To było tuz po Świętach Wielkanocnych.6 kwietnia.Wieczorem leżeliśmy juz w łóżku.Kilka dni wcześniej w historii odwiedzanych przez Niego stron znalazłam kilka o tematyce erotycznej i mnóstwo zdjęć dziewczyn(ładnych,brzydkich,w różnym wieku).Spytałam co to znaczy.Tłumaczył się jak zwykle,że to nic takiego,przepraszał,zarzekał się,że już nigdy więcej nie będzie.Od dawna czułam,że coś z NIm nie tak,że chyba mnie zdradza,nie miałam jednak dowodów(chociaż kilka przeczytanych u Niego smsow dało mi trochę do myślenia).Podpuściłam Go.Powiedziałam,że mam dowody,że jest nieszczery,że mnie zdradza,że jeśli mi w końcu nie powie,to jutro odchodzę razem z dziećmi(mamy 2 synków).MInę miał taką,jakby coś rozrywało Go od środka.Powiedział,że wszystko mi wyzna ale muszę obiecać,że Go nie zostawię.Nie mogłam takiego czegoś obiecać.W końcu wyrzucił z siebie wszystko.Powiedział,że zdradzał mnie juz rok po ślubie(jestesmy małżeństwem 6 i pół roku) i że niby od roku już tego nie robi.Wyznał,że jest uzależniony od seksu,że nie potrafił bez niego żyć.Robił to z prostytutkami i raz z koleżnka z pracy na szkoleniu.Brzydzę się Nim,strasznie się czuję i nie wiem ,co robić.Dlaczego to spotkało właśnie mnie.Nigdy w zyciu nie byłam szczęśliwa.Zawsze mnie za wszystko obwiniał a sam robił tak okropne rzeczy.Czuje sie jak wrak człowieka,jakby mnie juz nie było.Nie umiem odejść od Niego bo nie potrafię tego zrobić dzieciom,one niczemu nie zawiniły.On twierdzi,że mnie kocha i zrobi wszystko bym mu wybaczyła kiedyś ale ja tak nie umiem,nie umiem takiego czegos wybaczyć.Pękło mi serce:(
Nie wiem czy kiedykolwiek będę umiała komus zaufać,uwierzyc.Zawalił się cały mój świat,wszystko to,co razem budowaliśmy przez lata.Nie widzę sensu w niczym,nic mnie juz nie cieszy.W pracy,siedzę na lekcjach a przed oczami przenikaja mi różne obrazy,nie umiem z tym żyć.Gdyby nie dzieci,to nie wiem,czy nie zrobiłabym sobie czegoś.Czuje się jak szmata,o która ktos sie wytarł i wyrzucił.
Czy powinnam uwierzyc w to,co mówi,ze to choroba i że zrobi wszystko by z nia wygrać ?
Podobne tematy
Czytałam Twój post i prawie mi łzy popłynęły...Tak bardzo mi smutno i tak bardzo współczuję. Żadne słowa nie są teraz w stanie pomóc Ci w tym cierpieniu, wiem o tym. Poruszyłaś tu kilka problemów. Piszesz, że mąż Cię wciąż obwiniał. On w ten sposób chciał zagłuszyć własne poczucie winy. Myślę, że jemu było i jest z tym wszystkim bardzo, bardzo ciężko. Jeśli to naprawdę choroba (choć możliwe, że taką przyjął przykrywkę dla swoich czynów) to zapewne miał świadomość, że Cię krzywdzi, ale to było silniejsze od niego. Człowiek uzależniony nie panuje nad tym co robi, jest w stanie poświęcić wszystko, nawet miłość, czuje się z tym podle, ale wciąż i wciąż to robi.
