Pisalam już co nieco o mojej sytuacji w innym wątku i w innym kontekście.
Od jakiegoś krótkiego czasu uświadamiam sobie, że te wszystkie sygnały, które do mnie dochodziły odczytywalam na opak.
Kiedyś myślam, że to ja czegoś nie robię lub robię źle i dlatego mój mąż przejawia takie a nie inne zachowania wobec mnie i dzieci. Ale z biegiem czasu zaczęłam rozumieć, że to ja się zmieniłam, że to ja potrzebuje związku partnerskiego, rozmowy, otwartej i szczerej. Potrzebuję żeby związek ewoluował, rozwijał się. A zrozumiałam, że to mój mąż stoi w miejscu. On nie ma i nie miał nigdy (dopiero to zobaczyłam) takich potrzeb jak ja dotyczących bycia razem.
Albo w ogóle albo minimalnie :
*nie potrzebuje ze mną rozmawiać.
*wykazuje minimalne zainteresowanie typu jak bylo na siłowni? Odpowiem: dobrze. A on: to fajnie. Koniec. A ja bym chciała rozwiniecia typu jakie ćwiczenia robiłaś, jakie ci się podobały itp.
*nie pyta czy mi się w ogóle z nim podoba jeszcze
*nie pyta jak się czuje, czy coś mnie zasmucilo, dlaczego jestem zła albo "raz na ruski rok"
*traktuje mnie jak dziecko? Np nie mogę zamówić czegoś w restauracji bo on uważa że to za drogie. Ostatnio zupy nie mogłam za 5zl zamówić i drugiego dania. Moglam albo to albo to bo za drogo. Nie mogę się ubierać jak chce itp.
*po 7 latach nie widze żadnych postępow w naszym związku, nie czuję się jak żona tylko jak jego dziewczyna (i to też nie zawsze) po 1,5 roku bycia razem
*jest bardzo surowy dla dzieci, nie bije, nie wyzywa ale jest przy tym bardzo autorytarny
*jest materialista. Nie obchodziło go ze szafa by mnie zabiła tylko że szafa by się popsuła gdyby się przewrocila i o to był wsilciekly, że ja sama przesunelam. A tyle kosztowała...
*klamie prosto w oczy kiedy mam dowody na zdradę internetowa, czarno na białym. On nie wie że ja wiem. Ale jak pytam czy to zrobił to wypiera się w żywe oczy.
*jak ja chce się kochać to odmawia często np jak próbuję go dotykać to bierze moja rękę i odkłada na bok mówiac przy tym surowo "nie rób". Oczywiście ja odmówić nie mogę.
*przychodzi do mnie i jest miły jak czegoś chce.
*wg niego on może powiedzieć mi przykre słowa np w kłótni powiedziałam że jak nie przestanie to przestanę się odzywać do niego albo nie zapytałem go już o zdanie a on odpowiada "i bardzo dobrze" po czym jest zły jeśli ja rzeczywiście się do niego nie odzywam
*ja muszę wyglądać jak milion dolarów, nosić kolczyki, pomalowane paznokcie, odchudzic się (ma rację, około 10kg, dlatego chodzę na siłkę) a sam wygląda jak nie powiem co. Jemu by się ze 20kg przydało schudnąć.
*jak mówi jakie kobiety mu się podobają to wyszukuje mi w necie zdjęcia kobiet i pokazuje a ja bym chciała usłyszeć że to ja mu się podobam i jestem w jego typie
*uważam że czesto niesprawiedliwe traktuje moje syna.
To chyba najważniejsze punkty.
Rozmawiałam z nim wiele razy, mówiłam czego oczekuje, podkreślałam jego pozytywne strony i to co mi się podoba w nim i w naszym związku. On odpowiedział że dobrze ze mu to powiedziałam, zanim się zepsuło tak ze nie da się nic zrobić już. Myslalam ze sie coś ruszy ale nie. On nic nie robi. A ja nie mam już siły.
Nie wiem co ja mam robić póki nie podejmę jakiejś decyzji. Nie jestem jeszcze pewna rozstania.
Czuje się bezsilna. Chce dojrzałego związku i dorosłego mężczyzny a czuje ze mam chłopca któremu trzeba tłumaczyc na czym polega związek dorosłych ludzi....