netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

15 odpowiedzi4 018 wyświetleńzałożony przez kobietyzdradzone, 29.03.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Postanowiłam (po wielu próbach) napisać moją historię życia.



Historia ta nadawałaby się na książkę, choć sądzę, że nie jedna kobieta mogłaby to samo powiedzieć o swoim życiu.

Zaczyna się tak. Dawno dawno temu żyła sobie mała dziewczynka, które jak wiele innych dziewczynek marzyła poślubić księcia z bajki bądź jak kto woli - rycerza na białym rumaku - który byłby jej wierny aż po grób.



Pewnego dnia spotkała jego. Zaciekawił ją. Był inny. Ona biała on czarny. Nie narzucał się. Był miły i kulturalny. Wyglądał na kogoś spokojnego. Spędzili cały wieczór.

Następnego dnia również się spotkali. I tu diametralnie sytuacja zaczęła się zmieniać. On nadal był miły, ale na siłę zaciągnął ją do pokoju kolegi. Była oszołomiona, ale poddała się. Bardziej z ciekawości - jak pierwsza puszczalska. W trakcie miłosnych uniesieć - pękło zabezpieczenie. Przerażona uciekła.

On jednak zadzwonił. Spotykali się dalej. Beztroskie, szczeniackie zauroczenie. Było fajnie. Chodziła na studia i pracowała. To on jej mówił aby nie uciekała z zajęć po to tylko by z nim się spotkać.



Pewnego wieczoru - umówili się w klubie. Tam za nim jak pies - warowała ostra jak żyleta blondyna. Polowała. On nie spławiał jej. Uśmiechał się do niej, żartował. Nie wytrzymała. Szarpnęła blondynę, gdy on nie widział. Wyszli z klubu.

Czasem wieczorami jak do niego dzwoniła nie odbierał. Potem twierdził, że się uczy. Ona zaczęła się wkurzać. Płakała, pisała do niego listy. Zaczęła mu szperać w torbie. Już po dwóch miesiącach zaczęły być nieporozumienia. M.in. z powodu tych telefonów i szperania w torbie. Jednak dalej byli razem.



Po dwóch latach on się jej oświadczył. W dzień przed sylwestrem. Sylwester był cudowny. Żyli dalej razem. Niestety on stracił akademik, studia i nie miał pracy. Ona przygarnęła go do domu swoich rodziców. On zaczął szukać pracy. Było wszystko ładnie i pięknie, choć czasem on wracał bardzo późno i zapominał kluczy przez co budził rodziców - i były kłótnie.

W jej życie wdała się rutyna i poczucie beznadziei. Zarabiała bardzo dobrze. Studia kończyła (licencjat), mieszkała u rodziców. Rzuciła pracę, w której szefowa wszystkich mobbingowała. Długo to przeżywała, ale poczuła wyraźną ulgę. Zatrudniła się jako hostessa, modelka. Wieczorami pracowała. On dalej szukał pracy.

Pewnego wieczoru poznała drugiego. Ten drugi był wesoły, radosny, z charyzmą, czarował jak mało kto. Nie dała mu się - za pierwszym razem. Ale spotkali się kolejnego dnia. On za nią latał. Pocałowali się. Wszystko zmierzało ku jednemu - ona jednak zorientowała się. A przecież nie o to jej w życiu chodziło. Nie o jednorazową rozkosz.



Wydało się. On się dowiedział. Płakał, chciał popełnić samobójstwo, świata poza nią nie widział. Mówił że nie rozumie jak ona mogła mu to zrobić.

Ona chłodno powiedziała, że się pogubiła. Że wie że ten drugi związek nie ma sensu, ale w obecnym czuje się zaniedbywana. Wszystko na jej głowie.

Zmienił się. Zaczął o nią dbać. Ona nadal pisywała do drugiego maile. I to też się wydało. On był wściekły - jak mogła go znowu oszukiwać. Okazało się że jest w ciąży. W ciąży z nim, bo z drugim do niczego nie doszło. Zdecydowała, że zostaje z nim, że urodzi to dziecko.

Przed końcem ciąży wynieśli się z domu rodziców do mieszkania które ona wzięła na siebie na kredyt, jeszcze jak pracowała na etacie. Urodziło się dziecko. On już pracował. W zasadzie wracał wczesnym rankiem (4-5) i wychodził ok 11 rano znowu do pracy. Jeden dzień co dwa dni miał wolny - odsypiał.

Zaczęły się awantury. Ona gruba (+20 kilo, już nie modelka), siedząca z dzieckiem w domu, samotna, i zapracowana na komputerze (żeby tylko móc coś uskładać) on wiecznie zapracowany - też niewiele zarabiający. Jednak jeszcze czasem to szczęście gościło.



Rok później wzięli ślub. Dwa tygodnie po ślubie ona dowiedziała się że on ma długi (cztery zera) i że w dodatku wieczorami wypisuje do jakiejś dziewczynki (6 lat młodszej) jak ją kocha, że niedługo z nią wyjedzie na tydzień (jej mówił że tam gdzie jedzie do pracy by się tylko z nim nudziła). Szok. Trauma. Uczucie jakby ktoś bliskiwbił Ci sztylet w serce. Karetka. Ona ucieka z dzieckiem do rodziców. Upija się, zasypia.

Wraca do domu. Rozmawiają. On niechętnie. W końcu kwituje krótko że to był błąd i tyle. Ona kontaktuje się z tamtą, wszystko wyjaśniają. Tamta nic nie wiedziała. Tamta się odcina. Oni zaczynają na nowo budować świat. Każde zbliżenie to dla niej ból. Czuje się odarta z godności, jak jakaś szmata.



Dwa lata później wylatują na rok zagranicę. Jednak po jakimś czasie wracają. Tu ona znajduje świetną pracę, on szuka swoich aspiracji. W 70% dzięki jej pracy dostają kredyt na mieszkanie, na które on się uparł. Pomimo tego, że w przeciągu paru miesięcy wcześniej ona znajdowała w samochodzie: kolczyki, kosmetyki i puste złotko po durexach. On twierdził, że to kolegów, których woził, że to z tobry komuś wypadło itp.

Przeprowadzają się. Trzy miesiące później ona znajduje smsa w jego komórce. Widzi, że on zachowuje sie jakoś inaczej. Zaczyna sie wojna. Darcie rzeczy, kłótnie, płacz, groźby. Ona wylatuje, on w tym czasie ma kontakt z tą trzecią (inna niż parę lat wcześniej). Twierdzi, że to tylko takie niewinne smsy. Że mu odbiło, się pogubił po śmierci rodzica. Ona już nie wierzy. Dzwoni rozmawia z tamtą. Tamta się wypiera. I bądź tu mądry?!

On obiecuje że już zerwał kontakty. Miesiąc później ona dostaje w ręce billing. Okazuje się że z tamtą od wielu miesięcy smsował po 6 razy dziennie. Krew zalewa mózg. Ona czuje się jak po śmierci kogoś bliskiego. Długa depresja, zalewa ją falą nienawiści. Grozi że odejdzie. W końcu rodzice jej rozmawiają znim. Zmienia się: zaczyna sprzątać, zwraca na nią i na dziecko uwagę. Tymczasowo jednak...



Od tygodnia znowu chodzi zamyślony. Rozmowy i smsy w telefonie ma czyściutkie. Wieczorami co kilka dni wychodzi na tzw. próby (taki zawód), nie odbiera teleonu, ale zaczął pisać smsy. Generalnie niby wszystko jest ok, ale ona znów czuje się oszukiwana. Nie wie czy on jednak nie ma podwójnego życia. I pewnie nigdy się nie dowie.

A miało być tak pięknie... Rycerz na białym rumaku, wierny aż po grób.



