Przeszłość, która wpłynęła na teraźniejszość - jak odnaleźć sens? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Przeszłość, która wpłynęła na teraźniejszość - jak odnaleźć sens?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

Temat: Przeszłość, która wpłynęła na teraźniejszość - jak odnaleźć sens?

Cześć kochani,
nawet nie wiem od czego zacząć, bo zawsze mówiłam, że ostatecznością będzie zwierzanie się obcym osobom.. ale najwidoczniej - to jest ostateczność i liczę na Wasze porady albo "postawienie do pionu", bo w śród bliskich jest z tym różnie, a zbyt długo to wszystko trwa.
Post może być dość chaotyczny, bo tyle myśli w głowie, że ciężko je ubrać w słowa.
Może od początku..
Skończę w listopadzie, więc śmiało mogę już napisać, że mam 24 lata. Mieszkam na wsi, 5min od małego miasteczka, w którym w sumie nic się nie dzieje,  i znajdują się jedynie i niektórzy powiedzą, że aż - jakieś markety, szkoły, kościół, z dwie pizzerie, jedna kawiarnia, która w weekendy jest otwarta dłużej, niż do 23.. kilka sklepów z ciuchami, ogólnie niby wszystko jest na miejscu ale jednak jest to małe miasteczko i atrakcji też jest mało, po 21 miasto śpi. Jestem z natury bardzo wesołą i rozrywkową dziewczyną, od małego mówiłam, że kończę szkołę, zdaje maturę, pakuje manatki i z paczką znajomych spadam do Poznania, na studia i do pracy. I żyłam cały czas w tym przekonaniu.. do czasu, aż w 3 technikum nie poznałam faceta (X), który dosłownie wyciął mi z życia dobre 4 lata. Mówi się, że niczego nie można żałować, bo wszystko dzieje się po coś.. ale tego akurat żałuje. X dostał awans w pracy, co wiązało się ze zmianą miejsca zamieszkania, wszystko mniej więcej układało się w jedną całość, bo w podobnym czasie ja kończyłam szkołę, zdawałam maturę w maju, w czerwcu odbierałam wyniki, a w lipcu już zaczynałam pracę, można by było pomyśleć, że marzenie - ledwo co skończyła szkołę, zdała maturę i od razu praca biurowa. Zapisałam się na studia w mieście 30km od nas. Dwa miesiące byłam tu na miejscu na przyuczeniu, później przeniosłam się do X, 200km od miejsca zamieszkania. Byłam pełna obaw, nie ma co się oszukiwać, przecież byłam jeszcze młodziutka i do tego bardzo związana z rodziną i przyjaciółmi, jednak postanowiłam zaryzykować, bo czemu nie? I zaryzykowałam. Większość moich znajomych tak jak było mówione - poszło do Poznania, inni wyjechali za granicę, każdy zaczął nowy etap. Nie czułam się w nowym miejscu, tym bardziej, że to też była wioska, a do najbliższego miasta było dobre 40min. Tyle dni przepłakanych, ciężko było mi się przyzwyczaić. X szczęśliwy, spełniał się zawodowo, nie miał z tym żadnych problemów i nie mógł zrozumieć, jak może mi być źle, przez co nasza relacja też zaczęła się psuć. Czekałam tylko na piątek, aż skończymy pracę i wrócimy do rodzinnych miejscowości, przy czym co 2tyg od pt do ndz siedziałam na zajęciach i prosto z uczelni 3h naginaliśmy znowu do pomorskiego. Czułam się jak 60latka, praca, dom, zero rozrywek, taka monotonia. Zdecydowałam się na taki krok dosyć szybko, bo byliśmy ze sobą dopiero dobre pół roku, więc dopiero się poznawaliśmy. I im bardziej się poznawaliśmy tym bardziej przekonywałam się, że to nie moja bajka. Zazdrościłam znajomym, studenckie życie, imprezy, korzystanie z życia. Za każdym razem kiedy dopadał mnie kryzys tłumaczyłam sobie, że przecież mam dobrą pracę, poznałam wspaniałych ludzi, u nas w okolicy ciężko było z pracą, a ja zdrowotnie też trochę przeszłam i nie mogę podjąć się każdej pracy, tym bardziej fizycznej (m.in. operacja na serce). Mój brat i bratowa pracowali w tej samej firmie i w tym samym dziale ale na miejscu. Kończyła mi się umowa, zaczynałam 3 rok licencjata i postawiłam sprawę jasno - nie jestem tu