Hej.
Mam 28 lat i jestem raczej nieśmiałym facetem. A przynajmniej na początku każdej znajomości bo potem wychodzi ze mnie kawalarz itd.
Ostatni związek był ciężki dla mnie, i długo się zbierałem. Pewnie dlatego teraz moja raczej marna pewność siebie została nadszarpnięta jeszcze bardziej xd, ale do rzeczy...
Ostatnio na imprezie ze znajomymi poznałem dziewczynę(24 lata) z hmm siostrzanej firmy. Miło nam się rozmawiało itd. chociaż trochę była niepewna jednej koleżanki, która żartobliwie sugerowała że jesteśmy parą xd... Impreza przeciągnęła się (chociaż już w mniejszym gronie) do godzin porannych. Bez zbędnego przedłużania - tańczyliśmy, całowaliśmy się i ogólnie moim zadaniem spędziliśmy super czas. Na koniec odprowadziłem Ją i jej koleżankę do domu. Po odchorowaniu kaca zaczęliśmy coś tam pisać... Paru rzeczy mi umknęło, ale finał był taki że byłem baaaardzo czarujący itd. Jednocześnie pojawił się moralniak , że "ona normalnie się tak nie zachowuje , zależy czego oczekuje od tej znajomości itd." Udało mi się ja zapewnić , że ja nie z takich i następnego dnia było już super - SMS do późnych godzin, stwierdziła, że mnie uwielbia itd. Następny dzień już cisza... Na SMS jak tam dzień odpisała po paru godzinach i to dość zdawkowo( bez szczegółów), ale raczej miło. Nie wyszedł jej wyjazd do znajomej i na moje próby pocieszenia jej już nie odpisała
I teraz moje pytanie - czekać aż sama napisze? Przy dłuższej znajomości raczej bym wiedział co robić natomiast tu nasza znajomość potoczyła się raczej dość szybko... Nie chcę się jej narzucać, ani żeby odebrała mnie za jakiegoś desperata( chociaż pewnie tak się zachowuje
. Poprostu nie rozumiem kobiet, chociaż według Niej umiem im prawić komplementy ![]()