drodzy forumowicze, witam ponownie 
był styczeń, jest maj. były śniegi, kwitną bzy. u "nas"sytuacja bez zmian, czyli nadal jeździmy, rozmawiamy, uśmiechamy się w lusterkach i nadal nie byliśmy na kawie. nadal się oficjalnie nie zapoznaliśmy, nadal nie wymieniliśmy swoich telefonów. i nadal o nim śnię.
wiem już, jak ma na imię (dowiedziałam się przypadkowo), wiem mniej więcej - gdzie mieszka, wiem, że kiedyś był żonaty (ale nie wiem, czy nadal jest w związku), wiem, jakie ma poglądy polityczne, religijne etc. natomiast w dalszym ciągu nie posiadam informacji, która pozwoliłaby mi na podjęcie jakichś kroków. nie umiem sobie go odpuścić, ponieważ nie pamiętam już, kiedy ostatnio poczułam takie bicie serca, jak w momencie, gdy go widzę.
i prawdopodobnie to jest jednak stan obopólny, a przynajmniej na to wygląda.
mężczyzna, którym jestem zainteresowana, w momencie, gdy już mówię do słuchawki , zamawiając taxi, traci logikę wypowiedzi, zmienia głos. dzwoniłam tam setki razy i gdy tylko mnie usłyszy, zaczyna się jąkać. gdy wsiadam do taksówki, lusterko już jest jest przekręcone. a on ma rumieńce, jest spięty, zaczyna coś do mnie mówić, nawiązuje rozmowę. jak już wspomniałam, to nie są w ogóle rozmowy klient- kierowca, to są rozmowy, które powinny być realizowane w zupełnie innym miejscu. na kawie w restauracji właśnie... w taksówce wygląda to na pogawędkę znajomych, począwszy od pytania "jak mija pani dzień? co słychać?". później lecą monologi, co się działo, o życiu, pracy, wydarzeniach i pytania dotyczące charakteru (mojego), wygląda to na poznawanie osoby, a nie na nic nie znaczącą pogawędkę na trasie. oczywiście, co rusz jego oczy i cudowny, rozpływający się uśmiech, widzę w lusterku. przy wydawaniu reszty za przejazd, patrzy mi głęboko w oczy. i musi to wyglądać naprawdę idiotycznie, ponieważ ja mam taką samą reakcję na niego, jak on na mnie.
niedawno kilka razy jechałam z nim z koleżanką. wszystko wyglądało identycznie, tak jakbyśmy tylko my byli w tym aucie. później zapytałam mojej koleżanki, jak ona to ocenia, jako osoba trzecia. stwierdziła, że mu się ewidentnie podobam. w zasadzie jestem tego pewna. i tak, wiem, że onieśmielam. nic nie mogę z tym zrobić.
podczas ostatniego naszego "spotkania" (jakże to brzmi!), nawiązaliśmy konwersację o gotowaniu. pochwaliłam się, że jestem tragiczna w tej materii, na co on odpowiedział, że on gotuje sobie sam. że wszystko sobie musi sam przygotować, kupić i zrobić. przez myśl mi przemknęło, że może chodziło o to, że mieszka sam (vide - jednak nie jest w związku). zapaliła się zatem nadzieja, że może to właśnie oznacza, iż chciał przez to powiedzieć, że jest sam.
a może ja znowu coś projektuję? co myślicie?