szczęśliwa, wracam do domu. I też tak zrobiłam, w październiku kończyła mi się umowa i jej nie przedłużyłam, a X został tam. Od grudnia zaczęłam pracę u nas w okolicy, w banku. Tak tak, dobrze się domyślacie, rozeszliśmy się w styczniu. Tylko mi coś dosłownie ODJ*EBAŁO i stwierdziłam, że jak to... czułam się samotna, było mi źle. X za nic w świecie nie chciał tu wrócić i w sumie miał już takie obojętne podejście ale chciał, żebym wróciła. Zaczęłam gonić króliczka. Zrezygnowałam z obecnej pracy i chciałam wrócić znowu do pomorskiego. Złożyłam wypowiedzenie, wybrałam ostatni urlop, dziewczyny w banku żałowały, bo zapowiadało się fajnie. I jak przyszedł mój ostatni dzień pracy w banku (8 marca) to rano X napisał mi smsa, że jednak nie możemy być razem. I wiecie co wtedy? Ulżyło mi.. i pierwsze co pomyślałam to nie o tym, że mnie zostawił w tak ciulowy sposób tylko o tym, że zostanę z niczym. Pomyślałam "przecież dzisiaj jest ostatni dzień w pracy" ale dziewczyny mnie uratowały. Zaryczana pojechałam do pracy, a później prosto do Prezesa i reszty Zarządu, żeby o wszystkim powiedzieć i prosić o to, żebym jednak mogła dalej pracować. Na szczęście się udało. Utrzymałam pracę, a po 2tyg X przyprowadził do domu moją byłą bratową, którą brat zostawił w lutym. (tak, dziwna historia ale prawdziwa). Tak o niej opowiadał, że jest taka sraka i owaka, a tu proszę. Cios poniżej pasa, że można tak perfidnie kłamać. Później dowiedziałam się jeszcze, że jak ja byłam już tutaj, na miejscu i ona jeździła w delegacje do pomorskiego to spała u niego mimo, że jeszcze byliśmy razem. Jechał na dwa fronty. Nie da się tego opowiedzieć wszystkiego, bo o tej całej historii mógłby być nakręcony film.
W kwietniu złamałam rękę do tego stopnia, że dwa tyg leżałam w szpitalu i miałam mieć wstawianą endoprotezę łokcia. Byłam załamana, taka akcja, ręka, jeszcze byłam w trakcie pisania licencjata, jak się zaczęło walić to wszystko. Ale doszłam do siebie dzięki rehabilitacji, obroniłam licencjata, w pracy też szło wszystko dobrze, pomału wracałam na swoje tory. Zaczęłam mgr, którą kończę w przyszłym roku, niedawno dostałam awans w pracy, poza barierą psychiczną i zmianą podejścia do ludzi - jakoś się kula. Tylko, że nie jestem szczęśliwa. Mieszkam dalej we wiosce z rodzicami, co staje się już uciążliwe, nie mam tu zbytnio znajomych, bo wszyscy wywędrowali do Poznania, do którego sama jeżdżę w wolne weekendy, żeby sobie odreagować i spotkać z przyjaciółmi. Brat niedługo zostanie ojcem, układa sobie życie, jak reszta znajomych, a ja dalej tkwię w martwym punkcie. Nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, żeby zacząć samodzielne życie, bo z obecną pensją nie jest to możliwe. Zawsze mówiłam, że skończę mgr i zacznę nowe życie w nowym miejscu i z nowymi ludźmi, że zrealizuję to, co chciałam wcześniej - przeniosę się do Poznania. Tylko, że kibicują mi wszyscy, prócz rodziców. Za każdym razem jak poruszam ten temat to są oburzeni, że chcę zostawić dobrą pracę i iść w nieznane. Nie potrafią zrozumieć, że ja się tutaj nie czuję, wioska nie jest dla mnie. Z drugiej strony boje się, że mają rację, że nie odnajdę się w wielkim mieście, że nie znajdę żadnej fajnej pracy. Ale czuję, że muszę coś zmienić. Że muszę się odważyć zrobić krok w przód, żeby zostawić przeszłość w tyle. Zawsze mówiłam, że pójdę na kurs tańca, że zacznę realizować pasję, bo tutaj w moich okolicach nie ma takich możliwości. Nawet nie ma jak kogoś poznać, bo wszyscy dookoła się znają. Chcę się nauczyć samodzielności, chcę w końcu odciąć pępowinę, bo tak jak nie byłam do tego gotowa kilka lat temu, jak szłam do pomorskiego, tak teraz czuję, że jest to odpowiedni czas, bo nie wiem kto prędzej zwariuje, czy ja, czy rodzice.

