Porzucił po 11 latach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Porzucił po 11 latach

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1 Ostatnio edytowany przez Mindfull (2019-11-20 22:40:56)

Temat: Porzucił po 11 latach

Witajcie, czytam to forum i przeglądam posty aby znaleźć ukojenie. Tak naprawdę wszystkie odpowiedzi na męczące mnie pytania już znam, ale ból jest nadal ogromny mimo logicznego podejścia do sprawy. Opisze w skrócie gdyż cieżko opisać 11 lat związku. Mój partner starszy ode mnie 15 lat, ja w wieku 35, od początku nie był to łatwy związek, często kłótnie o drobnostki, szczególnie po wspólnym zamieszkaniu, jednak ja zawsze darzyłam do zgody , niestety on zawsze po kłótni wpadał w taki nastrój ze nie widział sensu relacji - ja jednak dążyłam do podtrzymania relacji gdyż zależało mi na nim. Jednak kłótnie były stałe , i jego wieczne mówienie mi,  ze ja muszę sie zmienić. Dodam ze nie mieszkaliśmy w Polsce gdy sie poznaliśmy, partner stale mi zarzucał ze jestem za delikatna, ze jestem wyjątkowa w sensie negatywnym „inna”, ponieważ duzo wymagam lub wszystko jest dla mnie czarne lub białe. Otwarcie mówiłam ze do 30stki chciałabym mieć rodzine i dzieci, zależało mi na tym, ale on rownież zapewniał ze to jest jego cel. Kolejne lata mijały a my mieliśmy lepsze i gorsze momenty, przeprowadzka, moja choroba i operacja- partner zmieniał prace ale z żadnej nie był zadowolony, jest on osoba która nie lubi mieć szefa ponieważ nie lubi gdy ktos mu mówi co ma robić, uważa ze ze swoim stażem oraz wiedza, jakiś młody manager nie będzie mu rozkazywał. Ja zawsze pracowałam i studiowałam, widziałam ze partner miotał sie miedzy swoimi kolejnymi pracami, mówiłam mu ze nie jest poważne z jego strony ciagle spóźnialstwo do pracy bo nie może sie zebrać z łóżka, jednak każde zwracanie uwagi kończyło sie nie tyle kłótnia o obrażaniem sie przez niego, czasem nie odzywał sie wiele dni. Wtedy pamietam ze mnie to szokowało, po latach przywykłam. Gdy poznaliśmy sie miał swoją firmae, ale przez swoje ciagle spóźnialstwo, i brak organizacji sprawy zaczęły być mało opłacalne i zrezygnował z działaności, starałam sie pomoc w sprawach organizacyjnych, ale gdy coś zorganizowałam on to zmieniał bez konsultacji ze mną, robił wszystko po swojemu. Kluczowm momentem była decyzja partnera o wyjeździe do swojego kraju w celu podjęcia kursu gdyż chciał sie przekwalifikować. Od tego czasu była to relacja na odległość, gdzie ja latałam do niego a on do mnie jak często mógł. Związek dojazdowy trwał około 4 lat, w tym czasie czułam ze duzo ze sobą rozmawialiśmy , gdyż były regularne rozmowy na skype, rozmawialiśmy więcej niż wcześniej. Był to ciężki okres ale ja skupiałam sie na pracy a on na szkoleniach. Jednak dystans powodował ze jak tylko widzieliśmy sie, chciałam go mieć tylko dla siebie, zawsze stęskniona. Pamietam ze była taka sytuacja gdzie on obwieścił mi ze przyjedzie na Wielkanoc ze swoim kuzynem, na tydzień nie uzgadniając nie pytając o moja opinie, byłam zła gdyż nie widzieliśmy sie dwa miesiące a teraz miał być nasz tydzień