał się wcześniej normalny, ale pozory mylą.
"Napaleniec"
Najgorsza randka była, gdy spotkałam się z takim chłopakiem, wysoki brunet , kilka lat starszy. Zaczął nagle się do mnie dobierać, wiadomo wtedy od razu czar prysł, poczułam do niego mega obrzydzenie. Mylił się skoro myślał, że może mnie pobudzić seksualnie i zaciągnąć na 1 randce gdzieś w krzaczki.
Wydawał się wcześniej normalny, ale pozory mylą.
oj tez miałam taka sytuacje, "randka" skonczyła sie po 30 min. i dostal ode mnie jeszcze w twarz ;D ale biedactwo nie rozumiało za co ten policzek hahaha
Z dwa lata temu, każdego dnia rozmawiałam ze wspaniałym facetem poznanym w internecie. Wysyłaliśmy sobie nasze zdjęcia, zauroczyłam się. Świetnie się dogadywaliśmy, rozumiał mnie jak nikt i zawsze miał dla mnie czas. W końcu zaprosił mnie na randkę. Jakie było moje zdziwienie i rozczarowanie, gdy zamiast przystojnego 24-latka ze zdjęć ujrzałam faceta dobrze po 50-tce. Jeszcze próbował mnie przepraszać, długo po tym spotkaniu nie dawał mi spokoju, dzwonił, pisał... Także od tego czasu jestem czujna.
To teraz ja opowiem ![]()
Poznałam chłopaka przez gg, gdzieś mnie tam znalazł w wyszukiwarce, był raczej miły to odpisałam ![]()
parę razy pisaliśmy. W tym czasie straciłam psa... chciałam mieć jakiegoś nowego, ale nie było mnie stać na niego więc myślałam ze może ma ktoś jakieś kundelki to może oddać jednego. I ten nowo poznany kolega powiedział że mi przyniesie małego czarnego szczeniaczka
(chciałam małego psa bo mieszkam w bloku). Przy okazji mieliśmy się poznać, taka nasza pierwsza randka.
Chłopak okazał sie niezłym ciachem, taki klasyczny przystojniak... no ale zamiast małego szczeniaka, przywiózł mi wielkiego białego psa... który nawet podejść do mnie nie chciał
byłam w szoku, jak go miałam wziąść niby do domu, gdzie bym go trzymać miała
A rozmowa z Tym chłopakiem polegała tylko i wyłącznie na tym jaki to on jest nieszczęśliwy, jak mu w życiu źle... czułam sie jak jakaś jego pocieszycielka
nigdy więcej sie z nim nie spotkałam... Przystojny był, ale co za 'osioł' z niego
Nigdy więcej spotkań w ciemno
ani z chłopakami, ani z zwierzętami ![]()
32 2013-02-28 16:41:53 Ostatnio edytowany przez magdab (2013-02-28 16:48:54)
Zaczęłam smsować z chłopakiem, któremu dał mój numer jakiś podobno mój znajomy (tak mi pisał). Po kilkudziesięciu chyba smsach postanowiliśmy się spotkać.
Pech chciał, że w dzień naszego spotkania obudziłam się rano z gigantyczną oprychą...od nosa do wargi, średnicy 20-sto groszówki.
Spotkanie było wieczorem, a ona rosła i puchła :-D
Nie wiem dlaczego, ale nie odwołałam spotkania tylko nawaliłam na opryche fluidu, że niby nic nie widać i poszłam na spotkanie.
Poszliśmy do baru, a on na mnie patrzy i się głupio uśmiecha. Usiedliśmy przy stoliku, a on nadal się patrzy i jak się odwraca to się głupio uśmiecha. Wstał i poszedł do baru, stanął w kolejce. Myślałam że poszedł kupić nam coś do picia, jakieś piwa czy coś. Wrócił z jednym piwem, dla siebie. Wstałam i poszłam sobie kupić. Rozmowa się nie kleiła, a ja czułam że coś mi się klei pod nosem.
A on nadal patrzy i się głupio uśmiecha.
Dopiliśmy swoje piwa i rozeszliśmy się każdy w swoją stronę.
W domu zobaczyłam że oprycha nabrała monstrualnych rozmiarów a fluid z niej spłynął.
On już nigdy nie napisał i nie zadzwonił. :-)
Najgorszą randkę miałam z facetem, którego kiedyś często widywałam w jednym z moich ulubionych pubów. Pewnego dnia spotkaliśmy się przypadkowo w innym lokalu, zagadał do mnie i po krótkiej (całkiem ciekawej) rozmowie umówiliśmy się na randkę na drugi dzień.
