Mam 23lata i straciłam totalnie sens życia. Jestem matką samotnie wychowującą 3letniego synka, którego kocham ponad życie i tylko dla niego jeszcze jestem i staram się żyć na tym świecie. Kiedyś byłam osobą pełną energii, miałam mnóstwo przyjaciół i znajomych, bardzo aktywna i wciąż roześmiana. Teraz nie ma dnia bym nie myślała o opuszczeniu tego świata. Jestem podłamana, pracuj,e studiuję, zajmuję się dzieckiem ale nie mogę odnaleźć sensu życia. Mieszkam z rodzicami, jestem od nich zależna. Nie jestem w stanie utrzymać siebie i dziecka sama. Rodzice wciąż upewniają mnie w tym, że do niczego się nie nadaję i wytykają tylko palcami co robię źle. Nie wiem już co mam robić, wciaż tylko płaczę po kątach i myślę czy w ogóle jestem jeszcze komuś potrzebna. Nawet mój własny syn woli towarzystwo innych i czuję się zlekceważona i osamotniona. Próbuję wziąć się w garść ale wciąż wraca to poczucie bezsilności i braku akceptacji. Co mam robić? Co mogę zmienić w życiu, jak uwierzyć w siebie?
Podobne tematy
Droga załozycielko tego wątku proponuje abyś znalazła sobie codziennie choć godzinę czasu tylko dla siebie.
I wykorzystaj go tak jak lubisz.
Nie wierz tym z którymi mieszkasz!
Jesteś młodą mamą która próbuje ułożyć sobie i dziecku życie!
A nie jest to łatwe biorąc pod uwagę ile kosztuje wynajęcie choćby kawalerki ( bez mediów).
Dziecko można łatwo zmanipulować.
Tulę serdecznie - życze powodzenia- odezwij się do nas!
Boże.
Naprawdę chciałabym napisać Ci coś, co pomoże ci odzyskać sens życia.
Napewno jest to twój synek. Bo dzieci zawsze kochają bezinteresownie. Tym bardziej takie malutkie.
Nie mogę niestety ci nic doradzić, gdyż mam taki sam problem. Wpadłam w depresje gdyż czuję się samotna, nie kochana i poniewierana przez wszystkich.
Czy tak jest naprawde to nie wiem ale tak sie czuje.
Dlatego jedno co ci moge napisac, to to, ze wiem jak sie czujesz i że cię rozumiem.
Pomimo tego,ze nie wierzę sama w takie słowa to jednak je napiszę: TRZYMAJ SIĘ I NIE PODDAWAJ.
Zawsze jest nadzieja, choć malutka,że będzię lepiej. Ja tym żyję i trochę pomaga.
:):)
Mam podobny problem z matką ona twierdzi że jestem najgorsza i takie tam poniża mnie na każdym kroku ale ja mam oparcie w synu on ma już prawie 12 lat wychowałam go sama i jest teraz ze mną jak jest mi źle. Muszisz sie trzymać i tak jak radziły mi dziewczyny z forum idź do psychologa, Trzymaj się
Wiem co przeżywasz,doskonale cię rozumiem,ponieważ jakieś 5 lat temu też przez to przechodziłam.Byłam młodą,samotną matką wychowującą córkę,która wtedy miała już prawie 4 lata.Od samego początku nie miałam wsparcia w rodzicach,tylko wieczne narzekanie jak to powinnam wychowywać dziecko,że jestem nic nie warta,że powinnam sobie znaleźć faceta,a gdy juz jakiś się pokazywał u mego boku to też było źle bo znowu może pojawi się dziecko i ponownie będę sama tylko już z dwójką dzieci.Aj,było tego sporo,ale najważniejsze to to,że właśnie te ich wieczne narzekania motywowały mnie,aby udowodnić wszystkim i tez samej sobie,że jestem wartościowym człowiekiem.Bywały chwile słabości,łez,braku sił aby żyć,ale byłam twarda,każdą chwile słabości traktowałam jak jeszcze większą motywację,bo rodzina tylko czekała na moje potknięcie.Może i ty powinnaś spróbować takiej motywacji.Dodam tylko,że ja też się wtedy uczyłam i pracowałam.A pewnego dnia gdy już byłam na 100% pewna swojej siły aby iść przez życie z podniesioną głową na mojej drodze pojawiła się miłość.I z zachukanej mamusi stałam się pewną siebie kobietą,matką i żoną.Tobie również życzę takiej siły wewnetrznej która pozwoli Ci uwierzyć w samą siebie.