Co do niej: ona od tego czasu (październik 2009) jak dowiedziała się o smsach typu "kocham cię" do innej - coś w niej pękło. Żałosne sceny zazdrości, po nienawiść i obojętność włącznie. Ona jest zmęczona - musi go zadowolić. On jest zmęczony - palcem nie kiwnie. On zawsze gwiazdorzy, ostatnio zraca jej uwagę przy ludziach - jak coś nie tak jego zdaniem powie. Ona sie buntuje. Przez to wszystko ona nie wie już co robić ma... nie potrafi się na niczym skupić.



Kochani - wesprzyjcie. Co robić? Siostra powiedziała, jak zdradzi (nawet smsem typu "kocham cię") trzeci raz - nie odwracać się i pójść swoją drogą.

Ja się teraz zastanawiam czy ja go wogóle jeszcze kocham. Fakt taki, że on prauje, ja czasem pozyskuję dla niego klientów (moja sprzedaż to jakieś 30%, a jego 70%). Ja bez niego nie mam innej pracy w tej chwili. Mamy małe dziecko, piękne mieszkanie (choć nie dokończone) na kredyt. I co dalej...

Powinnam skupić się na magistrze. Znajoma, która się rozwodzi powiedziała: znajdź pracę, odłuż kasę na sekretne konto, zadbaj o siebie i olewaj gnoma. Ale tak się nie da. Bo on jak go olewam chodzi zasępiony, jak ja jestem wesoła też chodzi zasępiony. Dołuje mnie. Aż mi się nie chce do domu wracać. A dziecko to widzi. (Dodam też że uprawiam sport, zaczęłam nawet zdobywać trofea. Schudłam, staram się zawsze być zadbana. Na nowe ciuchy mnie nie stać, ale urozmaicam kombinacjami.)



Zastanawiam się czy przypadkiem nie znalazł sobie takiej (mnie) co to może nią manipulować, grać na jej uczuciach (wie że jestem wrażliwa), mieć wygodnie - rodzinę w domu, wieczorami życie nocne. Ostatnimi czasy było tak: ja dom, studia, dziecko, pomoc jemu w jego pracy, a on tylko swoja praca, wiecznie zmęczony (oglądamy film - on śpi, w dzień jak wraca z joba - śpi, wieczorem jak wychodzi - kąpiel i odpicowanie), brak zrozumienia, że ja naprawdę jestem zmęczona.

Wczoraj jak mi oznajmił, że wychodzi na próbę - zażądałam aby mi pokazał telefon. Pokazał - wszystko wykasowane. Powiedziałam daj telefon do sali prób. On na to że tam nie ma stacjonarnego, a poza tym nie będziesz ze mnie robić nie wiadomo kogo złego. Nawet na mnie nie patrzył.



Czuję się kompletnie oszukana, zbrukana, odarta z godności, nic nie warta (czasem mówi, że kiedyś byłam silna i fajniejsza niż teraz), i samotna. Jak jestem ze znajomymi - cieszę się, jak z nim, to aż mi niedobrze. Jak wyjeżdża - czuje ulgę. Mam całe mieszkanie dla siebie, czysto, mam czas dla siebie, dziecka, robię co chcę, czuję się dobrze, uśmiecham i nie widzę jego fochów. Tylko że nie mam pracy, a nawet gdyby, to musiałabym zarabiać minimum 4000 zł netto aby to wszystko utrzymać...



Boże pomóż! Wariuję sad Czy ten koszmar będzie trwał wiecznie? ...

Co robić? Jak Wy widzicie tą całą moją historię? Mam dwadzieściakilka lat - czekać aż dziecko podrośnie, żyć swoim życiem i mieszkać z nim, czy szukać pracy, olać mieszkanie i wnieść o rozwód? A moze inne wyjście widzicie? A moze ze mną coś nie tak?

2

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Jestem młoda, możesz mieć moje zdanie gdzieś- ale zostaw go. On cię nie kocha tylko wykorzystuje.  Cały dom jest na twoich barkach a on się na boku może zabawia z inną.

Zresztą, może to zabrzmi brutalnie ale.. z twojego opisu wynika że zostałaś z nim tylko ze względu na dziecko. Gdyby nie ciąża pewnie zaryzykowałabyś z tym drugim. Gdybyś go w tamtym okresie kochała, tak naprawdę to nie zainteresowałabyś się innym, tylko uparcie rozmawiała z mężem. Dziwie się że w ogóle po tym incydencie stykającym sie niemalże z gwałtem dałaś mu jeszcze szanse. Rozumiem że byłaś młoda, być może zauroczona, ale to kurcze był wyraźny znak że ten facet ma problem. I tak się niestety okazało. Złapał cię w sidła- rozkochał, żył na twoim garnuszku a kiedy poczuł że jego bezpieczne gniazdko które sobie uwił moze się rozpaść nagle straszył cię samobójstwem. Jest to niestety typowe zachowanie- zastraszanie partnera.
Raz cię okłamał będzie robić to wiecznie- a jego gadki że to prezerwatywy kolegów są śmieszne i żałosne. On nawet nie postarał się żeby je posprzątać- wiec wyjścia są dwa:
a)albo to faktycznie to dzieło jego kolegów - ale pomyśl sama czy to się kupy trzyma
b) jest tak pewny tego że nie odejdziesz, będziesz się go kurczowo trzymać, że moze pozwolić sobie na wszystko. A tak to niestety z boku wygląda. Może mysli że nie odejdziesz od niego ze względu na sieć jaką cię splątał: dziecko, mieszkanie, kredyt, jakieś poczucie stabilizacji (głupio brzmi, ale niektóre kobiety przymykają oczy na zdradę, byleby facet nie odszedł) i pewnie wiele innych o których tylko ty wiesz.
Uciekaj od niego póki możesz, jesteś młoda, inteligentna. A dziecku będzie lepiej- uwierz mi- sama mam rodziców którzy patrzeć na siebie nie mogą, ale też sie wplątali w kredyt, są dzieci, przyzwyczajenie i wiele innych. A dziecko cierpi. Myślisz że będzie szczęśliwe słuchając jak sie kłócicie, jak on wraca po nocach, ty płaczesz? Nie wiadomo co będzie za pare lat- czy nie otumani cię tak że będziesz potrzebna mu tylko jako kucharka i kochanka. A jak będziesz sie próbowała buntować to bedą wyzwiska, kłótnie i wiele innych strasznych rzeczy.
Będzie tobie i dziecku o wiele lepiej samym przez jakiś czas (moze znajdzie sie jakis porządny facet który was pokocha). Im dłużej będziesz zwlekać, tym będzie ciężej- bo to on się zmieni, bo to może ja jestem zła i niedobra. Albo usidli cię na zawsze 2 dzieckiem. A wtedy będzie ci jeszcze gorzej.
Czujesz ulgę że go nie ma- to już moja droga dużo znaczy.

Weź sie w garść, znajdź szybko jakąkolwiek pracę, żeby mieć poczucie, ze coś masz dla siebie, i wnoś pozew o rozwód i alimenty oczywiście. A mieszkanie jeżeli nie jesteś w stanie go spłacać to sprzedajcie, a kase podzielcie kto ile rat spłacił. Zawsze możecie je wynająć.  Najgorzej jeżeli będziesz myśleć o pieniądzach- one są ważne, nawet bardzo, ale one szczęścia ci nie dadzą. A twoje szczęście jest ważniejsze od mieszkania.

Może rodzina ci jakoś pomoże- wspólnie spłacicie ten kredyt.

Jedno wiem na pewno z własnych doświadczeń- jeżeli masz być z nim tylko dlatego żeby nie krzywdzić dziecka to własnie to zrobisz.. Możesz nieumyślnie zaserwować swojemu dziecku piekło jakim jest życie pod dachem z rodzicami którzy się nie kochają i żyją obok siebie. A jeżeli wejdą w to kłótnie, obrażanie, wyzwiska to niestety, ale takie dziecko ma uraz do końca życia. Choćbym nie wiem jak starałabyś się mu umilić życie.

