Jestem z chlopakiem 3.5 roku. Mamy po 30 pare lat. Od ostatniego roku dzieje sie co raz gorzej. Jestem osoba dosc zamknieta w sobie ktora ma problemy z okazywaniem uczuc glownie slownych (nie nauczylam sie zbytnio w dziecinstwie i boje sie odrzucenia z czasow liceum kiedy odrzucily mnie kolezanki). Moj partner tez ma problemy z dziecinstwa. Jest z tego powodu bardzo "needy" i jak mu sie wymysli ze go ktos odrzuca to reaguje gniewem i walka w strone osoby odrzucajacej. Ma tzw syndrom odrzucenia po rozwodzie rodzicow (chodzi do psychologa). Ostatnimy czasy on co raz bardziej domaga sie pieknych slow i deklaracji a ja tego nie potrafie. Wyrazanie uczuc slownych paralizuje mnie okropnie. Chodzimy do psychologa wspolnie ktory na razie pozwolil zrozumiec ze mamy skrajnie rozne potrzeby emocjonalne chociaz w wielu innych dziedzinach zycia jestesmy podobni. Naklanial mnie rowniez na indiwidualnego psychologa. Zaczelam dopiero 8 tyg temu (nie chcialam kilka miesiecy) ale psycholog na razie zaleca male kroczki. Tylko ze moj partner codziennie wymaga ode mnie zebym mu przedstawila plan dzialania jak lepiej wyrazac swoje emocje. Jak ostatnio wyjechalam na tydzien wlaczyl mu sie "separation blues" i nie bylo chwili zeby nie byl zly ze siedzi sam, ze za nim nie tesknie, ze powinnam myslec nad "planem" zamiast skupic sie na odwiedzinach rodziny ktora widze dwa razy w roku. On uwaza ze ma juz dosc bo ja go strasznie ranie nie wyrazajac uczuc. Ogolnie rozumiem potrzebe wyrazania uczuc ale jego grozby i ciagle przypominania mecza mnie strasznie psychicznie i zamiast sie otwierac czuje ze bardziej sie zamykam. Slowne wyrazanie uczuc jest ciezkie. Nie chodzi to o to aby powiedziec kocham bo to potrafie gdyz on dodatkowo wymaga 15min deklaracji dlaczego. A ja sama nie wiem. Nigdy nie bylam wielu rzeczy pewna. Byc moze jestem jeszcze niedojrzala emocjonalnie w jakims stopniu. Nie wiem co zrobic. Co raz bardziej mam ochote uciekac od niego. Jak mam mu mowic piekne slowa jesli ja sie czuje psychicznie zmeczona ta cala sytuacja. Facet jest naprawde pozadny gdyby tylko nie byl tak "needy". Z drugiej strony wyrazanie uczuc pomogloby mi w innych sytuacjach socjalnych (nie mam wielu przyjaciol) ale nie potrafie zlamac na razie tej blokady w sobie. Przepraszam musialam sie wygadac bo zwariuje.
Podobne tematy
Nie dziwie sie, ze Ciebie to meczy. Ludzie needy sa najbardziej meczacymi i wkurzajacymi typami.
Wymeczysz sie w tym zwiazku skoro tak sie czujesz. Mialam taka relacje gdzie partner byl bardzo needy, bardzo bal sie odrzucenia i ciagle trzeba mu bylo przemowy motywacyjne prawic. Skonczylo sie tak, ze chcialam go z okna wypchnac i milosci bylo zero. Przeciwienstwo tego co takie osoby oczekuja.
To jest toksyczne do bólu. Niech się facet ogarnie, bo długo z nim nie wytrzymasz (jeśli w ogóle).