Witam!
Mam problem. Nie wiem sama jak do końca go wytłumaczyć -ale spróbuję.
Jestem z chłopakiem już od trzech lat , w sierpniu rozpoczęliśmy współżycie , to była ciężka droga ale w kocu nam się udało. Oboje nie jesteśmy doświadczeni, ja mam 19 lat a on 20 .
I teraz zaczyna się ta cięższa do opowiedzenia treść.
Od października poszłam na studia do innego miasta no i widujemy się tylko w weekendy , czasami on przyjeżdża do mnie. Tak więc nasze "życie seksualne" nie jest regularne. Zresztą ciężko mi to do końca nazwać "życiem seksualnym" . Właśnie dlatego pisze.
Kocham go i wiem że to "ten" facet... ale nie wychodzi nam - w sumie to mi nie wychodzi. Wiem , żę początki są trudne, musimy się poznać , co lubimy , co nie... ale wydaje mi się , że coś jest nie tak ze mną. Mam nadzieje , ze to wina braku spontaniczności ale wole się upewnić.
Na początku wszystko jest w porządku , gra wstępna - jest miło ale kiedy on próbuje "wejść " to... nie wiem jak to inaczej napisać, ale "zamykam się" od środka ,nagle sie spinam i nie potrafię się rozluźnić , otworzyć się . Nie wiem czy to tkwi w mojej psychice , czy są inne przyczyny. Ale jest mi z tym źle , chciałabym żebyśmy chociaż powoli posuwali się do przodu w ale nie możemy(metoda małych kroczków). Stoimy w miejscu, udaje nam się tylko długa i miła gra wstępna potem jest porażka...
Zastanawiam się , czy przyczyną nie jest brak spontaniczności , tzn z góry wiem , zę kiedy on do mnie przyjeżdża na noc to będziemy próbować -no bo przecież kiedy mamy to robić. Wiem , żę nic na siłę...
Jak to było u was na początku ? Też były trudności , czy od razu odczuwałyście przyjemność i nie było z tym żadnego problemu?
Proszę o pomoc... i z góry dziękuje
Pozdrawiam.