3

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Przede wszystkim nie próbuj doszukiwać się winy w sobie. Ten facet nie jest wart miłości. Wychodzi kiedy chce, robi co chce, zdradza, oszukuje. To ma być partner na życie? Myślę, że kiedyś go naprawdę kochałaś, może taką naiwną dziewczęcą jeszcze miłością, ale kochałaś. A jak jest dzisiaj? Wygląda na to, że to uczucie się wypaliło, zgasło, umarło. To on je w Tobie zabił. Pomyśl... Czy warto być z kimś tylko dla kredytu, mieszkania? Masz wykształcenie, jakieś kontakty, spróbuj, poszukaj. Na pewno nie będzie łatwo, ale kiedy się uda będziesz miała poczucie, że jesteś silna, niezależna, że jesteś w końcu sobą. Bo co to za życie z kimś kogo się nienawidzi, do kogo się nie tęskni? To nie jest związek, to jakiś chory toksyczny układ. Myśl o sobie i o dziecku, bo w takiej rodzinie ono nie wyrośnie zdrowe emocjonalne. Ty jesteś tu najważniejsza...

4

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Felina, lat 19. Nie wiem skąd Ci takie rzeczy przychodzą do głowy, które tutaj wypisujesz, ale bardzo Cię proszę pisz jak najwięcej, bo dobrze piszesz i umiesz pisać z hmmm.... dystansem i już wogóle nie było to brutalne co napisałaś. (Jeśli możesz to nie skupiaj się jedynie na tym temacie, bo wg. mnie masz zdrowe podejście do rzeczy). Co najważniejsze nie wysuwasz pochopnych wniosków mając wyłacznie do dyspozycji opis jednej strony - lol, niewiele ludzi tutaj tak potrafi. A teraz do tematu. Nie ma od dawna rycerzy, a jeśli chodzi o książęta z bajki,,, no cóż, oni zdarzają się tylko w bajkach. Nie licz też na żadną książkę, bo opisna historia wcale nie jest jakoś szczególnie wyjątkowa. Właściwie to dobrze. Bo te ciekawe sprawy, zazwyczaj są zagmatwane i trudniejsze do rozwiązania. W tym co napisałaś widać, że się mijacie. Raz stara się jedno raz drugie, ale nie możecie spotkać się jakoś. W przeciwieństwie do Feliny doczytałem się że Ty jednak się zakochałaś, i mimo wszystko dziecko jest owocem tej miłości, jeśli tak jest to ma mimo wszystko szczęście. Jeśli zaznałaś lepszej chemii z innym facetem, to tylko dowód na to, że z innymi może być inaczej... pewnie i lepiej. Szkoda że nie potrafiliście mimo wszystko współgrać, bo związki rozpoczęte w sposób jaki miał u Ciebie, wcale nie musza rokować nieudanego związku. Spójrz na to w ten sposób bardzo chłopak był na Ciebie napalony, a potem to juz sie potoczyło. W samobójstwa oczywiście nie wierz. Miałem pisać to o szansach, pogadaniu z jego znajomymi itd, z uwagi na to że zazwyczaj staram się w swoich wypowiedziach umacniać wiarę ludzi że potrafią ratować związki, ale to w przypadku gdy jedna ze stron zrobi błąd. Zdrada w stałym związku, gdy rzeczywiście nie grają rolę uczucia, jest poszukiwaniem czegoś, czego z jakś powodów nie otrzymuje się w związku, innością, fascynacją. Skoro jesteście razem to prawdopodobnie są śmieszne miłostki i nic więcej. Pytanie jest czy tak powinno być. Ano nie. Masz nielada okazję spojrzeć na swoje życie oczami (przepraszam że to wykorzystuję) Feliny. Zamknij oczy i spróbuj sobie wyobrazić jak będzie wyglądało Twoje życie i co? Przeczytaj sobie jeszcze raz, co boli Twoją młodszą koleżankę i jakie ona perspektywy Tobie przedstawia. A teraz do tego dodaj to co Cię samą spotyka na codzień, dodaj to co potrafisz sobie najgorszego wymyśleć. Możesz na koniec spróbować wyobrazić sobie ile wydaje Ci się możesz wykrzesać dobrego w przyszłości będąc z mężem, ale podejrzewam , że nieiwle będzie tego. Na koniec porównaj i odpowiedz sobie, co dalej i czy warto. Kredyt to nie koniec świata, jesteś zdrowa, zaradna i masz zdrowe dziecko. Wyobraź sobie co by było gdyby było chore, gdybyś miała z nim spędzać noce i dnie? To dopiero bylby dramat. Idź z rodzicami do prawnika, niech Wam podpowie jak wam mają udzielić - rodzice, czy rodzina pożyczki pod zastaw sprzedanego domu wziętego na kredyt, tak, by środki z jego sprzedaży zabezpieczyły zwrot długu, resztą sie podzielcie. A jak nie będzie chciał rozwodu, zbierz dowody jego winy, sms, i inne. Użyj sama życia znajdź sobie kogoś. W sądzie nie orzekną winy ani Twojej, ani jego jesli nawet on coś będzie miał na Ciebie, po protu udowodnicie tym sposobem rozpad pożycia małżeńskiego, nie ograniczaj jego praw rodzicielskich bo dziecko musi mieć kontakt z ojcem i tyle. Zamieszkaj z rodzicami. On, no coż skoro jest taki zaradny nie zginie, a jak sobie nie poradzi to jakaś jego "ukochana" na pewno go przygarnie. aaa. i słuchaj olimpii, ona ma większe wyczucie niż ja.

5

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Na wstępie - bardzo Wam dziękuję, że przeczytaliście moją historię.

Bardzo Wam dziękuję za słowa otuchy - jak człowiek jest co jakiś czas wyzywany od wariatek, a każda prosta rzecz kończy się kłótnią i wywracaniem kota ogonem, tak że w końcu to ja jestem winna, ta zła, ta niedobra, która nie może z niczym dotrzeć do psychiki męża, czuje się upodlona, nic nie warta, beczy i nienawidzi siebie za to. Nienawidzi jego (choć gdzieś tam tli się popłoch - czy to nie jakieś demony, a on naprawdę jest w porządku, czy to nie ja wyolbrzymiam wszystko, czy to nie ja zwariowałam... gdzieś tam w oddali maleńkie jak iskierki promyczki słońca, że on mnie kocha, zawsze kochał... chce dobrze dla mnie... chce tego mieszkania i urządza je... nie wiem już sama... niegdy w życiu nie miałam takiego zamętu w głowie jak teraz). Nienawidzi siebie, że nienawidzi jego. Czasem go kocha - jak widzi jaki uśmiechnięty jest do syna i jak czasem spędza z nim czas, przytula. Jej tak nie przytula... nawet jak prosi robi to tak jakoś od niechcenia...

Wczoraj rano wyszłam i wzięłam samochód. W końcu zadzwonił. Zaczął od tego, że on pewnie pod wieczór będzie musiał jechać autobusem. Nie powiedział wprost, że chce wyjść, nigdy nie mówi wprost jak gdzieś wychodzi dla przyjemności, zawsze jest lawirowanie. Ja mu na to, że dam mu znać jaki mam plan, bo teraz jestem w bibliotece i się uczę. Zawrzało we mnie, bo już czułam, że coś jest nie tak. Odpisałam mu smsa, że ja będę w domu około 23:00 i żeby sam odebrał dziecko z przedszkola.
Nic nie odpisał. Dzwoniłam, nie odbierał. Wróciłam do domu o 20:00 - nikogo. O 24:00 dalej nikogo, telefon poza zasięgiem. Wrócił o 2:00. Okazało się, że podrzucił dziecko do znajomej z rodziny (taksóweczką w obie strony - bo przecież jeździć autobusem to kurcze niełaska... królewicz się znalazł...) a on sobie fru. Rano dzwonię do znajomej ta mi mówi, że miał jakieś spotkanie o 23 więc stwierdziła, że po co ma tahać dziecko po nocy. A on mi powiedział, że był z kolegami...