Nawet trudno mi sobie wyobrazić co teraz czujesz. Teraz jest szok, potem będzie żal, smutek, by w końcu ustąpić miejsca złości, pewnie bardzo silnej. Ale jeśli przez to wszystko przebrniesz staniesz przed pytaniem: co dalej? Czy jestem w stanie dalej z tym żyć? Bo może będzie dobrze, mąż się zmieni, może pójdzie na terapię. Ale może stwierdzisz: jednak nie dam rady, odejdę, nie chcę go znać, nienawidzę za to co mi zrobił. Daj sobie jednak trochę czasu. Teraz musicie nauczyć się rozmawiać. To bardzo trudna sztuka, ale pozwoli Ci odpowiedzieć na te wszystkie pytania, które zapewne dręczą, nie dając spokoju. Zobacz jak będzie zachowywał się mąż. Czy jego postawa będzie bliższa zdrajcy, który nie chciał, a został przyłapany czy człowiekowi, który nie radzi sobie z chorobą, ale tak bardzo nie chciał nikogo ranić, że walczył z tą słabością sam. Spróbuj mimo wszystko od razu nie potępiać. Wiem jak to trudno, ale postaraj się na niego spojrzeć po ludzku. Bo moze to jeszcze nie jest Wasz koniec??? Z całego serca życzę Ci siły, bo świat Ci się wali i po stokroć pytanie: dlaczego? Dziś nie znasz na nie odpowiedzi, ale może za jakiś czas...
3 2010-04-13 20:11:27 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-13 20:12:18)
Witaj Martoolinko, nigdy nie przeszlam przez tego typu upokorzenie, przeszlam przez inne syfy
w życiu i dlatego pozwalam sobie na radę - nie duś w sobie złych emocji, nie przejdz nad nimi do porządku dziennego - zatrują ciebie i twoje życie, wczesniej czy pozniej.
To, proba waszego zwiazku i jesli przejdziecie przez niego bedziecie silniejsi. Bo tak wiele o sobie wiecie, czeka was szybkie dojrzewanie, poznawanie zakresow waszego uczucia i siebie...
Nie boj sie tego, może to zabrzmi dla ciebie dziwnie, ale potraktuj to jako szanse...
Twoje życie nigdy, nie bedzie juz takie same, ale od ciebie zalezy aby bylo lepsze.
Tak jak pisze Olimpia, daj mu szanse, ale powiedz mu o tym, poradz sie psychologa i przepracujcie to w sobie...
Czas ... za jakis czas dopiero na chlodno, bedziesz wiedziala czego tak naprawdę chcesz.
Pozdr serd i trzymaj się cieplo, nasze netkobiece serduszka są przy tobie
4 2010-04-13 22:40:49 Ostatnio edytowany przez Alexytymia (2010-04-13 22:42:27)
zastanawia mnie czy to rzeczywiście choroba, czy jej nie wymyślił na poczekaniu tylko dlatego, że myślał, że masz "dowody zdrady". To co zrobił jest wstrętne, egoista, masz szczęście że Cię niczym nie zaraził...w końcu nie wiadomo co robił z prostytutkami wcale Ci się nie dziwie, że czujesz żal, ból i obrzydzenie do niego.
Ja bym nie dała szansy, od tego odstraszyła by mnie skutecznie myśl że płacił jakimś kobietom za to, że zmuszały się z nim do seksu...Mam taką znajomą której partner "sprzedał" syfa, bo szalał z dziwk*mi,
.
Nie wyobrażam sobie jak później komuś takiemu zaufać po czymś takim, jak z nim się kochać, zasypiać obok, dotykać go i nie czuć obrzydzenia. Jestem też zdania, że czasem warto odejść choćby po to by dać komuś innemu szansę, a sobie dać szansę na zdrowy i szczęśliwy związek.
Nie umiałabym później radzić sobie z tymi wszystkimi lękami: czy aby znów nie zdradza, czy mnie czymś nie zarazi, czy nie puka kolejnej w pracy kiedy by się do domu spóźniał...nie wiem sama. Myślę, że nie znalazłabym w sobie dość siły by ponownie uwierzyć w związek...po 2 chyba bym znienawidziła faceta za krzywdę jaka mi zrobił, w końcu kiedy machał d... miał mnie gdzieś więc po co dawać szansę, bo dzieci? tylko czy ojciec k*rwiarz to dobry wzór?
To tylko moja opinia, jeśli zdecydujesz się dać mu szansę to podziwiam twoją odwagę, dobroć i poświęcenie, jeśli nie dasz szansy to wierzę że z czasem Twoje życie będzie znów pełne miłości i spokoju.