Odważyć się i przewrócić swoje życie o 360 stopni, czy pozornie cieszyć się z dobrej pracy i wegetować na okolicznych wioskach, bo życiem tego nie można nazwać?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Lagrange (2019-10-19 19:23:09)

Odp: Przeszłość, która wpłynęła na teraźniejszość - jak odnaleźć sens?

Do odważnych świat należy. Mam trzy córki. Jedną znalazła po licencjacie pracę w korpo. Zarabiała nieźle, żyła na całego. Potem znalazła inną pracę, podobną ale za większe pieniądze. W zeszłym roku zapytała mnie co myślę o pomyśle wyjazdu do Hiszpanii i założenia z chłopakiem campingu. Ja na to- jedź, bo jak nie teraz to kiedy. Camping to była wtopa, więc z Hiszpanii uciekła do Monachium. Tam żyje, zarabia tyle co w Polsce, ale w euro. Wynajęli z chłopakiem ładne mieszkanie, planują ślub, bo wreszcie ich na niego stać.
Druga córka miała po studiach perspektywę- darmowy staż w Polsce, albo wyjazd do Niemiec. Też mieszka w Bawarii i żyją z mężem jak pączki w maśle.
Ja, stary dziad, mając perspektywę dalszego dziadowania w Polsce też wyjechałem do Niemiec. Zamiast tekstów typu "szukamy kogoś młodego i dynamicznego" słyszę "tak doświadczony fachowiec jak pan".
Jak tkwić w marazmie i czekać na cud, lepiej zaryzykować. Masz znajomych, więc znajdź kogoś u kogo się będziesz mogła przekimać. Popracujesz dwa, trzy miesiące, coś sobie wynajmiesz. Nie sądzę żeby rodzice długo chowali urazę, a kiedy masz w życiu ryzykować. Teraz jesteś młoda i jeszcze dynamiczna. Za pięć lat będziesz już stara i zmęczona. Albo odżyjesz i będziesz się nadal cieszyć młodością.

Odp: Przeszłość, która wpłynęła na teraźniejszość - jak odnaleźć sens?

Powiem Co co zrobiła moja najstarsza córa. Po maturze znalazła pracę u nas w miasteczku, na zadupiu. Pałała nienawiścią do naszego zadupia i do owej pracy. Przepracowała pełne 3 miesiące mieszkając w rodzinnym domu. Odłożyła 3 porządne wypłaty. Nawiązała w międzyczasie kontakty z przyjaciółmi w Poznaniu i z ich pomocą znalazła tam po cichu inną pracę i wynajęła mieszkanie.
W ostatnim dniu pracy oznajmiła, że nie chce przedłużenia umowy w pobliskiej firmie. Wróciła do domu, powiedziała mi że jutro wyjeżdża do Poznania i że rozpoczyna dorosłe, samodzielne życie. Nie mówiła mi wcześniej o swoich planach, bo nie chciała mnie martwić.
Mijają 3 lata, studiuje, pracuje, ma chłopaka. Jest fajną, wyzwoloną dziewczyną. Zmieniła się na plus. Moje dziecko kochane.
Nie namawiam Jej do powrotu smile

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Przeszłość, która wpłynęła na teraźniejszość - jak odnaleźć sens?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018