Jeszcze dorzucił mi wczoraj że myślał, że ja się obraziłam. Potem stadardowo wysłał smsa, że przeprasza i że kocha... Patrzy tak jakoś inaczej na mnie. Dzisiaj rano mówię mu gdzie są pieniądze ze szkatułki, bo muszę iść do sklepu. Cisza. Jak zwykle. Powtarzam jeszcze raz - czy możesz mi dać pieniądze. A co chcesz kupić? Osłupiałam! Mówię mu: proszek do prania. On na to, że on będzie szedł do sklepu to kupi. Ja mu na to, że fajnie, ale dobrze by było jakby te pieniądze co je zarobił dał do szkatułki bo może ja będę potrzebować 4 zł na bilet dzienny. A on mi na to że jemu się nie chce teraz z łóżka wstawać, bo on teraz śpi. No żesz qr#wa!!! Się poryczałam! Chciał mnie przytulić. Powiedziałam mu że się jego brzydzę. Żeby mnie nie dotykał. (Nie wiem czy go to nie kręci, jak mnie upodli i może potem przytulać jak kukłę). Żeby spadał z amorami do tej drugiej, bo wiem że kogoś ma. No to wstał, stwierdził, że odbiło mi kompletnie. Że zwariowałam. Że on mnie nigdy fizycznie nie zdradził. Że ma dosyć tych ciągłych oskarżeń. Że jacyś ludzie mają na mnie zły wpływ. Że jak będę się wzorować na innych to na pewno to wszystko się rozpadnie. Że on mnie nie poznaje, że zmieniłam się nie do poznania. Że ja rozwalam nasze życie. Że on sobie beze mnie poradzi. Że powinnam się leczyć. Że ja jak zwykle nie potrafię być cierpliwa. Wszystko musze mieć na już. I wyszedł z dzieckim (dziecko było na szczęście w innym pokoju i mam nadzieję że nie słyszało tego cyrku, ale to dobrzy empaci - czują dużo, szkoda mi małego).

Wrócił. Nie odzywał się. Ja go przeprosiłam (choć wcale nie miałam na to ochoty). Powiedziałam - przepraszam (w zasadzie po to żeby mi fochów nie strzelał i min typu ściana i obraza majestatu na cały świat). I tak strzelił focha. Moje słowa jakby ich nie słyszał, tylko jakby to było coś oczywistego że on jest Pan i władca, a ja sługa poddany. Po czym powiedział: przynieś mi ładowarkę do telefonu. Doznałam szoku, ale nie dałam po sbie nic poznać. Nie poszłam po ładowarkę - powiedziałam mu że wie gdzie może ją znaleźć.

Potem wyszedł znowu. Telefon oczywiście poza zasięgiem. Nie minęło 15 minut ktoś przyszedł po coś bo się z nim umówił. Oczywiście go nie zastał. Wściekł sie jak diabli i powiedział tylko - no tak to z nim właśnie zawsze jest (jak on coś chce to dostaje, jak ktoś coś chce, to olewa). Nie można na niego wogóle liczyć.

Przypominam sobie teraz, że jak się poznaliśmy te prawie 11 lat temu, to on zawsze pożyczał od innych różne rzeczy i nie oddawał. Nie to że kradł (modli się z biblią codziennie, choć do kościoła nie chodzi), ale nie oddawał. Ja musiałam przepraszać za niego.

W domu teraz po 10 latach sprząta. Zrobił całe mieszkanie w środku sam (poza łazienką). To on mnie przekonał do Biblii i do Boga. A teraz sama nie wiem w co mam wierzyć. Boga w sercu mam (bez względu na niego) - to mi pomaga. Modlitwa w zaciszu mi pomaga. Ale nie wiem w co mam już wierzyć. Białe stało się czarne, a czarne białe. Nie wiem czy to dobry człowiek, czy zły.

Jestem strasznie pokićkana. W głowie masa niewiadomych. Brak radości. Co ciekawe jak ja się śmieję, to on nie. To on strzela fochy. Straciłam radość życia. Czasem myślę o tym aby odejść z tego swiata. Ale kocham moich rodziców i mojego synka.

Dać jeszcze szansę jemu, nam? A równoczesnie szukać pracy i niezależności (ps. kont nie mamy osobnych, więc kontrola nad pieniedzmi jest z jednej strony łatwa, ale jak ich nie ma to czuję się z tym fatalnie). Czy szukać psychologa (psychiatry?), znaleźć pracę, skończyć magistra, zmienić nastawienie do życia (że jestem ja i dziecko) i olewać go (nie wdawać się w dyskusje, udawać.. ile można?... że wszystko jest OK), i wnieść pozew o rozwód?

Wiem tylko jedno... nie chcę codziennie się zastanawiać czy on mnie nie zdradza, gdzie on znowu jest, czemu znowu strzela focha, czemu się ze mną nie cieszy... czemu powtarza, że przecież tyle dobrego ostatnio zrobił, a mi ciągle mało.

6

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Możesz mu dać szansę, ale miej świadomość, że on się nie zmieni. Istnieje nikła nadzieja, że na dłużej zmieniłby się gdybyś nim brutalniej potrząsnęła. Brutalniej - wyprowadzka od niego, może oficjalna separacja. Jeśli mu jakoś zależy to się wtedy zmieni. Na dłużej, ale nie na zawsze. Więc lepiej przyzwyczaj się do myśli o życiu bez niego. O życiu lepszym, spokojniejszym, bez zastanawiania się co on robi, bez szpiegowania... Poznaliście się dawno temu, za górami, za lasami. To był inny świat i inna bajka. Wy byliście innymi ludźmi, którzy nie znaleźli wspólnego miejsca dla siebie w nowej bajce. Zmień bajkę, dziewczyno, bo w tej bajce dobra wróżka się nie pojawi a kolejna wiedźma na pewno...

Nie bój się samotności, samotnego macierzyństwa, nie bój się problemów. Kobieta silna jest. A uczucie wyzwolenia, jakie pojawi się gdy skończysz ten toksyczny związek da Ci siłę do walki ze wszystkimi przeciwnościami świata...

7 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-31 13:49:28)

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Popieram Vinngę w 100%, sama jestem przykładem na to jak bardzo wie co mówi:)

i taka mała przypowieść:
"Pewien człowiek dożył swych dni, ze spokojem odszedł na spotkanie z Bogiem. Spotkał Boga na piaszczystym brzegu morza. Spacerując, przed oczami człowieka przewinęło mu się całe jego życie a za spacerującymi pozostawały ślady stóp człowieka i Boga. Gdy już zobaczył wszystkie sceny swego życia obrócił się i zauważył, że na piasku czasem widać dwa ślady a czasem tylko jeden, i to w najtrudniejszych chwilach jego życia, gdy najbardziej cierpiał... Smutny zapytał Boga:
- Panie! Modliłem się do Ciebie abyś mnie nie opuszczał. Obiecywałeś, że jeżeli będę kroczył Twoimi ścieżkami zawsze będziesz przy mnie. A teraz widzę w najtrudniejszych chwilach mego życia tylko jeden ślad! Panie! Dlaczego opuszczałeś mnie gdy potrzebowałem Ciebie najbardziej?

- Zbyt ciebie kocham by cię opuścić. - odparł Bóg - Dziecko, w chwilach twego cierpienia, tam gdzie widzisz tylko jeden ślad, niosłem cię na rękach."