a on postanowił przyjechać z kuzynem, gdy przyjechali od razu sie pokłóciliśmy i on obraził sie ze ja jestem zła, nie mogłam ukryć niezadowolenia, ze nie czuje sie priorytetem w sytuacji ze tak zadko sie widzimy. I właśnie często taka sytuacja ze ja byłam o coś zła, ze sie spóźnił, ze nie uzgodnił ze mną spraw w rezultacie on sie obrażał, ze ja byłam zła i nie odzywał sie do mnie dopóki nie wyciągnęłam ręki na zgodę. Zaczęłam mieć ataki paniki, jednak zrzuciłam cała winę na prace gdyż nie chciałam mu mówić ze czuje sie samotna i brakuje mi wsparcia z jego strony, znając jego wiem ze najgorsze co może być dla niego to poczucie winy, nie chciałam aby czuł sie winny ze to przez cała ta sytuacje ze Żyjemy tyle na odległość. W roku 2015roku podjęliśmy decyzje o przeprowadzce do innego kraju, gdzie będzie bliżej do jego rodziny jak rownież będzie duzo pracy zarówno dla mnie jak i dla niego. W miedzy czasie on rozwinął sie zawodowo, jego praca polega na tym ze duzo podróżuje po Europie przez około 6 miesięcy w roku. Jednak nowy kraj miał być naszym nowym domem, blisko jego rodzinnej wyspy. Ja sie zadomowiłam,znalazłam prace, znajomych, jednak gdy on był w rozjazdach nie prowadziłam życia towarzyskiego gdyż chciałam być zawsze lojalna, raczej spędzanie czasu na łonie natury z kilkoma dziewczynami, nauczyłam sie być sama, przestałam sie bać samotności, ataki paniki ustały. Mimo tej zmiany nasze problemy wciąż te same plus to ze on oprócz pracy więcej czasu spędzał w swoim kraju, pomagał rodzinie, pracował tam bo niby lepiej wychodziło to finansowo , i zawsze robił to „dla nas”, w międzyczasie wciąż narzekał Bedac tam jak tam jest złe i narzekał będąc tutaj, nasze kłótnie zaczęły być bardziej intensywne, zaczął mnie obwiniać i mówić ze przytyłam, komentować moje nawyki żywieniowe, ze jestem taka a taka. Często straszył mnie pokłoni ze kończy związek, aż doszło do tego w 2017 roku. Nie widzieliśmy sie pół roku po czym spotkaliśmy sie i doszło do powrotu, przez ostatni rok czułam ze nas jakoś to wszystko zbliżyło, jego operacja, moja opieka i wsparcie, zaangażowanie w sprawy jego firmy oprócz mojej pracy na cały etat-zawsze starałam sie jak mogłam. Widziałam te zmianę w jego zachowaniu, wcześniej nigdy by nie przeprosił a ostatni rok gdy podniósł na mnie głos po chwili mojego milczenia czy sprzeciwu-przeprosił. Jednak zawsze dziwiło mnie to ze gdy on czegoś chce a ja nie chce tego samego to on obraza sie i potrafi nie odzywać długo, a potem doszły krzyki i jego złość,wiec często przestałam wyrażać swoje zdanie lub niezadowolenie. Niestety wróciły moje ataki paniki wiec zapisałam sie do psychologa, na co mój partner zareagował niezadowoleniem, uważał ze on mi może pomoc ze po co mi psycholog. Chodziłam dalej ale już mu o tym nie mówiłam. Dodam ze nie podobało mi sie raz jak widziałam jak krzyczał na swoją mamę, podniósł głos na starsza mamę, potem bardzo żałował tego-wiem ze miał bardzo trudne dzieciństwo, wychował sie bez ojca i ma wielkie poczucie odpowiedzialności za starsza mamę a jednocześnie jakaś złość do niej. Partner od