Spotkaliśmy się w miłej knajpce. Gość wydawał się inteligentny i bystry, ale też strasznie zadufany w sobie. Już sam ten fakt mnie się nie podobał, ale postanowiłam "przesiedzieć" to spotkanie do końca. Kiedy rozmowa zeszła na nasze życie zawodowe, zrobiło się dziwnie... Najpierw on opowiadał mi o swojej pracy jako fotograf i mówił, że obecnie pracuje dla rządu (przygotowuje relacje fotograficzne z jakichś oficjalnych spotkań itp.), a jak ja zaczynałam opowiadać o sobie, to oznajmił mi, że on to wszystko już wie. Wymienił mi moje miejsca pracy włącznie z datami od kiedy do kiedy tam pracowałam, adres domowy (nie pamiętam co jeszcze)! Okazało się, że ma dostęp do jakiejś bazy danych (rządowej niby) i poprzedniego dnia sobie mnie dokładnie sprawdził (a żadnych z tych danych nie miałam upublicznionych nigdzie w Internecie, na żadnych portalach społecznościowych). Marzyłam, żeby się od razu zmywać do domu, ale szczerze mówiąc bałam się, że jak go tym nagłym wyjściem zdenerwuję, to mogę mieć potem jakieś problemy (z racji tych jego znajomości/możliwości związanych z miejscem pracy). Szczególnie, że jeszcze do tego opowiedział mi historię, jak kiedyś pewien pan X puścił o nim jakąś plotkę. A że on sobie na takie rzeczy nie będzie pozwalał, to uszkodził pana X fizycznie w taki sposób, że przez dłuższy czas nie będzie mógł uprawiać swojego zawodu... Teraz to się zaczęłam bać!
Nie wytrzymałam już jednak, kiedy zaczął wygłaszać swoje poglądy na temat homoseksualizmu i w pewnym miejscu stwierdził, że "homoseksualizm jest gorszy od terroryzmu". Chwilę jeszcze z nim pogadałam, pytając czy naprawdę ma to na myśli (że przecież terroryści ZABIJAJĄ ludzi, a homoseksualiści niby jak ludziom szkodzą?), ale obstawał przy swoim, więc tylko rzuciłam "Idę" i wyszłam.
Okropna "randka", jak sobie teraz przypominam to aż dostaję gęsiej skórki. Na szczęście delikwent się już do mnie nie odzywał później ![]()
moja najgorsza randka.. mialam jakies 16 lat. umowilam sie z kolesiem poznanym na chacie. wczesniej pisalismy juz od jakiegos czasu ze soba na chacie i na gg. poszlam na spotkanie, koles okazal sie zupelnie nie w moim typie. ale sobie mysle, ze jak sie juz umowilam to pasuje posiedziec troche i moze calkiem fajnie sie bedzie rozmawialo. niestety to byla kompletna porazka. gadal takie glupoty ze sluchac sie nie chcialo. poszlismy na lody, posiedzialam godzine i sie zmylam stamtad. juz wiecej nie umowilam sie z zadnym kolesiem z chatu ![]()
Haha jak ja sobie przypomnę moją najgorszą "randkę"... ciężko to nazwać randką, bo byłem wtedy w 6 klasie podstawówki. Ale sytuacja naprawdę żenująca. Dziś się z tego śmieję, ale gdyby podobny numer mi dzisiaj jakaś panna zrobiła to bym ją chyba zabił na miejscu.
Otóż dostałem propozycję randki od koleżanki z klasy. To ona wykazała zainteresowanie mną, jeśli można tak powiedzieć. Ja akurat miałem wolny czas, więc nic do stracenia. Nie powiem, że nie chciałem, bo dziewczyna też mi się podobała, też byłem nią wtedy zainteresowany. Po przyjściu okazało się... że takie samo zaproszenie dostał inny kolega z klasy... dziewucha zwyczajnie urządziła casting. Tego jak się czułem, aż ciężko opisać. Mimo młodego wieku doskonale zdawałem sobie sprawę, że sytuacja w której biorę udział jest po prostu żenująca. Pamiętam to do dziś ze szczegółami...
Spasowałem jak dziewczyna zaczęła wymyślać dyscypliny, w których mamy startować, aby wygrać casting... a konkretnie jak kazała sobie zapiąć stanik i który zrobi to szybciej... ![]()
Spasowałem jak dziewczyna zaczęła wymyślać dyscypliny, w których mamy startować, aby wygrać casting... a konkretnie jak kazała sobie zapiąć stanik i który zrobi to szybciej...