8

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Chciałam jeszcze dodać, że ponad dwa tygodnie temu kiedy to dostał ochrzan od mojego taty (pierwszy i ostatni - ponoć wyglądało to tak: k#$rwa co drugie słowo i co ty do cholery wyprawiasz z życiem mojej córki!) i kiedy to wrócił do domu a ja mu powiedziałam 10 razy na spokojnie, że chcę rozwodu bo juz mam dosyc domysłów, nie chcę abyśmy wszyscy cierpieli, chcę żyć spokojnie. Łzy mu poleciały i wyszedł z domu, bo miał coś. Jak wrócił powiedział, że czytał smsa ode mnie. Rozmawialiśmy, ale standardowo ta rzmowa zaczęła zmierzać donikąd. W końcu się wściekłam jak osa (niestety) i powiedziałam mu że naprawiając nie otrafimy naprawić, że znowu zwaa winę na mnie. Że nie jestem tolerancyjna i zamykam go w klatce. Że on chce czuć że żyje. Ja mu na to, że nie rozumiem niech z łaski swej wyjaśni. Powiedział, że taki ma zawód, i w nocy ma te spotkania (ciekawe że wraca o 6 rano do domu czasem - może jest jakimś kablem czy co? - bo to niesłychane zeby spotkanie trwało do 4-5 rano). Że kocha nas bardzo z synem. Że nie chce byśmy to wszystko zepsuli. W każdym razie niewyrobiłam i powiedziałam, że chcę jednak rozwodu. On nagle zerwał się z łóżka. Zaczął fruwać po pokoju. Trząsł się. Ryczał. Miotał. Miał takie spojrzenie, że myślałam że mnie zabije. Poleciał do kuchni. Zamknął drzwi za sobą i powiedział że się zabije. Bo już nie wyrabia nad tymi wszystkimi oskarżeniami. Dobijałam się do kuchni. Wystraszył mnie. W końcu otworzyłam drzwi. Wróci do łóżka i się trząsł. Powiedział że go serce bardzo boli. Potem zaczął się uśmiechać i stwierdził, że to nie ważne żyjemy. On postara się z siebie dać jak najwięcej. I dwa tygodnie tak było. Aż tu nagle - czwartek, piątek, sobota, poniedziałek - go na noc nie ma. A ja mu zarzuty robię, i on psychicznie nie wyrabia - czego ja jeszcze chcę. Przecież pisze smsy, jak wychodzi i czasem jak już jest poza domem w nocy.


Więc może to ze mną jest coś nie tak. Może przez to, że nie potrafię zrozumieć tych jego spotkań nocnych - wmawiam sobie, że mnie zdradza (choć telefon zawsze czysty) i się nakręcam. Ja już mu wybaczyłam tamte zdrady (smsy, maile, spotkania z tą pierwszą), ale nie wybaczę kolejnej. Nie znoszę myśli, że w każdej sekundzie może mi patrzy w oczy i mówi, że kocha, a na boku robi coś innego. A może tak wcale nie jest. Może jest oddany, kochający mąż, który się w życiu pogubił?

Pewnie uznacie, że jestem beznadziejna. Ale tylko z Wami mogę pogadać. Rodziców oszukuję, że wszystko ok. Bo tato (80 lat) po ostatniej rozmowie z nim, źle się czuł jakiś czas.

9

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

La Que Sabe - ja też jestem przykładem na to co napisałam...
Kobietyzdradzone - Twój mąż daje podstawy do tego, żebyś sobie "wmawiała". I pokazuje jak bardzo jest niedojrzały. Możliwe, że faktycznie Ciebie kocha, a dziecko na pewno i chciałby, żebyście byli razem, ale moim zdaniem to typ, który "chce zjeść ciastko i mieć ciastko". Czyli z jednej strony rodzina, a w międzyczasie inne kobiety. Można wybaczyć jednorazową przygodę (jeśli się umie to wybaczyć) "bo alkohol", "bo coś w niego wstąpiło" itp, jeśli jest okraszona skruchą i potwierdzona rzeczywistą zmianą zachowania. Ale zdrady Twojego męża były inne - długotrwałe kontakty połączone z jakimś zaangażowaniem emocjonalnym. Zakończył tamte przygody, bo się dowiedziałaś. A jeśli byś się nie dowiedziała?

Faceci wbrew stereotypom głupi nie są. Wie co może stracić, więc będzie się krył. Znalazłaś dowody w telefonie - teraz kontaktuje się innymi sposobami. Pokazałaś, że umiesz wybaczyć 2 razy - on uważa, że to już standard i wybaczysz zawsze... Są mężczyźni, którzy zdradę mają w naturze i tacy, którzy w naturze nie mieli, ale spróbowali i im się spodobało. Moim zdaniem Twój mąż będzie Cię zdradzał. Oczywiście mogę się mylić, ale niestety to mało prawdopodobne...

10

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

"Bardzo Wam dziękuję za słowa otuchy - jak człowiek jest co jakiś czas wyzywany od wariatek"
nikt nie ma prawa wyzywać drugą osobę, ani w ten ani inny sposób. Jedyne co to pokazuje jakim sam jest prostakiem i chamem.

"a każda prosta rzecz kończy się kłótnią i wywracaniem kota ogonem"
to świetna sprawa ale jedynie dla osoby która umie wywracać kota ogonem, ale z drugiej strony świadczy o tym że nigdy nie dojdziesz do ładu z taką osobą, jak on stłucze talerz to i tak będzie Twoja wina. Sa tacy ludzi którzy potrafią wmówić Ci że wszystko co złe Cię spotyka to Twoja wina/

", tak że w końcu to ja jestem winna, ta zła, ta niedobra, która nie może z niczym dotrzeć do psychiki męża,"
wybudowane poczucie winy za każdym razem się pogłębia i łatwij Tobą sterować. Nie poddawaj się temu. Jeśli nie umiesz z nim walczyć słownie, w sposób jaki on Cię zaszczuwa, po prostu powiec to nieprawda i tyle. nie bo nie. i koniec będzie to taki sam argument jak wywracanie kota ogonem. Do takiej osoby nic nie dociera.

"czuje się upodlona, nic nie warta, beczy i nienawidzi siebie za to."
on spowodował że tak się czujesz. Każdy człowiek jest warotściowy, nawet on, ale to nie znaczy że jeżeli jesteś od niego psychicznie słabasz ma prawo by to wykorzystywać. Każdy jego sposób oddziaływania, który powoduje, że czujesz się z tego powodu źle (obojętnie w jaki sposób) jest rodzajem dręczenia. Pozostaje CI jedyna wtedy naturalna reakcja, łzy - a to nie słabość, a jedynie obrona Twojego organizmu przed nerwami. Traktuj to jako upust tych złych rzeczy. Gdy czujesz się w ten sposób każdemu kto tak działa powiedz mu o tym i nie pozwól sobie na pomiatanie, masz jedno życie, jedne nerwy i zdrowie, a dziecko będzie Cie jeszcze w życiu potrzebowało, chciała byś się nim zajmować jako znerwicowana matka?

"Nienawidzi jego (choć gdzieś tam tli się popłoch - czy to nie jakieś demony, a on naprawdę jest w porządku, czy to nie ja wyolbrzymiam"
powtórze, każde zachowanie które prowadzi do tego że się źle czujesz jest dręczeniem nie ma znaczenia czy to wyolbrzymiasz czy nie, wystarczy że to czujesz.