lipca pracuje w innym kraju, wiec poleciałam do niego w jego urodziny , doszło miedzy nami do kłótni w jego urodziny- w restauracji podczas naszej wspólnej kolacji zadzwonił do niego kolega z życzeniami, rozmowa trwała 30 minut, nie byłam zadowolona, ponieważ uważam ze mógł oddzwonić do kolegi po opuszczeniu restauracji i pogadać. Uznałam ze było to zwyczajnie nieeleganckie zachowanie gdy siedzimy razem i jemy kolacje, ale oczywiście nic nie powiedziałam. Po zakończonej rozmowie on do mnie, ze widzi po mojej minie ze nie podoba mi sie, ze on rozmawiał z kolega, wyjaśniłam mu ze trochę to nie fajne ze rozmawia pół godziny gdzy siedzimy razem w restauracji. Po przyjeździe do domu gdzie on obecnie mieszka zaczęło sie, zaczął na mnie krzyczeć ze zrujnowałam mu urodziny , ze on tak dalej nie może, ze ja jestem niedojrzała, ze go nie wspieram, im bardziej byłam spokojna i starałam sie rozmawiać tym bardziej on był nabuzowany. Krzyczał wiele strasznych rzeczy, obwiniał mnie o to ze przez mnie przestał być spontaniczny, ze jest nieszczęśliwy, ze tak cieżko pracuje a ja Wogole tego nie doceniam, ze wiecznie musi wyjeżdża, dodam ze ja jemu zawsze mówiłam ze wole jego na stałe u swoim boku w naszym domu niż wszystkie pieniądze świata. Powiedział mi ze mam problemy sama ze sobą , próbowałam z nim rozmawiać racjonalnie, spokojnie ale on był jak oszalały, krzyczał ze mnie zawsze coś boli, było to wszystko straszne gdyż on wie ze ja choruje od wielu lat i mam chroniczny ból który jest wynikiem mojej choroby . Dodam ze nasze życie intymne jest udane,  Suma Summarum te oszczerstwa pod moim adresem trwały kolejne kilka dni, po czym na lotnisku gdy chciałam sie pożegnać odwrócił twarz w druga stronę, cały lot płakałam . Po powrocie do naszego domu, i do mojej pracy on nie chciał kontaktu, po dwóch tygodniach zadzwonił i powiedział ze sie wyprowadzi jak tylko będzie mógł i znowu zaczął mi wyrzucać, ze ja nie wiem jak budować związek. Było to 1,5 miesiąca temu, od tamtej pory nie mamy kontaktu, na drugi gdzie po tej nowinie napisałam mu abyśmy sie spotkali po miesiącu jak opadną emocje i na spokojnie porozmawiali ale nie odpisał ani nie oddzwonił. Ja zawsze pierwsza sie kontaktowałam, ale tym razem nie robię tego i analizuje z Psychologiem ta relacje i widzę wiele wiele złych rzeczy z przeszłości, przede wszystkim brak granic których nigdy nie wyznaczyłam, jego traktowanie wynikiem tego ze nigdy sie twardo nie postawiłam. W sumie nie szukam porady bo wiem ze nikt mi nie pomoże, ale mam takie dni ze serce mi pęka , szczególnie są to dni wolne od pracy. Mam świadomość ze dojdzie do konfrontacji gdyż mamy wspólny dom i wspólne sprawy, bardzo sie boje tej konfrontacji bo tesknie za nim, ale staram sie jakoś wzmocnić. Zaobserwowałam tez ze czuje duża złość gdy przypominam sobie wielesytuacji z przeszłości, czuje trochę i ulgę ponieważ nie tłumie w sobie tych odczuć. To wszystko bardzo trudne i bolesne , ten człowiek jednego dnia potrafił być taki cudowny i kochający a drugiego jak inna osoba, zimny, nie odzywajacy sie, ignorujący mnie. Straszne .