Biedna, jeszcze nie wiedziała, że tu chodzi o sprawne rozpinanie, a nie zapinanie... ![]()
37 2013-09-04 12:40:48 Ostatnio edytowany przez Rdzawa (2013-09-04 12:42:36)
Któregoś dnia dostałam smsa od dziewczyny poznanej na parapetówie u koleżanki brzmiącego tak: czy mogę podać Twój numer telefonu dla brata ?. Zgodziłam się i to był błąd. Moje podejrzenie powinien wzbudzić fakt, że on też był na tej imprezie i mógł poprosić mnie o mój numer. Zadzwonił i zaproponował spotkanie na które ja się zgodziłam. Ahhh... było ono tragiczne, bo nie dość, że poszliśmy na pizze (jak rozmawiałam z nim to wspomniałam, że nie cierpię pizzy). to jeszcze w towarzystwie jego siostry. Czułam się strasznie i miałam ochotę uciec jak najszybciej.
A moja najgorsza randka to była z mężczyzną poznanym kiedyś tam w walentynki. Otóż zaczepili mnie we dwóch (bo ja takie miałam szczęście, że mnie dwójkami zaczepiano często), jeden wizualnie ładny, drugi nie bardzo, ale obaj na pierwszy rzut oka bardzo weseli i sympatyczni
I potem jakoś się zaczęłam kumplować z tym drugim mężczyzną, bo ten pierwszy mimo iż bardzo ładny to był nudny i nachalny, ciągle próbował mnie ściskać i całować :-/ I tak nawiązałam kontakt, wtedy myślałam że bardzo fajny, z tym drugim chłopakiem, bo wydawał się mega śmieszny i wesoły
I pewnego razu, po kilku tygodniach znajomości, zaproponował mi randkę. Umówiliśmy się do kina i na imprezę
Otóż tak, w kinie nie miałam nic do powiedzenia odnośnie wyboru filmu, do tego poszliśmy dla niego po 2 piwa do sklepu i po prosił bym je ukryła w torebce. A film okazał się totalną klapą. Co do imprezy też chciał swoje narzucić, bo przecież on mężczyzna, a ja tylko durna kobieta jestem
ale w ostateczności wymusiłam tam gdzie ja chciałam iść, ot tak, by była jakaś równowaga
Na imprezie było ok., nie narzekał i nawet dobrze się bawił
a po, zaprosił mnie do siebie. A że późno nie było, do tego znaliśmy się jakiś czas, wcześniej też już mnie zapraszał, więc się zgodziłam
Pojechaliśmy do niego, ja poszłam skorzystać z toalety. Po chwili wchodzę do pokoju, patrzę, a on siedzi na łóżku i otwiera wino. I nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie to, że on siedział na tym łóżku na golasa!!! Nagle wstał i zaczął się powoli do mnie zbliżać z tym małym, krzywym i stojącym ogonkiem..brr widok był obrzydliwy!! Natychmiast mu powiedziałam, że ma mnie odprowadzić do domu.. I od tej pory co do znajomości to stałam się bardzo ostrożna ![]()
Najgorsza randka? uhhh.... poszłam z nowo poznanym chłopakiem na wesele, spotkałam sie z nim raz przed weselem, a drugi raz juz na weselu. Napił się i zaczął przedstawiać mnie jako swoją dziewczyne swojej rodzinie, zmyłam się szybko z tego wesela a on na drugi dzień przepraszał, wiecej sie z nim nie spotkałam
Świetne te wasze historie, ja nie miałam takich randek, ale liczę, że ktoś tu jeszcze coś napisze. ![]()
Facet na golasa z winem wymiata. ![]()
Kiedyś koleżanka zaprosiła mnie na imprezę. Zabawa miała się odbyć u jej koleżanki w domu. Po przekroczeniu progu już mi się coś wydawało dziwne, bo coś za cicho, brak muzyki głosów itd. Nadmienię że byłem spóźniony.
Przez tą moją koleżankę zostałem wprowadzony do pokoju gdzie sama siedziała ta jej koleżanka.
Okazało się że zamiast obiecanej imprezy to była ustawka-swatka ![]()
Okropnie mi było niezręcznie i krępująco bo dziewczyna była delikatnie ujmując "nie w moim typie"...
Postanowiłem że nie będę dziewczynie robił przykrości , nie obrócę się na pięcie i nie ucieknę ,tylko trochę posiedzę ,wypiję kawę i się zmyję.
Jak by tego wszystkiego było mało, przyszedł ojciec tej dziewczyny, zaprosił mnie do kuchni i prawie przez godzinę wypytywał mnie o najdrobniejsze szczegóły mojego życia, traktując mnie jak bym miał już się z tą jego córką żenić.. To było dawno ale chyba nigdy tego nie zapomnę...