"promyczki słońca, że on mnie kocha, zawsze kochał... chce dobrze dla mnie..."
to wizja którą sobie budujesz by jakoś sobie radzić, spójrz realnie na to co Cię otacza

"chce tego mieszkania i urządza je... nie wiem już sama... niegdy w życiu nie miałam takiego zamętu w głowie jak teraz)."
normą jest że dba się o miejsce w którym się mieszka, nie jest to nic nadzwyczajnego, nie doszukuj się w tym wielkich rzeczy

"Czasem go kocha - jak widzi jaki uśmiechnięty jest do syna i jak czasem spędza z nim czas, przytula."
to uczucia ojcowskie, które ma każdy zdrowy facet, możesz byc pewna, że jeżeli nawet nie będziecie żyć jako małżeństow to się nie zmieni, to miłość do dziecka, która zazwyczaj trwa bez względu na okoliczności

"Jej tak nie przytula... nawet jak prosi robi to tak jakoś od niechcenia..."
obowiązek? pocieszenie, bo tak trzeba?

"Wczoraj rano wyszłam i wzięłam samochód. W końcu zadzwonił. Zaczął od tego, że on pewnie pod wieczór będzie musiał jechać autobusem."
mimo wszystko pewne rzeczy należy ustalać, co nie znaczy że należy być despotycznym.

"Nie powiedział wprost, że chce wyjść, nigdy nie mówi wprost jak gdzieś wychodzi dla przyjemności, zawsze jest lawirowanie."
to chyba rzecz na którą do tej pory mu pozwalałaś, zatem nie powinnaś doszukiwać się głębszych rzeczy i tym razem

"Ja mu na to, że dam mu znać jaki mam plan, bo teraz jestem w bibliotece i się uczę. Zawrzało we mnie, bo już czułam, że coś jest nie tak. Odpisałam mu smsa, że ja będę w domu około 23:00 i żeby sam odebrał dziecko z przedszkola."
mam wrażenie, że zaczynacie pogrywać dzieckiem. Jeśli nawet oddalacie się to takie rzeczy musicie przegadać, bo mimo wszystko ty jako matka , prędzej będziesz wariowała jeśli nie będziesz wiedziała gdzie jest dziecko, niż on. On rozwiąze sprawę ,, tak jak niżej napisałaś i uzna że ją załatwił, a Ty będziesz niepotrzebnie nerwy traciła.

"Nic nie odpisał."
po prostu się odgryzł, sam bym tak zrobił.

"Wrócił o 2:00. Okazało się, że podrzucił dziecko do znajomej z rodziny (taksóweczką w obie strony - bo przecież jeździć autobusem to kurcze niełaska... królewicz się znalazł...) a on sobie fru. Rano dzwonię do znajomej ta mi mówi, że miał jakieś spotkanie o 23 więc stwierdziła, że po co ma tahać dziecko po nocy. A on mi powiedział, że był z kolegami..."
wcale tak niemusiało być, może pracował, a potem z nimi był, ale i tak wyszło na to że zrobił Ci na złość.

"Jeszcze dorzucił mi wczoraj że myślał, że ja się obraziłam. Potem stadardowo wysłał smsa, że przeprasza i że kocha... Patrzy tak jakoś inaczej na mnie."
pisał bo wiedział że przegiął,a spać gdzieś musi.

"Dzisiaj rano mówię mu gdzie są pieniądze ze szkatułki, bo muszę iść do sklepu. Cisza. Jak zwykle. Powtarzam jeszcze raz - czy możesz mi dać pieniądze. A co chcesz kupić? Osłupiałam!"
robicie sobie na złość, jednak bilans Wciąż pozostaje na Twoją niekorzyść.

"Mówię mu: proszek do prania. On na to, że on będzie szedł do sklepu to kupi. Ja mu na to, że fajnie, ale dobrze by było jakby te pieniądze co je zarobił dał do szkatułki bo może ja będę potrzebować 4 zł na bilet dzienny. A on mi na to że jemu się nie chce teraz z łóżka wstawać, bo on teraz śpi. No żesz qr#wa!!! Się poryczałam! Chciał mnie przytulić."
załapał, że przesadził, ale myślę, że pieniędzy nie miał.

"Powiedziałam mu że się jego brzydzę. Żeby mnie nie dotykał. (Nie wiem czy go to nie kręci, jak mnie upodli i może potem przytulać jak kukłę). Żeby spadał z amorami do tej drugiej, bo wiem że kogoś ma. No to wstał, stwierdził, że odbiło mi kompletnie. Że zwariowałam. Że on mnie nigdy fizycznie nie zdradził. Że ma dosyć tych ciągłych oskarżeń. Że jacyś ludzie mają na mnie zły wpływ."
gdyby nie zdradził wytłumaczył by , albo by się zaśmiał, a taka reakcja wskazuje na to, że masz rację.

"Że jak będę się wzorować na innych to na pewno to wszystko się rozpadnie. Że on mnie nie poznaje, że zmieniłam się nie do poznania. Że ja rozwalam nasze życie. Że on sobie beze mnie poradzi. Że powinnam się leczyć. Że ja jak zwykle nie potrafię być cierpliwa. Wszystko musze mieć na już."
przestaliście się już kompletnie rozumieć i słuchać... jeśli nie zaczniecie rozmawiać ze sobą, ale przy tym słuchać, a nie tylko wyrzucać co was boli, to to się szybko rozpadnie.

"I wyszedł z dzieckim (dziecko było na szczęście w innym pokoju i mam nadzieję że nie słyszało tego cyrku, ale to dobrzy empaci - czują dużo, szkoda mi małego)."
dzieci słyszą więcej niż Ci się wydaje.

"Wrócił. Nie odzywał się. Ja go przeprosiłam (choć wcale nie miałam na to ochoty). Powiedziałam - przepraszam (w zasadzie po to żeby mi fochów nie strzelał i min typu ściana i obraza majestatu na cały świat). I tak strzelił focha."
no dobra ale oprócz przeprosin trzeba gadać, nawet jeśli on dla zasady strzelił focha, a Ty dla świętego spokoju go przeprosiłaś, to korzystajcie z tego i rozmawiajcie, tylko to Was może do czegoś doprowadzić, ale unikanie tego będzie powodowało narastanie barier i obojętnie jakie będą tego następstaw, utratę możliwości porozumienia się.

"Moje słowa jakby ich nie słyszał, tylko jakby to było coś oczywistego że on jest Pan i władca, a ja sługa poddany."
faceta trzeba trochę czasem połechtać, ale to nie znaczy, że potem nie można - jak już zacznie słuchać - wylać kbyła zimnej wody na głowę.... ale lepiej skupiać się nad rozwiązaniami , a nie samą genezą, bo zanim dojdziecie do wniosków, każde z was wyciągnie najgorsze rzeczy, po których wogóle rozmawiać się nie będzie dało

"Po czym powiedział: przynieś mi ładowarkę do telefonu. Doznałam szoku, ale nie dałam po sbie nic poznać. Nie poszłam po ładowarkę - powiedziałam mu że wie gdzie może ją znaleźć."
punkt dla Ciebie za to łóżko smile

"Potem wyszedł znowu. Telefon oczywiście poza zasięgiem. Nie minęło 15 minut ktoś przyszedł po coś bo się z nim umówił. Oczywiście go nie zastał. Wściekł sie jak diabli i powiedział tylko - no tak to z nim właśnie zawsze jest (jak on coś chce to dostaje, jak ktoś coś chce, to olewa). Nie można na niego wogóle liczyć. Przypominam sobie teraz, że jak się poznaliśmy te prawie 11 lat temu, to on zawsze pożyczał od innych różne rzeczy i nie oddawał. Nie to że kradł (modli się z biblią codziennie, choć do kościoła nie chodzi), ale nie oddawał. Ja musiałam przepraszać za niego. W domu teraz po 10 latach sprząta. Zrobił całe mieszkanie w środku sam (poza łazienką). To on mnie przekonał do Biblii i do Boga. A teraz sama nie wiem w co mam wierzyć. Boga w sercu mam (bez względu na niego) - to mi pomaga. Modlitwa w zaciszu mi pomaga. Ale nie wiem w co mam już wierzyć. Białe stało się czarne, a czarne białe. Nie wiem czy to dobry człowiek, czy zły."
Modlitwa w praktyce prócz ulgi nic Ci nie da, a on z zasady widać jest osobą niesłowną i nieodpowiedzialną. Jeżeli będziecie ze sobą musisz się liczyć z tym, że nie będziesz na niego mogła nigdy liczyć.