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Porzucił po 11 latach

Hmm... Własciwie tym swoim odejściem twój mąż/partner zrobił ci nie lada przysługę. Po prostu przerwal ten łańcuch 11-letniej szarpaniny, bo inaczej tego związku nie idzie nazwać. Sama nie zrobiłaś tego, a powinnaś już dawno. Wciąz chciałas zasłużyć na ochłapy, które on ci rzucał, wystarczala ci ta namiastka związku, ta parodia wspólnego życia?  Masz nadzieję, że on wróci? Bo ja na twoim miejscu to wyjechałabym na druga pólkulę, dokładnie tam, gdzie jest od niego najdalej. Sorry za szczerość, ale czasem nie można  głaskac po głowie, tylko prosto z mostu wywalić co się myśli.

3

Odp: Porzucił po 11 latach

Dziękuje Ci za ta szczerość, jestem na etapie pracy nad sobą aby zastanowić sie jak mogłam dopuścić do tego wszystkiego, ale nie ukrywam ze po tylu latach jest cieżko. Widzę światełko w tunelu, widzę siebie w przyszłości żyjąca swoim życiem ale nie wiem na razie jak tam dojść. Czuje sie silniejsza niż miesiąc temu, dodało mi siły to ze Wogole nie kontaktowałam sie z nim, jednak ogarnia mnie strach przed konfrontacja do której napewno dojdzie prędzej czy później, boje sie ze cała praca nad sobą pójdzie na marne bo nie będę w stanie powiedzieć twardo co myśle o tym wieloletnim braku szacunku, chociaż może po co Wogole rozmawiac i rozdrapywać rany. W domu pochowałam wspólne zdjęcia i na chwile obecna żyje z dnia na dzień zeby tylko wróci do siebie, takiej jaka pamiętają mnie znajomi i rodzina sprzed lat, przebojowa, pozytywna i pewna siebie osobę.

4 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-11-20 21:17:56)

Odp: Porzucił po 11 latach
Mindfull napisał/a:

Dziękuje Ci za ta szczerość, jestem na etapie pracy nad sobą aby zastanowić sie jak mogłam dopuścić do tego wszystkiego, ale nie ukrywam ze po tylu latach jest cieżko. Widzę światełko w tunelu, widzę siebie w przyszłości żyjąca swoim życiem ale nie wiem na razie jak tam dojść. Czuje sie silniejsza niż miesiąc temu, dodało mi siły to ze Wogole nie kontaktowałam sie z nim, jednak ogarnia mnie strach przed konfrontacja do której napewno dojdzie prędzej czy później, boje sie ze cała praca nad sobą pójdzie na marne bo nie będę w stanie powiedzieć twardo co myśle o tym wieloletnim braku szacunku, chociaż może po co Wogole rozmawiac i rozdrapywać rany. W domu pochowałam wspólne zdjęcia i na chwile obecna żyje z dnia na dzień zeby tylko wróci do siebie, takiej jaka pamiętają mnie znajomi i rodzina sprzed lat, przebojowa, pozytywna i pewna siebie osobę.

Rozumiem, jak ci ciężko, bo sama przez to przechodzilam. Wiele pracy musialam włożyć w to, aby się uniezależnić psychicznie od partnera, ale było warto. smile Dziś mam inne życie, tak inne, że gdyby mi wtedy ktoś powiedzial, że tak za jakiś czas ono będzie wygladało, to powiedzialabym, że chyba szaleju się nałykał smile 
Nie wyobrażam sobie, co byłoby ze mną, gdybym z nim została... Chyba byłabym na dnie.
Nie mysl o konfrontacji ze swoim partnerem, tylko o tym abyś zebrała jak najwięcej sił. W końcu myśl o sobie, to naprawdę bardzo fajne zajęcie smile

5

Odp: Porzucił po 11 latach

W zasadzie to powinnaś się cieszyć, jakkolwiek to brzmi.
Daj sobie czas, zadbaj o siebie, skup się na sobie.
Wszystko się ułoży, zrób wszystko by następny związek nie był podobny do tego.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

6

Odp: Porzucił po 11 latach

11 lat związku... i koniec. skąd ja to znam.. u mnie po 13 latach i dziecko na karku

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Porzucił po 11 latach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018