Zostawił mnie jakieś dwa tygodnie temu, zresztą on ciągle odchodził a ja głupia błagałam by wrócił, wracał po paru dniach a ja czułam się jak śmieć, mająca nadzieje, ze się ułoży, że on sie zmieni. Zostawiał mnie ot tak, mała sprzeczka i odchodził, mój płacz, setki smsów i wracał, nie dlatego, że wyprosiłam, ale dla wygody<mieszkaliśmy u mnie>.
Trwało to ponad rok, aż nie mogę w to uwierzyć, że przez ten cały czas nie potrafiłam tego przerwać. Był okres, ze przeszłam załamanie przez niego, ponieważ traktował mnie jak śmiecia, nie czułam w nim oparcia, tylko ciągły lęk, że mnie zostawi. Ja naprawdę go kochałam, modliłam się, aby się zmienił, żebyśmy byli szczęśliwi a on się bawił moimi uczuciami, wiedział, że kocham go tak mocno, że nie poradzę sobie bez niego. Najgorsze, ze ja przez ten cały czas tez żyłam w takim przekonaniu, myślałam, że nie dam rady.. Tym razem coś we mnie pękło, nie da się ukryć, że cierpię, ale jak pomyślę o tym co przeżyłam, jak się czułam, to ogarnia mnie złość, że byłam taka głupia, mam już dość robienia z siebie idiotki!
Teraz żałuję, że nie przerwałam tego wcześniej, że nie zebrałam w sobie tyle siły co teraz, bo dziś już wiem, że nie chcę do tego wracać, mimo, iż czuję ogromną pustkę, to wiem, że to nie on ma ją wypełnić.
Do tej pory czułam, że bez niego "przewrócę się i umrę", dziś czuję, że odżyję. Najgorsze są te momenty, w których sięgam po telefon <numer zmieniłam>, lecz sama nie wiem czego oczekuje moja podświadomość, czy smsa od niego, czy też jest to chęć napisania < niestety numer znam na pamięć>, lecz za każdym razem szybko kieruję swe myśli gdzieś indziej, by nie zrobić głupstwa.
Zrozumiałam, że uczucie bólu, pustki i tęsknoty, jakie towarzyszy nam po stracie faceta, nie może przekładać się na szacunek do samej siebie, bo jeśli się zatracimy to nie będziemy umiały spojrzeć w lustro a zatracić siebie to tak jak umrzeć, dlatego też czuję się złamana, ale nie przegrana. W tej chwili jest mi cholernie ciężko, ale wyjdę z tego z podniesioną głową! <mam nadzieję>:)) POZDRAWIAM
Podobne tematy
2 2010-04-05 21:57:30 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-05 22:02:26)
Marikaa jasne, że wyjdziesz dojrzalsza, mądrzejsza i mająca więcej siły do życia. Trzymaj się i pamiętaj, że walczysz o siebie. Daj sobie dużo ciepła i dobra. Każda taka zmiana w naszym życiu niesie nowe szanse i możliwości - dziś jesteś na drodze do swojego szcześcia.
Powodzenia i tak trzymaj
!
Gdy jedna osoba wchodzi w zwiazek calym sercem a druga nie, to nastepuje wlasnie taka szarpanina. Kto mniej kocha jest ,,silniejszy,, moze powodowac u ciebie stan szczescia lub smutku zaleznie od kaprysu. Ciesze sie ze wyraznie to zobaczylas i podjelas madra decyzje. Brawo!
Marika duzo wewnetrznej sily zycze,dasz rade.
bylam w takiej samej sytuacji jak Ty,ale ja przezywam to strasznie bo nadal kocham i nie potrafie tego pojac,ze stalo sie tak a nie inaczej..swoim postem dalas mi chyba wiecej wiary w siebie..jezeli teraz znowu zachce mi sie plakac bede czytac Twojego posta do znudzenia i do zrozumienia....:)