5 2010-04-14 08:50:09 Ostatnio edytowany przez kudlacz (2010-04-14 09:22:26)
Ja mam podobną sytuacje i raz wybaczyłem mineło 6 lat i zrobiła to samo wierność i zdrade ma się we krwi to jest nałóg nie moge ci nic doradzić ale myśle że są dwa wyjścia a to zależy wszystko od Ciebie jak silna jesteś bo każda z tych decyzji będzie wiele kosztować nerwów zdrowia. Ja też jestem w takim samym momęcie swojego życia tylko stan mojego zdrowia teraz jest opłakany robi mi jeszcze na złość żeby mnie wykończyć a ja wciąż kocham. Dam Ci dobrą rade nie oszukuj siebie zrób co czujesz wybierz za i przeciw dzieci postaw jako priorytet. Myśle ,że on jak rok po ślubie szukał już innej kobiety to nie zasługuje na miłość, powinien trafić na kobiete taką jak on będą siebie warci. Jestem spokojnym człowiekiem ale twój post mnie poruyszył do granic jak można być takim zimnym i dwulicowym człowiekiem jak on.
Bardzo przykre... Nie potrafie sobie nawet wyobrazic, jak bardzo cierpisz... Jak można tak postąpić, jak można tak kłamać, jak mógł po tym wszsytkiem spojrzeć sobie, a przede wszystkim Tobie w oczy. Nie rozumiem. Jesteś w trudnej sytuacji i decyzja należy do Ciebie. Ja nie umiałam bym wybaczyć i udawać nawet przed dziećmi, że jest dobrze. Brzydziłabym się jego dotyku, obecności, jego osoby. Nie chciałabym patrzeć na niego, czuć go w swoim domu. Nie chciałabym, żeby udawał, że jest kochanym tatusiem bo przed oczami miałabym to, że gził się na prawo i lewo z innymi kobietami. Decyzja należy do Ciebie. Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, ile jesteś w stanie wytrzymać i czy mu zaufasz, że już więcej tak nie postąpi. Czy uwierzysz, że nagle się zmieni?
Ja miałam podobną sytuacje w domu. Dopiero po maturze dowiedziałam się, że tata przez 11 lat zdradzał mamę i ma nieślubne dziecko z jakąś babą. Nie powiedzieli mi wcześniej, bo jestem bardzo wrażliwa i wiedzą, że mogłabym olać szkołe i zapłakać się. Musiałam do tego dojrzeć. Rodzice byli razem. Mama wybaczyła. Ja tacie też, choć na początku nie było łatwo, nie odzywałam się do Niego w ogóle, nie chciałam go widzieć. Mama dała radę, ale kiedy z perspektywy czasu patrzę na to i myślę, co ona musiała przeżyć, to nie wiem co by było lepsze - jakby się rozstali czy tak jak było. Nie domyślałam się. Chociaż jak byłam w podstawówce to tata wyjechał do pracy do W-wy czyli 100 km od Nas. Nie rozumiałam dlaczego. Teraz wiem. Rzadko był w domu. Raz na 3 tyg? Może to im pomogło, dali sobie czas, jednak informacja do mnie nie dotarła. Sistra wiedziała od początku, może dlatego rodzice zawsze jej mówili o ważnych sprawach a mnie nie. Nie wiem. Wiem jedno - nie rób nic wbrew sobie, bo mi się serce kraje jak wiem, jak bardzo mama cierpiała dla Nas.
Moim zdaniem tego nie da sie wybaczyc .Bedziesz z nim spala i bedziesz czula do niego wstret a wstret przerodzi sie w obrzydzenie.Nie wierze w takie cos jak choroba to jest tylko przykrywka by swoje czyny wybielic poprzez chorobe.Skoro tak jest ze niby Cie nie zdradza od roku w co nie bardzo wierze to skoro moze nie zdradzac od roku czyli nie jest tak chory.Moj dziadek zdradzal moja babcie potem ojciec zdradzal mame rok po slubie , wybaczala mu dla ,,dobra,,dzieci , ale to nic nie dalo ojciec przyrzekal a i tak swoje robil.Jest to przykre, ja sama swieta nie bylam bo wstyt sie przyzanc ale mialam taka sytuacje ze zdradzalam swojego bylego narzeczonego.Wiem ze jest to podle,wstretne i obrzydliwe i zaluje tego bardzo.Teraz kocham i jestem kochana i wiem ze drugi raz nie zrobilabym tego , ale tutaj jest rodzina a to do czekos mobilizuje.
niewniem czy da sie wybaczyc zdrade ktora trwala 6 lat, ciezko wybaczyc jeden wyskok , ale zdrade z prostytutkami to chyba nie mozliwe.Trzymaj sie Kochana tutaj rzadne slowa nie pokrzepią Twego smutku i rozcarowania ale musisz byc silna dla swoich dzieciaczków .Mocno pozdrawiam.
