Cześć wszystkim.
Pisze, gdyż potrzebuję porady może waszego spojrzenia na sytuację.
Czuję się zagubiona.
Wiem co jest dobre, a co złe.
Mam zasady i trzymam się ich. Ale do rzeczy.
W weekend wyszłam w babskim gronie na potańcówkę. Dawno nigdzie nie byłam, tylko praca, dom, dziecko. Tak od lat. Jestem singlem, od wielu lat.
Tańczyłam, super się bawiłam. Przy barze spotkałam kogoś z kim kontakt urwał się kilka lat temu. Piłam swoją wodę, żartowaliśmy z jego znajomymi.
W przeszłości widywaliśmy się wczesnym rankiem gdy odprowadzalismy dzieci do szkoły. Z czasem zapoznaliśmy się, on to Jacek. Wiedziałam co nieco o jego pracy, coś o dziecku, takie drobiazgi.
Ale potem zmiana szkoły i kontakt się urwał.
Upłynęły 2 lata odkąd się ostatnio widzieliśmy.
On nie może się nadziwić jak pieknie wyglądam, pamięta takie słodkie szczegóły. Rozmawiamy, zadziwia nas ten zbieg okoliczności. Rozmawiamy aż ja marznę i wracamy na parkiet. Prosi mnie o numer telefonu, ja cieszę się już na wspólną kawę.
Wiem, że nie ma na ręku obrączki więc jest mi miło, wesolo, mam go tuż obok.
Właśnie w tej chwili pytam roześmiana jak u niego sprawy uczuciowe. Tak mam żonę opowiada.
Telefonu nie dałam. Pytał czy chciałabym się z nim umówić, oczywiście że tak. Potwierdzam to. Ale żona. Więc nie ma mowy. Tańczymy chwilę i wracam do koleżanek.
Wiem jak to będzie, twoje myśli będą uciekać od żony, ona to wyczuje i będzie smutna. Tego nie chcemy mówię mu.
Ale sama jestem smutna.
On również był na męskim wyjściu, wyjątkowo, jak ja.
Problem jest taki, że doskonale wiem, że brak kontaktu to jedyna dobra droga. Ale cały czas o nim myślę. Po prostu pragnę go.
Jestem już długo sama. Rozbudził to czego nie było. Zapachem, sobą.
Skąd się to bierze. Dlaczego czuję takie pożądanie? I żal, że nie mogę tego zaspokoić? Wiem, że moralnie, że po ludzku postąpiłam ok.
Ale mogłabym się zakochać. Straszne.