Witaj,
jeśli mogę zachęcić Cię do pierwszej i ważnej zmiany, to powinna ona dotyczyć poważnej rozmowy z rodzicami. Ich postawa jest głęboko raniąca, niesłuszna i wyrządza krzywdę wszystkim, im również. Jakkolwiek może się to wydawać trudne, to warto podjąć próbę uświadomienia im negatywnego wpływu na Ciebie. Jesteś dorosłą osobą, masz własne zdanie, pomysł na życie i własną wizję wychowywania dziecka, zaś to, że rodzice pomagają Ci nie upoważnia ich do zawłaszczenia sobie prawa do ciągłego wychowywania i pouczania Ciebie i wnuka. Domyślam się, że rodzice wszystko, co robą, robią w ich mniemaniu w dobrej wierze, w słusznej sprawie, ale to właśnie Ty możesz pokazać im gdzie naruszają granice własnego wpływu, gdzie leży granica Twojej dorosłości i Twojej niezależności myślenia i działania. Kiedy porozmawiacie o tym jak powinno wyglądać Wasze dorosłe i dojrzałe współżycie jako domowników można na tym budować grunt do lepszych relacji.
I już zupełnie na koniec, jesteś bardzo dzielną osobą i z pewnością Twoja sytuacja nie czyni Cię w żaden sposób kimś gorszym. Uczysz się, pracujesz, jesteś mamą czy to za mało, aby szanować to, kim jesteś?
Zachęcam Cię również do korzystania z pomocy organizacji, które wspierają prawa kobiet, prawa matek wychowujący samotnie dzieci, są tam doradcy, psychologowie i kobiety, będące w podobnej sytuacji. Być może wiedza osób kompetentnych będzie dla Ciebie wsparciem w tej trudnej obecnie sytuacji.
Pozdrawiam!
Szczerze to taka rozmowa może nic nie pomóc. Czasami taka rozmowa pogarsza wogle sytuacje, na taką rozmowę naprawdę trzeba mieć dużo siły
Hej
Masz przecież synka i rodziców - to dużo, to jakiś początek i start od którego należy zacząć.
Warto dużo rozmawiać z rodzicami. Odzyskać cel w życiu. Wiem, że to trudne. Jestem z natury optymistką i tak patrzę na życie. Czasem jak było mi źle uśmiechałam się do lustra. Staraj się w każdym razie.
pzdr
9 2010-04-28 08:25:09 Ostatnio edytowany przez Vegeta (2010-04-28 08:29:38)
Współczuje Ci najmocniej z całego serca podzielam Twój ból. Dajesz sobie świetnie radę wychowując sama dziecko. Męzczyzna prawdopodobnie nie poradziłby sobie w tej sytuacji, a Ty świetnie dajesz radę. Według mnie potrzebujesz miłości i odpowiedzialnego partera który by Ci pomógł w wychowaniu. Zapewniam Cię że jest dużo samotnych meżczyzn czekających na Ciebie wiec musisz częsciej wychodzić z domu by dać się poznać. Ja wiem nie jest to łatwe przy dziecku ale możesz np częsciej zabierać go na spacery po parku Nie mozesz się zamykać w sobie. Jesteś piękną wartościową kobietą i musisz w to uwierzyć
Pozdrawiam i tulę :*
Cześć samotna, ale na pewno nie niepotrzebna. Masz 23 lata i całe piękne życie przed sobą. Masz zapewne cudownego synka, który jestem pewien najbardziej lubi spędzać czas ze swoją mamą. Zobaczysz jak podrośnie jeszcze troszkę, nie będzie Cie odstępowął na krok. To własnie dla niego przede wszystkim musisz mieć w sobie siłę. On sobie bez Ciebie nie poradzi. Jak on będzie nastolatkiem, będziesz miała u boku wspaniałego mężczyznę, który zawsze stanie murem za matką. Warto czekać na te chwile. Przejmujesz się rodzicami. Taka ich rola. Często nie mówią nic miłego latami, a jak tylko noga się powinie zaraz atak. Pociesze Cię, że to często spotykany model. Moi rodzice rzadko mnie chwalili i teraz też raczej tego nie robią. Za to krytyka spada na mnie często i generalnie niezasłużenie. Jednak wiem, że to w taki sposób rodzice okazują Tobie miłość i troskę. Pomyśl o tym w taki sposób, będzie Ci łatwiej.