Teraz wiele zachowań tłumaczy się jakąś chorobą, za nic wtedy nie trzeba ponosić odpowiedzialności... Nie miał Ciebie do seksu? Rozmawiał z Tobą o tym? Znam to obrzydzenie, naprawdę zbierało mi się na wymioty gdy wyciągał rękę w moją stronę... Ja musiałam to skończyć, ale każda sytuacja jest inna. Poczekaj, oswój się z tą myślą, zobacz co on z tym zrobi. I na ile to będzie możliwe rozważ spokojnie za i przeciw. I pisz tu, mówienie o tym może Ci dać trochę spokoju. Przede wszystkim nie daj sobie wmówić, że i temu jesteś winna.
Teraz wiele zachowań tłumaczy się jakąś chorobą, za nic wtedy nie trzeba ponosić odpowiedzialności...
bardzo mądre słowa...choroba to świetna wymówka !!
ODPOWIEDIZALNOŚĆ spada na to wstręne choróbsko, które trawi psychikę naszego ukochanego... biedaczysko!!!!! a my oczywiście , z przerostem syndromu Matki Teresy z Kalkuty... pędzimy z pomocą, tulimy, chcemy pomóc... aaaaaaaaaaaaaaaaaa a oni uspokoją wstrząs, uspokoją czujność, i znowu to samo !!
mój facet też niby chciał się leczyć z agresji... załamanie nerwowe jakieś... tak sobie myslałam, bo przecież zawsze taki nie był
no ale do lekarza, zaszedł całe dwa razy, potem swierdził, ze zrozumiał na czym polega jego problem... no i chwilę było dobrze, nawet pięknie... aż nagle... tuż po świętach ... klops
generalnie, każdy typ, który "coś" wyczynia... zawsze będzie wyczyniał. Albo to zrozumiesz, zaakceptujesz, i normalnie będizesz z tym żyć, albo nie pogodzisz się z tym, lecz z wielkiej miłości zgodzisz się go "naprawiać" a on i tak za chwilę "coś" Ci wywinie !!! skoro potrafił ukrywac to przez 6 lat... to tym razem ukryje jeszcze lepiej, a Ty będziesz sobie rwała włosy z głowy!!!
jest jeszcze jedno wjście... odejście od niego, w wielkim bólu i smutku... ale musisz być silna i pokonać ten ból i smutek.... bo gdy odejdziesz TO CO NAJGORSZE JUŻ ZA TOBĄ... TERAZ BĘDZIE TYLKO LEPIEJ.... tylko w tym wytrwaj, tylko wytrwaj
----------------------------------
będę sama... szczęśliwa... za chwilę nie sama... szczęśliwsza
:)
Przegladajac fora,dochodze do wniosku,ze pomimo iz tak sie roznimy,to (niestety) problemy bardzo podobne.
Jestem nowicjuszka,ktora jest na forum po raz pierwszy i nie za bardo potrafie sie tu poruszac.Mam nadzieje,ze z biegiem czasu nabiore wprawy
Mam ponad 40ci lat,prawie doroslego syna i meza,ktory okazal sie sexoholikiem.
Swiat rozpadl sie na kawalki dokladnie szesc miesziecy temu.Zyje zawieszona w prozni, a wlasciwie to nie zycie,to cos na jego ksztalt bez kolorow,zapachow,usmiechu.......
Przez te szes miesiecy zdazylam "zrzucic" 20cia kg , posiwiec i postarzec sie z dobre 15 lat.
Taka jest cena,jaka przyszlo mi zaplacic za moje malzenstwo.
Bardzo prosze Panie,ktore przez to przeszly o kontakt.
Znalazlam wpis z 24go lutego, autorstwa Modrzanka.Sadze,ze mamy podobne doswiadczenia i prosze o kontakt
Pozdrawiam wszystkie cierpiace Panie