"Jestem strasznie pokićkana. W głowie masa niewiadomych. Brak radości. Co ciekawe jak ja się śmieję, to on nie. To on strzela fochy. Straciłam radość życia. Czasem myślę o tym aby odejść z tego swiata. Ale kocham moich rodziców i mojego synka."
Pamiętaj, że życie masz tylko jedno, a człowiek się rodzi po to by przeżyć to życie szczęśliwie. Nigdy nie nadrobisz ani dnia, ani minuty...

"Dać jeszcze szansę jemu, nam? A równoczesnie szukać pracy i niezależności (ps. kont nie mamy osobnych, więc kontrola nad pieniedzmi jest z jednej strony łatwa, ale jak ich nie ma to czuję się z tym fatalnie). Czy szukać psychologa (psychiatry?), znaleźć pracę, skończyć magistra, zmienić nastawienie do życia (że jestem ja i dziecko) i olewać go (nie wdawać się w dyskusje, udawać.. ile można?... że wszystko jest OK), i wnieść pozew o rozwód?"
nie pisz o tym w takich kategoriach, bo jedni powiedzą - masz się rozwieść, a inni że nie powinnaś, a wybór i tak będzie należał do Ciebie... Najpierw porozmawiajcie rozmawiajcie dzień i w nocy, róbcie przerwy tylko na seks, Jak nie bedzie chciał przerwy możesz mu powiedzieć, że idziesz z nim do łóżka robiąc to wyłącznie dla niego, bo jeżeli jest prawdą , że nigdy Cię fizycznie nie zdradził, a Ty postanowisz od niego na serio odejść, to może szybko nic mu nie wpaść w ręce i było by Ci go z tego powodu żal.
I nie śmiej się przy tym smile

"Wiem tylko jedno... nie chcę codziennie się zastanawiać czy on mnie nie zdradza, gdzie on znowu jest, czemu znowu strzela focha, czemu się ze mną nie cieszy... czemu powtarza, że przecież tyle dobrego ostatnio zrobił, a mi ciągle mało."
Kochasz go i tyle. Ale gdybym miał Ci radzić, to powiedziałbym, że czas leczy rany, a lekarstwem na nieudaną miłość, jest inna miłość.

11

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Dunkis- dziękuje za miłe słowa- jednak czy jestem obiektywna.. mhh.. po prostu nie mogę patrzeć jak wykształcone piękne kobiety tkwią przy mężczyznach którzy wypijają z nich wszystkie soki życiowe. A tak sie niestety dzieje w przypadku "kobietyzdradzone".


Powiedz nam kochana, czemu ty z nim tak naprawdę jesteś? To klucz do wszystkiego.

On Cie niszczy- krok po kroku od lat, chce sprawić, abyś miała tak niską samoocenę, ze będziesz zdana na niego.

- byłaś śliczna dziewczyną skoro byłaś modelką  - dziś uważa cię za grubaskę - cwane- najpierw pewnie rozpływał się nad twoją urodą, a gdy cię złapał w sidła zaczął obrażać, szkoda tylko że nie pamięta czemu tak się stało- urodziłaś WASZE  dziecko, było wiadome że twoje ciało sie zmieni. A gdyby był porządnym facetem to by ci delikatnie zasugerował że moze razem byście spalili zbędne kilogramy. Ale lepiej wyzwać kobietę od grubej krowy albo świni. I wiedz że to się nie zmieni. Zawsze będzie toba pomiatał. Możesz schudnąć, ale on ci już miłego słowa szczerze nie powie- bo byś uwierzyła w siebie, a on tego nie chce.

- byłaś/jesteś ambitna chcesz się uczyć- to mu też na pewno nie pasuje, zamiast marnować czas na naukę mogłabyś pewnie w jego mniemaniu lepiej zajać sie domem, dzieckiem i innymi rzeczami- mu z nauką nie wyszło, pewnie boli go to że jesteś lepiej wykształcona. A facet nie lubi być gorszy od swojej kobiety. Więc co robi- poniża ją, żeby nie myslała, że jest lepsza. Zaczynają się wyzwiska, kłótnie.

- kiedyś świetnie zarabiałaś, on był na twoim garnuszku- dziś jest na odwrót- i znów, ty pewnie byłaś szczęśliwa że może u ciebie mieszkać, nie ograniczałaś mu dostępu do pieniędzy. On powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że coraz bardziej jesteś zależna od niego. On ci nie da pieniędzy na proszek więc go nie kupisz. Nie masz nawet głupich 4 zł na bilet- mu to może podnosić ego- on jest panem ty jego niewolnicą. On ci nie da ty nie bedziesz miec. Za jakiś czas, może ci dawać ochłapy. Znam to- 300zł na życie i gospodaruj nimi kobieto. Go całe dnie nie bedzie w domu więc nie bedzie go obchodziło czy macie co jeść. Teraz wystarczy większa kłótnia a on może po prostu przestać dawać ci pieniądze- bo jak, ty jesteś dla niego nie dobra, oskarżasz go o zdrady, wiec czemu ma ci dawać?

- on cię nie trakuje jak równorzędnego partnera - olewa sobie wszystko a ty mu na to dajesz przyzwolenie. Miał odebrać dziecko i się nim zająć- wolał je podrzucić do znajomych i nawet cię o tym nie uprzedził. On jest nie poważny. Ty pewnie się zamartwiałaś o nie, do 2 nie spałaś a on wraca sobie jakby nigdy nic. Zastanów się zy możesz na nim polegać. Moim zdnaiem nie. To jest duże dziecko. Pewnie kocha waszego synka, ale on nie jest osoba której ja bym powiedziała: wracam za 2 dni, zaopiekuj się naszym synkiem. On się zachowuje nie poważnie. Wyjścia są ważniejsze od własnego dziecka?? I nie oszukujmy się- pewnie nie miał pracy, tylko zwyczajnie poszedł się pobawić. Ciebie nie było, nie gdakałaś mu nad uchem że wychodzi wiec podrzucił dziecko i poleciał. Zero skrupułów.

Twój mąż traktuje wasz dom jak hotel- chce to przyjdzie na noc, jak nie to nie. A ty jak taka recepcjonistka masz czytać jego smsy i sprawa załatwiona. Albo kucharka, opiekunka do dziecka, sprzątaczka, i Bóg wie co jeszcze.

Moim zdaniem on cię nie kocha- ale przyzwyczaił się że jesteś. Kiedy wróci z domu z imprezy (może nawet kolejnej kochanki) wie ze ty czekasz w domu. Ma posprzątane, ugotowane, dziecko zadbane. Full serwis. Ale żebyś czasem nie myślała o tym żeby odejść to serwuje ci na zmianę- poniżanie, albo płacze i cyrki. On cię posadził na emocjonalnej huśtawce. Kiedy ma w tym interes umie być czarujący, ale za chwilkę umie cię zbesztać. A ty się mu poddajesz. A kiedy stawiasz opór udowadnia ci że z nim nie wygrasz. Głupia ładowarka- jak myślisz czemu on cię o to poprosił? Bo gdybyś mu przyniosła to by był dumny, ze tak sobie ciebie wytresował. Niedługo mu będziesz jedzenie do pokoju przynosić i odnosić bo mu się tyłka podnieść nie bedzie chciało.