Piszesz, że kiedyś byłaś pełna energii. A teraz nie jesteś? Pracujesz, studiujesz i wychowujesz dziecko. Mało? Piszesz kiedyś miałaś pełno znajomych. Poszukaj z nimi kontaktu. Może popisz troszkę tutaj na forum i kto wie może spotkasz bratnią duszę do pogadania. Naprawdę warto wyjść do ludzi. Nie jesteś gorsza niż inni, nawet tak nie myśl.
Wychodź z małym na spacery, może poznasz inną mamę z dzieckiem w podobnym wieku i będziecie sobie mogły poplotkować.
No i zacznij się uśmiechać. Bądź znowu sobą, taka jak niby kiedyś byłaś - aktywna i roześmiana. Gwarantuję, że poznasz kogoś fajnego. Sam jestem potwierdzeniem tej tezy. Poznałem samotnie wychowującą 4letniego synka mamusię i się w niej zakochałem. Urzekła mnie swoim uśmiechem i pogodą ducha, mimo wielu przeciwności losu.
Głowa do góry i wypatruj słońca
Serdecznie pozdrawiam
Próbuję wziąć się w garść ale wciąż wraca to poczucie bezsilności i braku akceptacji. Co mam robić? Co mogę zmienić w życiu, jak uwierzyć w siebie?
Powiem tak: ta sytuacja to test dla Twojego charakteru. Współczucie Tobie jest ok ale nic twórczego tutaj nie da. Tu trzeba działać. Żeby nie pokpić sprawy (czyt. nie zmarnować sobie swojego własnego zycia) musisz się postarać bardziej niż inni, którzy są w lepszej sytuacji bo mają wsparcie. Przecież jeśli coś Cię nie zabije to wzmocni. Ale żeby wyjść z tego zwycięsko to właśnie trzeba mieć charakter. Pokaż go wbrew przeciwnościom. Rodzice będą Ci przedstawiać obraz na ich własne wyobrażenie - bo tak najłatwiej. Idealnie by było gdyby nie paplali za dużo tylko ograniczyli się do bezinteresownej pomocy - czyli do tego do czego są przeznaczeni. Ale to utiopia bo znam wiele przykładów gdzie rodzice tylko utrudniają sprawę.
Masz 23 lata - to szmat czasu przed Tobą. Jeśli nawet jeszcze nie czas na faceta to przecież życie składa się z miliona elementów, w których można dojrzeć sens. Gdy jednak popatrzysz w lustro i powiesz sobie: "walczę, nie poddam się" to już będzie pierwszy krok. Potem niewykluczone, że będziesz potrzebować wsparcia specjalistycznego ale warto to zrobić. I tak powoli staniesz na nogi. Poczytaj forum - jest tu sporo samotnych kobiet z dziećmi i zadowlonych z życia, a przynajmniej na tyle żeby nie myśleć o wyjściach ostatecznych.
Tak więc głowa do góry i nie myśl tylko, że to tak łatwo mówić. Wiem, że łatwo ale uwierz, wszystko jest do zrobienia.
Jestem niezmiernie mile zaskoczona... Nie myślałam, że zdobędę od obcych mi osób tyle wspierających słów... Dziękuję Wam wszystkim za to bardzo serdecznie...
usmiecham się w tym momencie ale nie ukrywam również, że czytając Waszych rad się popłakałam... Czy to łzy wzruszenia, radości...? - trudno stwierdzić... ale wiem napewno, że potrzebuję właśnie takiego wsparcia! Chciałabym je również mieć od najbliższej rodziny ale ja przez tą całą sytuację nawet nie potrafię z rodzicami rozmawiać... nie wiem w jaki sposób zacząć rozmowę, staram się nie zaczynać konwersacji bo wiem jak się one zazwyczaj kończą, nie mam już siły wysłuchiwać jaka to ja nie jestem bezużyteczna...
wiem jednak, że nie mogę pod żadnym względem się poddawać i to tak naprawdę Wy mnie tego uświadomiliście... postaram się być bardziej pewna siebie i ułożyć sobie i swojemu dziecku wymarzone życie... DZIĘKUJĘ WAM! ![]()
Najważniejsze to pozytywne nastawienie i to, żebyś się nie poddała. Dobrze, że już Ci lepiej, jednak musisz utrzymać ten stan rzeczy. Nie możesz pozwolić, aby smutek i żal znowu Cię ogarnęły. Musisz być silna. Pomyśl - masz cudownego synka, masz pracę, studiujesz, zapewne niedługo się ustatkujesz i zaczniesz od początku. A rozmawiałaś z rodzicami, powiedziałaś im o swoich uczuciach, o tym jak jest Ci źle? Być może oni tego nie widzą, albo nie chcą zobaczyć, ale szczera rozmowa może pomóc.