Dawne czasy, gimnazjum, w sumie pierwsza moja randka xD Podwójna randka- ja moja koleżanka i dwóch kumpli... w kościele? xD W sumie to taka randka że niby nie randka a randka. No i co my odpicowane, wystrojone jak na Boże Ciało... albo randkę. Jakieś tam spódniczki i te rzeczy, ale nie jak lampucery bo do kościoła xD Bez makijażów. I co? I wystawili nas do wiatru xD Zamiast siedzieć na mszy to chodziłyśmy wokół kościoła patrzeć czy ich nie ma xD To było majowe nabożeństwo xD
To było na którychś wakacjach, wielką pasją tego chlopaka była jazda na rowerze, więc w takiej formie zaproponował randkę. Zgodziłam się, by dowiedzieć się, że zawiezie mnie do jakiegoś lasu Bóg wie gdzie i zacznie wkręcać , że się zgubiliśmy. Ale jakoś mu to wybaczyłam. Druga randka to też oczywiście rowery, ale tym razem pojechaliśmy na całkiem fajną łączkę . Nie było tak źle , do momentu , w którym mieliśmy wracać. Wybrał drogę z bardzo stromej górki, pełną żwiru i wszelkiego rodzaju kamieni. Stwierdził, że powinnam dać się ponieść rowerowi i zabronił hamować. A ja głupia go posłuchałam. Skończyło się na rozwalonym kolanie, wielu bolesnych otarciach i siniakach oraz rozwalonym rowerze
Jemu oczywiście nic się nie stało , do domu miałam ok 6 km ( a chyba nie muszę dodawać, że byłam wściekła i nie miałam nastroju na rozmowę) , cała droga minęła nam na moim milczeniu i jego przeprosinach, które mnie tylko irytowały. Później jeszcze pamiętam , musiałam się tłumaczyć tacie, dlaczego potrzebuję nowego roweru ![]()
No i jeszcze raz zgodziłam się w ciemno iść z kolegą kumpla iść na studniówkę. Masakra , bardzo tego pożałowałam. Nie chodziło o jego wygląd, choć nie był przystojny, ale ogólnie. Okropnie pociły mu się ręce, ogólnie cały się pocił i wgl nie potrafił tańczyć. Cały wieczór unikałam tańca z nim tłumacząc się zmęczeniem. Ale jak jakiś jego kolega mnie poprosił to mało nie połamałam obcasów biegnąc na parkiet ![]()
44 2015-01-24 12:51:56 Ostatnio edytowany przez Evens (2015-01-24 12:53:55)
To może nieco odświeżę temat. Tym razem ze strony chłopaka.
5 lat temu, zima. Umówiliśmy się że będę czekał na nią na przystanku w połowie drogi. Ubrałem się względnie ciepło, umówieni na 17, także jestem 16:55 i czekam. 17:10, później 17:20, a schronić przed zimnem nie było gdzie!
Dzwonię do niej (już zmarznięty tak, że ciężko mi było mówić) i pytam gdzie jest, ona że już w drodze. Przyjechała 17:45 autobusem, którym miałem wracać (bo pasował mi też na przesiadkę). tłumaczyła się, że korki, że autobusy spóźnione i że renifery zabłądziły. No dobra, nie dawałem sobie jakichś dużych nadziei (szczególnie, że autobusy normalnie kursowały) ale myślę że skoro jest, to zobaczymy co z tego wyjdzie. Spacerujemy, mi ciężko rozmawiać, proponuję (a rozmawiałem już tak ciężko, jakbym był kompletnie pijany - język sztywny) by wstąpić gdzieś na gorącą czekoladę, rozgrzać się. Ona mówi że po koleżankę pójdziemy, mieszka 20 minut drogi stąd a później pomyślimy
Doszliśmy do koleżanki i okazało się, że od razu ruszamy na drugi spacer, bynajmniej nie po to by gdzieś się zatrzymać... Wlekę się za nimi, nie odzywam się wcale, bo wtedy randkowanie to ostatnie czego co mi chodziło po głowie, a one (przy czym ta "moja" głównie) rozmawiają o chłopakach, który ładniejszy i z którym chętnie by zaczęły chodzić. Powiedziałem, że chyba nie jestem w takim razie potrzebny, więc poprosiłem by odprowadziły mnie na metro (obce rejony). Jej koleżanka miała coś do załatwienia w moim kierunku, więc pożegnała się i pojechała ze mną. W metrze było cieplutko, to i rozmawiać znowu zacząłem. Koleżanka skwitowała mnie tak, że nigdy by nie pomyślała (po tym, co dotychczas widziała) że tak fajnie można ze mną porozmawiać.
Następnego dnia dostałem wiadomość od tej "mojej", że w trakcie naszych rozmów na fb byłem bardziej rozmowny i to nie było to, czego oczekiwała. Cóż, nie powiem że i ja nie byłem szczęśliwy z takiego obrotu sprawy ![]()
Ah te randkowanie!