Witajcie. Jestem tu nowa i postanowilam opisac Tu swoja historię.
Mam 19 lat i od 7 lat przyjaznie się z Dianą- najblizsza osoba mojego zycia.
Od kąd sie poznalysmy stalysmy się nie rozłaczne, tym bardziej, ze mieszkamy blisko siebie, wiec widywalysmy sie codziennie, nawet na cale dnie. Nikt tak mnie idealnie nie rozumial jak Ona, wiedzialam ,ze moge jej powiedziec wszystko, ze zawsze moge na nia liczyc. Nie chcialam sie spotykac z innymi znajomymi, bo nie czulam takiej potrzeby , poniewaz Diana dawala mi wszystko czego potrzebowalam..
wsparcie, poczucie wartosci, pomoc. Lata mijaly ,a my wciaz bylysmy nie rozlaczne, coraz czesciej miedzy nami pojawiala sie, takze bliskosc fizyczna.. Czesto sie przytulalysmy ,dawalysmy sobie buziaki.. Czasem w usta, czasem w szyję.. ale nigdy nie przekroczylysmy tej GRANICY.. chociaz nie raz o tym myslalalysmy.. niby w zartach, ale jednak cos bylo.. Coraz czesciej powtarzalysmy sobie ,ze sie kochamy ze juz do konca zycia bedziemy razem.. Mimo tego, ze duzo chlopakow sie mna interesowalo to wszystkich spławialam, bo chcialam byc z Diana.. Niby to oficjalnie byla tylko przyjazn.. ale bylo mi dobrze tak jak bylo , a wiedzialam, ze gdy pojawi sie chlopak to bede musiala dzielic czas na niego i na Diane, a tego nie chcialam. Balam sie tego ,ze kiedys to wszsytko sie skonczy.. Ze kiedys obie bedziemy musialy zwiazac sie z mezczynami, zalozyc rodzine, ze kazda skonczy szkole i pojdzie w swoja strone.. Ale ciagle wydawalo mi sie to byc tak odlegle ze o tym nie myslaam.. Jednak ostatnio Diana poznala chlopaka.. Zaczeli sie spotykac.. Bylo mi ciezko to znosic , ale pomyslalam ,ze moze chce spedzic troche czasu tez z chlopakiem, poszalec itp ale uznalam ze wkoncu jej to przejdzie i wroci do mnie.. Jednak tak sie nie stalo.. ich znajomosc zaszla duuzo dalej.. Zaczeli sie spotykac codziennie po kilka godzin, pisac ze soba ciagle sms-y, dzwonic do siebie.. on jej zaczal mowic ze cos do niej czuje itd.. Ktoregos dnia Diana przyszla do mnie i powiedziala, ze chyba go kocha.. jej slowa byly dla mnie jak mocne uderzenie w glowe.. bo przez cale zycie bylam jedyna osoba ktora ona kochala..
(( przez kilka dni plakalam, nie moglam sie z tym pogodzic.. czulam sie jakby zdradzil mnie chlopak z ktorym bylam tyle lat a on nagle wymienil mnie na 'lepszy model'.. wtedy zaczelam sie zastanaiwac ze moze ja moze cos do niej czuje? i ze juz nie chodzi o przyjazn a o kogos wiecej.. bo ona byla dla mnie WSZYSTKIM.. a teraz czuje sie jakbym nie miala nic.. za dnia na dzien ja trace.. ale kompletnie nie wiem co zrobic.. ;( Czy walczyc o to ? zabraniac jej spotkan z chlopakiem? a moze jest jakas szansa zebym pozbyla sie tego uczucia.. zebym zaczela cieszyc sie jej szczesciem.. i sama tez ulozyc sobie zycie.. a moze poprostu powinnam zerwac kontakty z nia.. ? Nie mam pojecia .. dlatego pomozcie mi.. co robic? w ktora strone isc? ..
Przepraszam, ze wszystko jest pisane troche nie skladniowa i bez sensu ale sie spieszylam..