Witaj!
Po tym co napisałaś widać ,iż jesteś bardzo wartościową osobą.Pracujesz,studiujesz,wychowujesz dziecko.I dajesz sobie radę.Wiem że jest Ci ciężko-bo dziecko wywraca świat do góry nogami( coś o tym;) i zaczyna się dopiero "prawdziwe,dorosłe życie" Jest to bardzo trudny etap w życiu każdej młodej kobiety-szczególnie wtedy gdy sama wychowuję dziecko.
Przykro mi to mówić ale Twoi rodzice są nie fair wobec Ciebie i dobrze by było gdybyś zebrała się na chwilę szczerości i powiedziała im że są wobec Ciebie nie fair,że pracujesz,wychowujesz dziecko i bardzo się starasz by wszystko było jak najlepiej zrobione a ich krytyka napewno Ci nie pomaga.
Bądź silna!! Wszystko jeszcze się zmieni. Jakby co to pisz
Dziękuje jeszcze raz za Wasze wsparcie! Choć nie ukrywam, że bardziej potrzebne jest mi wsparcie ze strony rodziców...
Kiedy czytam Wasze słowa zaraz zaczynam płakać... Jest mi tak bardzo przykro, że rodzice nie potrafią mnie zrozumieć i zawsze mnie krytykują, że tracę totalnie wiarę we własne siły i możliwości... Nie umiem z nimi rozmawiać, tym trudniejsza jest dla mnie sytuacja kiedy mieszkam pod ich dachem. Wszyscy mi radzą porozmawiać z rodzicami ale nie wiem jak, nie potrafię... ![]()
Na pewno nie sadzaj obojga za stołem i nie zaczynaj w stylu "musimy porozmawiać". Ja proponuję małymi kroczkami. Wybierz tego z rodziców, z którym masz lepszy kontakt. I reaguj w konkretnych sytuacjach. Argumentami lub określeniem swoich uczuć. Powiedz np mamie, że rani Cię to, że źle ocenia Twoje postępowanie. Zapytaj, jak wg niej powinnaś postąpić w danej sytuacji. Co widzi niewłaściwego w Twojej decyzji. Nie da się podać przykładów, zresztą to wymaga pewnej pracy. A może, mimo braku czasu, znajdziesz chwilkę, żeby poczytać sobie o asertywności?
Ponieważ dopiero dzisiaj znalazłam Twój wątek, więc dopiero dzisiaj napiszę: podziwiam Cię, dziewczyno. Uwierz, że ten trudny czas się niedługo skończy i będzie coraz lepiej ![]()
Posadź mamę przed komputer i niech sobie poczyta...
Bo każdy jest KIMŚ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A TY NIE JESTEŚ BEZUŻYTECZNA!!!!!!!!!!!! TY JESTEŚ MATKĄ I TWOJE DZIECKO CIĘ KOCHA I POTRZEBUJE! NIE PŁACZ TYLKO WYJDŹ Z DZIECKIEM NA SPACER I ZOBACZ JAKIE ŻYCIE JEST PIĘKNE! TWÓJ SYNEK CIĘ KOCHA I CHCE MIEC SZCZĘŚLIWĄ MAMĘ , A ŻE OSZĘŚCIE TRZEBA CZASEM ZAWALCZYC TO JUŻ TAK JEST ŚWIAT SKONSTRUOWANY....
vinnga ma rację! przed Tobą wiele wspaniałych chwil! nie poddawaj się!
Witaj Samotna..nic nie dopisze wszyscy pieknie dodali Ci otuchy i wsparcia...nie jestes sama...
Nawet strona meska zyczliwie podeszła do problemu>>szacunek>> Masz dziecko to dla niego zyj...Powodzenia kochana...