Kiedy twój mąż widzi że się buntujesz, zaczyna nazywać cię wariatką- obniża twoja samoocenę do zera, zachowuje sie tak żebyś zaczęła wątpić w siebie. A jak to zrobisz to on wygra. Poddasz się. Nie będziesz już mu marudzić ze gdzieś wychodzi, nie wraca. Będziesz cicho siedzieć z myslą " on jest taki dobry, utrzymuje nas, tak ładnie bawi sie z synkiem, jest taki wierzący a religia zabrania rozwodów, moze się zmieni..."

Wiesz czemu on z toba jest?? Bo:
- jesteś jego kucharką, sprzątaczką
- już cię jakoś "wychował" po swojemu - z kochankami jest inaczej, o nie trzeba dbać, rozpieszczać- a one w końcu nic nie ugotują, nie zajmą sie domem
- bawi go widząc ze sie meczysz
- jezeli jest religijny moze bac sie reakcji ludzi - skoro odeszła to z nim musiało być coś nie tak
- może myśli po prostu czysto materialnie- co prawda on utrzymuje teraz dom, ale wie, że ty to wszystko pociągnęłaś i zaczęłaś
- paradoksalnie nie chce być sam
- może myśli że szkoda zmarnować te 11 lat... jak już jesteś to badz tylko żebyś się nie wtrącała

Może się mylę. Oby.

Widać ze się boisz samotności- 11 lat to kupa czasu- jak jest tak jest, ale masz kogoś. A tak to sama z dzieckiem i wszystko na twojej głowie- studia, znalezienie pracy, utrzymanie mieszkania, opieka nad dzieckiem. Wydaje się to nie do zrealizowania. Ale... sama szukasz pretekstów zeby od niego nie odejść- mówisz że cieszysz się gdy go nie ma a zaraz dodajesz ze może dac wam szanse. On cię poniża a ty sie zastanawiasz czy z nim być.. hmm Wspólne konto to nie problem- bardzo łatwo założyć nowe, a maż wcale nie musi o nim wiedzieć. Ale póki nie znajdziesz pracy to możesz gdybać. Widać po tobie że jesteś nie pewna siebie. A taka praca to kopniak. Własne pieniądze, niezależność, poznanie nowych ludzi, zmienienie środowiska.

12

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Wczoraj po południu byłam smutna. W zasadzie cały taki dzień miałam. Coś robiłam, ale byłam smutna. On podszedł pytał czemu taka smutna jestem, że jemu się serce kraja jak na mnie patrzy jak taka smutna jestem. Czuje się zagubiony. Tulił mnie mocno potem wziął na spacer. Potem powiedziałam mu, że mam wieczorem spotkanie. Nie pytał się gdzie, z kim. Powiedział: ok, ja będę za godzinę, to weź samochód jak chcesz. No normalnie w szoku byłam. Mówię mu - oczywiście. Jeszcze przed spotkaniem rzucił nagle, pojedź po dziecko bo ja utytłany jestem. Ja mu na to słodkim głosikiem: że musze się kotku przebrać, bo przecież nie pojadę w dresach na spotkanie. On: acha no dobra. Ja: chyba się nie obraziłeś?! On: nie nie wszystko ok.

Dzwonił o 21 spytać czy wszystko ok na spotkaniu (trochę się odstawiłam, ale bez przesady - zawsze uważałam że kobieta powinna mieć klasę). Nawet zgodził się obejrzeć horror. Chociaż na nim zasnął, ale była 2 rano. Potem się obudził. Chętny na amory (właściwie zawsze jest chętny). Musiał się nastarać. Ja go rozbudziłam, ale to on musiał się nastarać. Tym razem nie było - cyk i już.

Rano uśmiech na twarzy. Stwierdził żebyśmy jeśli mogę spędzili dzisiaj czas z dzieckiem. Potem mnie przytulił. Ja czy mu się podbam. On na to: no właśnie... nie lubię jak często dopytujesz - czy jesteś atrakcyjna dla mnie, czy cie kocham. Czuję się z tym dziwnie. Jak możesz tak wogóle mówić? Jestem z Tobą, bo Cię kocham i uważam że jesteś atrakcyjna. Gdyby tak niebyło powiedziałbym Tobie. Hm... no ok. Zmieniłam szybko temat. (Wiem wiem... powiecie - tak to zdecydowanie niska samoocena - jak mam wiec budować moją niska samoocenę?).

Pozdrawiam Wszystkich. Bardzo dziękuję za komentarze - Dunkis. Są bardzo przemawiające do mnie. W sensie - rozpatrujesz każde moje zdanie z punktu widzenia faceta. Dziękuję. smile Felino Tobie też za kobiece spojrzenie.

Proszę powiedzcie - jak mogę odbudować swoją niską samoocenę. Nie chcę już walczyć o męża jak do tej pory - wiem działałam jak ślepy w amoku, jak ofiara. Chce wierzyć że jestem wartościowa, że daleko zajdę z nim lub bez niego.

13

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Ehh dziś jest kochającym ojcem i namiętnym kochankiem a jutro wyjdzie na całą noc i się nie odezwie.

Czemu mu na to pozwalasz? Kiedy nie ma humoru chowasz się po kątach, a gdy ma ochotę na amory to się prędzej czy później poddajesz. Robisz dużo kiedy ma dobry nastrój tylko żeby  mu go nie zepsuć.

On się bawi twoimi emocjami. Jak chce to ryknie na ciebie, a zaraz mówi że mu sie serce kraja jak widzi że smutna jesteś. On obniża cały czas twoją samoocenę. Najpierw traktuje cie wspaniale, a zaraz beszta i traktuje jak przeszkodę do tego żeby swobodnie wyjść.

Zbliżają się święta- wiec moze tu jest przyczyna jego nagłej zmiany? Może macie w planach wizyte u rodziców twoich jego, może ktoś ma przyjść do was. A po rozmowie z twoim ojcem on może zwyczajnie chcieć zadbać wyłącznie o pozory.

Nie podwyższysz sobie samooceny jeżeli będziesz tak uzależniona od niego. A jesteś. Zacznij się oddalać od niego krok po kroku. Skończ studia, rozejrzyj sie za pracą (latem nie będziesz mieć zajęć, mały moze być u rodziców do południa). Może kiedy się zorientuje, że mu gdzieś się niebezpiecznie wymykasz to się ogranie. Ale wątpię w to. Wtedy znów będzie starać się rozchwiać cię emocjonalnie.

14

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?
La Que Sabe napisał/a:

Popieram Vinngę w 100%, sama jestem przykładem na to jak bardzo wie co mówi:)

i taka mała przypowieść:
"Pewien człowiek dożył swych dni, ze spokojem odszedł na spotkanie z Bogiem. Spotkał Boga na piaszczystym brzegu morza. Spacerując, przed oczami człowieka przewinęło mu się całe jego życie a za spacerującymi pozostawały ślady stóp człowieka i Boga. Gdy już zobaczył wszystkie sceny swego życia obrócił się i zauważył, że na piasku czasem widać dwa ślady a czasem tylko jeden, i to w najtrudniejszych chwilach jego życia, gdy najbardziej cierpiał... Smutny zapytał Boga:
- Panie! Modliłem się do Ciebie abyś mnie nie opuszczał. Obiecywałeś, że jeżeli będę kroczył Twoimi ścieżkami zawsze będziesz przy mnie. A teraz widzę w najtrudniejszych chwilach mego życia tylko jeden ślad! Panie! Dlaczego opuszczałeś mnie gdy potrzebowałem Ciebie najbardziej?

- Zbyt ciebie kocham by cię opuścić. - odparł Bóg - Dziecko, w chwilach twego cierpienia, tam gdzie widzisz tylko jeden ślad, niosłem cię na rękach."

La Que Sabe - DZIĘKUJĘ smile To jest piękne, ot cała prawda!

15

Odp: Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Ojej!  naprawdę się wzruszyłąm ...piękna przypowieść,na pewno komuś powtórzę smile

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Droga przez piekło - co o tym wszystkim sądzicie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026